Uwaga!

Trwają prace techniczne na witrynie hifi.pl. Dopóki widoczny będzie niniejszy komunikat prosimy:
- nie zamieszczać ogłoszeń na giełdzie
- nie logować się na swoje konto
- nie rejestrować nowych kont na hifi.pl
- jeśli jesteście Państwo zalogowani prosimy o jak najszybsze wylogowanie

Przewidujemy, że czas trwania prac nie przekroczy 30 minut. W tym czasie można normalnie korzystać z treści zamieszczonych na hifi.pl.

Kiedy niniejszy komunikat zniknie będzie to oznaczało, że prace zostały zakończone i możliwe jest korzystanie z wszystkich funkcji witryny.

Przepraszamy za wszelkie niedogodności wynikające z prowadzony prac.

Start Pomoc Kontakt Reklama O nas Zaloguj Rejestracja

Witryna hifi.pl wykorzystuje ciasteczka (cookies). Proszę kliknąć aby uzyskać więcej informacji.

Pioneer A-505R


recenzja pierwotnie opublikowana w Magazynie Hi-Fi 5/97
Wymiary: 420,125,344 mm
Moc: 60/8, 90/4
Cena (10/1997): 1.347 zł
Zestaw testowy 1: Audiomeca Mephisto, Meridian 566, Zoller Design Metropolis Imagination
Zestaw testowy 2: Audiomeca Mephisto, Meridian 566, Rogers Studio 7

Niedawno prezentowaliśmy test nieznacznie droższego modelu Pioneera A-605R. Choć na pierwszy rzut oka różnica w wyglądzie zewnętrznym pomiędzy 605-ką a 505-ką jest spora, to w rzeczywistości podobieństwa są bardzo liczne. Zmiana optyczna wynika z braku odchylanej klapki zakrywającej mniej ważne regulatory. W A-505 mamy typowy układ, gdzie wszystkie gałki są widoczne.

Natomiast parametry techniczne, dostępne funkcje są już bardzo zbliżone. Liczne podobieństwa dotyczą też wnętrza wzmacniacza. Układ A-505R mieści się na kilku płytkach. Za wyjątkiem zasilania pozostałe połączenia są z reguły wykonane przy pomocy taśm. W stopniu wyjściowym A-505R ma tranzystory mocy HEX MOS FET (IRF 540, IRF 9540). Na temat ich zalet dość obficie rozpisano się w technicznym przewodniku dla dealerów (otrzymaliśmy od dystrybutora takową publikację) i częściowo również w prospekcie. Wspomina się tam o większej w stosunku do tranzystorów bipolarnych sprawności, lepszej liniowości i większej odporności przy przepływie dużych prądów. Zastosowanie czterech osobnych radiatorów ma pomóc w separacji między kanałami i poszczególnymi tranzystorami w jednym kanale. Tranzystory wyjściowe są umieszczone w centralnej części płytki i w samej płytce umieszczono otwory dla poprawy przepływu powietrza, albo inaczej mówiąc poprawy chłodzenia.

Zastosowano też szereg rozwiązań dla zmniejszenia poboru mocy. Są one opisywane przy pomocy specyficznego firmowego żargonu i przyznam, że nie przeanalizowałem znaczenia ich wszystkich.

Zastosowano też tzw. Wide Range Linear Circiut. W skrócie oznacza to, że w stopniu wzmacniacza napięciowego zastosowano konwersję napięcie-prąd-napięcie. Korzyści jakie mają z tego płynąć to zachowanie bardziej płaskiego przebiegu impedancji wyjściowej w zależności od częstotliwości (współczynnik tłumienia nie pogarsza się istotnie dla wyższych częstotliwości), lepsza liniowość i szersze pasmo.

Selektory źródeł do odsłuchu i do nagrywania są oddzielone. A-505R ma regulatory barwy (niskie, wysokie) i funkcję kontur. Korzystając z przycisku direct można uprościć tor sygnału. Dwa komplety gniazd głośnikowych są odłączane przyciskami na przedniej ściance. Konstrukcja gniazd jest przystosowana do gołych przewodów lub szpilek, natomiast wtyki bananowe i płaskie widełki nie pasują.

Zasilacz prezentuje się całkiem solidnie. Spory transformator toroidalny jest przymocowany do chassis z pośrednictwem gumowych podkładek. Dwa 50-woltowe kondensatory w zasilaczu mają pojemność aż po 15.000 µF każdy i oznaczono je napisem "audio". Oprócz głównego transformatora jest jeszcze drugi mniejszy bezpośrednio na płytce, do zasilania w trybie stand by.

Oprócz kompletu gniazd połączeniowych (phono, tuner, CD, line, tape 1 , tape 2) na tylnej ściance jest jeszcze kilka innych gniazd. Jedno służy do przesyłania sygnałów zdalnego strowania pomiędzy urządzeniami. Są też trzy gniazda sieciowe dla innych urządzeń, jedno znich jest niezależne od stanu pracy wzmacniacza a dwa pozostałe włącza się wraz z nim. (GS)

Opinia 1
Pierwsze chwile utworu Cassandry Wilson pokazały, iż dźwięk wzmacniacza Pioneer jest dość czysty i otwarty. Uwagę dość szybko przyciągnęły wyższe rejestry, rozjaśnione tonalnie i lekko natarczywe.

Wzmacniacz Pioneer nie potrafił do końca wybrnąć z trudnego zadania jakim jest rekonstrukcja barwy. Czasami instrumenty i wokale odbieraliśmy jako przygaszone. Innym razem, gdy barwa ulegała ożywieniu pojawiały się także oznaki szorstkości i rozjaśnienia. Na przykład fortepian był trochę "rozkojarzony" i blady tonalnie, zaś skrzypce podbarwione poprzez dodanie żywości w wyższych rejestrach.

Pioneer brzmi bardziej analitycznie niż pozostałe dwa wzmacniacze testu. W nagraniach jazzowych obfitujących w instrumenty perkusyjne, brzmienie nie było zbyt komfortowe. Detale nie były też najlepiej uporządkowane. Przy gęstych nagraniach wzmacniacz tracił kontrolę nad planktonem.

Bas wzmacniacza 505 jest odchudzony i nie tak kontrolowany jak w przypadku urządzenia Onkyo. Rytm też nie był podany w zbyt wytrawny sposób. Tak jak w przypadku ostatnio testowanego modelu 605 bas jest tu trochę nerwowy. Dynamika jest całkiem dobra, chociaż jest to zauważalne odejście od możliwości Onkyo.

Wzmacniacz 505 to typowy przedstawiciel wzmacniacza tranzystorowego, którego brzmienie nie razi, ale też nie jest zbyt wyszukane. Na rynku masowym powinno się ono sprawdzić. (ms)

Opinia 2
Wzmacniacz A-505R to urządzenie o raczej suchej prezentacji barw, choć nie pozbawionej charakteru. Głównie chodzi tu o średnicę, która ma trochę zbyt szary koloryt. Nawet można powiedzieć, że globalnie brakowało trochę wypełnienia środka pasma w stosunku do jego skrajów. W górnych partiach średnicy i w zakresie wysokich tonów słychać było lekkie wyostrzenia. Zaobserwować można je było przy odtwarzaniu skrzypiec, fortepianu czy żeńskich wokali. Osobiście tylko czasami odczuwałem istnienie tego zjawiska, ale JD trochę mocniej zaakcentował skalę problemu. Niewątpliwie średnica zyskałaby na trochę cieplejszej prezentacji.

Bas nie miał szczególnie silnie zaznaczonego charakteru. W potężnie zrealizowanych nagraniach odczuwalne było ograniczenie potęgi i rozciągnięcia, ale nie był on jednak wątły czy szczególnie zwarty. Kontrola pozostawała na średnim poziomie, chwilami w niskich rejestrach pojawiały się efekty nieznacznego przeciągania dźwięku. Osobiście preferuję bardziej zwarty i krótki sposób prezentacji w niskich rejestrach.

Zjawiska dynamiczne wypadają najkorzystniej w utworach zrealizowanych potężnie i z rozmachem. Wówczas Pioneer nieźle radzi sobie z oddaniem skali utworów. Rodzaj muzyki nie jest tu szczególnie istotny, ta zaleta jest słyszalna przy różnym materiale. Natomiast żywość przekazu jest nieraz osłabiana przez braki w szybkości, gradacji dynamicznych niuansów i rytmice. Pomiędzy głośniejszymi partiami forte muzyka płynie raczej leniwie. Szybkość ataku dźwięków transjentowych była trochę zmniejszona. W miarę dobrze wypadały jeszcze szarpnięcia strun gitary akustycznej czy pociągnięcia smyczkiem na skrzypcach. Chociaż JD był też całkiem usatysfakcjonowany reprodukcją tempa, to jednak myślę, że wynikało to raczej ze spokojnego charakteru wykorzystanych nagrań. W szybszych utworach odnotowałem, że puls był nazbyt spokojny.

W ogólnych zarysach stereofonia była normalna, nie było ani przesadnej ofensywności ani wycofania źródeł, układ był dość normalny. Trochę mniej uchwytne były cichsze źródła, mnie brakowało ich namacalności, a JD stwierdził wręcz, że były ona zdominowane przez najgłośniejsze instrumenty i przez to trudniej było je śledzić.

Z moich obserwacji wynika, że między reprodukcją przestrzennej aury a charakterem barwy występują często powiązania. Co prawda barwa nie określa w sposób jednoznaczny sposobu odtwarzania pogłosu, ale jest jednym z czynników wpływających na całość wrażeń przestrzennych. Suchy koloryt zazwyczaj utrudnia stworzenie sugestywnej przestrzeni i tak też było tym razem. Szerokość i głębokość sceny uległy tylko nieznacznemu ograniczeniu, ale jej wypełnienie mikroelementami było przeciętne, w przekazie dominowały głośne źródła.

Analityczność nie wyróżnia się niczym szczególnym. Obyło się bez poważniejszych problemów, ale subtelniejszy szczegół nie jest zbyt dokładnie wyartykułowany. JD zwrócił uwagę na przeciętną jakość reprodukcji wybrzmienia fortepianu, ja nie zdołałem wysłyszeć pewnych drobnych niuansów na wysokich tonach.

Zważywszy na cenę, Pioneer brzmi dość kompetentnie. Problemem (w sensie rynkowym) będzie pewnie to, że suche barwy czynią z niego urządzenie o trochę zbyt stechnicyzowanym brzmieniu. Być może ożywienie barw było by korzystne nawet przy pogorszeniu neutralności - to oczywiście tylko spekulacja. Jak się wydaje, z inżynierskiego punktu widzenia wykonano projekt solidnie, chodzi mi tu o mechaniczne podsumowanie wad i zalet, o formalną ocenę możliwości brzmieniowych A-505. Natomiast nie ma w brzmieniu żadnej magii, która mogłaby pobudzić wyobraźnię (a zazwyczaj jest to wyobraźnia bujna) audiofila.

Już po napisaniu powyższej części recenzji, powróciłem do poprzedniego tekstu o 605R. Z porównania wynika, że 505 i 605 łączy wyraźne rodzinne podobieństwo. (GS)

Jeśli mają Państwo uwagi dotyczące tej strony lub zauważyliście na niej błędy, dajcie nam znać.
Kliknięcie na niniejszy link spowoduje uruchomienie w nowym oknie formularza, przy pomocy którego można przekazać uwagi do redakcji.
Copyright © 1991-2019 Magazyn Hi-Fi, Gdynia, Poland
logo hifi.pl