Uwaga!

Trwają prace techniczne na witrynie hifi.pl. Dopóki widoczny będzie niniejszy komunikat prosimy:
- nie zamieszczać ogłoszeń na giełdzie
- nie logować się na swoje konto
- nie rejestrować nowych kont na hifi.pl
- jeśli jesteście Państwo zalogowani prosimy o jak najszybsze wylogowanie

Przewidujemy, że czas trwania prac nie przekroczy 30 minut. W tym czasie można normalnie korzystać z treści zamieszczonych na hifi.pl.

Kiedy niniejszy komunikat zniknie będzie to oznaczało, że prace zostały zakończone i możliwe jest korzystanie z wszystkich funkcji witryny.

Przepraszamy za wszelkie niedogodności wynikające z prowadzony prac.

Start Pomoc Kontakt Reklama O nas Zaloguj Rejestracja

Witryna hifi.pl wykorzystuje ciasteczka (cookies). Proszę kliknąć aby uzyskać więcej informacji.

Radmor Amplifikator


recenzja pierwotnie opublikowana w maju 2000
Wymiary: 435,120,275 mm
Moc: 50/8, 90/4
Masa: 11 kg
Cena (maj 2000): 4.800 zł
Zestaw testowy wykorzystany przez JD i MD: Arcam Alpha 9, Zoller Design Metropolis Imagination
Zestaw testowy wykorzystany przez PP i GS: Arcam Alpha 9, zestawy samodzielnie skonstruowane z głośników Scan-Speak Revelator i 18W8545
Testowano w grupie wraz z: Accuphase E211, AVI S2000 MI, Lavardin IS, Onkyo A-9911, Radmor Amplifikator

Już wcześniej pod marką Radmor pojawiły się pierwsze produkty audiofilskie - w szczególności dotyczyło to kolumn LS-40, ale i starsze LS-30 zasługiwały w znacznym stopniu na to miano. Amplifikator to już kompletna realizacja idei audiofilskiego sprzętu pod marką Radmor. Cena, wzornictwo i cechy użytkowe zdecydowanie odbiegają od realiów rynku masowego.

Na przedniej ściance znajdują się dwa regulatory, po lewej stronie selektor wejść (tuner, CD, aux), po prawej regulator głośności, a oprócz tego ciekłokrystaliczny wyświetlacz i trzy nieduże przyciski. Nasza sytuacja była o tyle niekorzystna, że otrzymaliśmy wzmacniacz bez instrukcji obsługi, stąd odrobina dodatkowych kłopotów w opanowaniu tzw. gałkologii. Po włączeniu do sieci na wyświetlaczu pojawia się informacja o funkcjach pełnionych przez poszczególne przyciski i gałki. Na krótką chwilę pojawia się strzałka wskazująca na gałkę lub przycisk i określenie pełnionej przezeń funkcji, po kolei dla wszystkich pięciu elementów. Cykl objaśniania funkcji poszczególnych przycisków/gałek powtarza się dwa razy. Tak czy tak można jednak ten krótki instruktaż łatwo przeoczyć, co też mi się przytrafiło. Później wzmacniacz przechodzi w tryb czuwania (stand by). Jeżeli zignorujemy początkowe informacje to pozostaje zapoznawanie się z poszczególnymi funkcjami metodą prób i błędów, ponieważ brakuje jakiegokolwiek opisu na obudowie wzmacniacza. Jest to jednak czynność mało skomplikowana, na dłuższą metę nie będzie to chyba miało znaczenia. Wracając do przycisków: ten po lewej służy do włączenia funkcji monitor (odsłuch magnetofonu), środkowy to przycisk 'standby', a ten po prawej to skokowe ściszanie czyli 'mute'. Amplifikator jest też zaopatrzony w nadajnik zdalnego sterowania.

W czasie normalnej pracy na wyświetlaczu podana jest nazwa odsłuchiwanego źródła i poziom głośności. Głośność jest określana zarówno cyfrowo jak też przy pomocy segmentowego słupka. Regulacja głośności odbywa się bowiem skokowo co pół decybela, co jest bardzo dobrą rozdzielczością jak na potrzeby amatorskie. Gałka nie jest obrotowa, a jedynie odchyla się w prawo lub w lewo. Przytrzymanie jej w pozycji na prawo powoduje zgłaśnianie a przekręcenie w lewo ściszanie. Krótkie przekręcenie daje skok o jedną pozycję. Trochę to wygodniejsze od przycisków we wzmacniaczu AVI, ale do tradycyjnej gałki jednak też nie może się równać. Ponoć jest jeszcze rozważana modyfikacja tego elementu w późniejszej produkcji, gałka kręciła by się wówczas bez ograniczeń w obu kierunkach (tak jak we wzmacniaczu Jeff Rowland Concentra). Jeśli zmiana ta zostanie wprowadzona w życie z pewnością podniesie to komfort użytkowania Amplifikatora.

Z tyłu wzmacniacza zgrupowane są od lewej cztery liniowe wejścia, po prawej stronie wyjście obsługujące jedną parę kolumn, gniazdo do kabla sieciowego zintegrowane z włącznikiem sieciowym. Dwa toroidalne transformatory po 160VA każdy oparte zostały na miękkich gumowych podkładkach, oprócz nich zastosowano też jeszcze jeden mały klasyczny transformator. Nie pożałowano solidnej pojemności w zasilaczu - zastosowano 4 kondensatory 40V/22.000 µF, włoskiej firmy Kendeil. W stopniu końcowym zastosowano tranzystory bipolarne sterowane tranzystorami MOS-FET.

Opinia 1
Mamy w kraju coraz więcej producentów i produktów z aspiracjami do wyższych grup cenowych, choć nie ma co ukrywać Radmor już za czasów PRL należał raczej do grona producentów niemal ekskluzywnych, a przynajmniej droższych.

Amplifikator jest wzmacniaczem, który oscyluje wokół brzmienia neutralnego, z pewnością jest on najbardziej neutralny wśród wzmacniaczy w tym teście, w swoim przedziale cenowym. Oferuje zrównoważone brzmienie, czysty, solidny przekaz niezależnie od zakresu częstotliwości. Barwy nie są ani nadmierne suche ani przesycone, łatwo i czytelnie można śledzić zmiany wysokości dźwięku instrumentów i wokali.

Średnica mimo dużej czystości, nie jest jednak tak naturalna jak można by tego oczekiwać. Zwykle w czystych i zrównoważonych tonalnie urządzeniach łatwiej wykryć drobne przybrudzenia i nieczystości. Taka sytuacja jest właśnie w nowym Radmorze, dźwięk jest generalnie czysty, jedynie górny zakres średnicy jest lekko przybrudzony. Zupełnie subiektywnie odczuwałem też brak prawdziwej namacalność instrumentów na średnicy. Skrzypce były czytelne i czyste, ale zabrakło im pierwiastka naturalizmu potrzebnego do stworzenia przekonywującej iluzji. W głosach chórzystów natomiast dało się usłyszeć sporą różnorodność, wydzielić pojedynczych wokalistów. Przesłuchanie fortepianu zdradziło pewną prawdę na temat brzmienia Amplifikatora, otóż dźwięk jest czysty i przejrzysty ale braku mu szlachetności jaką można usłyszeć w droższych wzmacniaczach i to właśnie powoduje pewien niedosyt jaki towarzyszy odsłuchowi tego urządzenia.

Trudno natomiast mieć większe zastrzeżenia do niskich częstotliwości. Można się zgodzić z opinią Mikołaja, który twierdzi, że dół podany jest zbyt nieśmiało, fanatycy mięsistego obszernego basu mogą być niezadowoleni. Niewiele jest jednak wzmacniaczy w tej grupie cenowej które potrafią zagrać obficie i szybko na basie - niewątpliwie należy do niech AVI, reszta gra albo bardziej obficie i miękko albo mniej obficie ale szybciej i dynamiczniej. Radmor zachowuje w tej materii pozycję mniej więcej po środku. Kontrabas czy gitara basowa nie są w żadnym zakresie pogrubione, ani zniekształcone, dźwięk jest równy, czytelny i pokazuje zmiany wysokości oraz dynamiki grających. Przełom średnicy i góry oraz najwyższe dźwięki nie mają jeszcze czystości tej klasy jaka spotykana jest w urządzeniach takich jak Lavardin Model IS czy Baltlab Epoca1 V.3, ale jest już całkiem nieźle i niewątpliwie Radmor w tym aspekcie zasługuje na pochwałę. Trąbka Davisa jedynie w krótkich momentach była minimalnie przybrudzona, poza tym dźwięk był klarowny i niedrażniący. Z kolei w przekazie blach perkusyjnych zabrakło trochę prawdziwej swobody i nasycenia najwyższymi składowymi, brzmienie mogłoby być jeszcze bardziej błyszczące i perliste. Mimo to przekaz był dość przekonywający - metaliczny i koncertowy.

Również w dziedzinie detalu dźwięk ustępuje nieco wspomnianym wyżej konstrukcjom, ale i tu nie ma powodów do wstydu, mikrodźwięki są dyskretne ale obecne. Amplifikator najlepiej z całej trójki testowanych tu urządzeń pokazał dźwięki wydobywające się podczas uderzenia pałki w talerz. Lepiej niż u konkurencji podane zostały również mikrodźwięki związane z akustyką pomieszczeń. Nie ma co natomiast oczekiwać cudów, Radmor nie generuje po prostu takiego mikroklimatu jak dwukrotnie droższa konkurencja, nie ma zatem tylu szczegółów - mikrodźwięków odpowiedzialnych za namacalność pomieszczenia i pudeł instrumentów.

Amplifikator prezentuje szeroką scenę z obecnym pogłosem. Minimalnie mniejsza może wydawać się głębokość, jednak wrażenie to może powstawać na skutek większej niż przeciętna szerokości. Źródła są bardzo konturowe i stabilne, nie posiadają natomiast wydzielenia. Scena dźwiękowa jest obecna ale nie super przejrzysta. Mikołaj zauważył, że w bardziej jazgotliwych nagraniach pogarszała się przejrzystość i porządek na scenie. W dziedzinie dynamiki Radmor również znajduje się gdzieś po środku stawki, na pierwszy rzut oka nie słychać większych ograniczeń, dźwięk jest dość skoczny i żywy. Mimo podkręcenia gałki głośności, nie podnosi się jednak poziom adrenaliny. Z drugiej strony nie ma żadnego wyeksponowanego zakresu, który zwykle sprawia wrażenie dynamizmu. Tu dźwięk pozostaje równy i kontrolowany. Niskie częstotliwości są na tyle twarde i transjentowe by zaznaczyć akcenty rytmiczne i nadać utworom właściwe tempo.

Amplifikator nie należy do konstrukcji próbujących zwrócić na siebie uwagę tanimi chwytami. Oferowane brzmienie ma duże znamiona naturalności, a w takim przypadku łatwiej zauważalne są drobne niedociągnięcia. Bilans wad i zalet pozwala jednak uznać go za konstrukcję wartą rozważenia przy dokonywaniu zakupów. (JD)

Opinia 2
Z trzech tańszych wzmacniaczy tego testu Radmor posiadał najbardziej spójną i gładką równowagę tonalną. Dość długo trwało zanim zdecydowałem się w notatkach zapisać jakikolwiek przymiotnik określający barwę. Ostatecznie po podsumowaniu całości obserwacji, a także na podstawie opinii Piotra gotów byłbym użyć określeń takich jak lekkie ocieplenie, czy drobne ograniczenie dźwięczności.

O kulturalnej prezentacji świadczył zwłaszcza środek pasma. Przy swoim spokojnym kolorycie, średnie tony posiadały przyzwoitą dawkę szczegółu mikro i makro oraz właściwą stabilność źródeł. Dodatkowym plusem Radmora była niewielka ilość podkolorowań tego zakresu. Soprany, skrzypce solo w swojej wewnętrznej strukturze harmonicznej nie były jednak tak bogate i wyraziste jak to miało miejsce w przypadku AVI, co w połączeniu a gładkim charakterem Amplifikatora pozostawiło pewien niedosyt dotyczący emocjonalnego zaangażowania w muzykę kameralną. Dla odmiany talerze posiadały już dość przyzwoitą dawkę świeżości i związanej z nią obecności. Z kolei gitarze również brakowało pewnej precyzji w rysowaniu krawędzi, właściwej spontaniczności. Na uwagę zasługuje spójne i wyważone przejście od średnich do wysokich tonów, chociaż odczuwało się nieco zachowawczy charakter tych ostatnich.

Bas stanowił mocny fundament i przekonywująco nawiązywał do ogólnego charakteru reszty pasma. Rozciągnięcie pasma w dół plasowało wzmacniacz w czołówce grupy. Niskie tony cechowała przyzwoita rytmiczność i swoboda. Ich audiofilski charakter ujawnił się w wyraźnym zogniskowaniu, pozwalając na swobodne odseparownie gitary basowej od stopy perkusji. Duża ilość skoncentrowanej energii nawet w najniższych rejestrach, świadczyła o sporej wydajności wzmacniacza. Pozytywne wrażenia psuły w niewielkim stopniu pojawiające się niekiedy odczucie nadmiernej jego obfitości w stosunku do kontroli w postaci pewnego pogrubienia strun kontrabasu. Bas nie był może mistrzem szybkości, ale cechowała go spora potęga, a i dynamiczne "dmuchnięcia" potrafiły zrobić bardzo pozytywne wrażenie. Z kolei dźwiękom transjentowym brakowało nieco szybkości, lecz posiadały całkiem niezłą artykulację.

Scena była stabilna, obszerna, posiadała dość dobrą głębię i przyzwoitą klarowność. Separacja instrumentów stała na niezłym poziomie. Całościowy efekt nie był może jakoś szczególnie urzekający, ale Amplifikator to urządzenie solidne także pod względem kreowania obrazu stereofonicznego. Lekki niedosyt pozostawił brak czytelnego zarysowania krawędzi zamykających scenę i trochę nazbyt ostrożny przekaz atmosfery nagrań. Było to po części związane z nieznacznym "przygaszeniem" najwyższych oktaw.

Czytelna i selektywna prezentacja muzyki nie sprawiła Radmorowi większego kłopotu, choć nie należy on do tych urządzeń, które by epatowały swą analitycznością. W pierwszych chwilach jakby brakowało mi subtelności, bardziej sugestywnej projekcji detali. Z upływem czasu znajdowałem jednak w znanych nagraniach szereg drobnych szczegółów, których obecność świadczyła o dobrych możliwościach Amplifikatora.

Najnowszy Radmor należy do grona urządzeń, o których pisze się dość trudno, a to dlatego, że nie ma on jakiegoś intensywniej zaznaczonego charakteru. Dla wielu potencjalnych nabywców będzie to świadectwem dobrej klasy urządzenia. Do najważniejszych zalet Amplifikatora należy zaliczyć jego kulturalną prezentację barw oraz gładki, nienarzucający się charakter tonalny. Być może przekaz emocjonalnych aspektów muzyki był momentami mniej sugestywny, jednak w dynamicznych, skocznych utworach Radmor potrafił zaimponować werwą i rytmiką. W sumie ciekawa konstrukcja (zdaniem Piotra nawiązująca w pewnym stopniu do dość udanej koncepcji brzmieniowej zapamiętanej z modelu Sound Project 2SE). O ile dźwięk był mało kontrowersyjny dzięki swej uniwersalności, to ergonomia jest trochę zaskakująca. Ale do tego można się chyba przyzwyczaić, a poza tym jest jeszcze do wykorzystania zdalne sterowanie. (GS)

Jeśli mają Państwo uwagi dotyczące tej strony lub zauważyliście na niej błędy, dajcie nam znać.
Kliknięcie na niniejszy link spowoduje uruchomienie w nowym oknie formularza, przy pomocy którego można przekazać uwagi do redakcji.
Copyright © 1991-2019 Magazyn Hi-Fi, Gdynia, Poland
logo hifi.pl