Uwaga!

Trwają prace techniczne na witrynie hifi.pl. Dopóki widoczny będzie niniejszy komunikat prosimy:
- nie zamieszczać ogłoszeń na giełdzie
- nie logować się na swoje konto
- nie rejestrować nowych kont na hifi.pl
- jeśli jesteście Państwo zalogowani prosimy o jak najszybsze wylogowanie

Przewidujemy, że czas trwania prac nie przekroczy 30 minut. W tym czasie można normalnie korzystać z treści zamieszczonych na hifi.pl.

Kiedy niniejszy komunikat zniknie będzie to oznaczało, że prace zostały zakończone i możliwe jest korzystanie z wszystkich funkcji witryny.

Przepraszamy za wszelkie niedogodności wynikające z prowadzony prac.

Start Pomoc Kontakt Reklama O nas Zaloguj Rejestracja

Witryna hifi.pl wykorzystuje ciasteczka (cookies). Proszę kliknąć aby uzyskać więcej informacji.

Primare A30.1


recenzja pierwotnie opublikowana w Magazynie Hi-Fi 1/99
Wymiary: 430,100,375 mm
Moc: 100/8, 180/4
Cena (2/1999): 6.600 zł
Zestaw testowy 1: Sonneteer Byron, JM Lab Point Source 5.1, Zoller Design Metropolis Imagination
Zestaw testowy 2: Sonneteer Byron, zestawy samodzielnie skonstruowane z głośników Scan-Speak Revelator i 18W8545, Zoller Design Metropolis Imagination
Testowano w grupie wraz z: Ancient Audio Passiv/Triode Mono, Jeff Rowland Concentra, Marton Opusculum 1.1, Primare A30.1, Siemel TU10/TR20/TA20, Yamaha AX-1090

Zwykliśmy traktować firmę Primare jako producenta rdzennie duńskiego. Jednak dawny projektant tej firmy - Bo Christensen - od kilku już lat prowadzi Bow Technologies. Primare jest obecnie powiązane ściśle z Coplandem, a sam sprzęt produkuje Xena Audio w Szwecji.

Z firmą Primare kojarzy mi się zabawna konwersacja jaką miałem na jednej z wystaw. Spytałem będącego na miejscu przedstawiciela producenta jak właściwie poprawnie wymawia się nazwę. Zaproponował mi bodaj ze trzy warianty - każdy z nich jest ponoć w użyciu i właściwie sam producent nie ma w tym względzie konkretnych preferencji.

Może na pierwszy rzut oka Primare A30.1 wygląda dość zwyczajnie, ale jest to solidnie wykonane urządzenie - 15,5 kg to już spora masa. W środku znajdziemy okazałe toroidalne transformatory po 300VA każdy, maksymalny pobór mocy wynosi 600W. Kondensatory w zasilaczu pochodzą od Philipsa, w środku zastosowano sporo montażu powierzchniowego, głównie w celu skrócenia ścieżki sygnału. Stopień wejściowy opiera się na wzmacniaczu scalonym OPA2604.

A30.1 ma dwa wejścia zrównoważone, trzy wejścia liniowe i wejścia/wyjścia dla jednego magnetofonu. Zrównoważony jest też sam układ elektroniczny wzmacniacza. Główny włącznik sieciowy umieszczono na spodniej ściance, na przedniej umieszczono zaś selektor Standby. W trybie Standby wszystkie układy są pod napięciem, ale odłączone są wyjścia.

Głośność zmienia się skokowo od zera do 79, poprzez wybór odpowiednich wartości z drabinki rezystorów, kolejne ustawienia różnią się o 1 dB. Jest to precyzja całkowicie wystarczająca do użytku domowego i jedynie recenzenci wykonujący odsłuchy z kontrolowanym poziomem mogą narzekać na zbyt małą precyzję nastawy głośności. Sterowanie przełącznikami odbywa się cyfrowo. Regulacja balansu jest dostępna tylko przy pomocy pilota.

Wejścia zrównoważone mają niższą czułość równą 560 mV, natomiast wejścia liniowe mają czułość 280 mV. Moc wyjściowa równa 100W na obciążeniu 8-omowym jest niemal podwojona do 180W na 4 omach. Imponująca jest też wartość podawanego przez producenta prądu szczytowego - 40A. Impedancja wyjściowa wynosi 0,06 oma, co jest równoważne współczynnikowi tłumienia 133.

Opinia 1
Wzmacniacz szwedzkiej firmy Primare trafił na bardzo krótko w progi naszej redakcji. Myślę, że utrudniło to jego wnikliwszą ocenę. W czasie przesłuchiwania tego urządzenia mogłem porównać je jedynie z redakcyjnym kompletem LFD oraz Yamahą AX-1090. Mój redakcyjny kolega Mikołaj, był w jeszcze trudniejszej sytuacji, w trakcie dokonywania odsłuchów nie był świadomy ceny A30. Mimo wszystko udało nam się dokonać spójnych spostrzeżeń.

Obaj stwierdziliśmy, że neutralność średnicy jest wysokiej próby. Trudno tu mówić o jakimś charakterze. Skrzypce posiadały różnorodną strukturę harmoniczną. Czystość i możliwość separacji głosu Ala Jarreau była porównywalna z najdroższymi wzmacniaczami w testowanej grupie. W porównaniu z dźwiękiem LFD mamy tu brzmienie bardziej delikatne, subtelniejsze. Muszę się przyznać, że z powodu pośpiechu podczas przeprowadzania testów, na niektóre aspekty nie zwróciłem należytej uwagi. W czasie odsłuchu Primare średnica nie zwróciła mojej większej uwagi, dopiero później, kiedy słuchałem muzyki z innych wzmacniaczy przypomniałem sobie i uświadomiłem klarowność i neutralność dźwięku Primare. Prawdopodobnie związane jest to z nie narzucającym się charakterem zarówno samej średnicy jak i wysokich tonów. Zakresy te są na tyle poprawne, a z drugiej strony nie tak angażujące jaka np. w przypadku Concentry, że samowolnie nie zwraca się na nie uwagi. Nie oznacza to jednak w tym przypadku jakieś szarości czy nudy, z drugiej strony trudno przecież wymagać żeby wzmacniacz trzykrotnie tańszy równie mocno zachwycał. Blachy perkusyjne miały zróżnicowane zabarwienie, sporo wybrzmień, ich charakter został jednak nieco złagodzony, transjenty zaokrąglone, były bardziej delikatne i powściągliwe. Pośród nagrań używanych przez Mikołaja znalazły się takie, które przy tym typie prezentacji dźwięku wypadły zbyt mało drapieżnie. W przypadku składów akustycznych nie stanowiło to żadnego problemu. Niskie składowe zostały nieco pogrubione, przy porównaniu z droższą konkurencją chwilami można odnieść wrażenie nieznacznej sztuczności tego zakresu. Plastyczność i namacalność również ustępuje droższemu LFD, ale nie powinno to nikogo dziwić. Większe ograniczenia A30 posiada w zakresie szybkości basu. Najniższe dźwięki kontrabasu mogą wybrzmiewać nieco dłużej, również szybkie partie gitary basowej i stopy są minimalnie spowolnione. Chwilami dźwięk sprawiał wrażenie zbytnio spokojnego, wręcz lekko ociężałego, dotyczy to nie tylko najniższych składowych, prezentacja całego zakresu częstotliwości sprzyja zachowaniu w dźwięku pewnego spokoju. Niskie składowe pomimo braku super szybkości cechowały się całkiem sporym potencjałem dynamicznym. Połączenie obfitości basu i jego dynamiki dawało, zwłaszcza dużym składom, wrażenie sporej monumentalności. Nagrania z dużymi skokami dynamiki były jakby nieco uśpione, początkowy spokój, mrukliwy bas w podkładzie, zmieniał się w potężne uderzenie. Prawdziwa obfitość basu ujawniła się w nagraniach Millera, imponujący fundament, duża ilość pomruków i ciśnienia, robiło to spore wrażenie. Niestety nie szło w parze z szybkością i skocznością brzmienia, również co do selektywność niskich składowych można mieć większe oczekiwania.

Efekty stereofoniczne nie powinny zawieść, A30 reprezentuje dobry średni poziom, a w przypadku reprodukcji głębokości nawet bardzo dobry. Scena jest głęboka można śledzić poszczególne plany, grupy instrumentów. Mikołaj zauważył nieznaczne jej zwężenie, nie jest jednak efekt jaskrawy. W porównaniu z LFD separacja źródeł, ich wydzielanie w tylnych planach są nieco gorsze, za to znacznie lepsze niż w przypadku Yamahy. A30 nie wychyla się tu w żadną stronę, miłośnicy konturów i oddechu powietrza ze sceny prawdopodobnie znajdą bardziej interesujące propozycje.

Primare to czysty i niedrażniący wzmacniacz, nie posiada określonego charakteru, właściwie to prościej powiedzieć jaki nie jest niż jaki jest. Mając na uwadze wszystkie za i przeciw, A30 stwarza pozytywne ogólne wrażenie, ograniczenia nie są duże i szybko można o nich zapomnieć. Ciekawym eksperymentem byłoby zestawienie go ze źródłem szybszym i mniej obfitym na basie niż Sonneteer Byron, zachęcam do prób. (JD)

Opinia 2
Przy pierwszych nagraniach Primare sprawił na mnie wrażenie urządzenia brzmiącego jasno. Jak zwykle zacząłem od kameralnych nagrań akustycznych - wokali z małym akompaniamentem - czyli materiału o widmie skupionym na średnicy. A średnica miała uwypuklone wyższe rejestry i jednocześnie mało ciepła w dolnej partii, co nawet chwilami nadawało brzmieniu ostrości, zwłaszcza przy odtwarzaniu wokali i gitar. Taki trochę sterylny sposób prezentacji uchronił jednak przed zmatowieniem i bezbarwnością brzmienia.

Bas ogólnie nie wzbudził istotnych zastrzeżeń. Nie sprawiał on wrażenia nadzwyczaj nisko rozciągniętego czy szczególnie obfitego. Osobiście miałem sporo uznania dla jego kontroli i zwartości, ale ocena Radka w tej materii była niższa. Spodziewam się, że dla większości słuchaczy będzie on jednak satysfakcjonujący.

Wysokie tony też miały specyficznie twardy charakter. Pojawiały się w nich ostre akcenty, czasami też brzmienie bywało szkliste. Miałem wrażenie, że w brzmieniu Primare obecny jest swoisty chłód - skojarzenie ze skandynawskim pochodzeniem byłoby w tej sytuacji w pełni adekwatne.

W sumie nie jest to wzmacniacz brzmiący ciepło miło i przyjaźnie, ale raczej chłodno i twardo - w znacznej mierze można by go uznać za przeciwieństwo brzmienia lampowego.

Dynamikę Primare oceniliśmy jako poprawną, bez istotnych słabości. Nic nadzwyczajnego się w tej materii nie stało - ani szybkość, ani całościowa potęga nie wykraczały poza poziom dobrego wzmacniacza klasy wyższej średniej. Jednak we wszystkich właściwie aspektach Primare sprawował się co najmniej nieźle. Szybkość, uderzenie, swoboda w forte - wszędzie odnotowaliśmy niezłe osiągi.

W porównaniu z LFD LS0/PA2M scena straciła trochę na obszerności, ale całościowo prezentacja stereofoniczna mogła się podobać. Instrumenty miały całkiem konkretne miejsca w przestrzeni, a i pogłosowa otoczka była nieźle zarysowana - choć jak sądzę z odrobiną stałego charakteru. Radek zarzucił, że pierwszy plan trochę za bardzo dominował w przekazie - mi wydawało się tylko, że bliskie źródła są bardziej przejrzyście zaprezentowane niż reszta, ale bez przesadnej dominacji w postaci nadmiernego przybliżenia czy nadnaturalnej wielkości źródeł.

Primare był zdolny do odtworzenia sporej dawki szczegółów - jego możliwości w tym względzie były bliższe testowanym obok wzmacniaczom po kilkanaście tysięcy złotych niż przeciętnym konstrukcjom ze średniego przedziału cenowego. Dobrze odseparowany pozostawały poszczególne źródła. Dopiero przy uważniejszym natężeniu uwagi dostrzegalne były ograniczenia w różnicowaniu wysokich tonów - z początku i one wydawały się dość szczegółowe.

Przyznam, że wzmacniacz ten nie do końca przekonał mnie swą muzykalnością, całościowo muzyka wydał mi się trochę mechaniczna - ale mówię tu o całkiem subiektywnym odczuciu. A30.1 ma jednak sporo zalet, a jego wady nie są zbyt poważne - formalna ocena wypada więc nieźle. (GS)

Jeśli mają Państwo uwagi dotyczące tej strony lub zauważyliście na niej błędy, dajcie nam znać.
Kliknięcie na niniejszy link spowoduje uruchomienie w nowym oknie formularza, przy pomocy którego można przekazać uwagi do redakcji.
Copyright © 1991-2019 Magazyn Hi-Fi, Gdynia, Poland
logo hifi.pl