Uwaga!

Trwają prace techniczne na witrynie hifi.pl. Dopóki widoczny będzie niniejszy komunikat prosimy:
- nie zamieszczać ogłoszeń na giełdzie
- nie logować się na swoje konto
- nie rejestrować nowych kont na hifi.pl
- jeśli jesteście Państwo zalogowani prosimy o jak najszybsze wylogowanie

Przewidujemy, że czas trwania prac nie przekroczy 30 minut. W tym czasie można normalnie korzystać z treści zamieszczonych na hifi.pl.

Kiedy niniejszy komunikat zniknie będzie to oznaczało, że prace zostały zakończone i możliwe jest korzystanie z wszystkich funkcji witryny.

Przepraszamy za wszelkie niedogodności wynikające z prowadzony prac.

Start Pomoc Kontakt Reklama O nas Zaloguj Rejestracja

Witryna hifi.pl wykorzystuje ciasteczka (cookies). Proszę kliknąć aby uzyskać więcej informacji.

Onkyo Integra A-9911


recenzja pierwotnie opublikowana w maju 2000
Wymiary: b.d.
Moc: 90/8, 160/4
Masa: 19.7 kg
Cena (maj 2000): 4.999 zł
Zestaw testowy wykorzystany przez JD i MD: Arcam Alpha 9, Zoller Design Metropolis Imagination
Zestaw testowy wykorzystany przez PP i GS: Arcam Alpha 9, zestawy samodzielnie skonstruowane z głośników Scan-Speak Revelator i 18W8545
Testowano w grupie wraz z: Accuphase E211, AVI S2000 MI, Lavardin IS, Onkyo A-9911, Radmor Amplifikator

Tego typu urządzeń nie recenzujemy zbyt często, ale od czasu do czasu jednak coś się trafia. Kiedy mówię o "tym typie" mam na myśli droższe modele dużych japońskich producentów specjalizujących się głównie w elektronice na rynek masowy. Trzeba przyznać firmom takim jak Onkyo (tudzież Sony, Pioneer i paru innym), że za kilka tysięcy złotych potrafią zapewnić klientowi kawał solidnie wykonanej mechaniki, mnóstwo funkcji i eleganckie wykończenie, bijąc w tych kategoriach wszelkie wyroby audiofilskie. Nie inaczej było tym razem. Na wagę Onkyo jest cięższy nawet od Accuphase E211.

Przedni panel "ugina się" pod ilościowym ciężarem różnego rodzaju pokręteł i przycisków w sposób charakterystyczny dla kraju Kwitnącej Wiśni. W przeciwieństwie do drugiego z testowanych tym razem "japończyków" jest zdecydowanie mniej romantyczny a bardziej stechnicyzowany z wyglądu, chociaż cena w pełni go usprawiedliwia, a jakość wykończenia tak czy tak jest wysoka.

Rozpoczynając wędrówkę po przedniej ściance od lewej strony napotykamy włącznik sieciowy oraz rzadko spotykane w tym przedziale cenowym wyjście słuchawkowe. Następnie pojawia sie okrągły przełącznik selekcjonujący zestawy (A/B) głośnikowe lub słuchawki. Do kształtowania basu zastosowano aż kilka regulatorów. Obok pokrętła płynnej regulacji wyższego basu znajduje się klawisz, który zmienia częstotliwość graniczną filtru (200 lub 300 Hz). Zastosowano też pokrętło do płynnej regulacji niższego basu i filtr subsoniczny włączany/wyłączany przyciskiem. Do regulacji poziomu wysokich tonów służy już pojedyncza gałka. Na środku znajduje się potężne pokrętło poziomu głośności a poniżej dwa klawisze: jeden przełącza tryby mono/stereo, drugi skokowo ścisza sygnał o 20dB. Kolejne pokrętła służą do regulacji balansu, selekcjonowania źródeł podczas nagrywania oraz przełączania czułości wejścia gramofonowego dla wkładek MM lub MC. Ten ostatni element wyposażenia jest już coraz rzadziej spotykany. W prawym górnym rogu obecny jest duży, okrągły selektor źródeł. Na uwagę zasługuje niepozorny przełącznik "patyczkowy" realizujący funkcję odłączania/włączania z toru wszelkich "ulepszaczy" pasma i barwy dźwięku. Daje on cenioną przez minimalistów funkcję pomijającą wcześniej wymienione "radości", a oprócz tego jeszcze jedną tyleż ciekawą co mniej istotną (trzecią już) opcję, pozwalającą na bezpośrednią współpracą odtwarzacza CD z wbudowaną regulacją napięcia wyjściowego z końcówką mocy, z całkowitym pominięciem przedwzmacniacza. Tylny panel wzmacniacza zaopatrzony został w trzy wejścia magnetofonowe (tape 1/2, tape 3/processor), trzy wejścia liniowe (CD, tuner, line), jedno wejście gramofonowe, jedno wejście "Power amp direct". Dwa zestawy okazałych gniazd kolumn głośnikowych przeznaczone są w zasadzie do gołych kabli, ale można też wcisnąć w nie końcówki bananowe. Gniazdo sieciowe (220V) pozwala podłączyć dodatkowe urządzenie jak tuner czy odtwarzacz CD. Kabel sieciowy jest na stałe zainstalowany we wzmacniaczu.

Pokaźna objętość obudowy nie służy tu wcale przechowywaniu powietrza, wnętrze jest faktycznie dość silnie wypełnione elementami elektronicznymi. Płytek drukowanych jest bardzo dużo, w sumie kilkanaście. Sporo jest też we wzmacniaczu ekranujących przegród, dzielą one całą objętość na pięć odseparowanych części. Dwurdzeniowy transformator określono w prospekcie mianem AEI (anti-electromagnetic interference). Ma on bardzo małe straty i dodatkowo umieszczony w osobnej puszce. Kondensatory w zasilaczu robione są dla Onkyo przez Elna i opisane jako dedykowane specjalnie do hi-fi (2 sztuki 63V/15.000µF). W stopniach wyjściowych pracują po cztery tranzystory na kanał. Na płytkach w dużej ilości stosowane są zworki. Wszystkie gniazda wejściowe są złocone.

Opinia 1
Wzmacniacz Integra 9911 już od pierwszych chwil przesłuchań zwrócił na siebie uwagę tym, że nie próbował grać dźwiękiem przesadnie neutralnym, wręcz przeciwnie ma własną receptę na oczarowanie słuchacza. Dźwięk jest minimalnie rozmiękczony - delikatny, a przy tym nasycony powietrzem i osobliwym lekko przyciemnionym - klubowym klimatem. Źródła są powiększone i przybliżone, scena jest przejrzysta a instrumenty wydzielone, to bardzo przyjemne efekty i wydatnie poprawiające wrażenie obecności. Onkyo nie kreśli źródeł na scenie wyraźną linią, są one bardziej obfite i obszerne ale ich separacja nie nastręcza żadnych problemów. Instrumenty, szczególnie w prostszych kameralnych nagraniach są bardzo czytelnie rozlokowane, wokalistka i kontrabas w nagraniu "Spanish Harlem" R.Pidgeon znajdowały się wyraźnie w innym planie, kontrabas był stabilny i czytelny. Przejrzystość nie pogarsza się też w bardziej skomplikowanych utworach, a to głównie za sprawą wyraźnego oddzielenia poszczególnych planów dźwiękowych. Integra potrafi znakomicie oddać głębie tych nagrań, w których decyduje o tym ustawienie instrumentów w przestrzeni. Nie jest to natomiast wzmacniacz super analityczny, nie generuje wyraźnego mikroklimatu ani akustyki pomieszczeń, stąd w utworach gdzie do namacalnego oddanie głębi potrzebne są mikrodźwięki z pomieszczenia, pogłos itp. scena może wydawać się nie tak obszerna i namacalna.

Integra na swój sposób zabarwia wzmacniany dźwięk. Nieznacznie wyeksponowane są niskie tony oraz niższe zakresy góry, sama średnica została lekko wycofana, podobnie jak zupełnie najwyższe rejestry. Taki balans tonalny odpowiedzialny jest z charakter brzmienia urządzenia - nieco przyciemniony, zwykle pozbawiony agresji. Gitary akustyczne, wokale, czy fortepian na średnicy zwykle brzmią delikatniej, muzykalniej, mniej ostro. Lekkie przybrudzenie i brak spójności może się pojawić w momencie wejście w nieco wyższe zakresy, przełomu średnicy i góry. Wokale stają się wówczas nieznacznie metaliczne, Mikołaj zaobserwował też oznaki ostrości w tym zakresie. Wyżej grająca trąbka jeszcze nie razi ale nie jest to już dźwięk ekstremalnie czysty. Piętno określonego balansu odbija się również na prezentacji blach, z jednej strony mogą być przyciemnione, z drugiej brak im czystości i nasycenia najwyższymi harmonicznymi.

Nieco mieszane uczucia wzbudza również prezentacja niskich składowych. Mikołaj chwali ten zakres za zdolność połączenia sporej masy z dobrą kontrolą. Istotnie wyższy bas jest dość twardy i szybki, jednak niższe dźwięki są już nazbyt pogrubione i jednak nieco zbyt miękkie. Mimo wszystko muszę się tu zgodzić z Mikołajem, że w trakcie przesłuchiwania tego urządzenia nie spotkałem większych problemów z przetwarzaniem niskich składowych. Ciekawe czy tylko mi końcówka numeracji 911 tego modelu kojarzy się z numerem super-samochodu Porsche. Opisywana tu Integra niestety nie posiada zapierającej dech w piersiach szybkości, wyraźnie ustępuje też w tym względzie konkurencji w teście.

Integra 9911 najlepiej sprawdza się w utworach z obszernym basem i ogólnie pojmowaną dynamiką jako głośny, masywny wybuch dźwięku. Dobrze radzi sobie z nagraniami w których trzeba oddać silny impuls na basie, jak kotły czy z rozmachem zrealizowana stopa perkusyjna, daje wtedy silny impuls o zdecydowanym charakterze. W przypadku kiedy nie masa niskich częstotliwości a ich dynamika i szybkość są niezbędne do uzyskanie obecnego, silnego dołu, dźwięk jest wyraźnie mniej atrakcyjny. Bas dzięki swojej masie nie ginie, ale pogarsza się separacja instrumentów w tym zakresie i ich rytmiczność.

Zastrzeżenia wzbudza też mikrodynamika i przetwarzanie transjentów. Integra gra spokojniej i bardziej łagodnie, lekko zaokrągla impulsy. Instrumenty i głosy brzmią mniej skocznie i żeśko a bardziej delikatnie i miło.

Onkyo Integra 9911 nie jest urządzeniem dla wszystkich, ciekawa prezentacja stereofonii i przyciemniony klimat nagrań mogą jednak zainteresować niejednego słuchacza. Ciekawe jak na tym wzmacniaczu wypadł by gotycki rock, słuchając Korna miałem wrażenie, że wokalista przemawia do mnie z czeluści grobowca. (JD)

Opinia 2
Wysokie tony miały dość jasną barwę, nieco złudnie podkreślającą ich rozciągnięcie. W istocie wrażenie to było związane z przesadnym uwypukleniem w niższych części tego zakresu w pobliżu złączenia ze średnicą. Zabieg ten wpłynął na pojawienie się podbarwień w przypadku sopranów, trąbek czy też przy saksofonie. Miały one postać dodatkowej twardości. Także fortepian miał przesadnie dźwięczące harmoniczne. Talerze miały świeży, dźwięczny koloryt ale w wyższych rejestrach był nieco monotonnie "mechaniczne", brakowało im trochę subtelności i wygładzenia.

Właściwy środek pasma miał niewielkie podbarwienia. Poniekąd ten wyważony charakter wpływał na wyeksponowanie wspomnianych wyostrzeń w wyższych zakresach. Ale przy odtwarzaniu męskich wokali żadne szczególne cechy się nie ujawniały, jedynym słowem przychodzącym na myśl jest poprawność.

Bas był rytmiczny, pełny, dobrze kontrolowany, zwłaszcza w średnim zakresie, co pozwalało na czytelne odseparowanie stopy perkusji od gitary basowej, posiadał dużo potęgi i swobody. Niekiedy pojawiało się nieznaczne dudnienie, przeciąganie, ale to wszystko nie było w stanie popsuć pozytywnego wrażenia. Atak na wyższym basie był przyzwoity i chociaż AVI miał jeszcze więcej do przekazania w tej materii to obszerność basu na dole nie była już tak imponująca.

Rozpiętość dynamiczna A-9911 mogła się podobać. Pewne ograniczenia dotyczyły skali mikro, przekazu wewnętrznej gradacji dynamiki poszczególnych źródeł, zwłaszcza wtedy kiedy nie grają one wcale zbyt głośno. Ale i w tej materii wyniki nie były złe, po prostu droższe wzmacniacze testu poszyły w tych dziedzinach jeszcze dalej. Wróćmy jednak do dynamiki globalnej. W tej materii różnice pomiędzy Onkyo a resztą grupy nie dawały się już jednoznacznie powiązać z ceną, A-9911 mógł bez większych problemów konkurować z pozostałymi urządzeniami. Klarowność sceny, dotycząca zwłaszcza dalszych planów, nie była zbyt przekonywująca. Podobnie rzecz się miała z lokalną akustyką. Wokół instrumentów zabrakło trochę otoczki, która by nadała im większej namacalności. Natomiast zupełnie w normie mieściły się proporcje sceny. Piotr zgłosił co prawda zastrzeżenia odnośnie zbyt małej swobody rozpostarcia, ale przyznam, że nie odnotowałem tego typu komentarzy. Mimo wszystko tworzenie obrazu przestrzennego okazało się być najtrudniejszym zadaniem dla A-9911. Sumaryczny efekt nie był może tyle zły czy zniekształcony, ale po prostu mało sugestywny. Pod tym kątem wzmacniacz lepiej nadaje się do muzyki elektrycznej, gdzie przestrzeń jest sprawą bardziej umowną.

Analityczność A-9911 nie wzbudziła zastrzeżeń, choć trzeba wspomnieć, że wzmacniacz lepiej wypadał przy odtwarzaniu prostszych nagrań. Przy bardziej skomplikowanych nagraniach dała się zauważyć odrobinę zmniejszona czytelność w porównaniu do droższych konkurentów, choć nie była to różnica uderzająca.

W branży hi-fi niemal zawsze mamy do czynienia z kompromisami, pod tym względem prawie nic się nie zmienia z upływem lat. Trudno pogodzić w jednym urządzeniu wybitną jakość dźwięku, bogate wyposażenie, wysoką jakość wykonania i parametry techniczne zapewniające łatwość współpracy z bardziej wymagającymi komponentami towarzyszącymi. W przypadku Onkyo wyposażenie, wykonanie i parametry techniczne są więcej niż zadowalające. A-9911 nieco ustępuje konkurentom w kategorii jakości dźwięku za złotówkę, ale nie jest to różnica uderzająca. Chodzi głównie o dwa aspekty: przestrzenność i barwę wyższych rejestrów. Podsumowując: bezkompromisowy audiofil znajdzie jakość dźwięku konkurencyjną względem Onkyo za trochę mniejsze pieniądze, ale dla klientów nastawionych na kupno solidnych, bogato wyposażonych wzmacniaczy A-9911 powinien być zadowalający, brzmieniowo nie ustępuje bowiem produktom audiofilskim w stopniu większym niż by można oczekiwać. Możliwe też, że po prostu spodoba się Państwu charakter tego wzmacniacza. (GS)

Jeśli mają Państwo uwagi dotyczące tej strony lub zauważyliście na niej błędy, dajcie nam znać.
Kliknięcie na niniejszy link spowoduje uruchomienie w nowym oknie formularza, przy pomocy którego można przekazać uwagi do redakcji.
Copyright © 1991-2019 Magazyn Hi-Fi, Gdynia, Poland
logo hifi.pl