Uwaga!

Trwają prace techniczne na witrynie hifi.pl. Dopóki widoczny będzie niniejszy komunikat prosimy:
- nie zamieszczać ogłoszeń na giełdzie
- nie logować się na swoje konto
- nie rejestrować nowych kont na hifi.pl
- jeśli jesteście Państwo zalogowani prosimy o jak najszybsze wylogowanie

Przewidujemy, że czas trwania prac nie przekroczy 30 minut. W tym czasie można normalnie korzystać z treści zamieszczonych na hifi.pl.

Kiedy niniejszy komunikat zniknie będzie to oznaczało, że prace zostały zakończone i możliwe jest korzystanie z wszystkich funkcji witryny.

Przepraszamy za wszelkie niedogodności wynikające z prowadzony prac.

Start Pomoc Kontakt Reklama O nas Zaloguj Rejestracja

Witryna hifi.pl wykorzystuje ciasteczka (cookies). Proszę kliknąć aby uzyskać więcej informacji.

NAD C320


recenzja pierwotnie opublikowana w październiku 1999
Wymiary: b.d.
Moc: 40/8
Cena (październik 1999): 1.495 zł
Zestaw testowy wykorzystany przez JD i MD: Arcam Alpha 9, Zoller Design Metropolis Imagination
Zestaw testowy wykorzystany przez PP i GS: Arcam Alpha 9, zestawy samodzielnie skonstruowane z głośników Scan-Speak Revelator i 18W8545
Testowano w grupie wraz z: AMC 3025a, NAD C320, Rotel RA-931

Firmy NAD nie trzeba i nie należy chyba nawet przedstawiać. W poprzednim numerze przyglądaliśmy się modelowi C340 tym razem nieco tańszy krewniak C320. Szata graficzny obu modeli jest bardzo zbliżona, kolorystyka jest identyczna jak w starszych modelach.

NAD w nowych wzmacniaczach wprowadził jednak pewne innowacje w szacie graficznej, ale i nie tylko. Na panelu przednim pojawiło się ponownie wyjście słuchawkowe (złocone - standardowo odcinające sygnał od głośników w momencie włożenia do gniazda wtyczki). Do nowości we wzmacniaczach NAD bez wątpienia zaliczyć należy również pilota, który znajduje się w standardowym wyposażeniu nawet najtańszych modeli. Z jego pomocą można dokonać regulacji poziomu sygnału wyjściowego (regulator na silniczku), lub całkiem odciąć wyjście (funkcja Mute), można też dokonać wyboru źródła sygnału wejściowego. Pilot jest uniwersalny, za jego pomocą można sterować wszystkimi komponentami firmy NAD. Posiadacze innych urządzeń NAD mogą dokonać też połączenia kablowego (gniazda link in, out) co umożliwia synchroniczne włączanie urządzeń. Tak więc NAD wyraźnie zachęca do zakupów różnych komponentów ze swojej oferty. W modelach z nowej serii widoczny jest też kierunek rozwoju w którym chce zmierzać firma - wygoda użytkownika i dobry dźwięk. Nie ma już wejść dla gramofonów analogowych, aby posłuchać czarnych płyt trzeba się zaopatrzyć w dodatkowy osobny przedwzmacniacz gramofonowy. We wzmacniaczu zastosowany jest znany z poprzednich modeli układ soft clipping - można go wyłączyć przełącznikiem na tylnej ściance obudowy. Choć wzmacniacz nie posiada wejścia gramofonowego, to wejść liniowych jest naprawdę sporo, bo aż 7 (disc, CD, aux, tuner, video i 2 magnetofonowe) dwa wyjścia magnetofonowe, jedno monitorujące, oraz wyjście przedwzmacniacza i wejście końcówki mocy. Wszystkie gniazda są złocone, za wyjątkiem gniazd głośnikowych. Wszystkie wejścia oraz wyjścia głośnikowe są odłączane za pomocą przekaźników.

Układy zasilane są z dużego transformatora toroidalnego, wykonywanego na zamówienie NAD. W zasilaczu pracują też dwa kondensatory po 15.000µF i dwa po 3.300µF, duże kondensatory oznakowane są firmowymi napisami NAD, reszta kondensatorów w całym układzie pochodzi z firmy JM. Zasilacz mieści się na osobnej płytce, połączonej z płytą główną za pomocą taśm. Swoim starym zwyczajem NAD podaje spore nadwyżki mocy szczytowej nad mocą nominalną. Dla 8, 4 i 2 omów wartości te wynoszą odpowiednio: 90, 125 i 160W.

Główna płyta zajmuje całą szerokość obudowy, wszystkie gniazda, przełączniki i regulatory wlutowane są bezpośrednio do niej. Wyjątek stanowi jedynie gniazdo słuchawkowe, i stykowe przełączniki źródeł. Ogólnie elementów na płytce jest całkiem sporo, odbiega to nieco od minimalizmu często spotykanego w produktach, które przyjęło się uważać za audiofilskie.

Obudowa wykonana została z metalu, jedynie panel czołowy z tworzywa sztucznego. C320 wyposażony został też w regulatory barwy (niskie, wysokie) odłączane przyciskiem, a także osobne pokrętło do regulacji balansu. (JD)

Opinia 1
Ostatnimi czasy zmienił się nieco system oznaczeń modeli NAD. C320 nawiązuje nieco do legendarnego niegdyś modelu 3020. Czy C320 ma kontynuować tę chlubną tradycję? Szczerze mówiąc nie bardzo pamiętam jakie były atuty 3020, wiem za to jak brzmiały propozycje firmy z ostatnich lat. Tym razem przekaz jest zrównoważony, szybki, dynamiczny i ze sporą kulturą.

Właściwie to trudno znaleźć słowa mogące szybko i trafnie określić charakter prezentowanego dźwięku, od pierwszych minut odsłuchu uderzyła mnie żywość i obecność przekazu. Nowy NAD nie faworyzował żadnych zakresów częstotliwości, przekaz był wyrównany i czysty. Barwy nie były przesadnie obfite i nasycone, dzięki temu zachowana została dużą różnorodność dźwięku w każdym względzie, z łatwością przychodziło śledzenie zarówno zmian barwy jak i intonacji. Dźwięk miał sporo odcieni, instrumenty na średnicy płynnie zmieniały swój charakter, w zależności od sposobu gry były delikatne i liryczne lub ostrzejsze i bardziej dynamiczne. Do pewnego stopnia możliwe było rozróżnienie barw głosów w chórkach, czy pojedynczych instrumentów w grupach ("Sidney in the house" B.Marsalis). Dźwięk został minimalnie rozjaśniony, ale nie spowodowało to ani nadmiernego ochłodzenia przekazu, ani zbytniej natarczywości, zyskał natomiast sporo szczegółów. Wokale miały dużo sybilantów, w głosach można było usłyszeć sporo oddechów, mlaśnięć, sporo też emocjonalnego napięcia i autentycznej obecności.

Korzystnie zaprezentowany został zakres niskich tonów, nie był to ten nieco miękki i ciepły przekaz znany ze starszych modeli firmy. Tu dźwięk dołu miał odpowiednią, masę ale był bardziej twardy i dynamiczny. Szarpane struny gitary basowej czy kontrabasu przekazane zostały wyjątkowo precyzyjnie, z bardzo dobrym atakiem, z dużą swobodą dynamiczną, bez jakiegokolwiek przeciągania. Na duże słowa uznania zasługuje zwłaszcza szybkość dołu a zarazem jego spora obecność. Bardzo rzadko się zdarza nawet w wyraźnie droższych konstrukcjach aby dźwięk stopy perkusyjnej był silny, obecny, a jednocześnie zwarty i dynamiczny. Zwykle szybkość jest okupiona utratą masy, w tym przypadku kompromis był wyjątkowo satysfakcjonujący. Nawet Mikołaj zwykle bardzo surowy w swojej ocenie najniższych składowych, tym razem nie miał zastrzeżeń do zwartości i szybkości dołu. Jeśli chciałbym coś zmienić w brzmieniu tego zakresu, to byłby to lepsze nasycenie barw, większa melodyjność.

W tanich wzmacniaczach najtrudniej jest chyba jednak osiągnąć pełnię kolorów i swobody górnych rejestrów. W żadnym z recenzowanych wzmacniaczy wysokie tony nie były specjalnie atrakcyjnie zabarwione, miały zbyt jednorodny charakter. U NAD'a góra dobrze pasowała do reszty przekazu, był transjentowa i czytelna, miała bardziej ostry, nieco metaliczny charakter. Najlepiej wypadały dynamiczniejsze, ostrzej zrealizowane nagrania, nabierały autentycznej koncertowej aury. W utworach spokojniejszych, bardziej nastrojowych, blachom brakowało trochę delikatności i nasycenia, szczególnie przy delikatnych uderzeniach. Dobrą stroną górnych zakresów okazała się dynamika i swoboda, przekaz obfitował również w sporą ilość wysokotonowych mikrodźwięków.

Scena dźwiękowa prezentowana przez C320 była całkiem głęboka i namacalna, wyraźnie lepiej określona i bardziej obecna niż u konkurencji w teście. Tylne plany dało się usłyszeć nawet w bardziej złożonych i dynamicznych utworach jak "Funny" M.Millera. Mimo sporej ilości detali na scenie było dość przejrzyście i czytelnie, instrumenty nie ulegały zblokowaniu czy zagłuszaniu się wzajemnie. NAD rysował również najbardziej ostre i precyzyjne kontury instrumentów. Nie był to jeszcze super namacalny i konturowy przekaz jaki znany jest z drogich urządzeń, ale C320 oferował autentyczny przedsmak tych efektów.

Wyjątkowo dobrze przekazana została dynamika, i to nie tylko niskich składowych. Przekaz w każdym zakresie był żywy i obecny. Pojedyncze instrumenty miały wyraźnie zaznaczone zmiany intonacji, bardzo żywo brzmiały skrzypce, gitary w utworze "You Got Me" R.Pidgeon były bardzo dynamiczne i obecne. Dół pasma jak wspomniałem już wcześniej był szybki i zwarty. Oddanie tempa i motoryki takich utworów jak "Need to" (Korn) nie stanowiło najmniejszych problemów, dźwięk był silny, szybki i kontrolowany. Znakomicie oddane zostały akcenty dynamiczne w "Summertime" Ala Jarreau. Duże skoki dynamiczne wypadły zdecydowanie najlepiej w tej grupie urządzeń. Inne wzmacniacze przy bezpośrednim porównaniu z NADem brzmiały mało emocjonująco.

NAD C320 to bez wątpienia jedno z najlepszych urządzeń jakich słuchałem w tej klasie cenowej. Ten model wydaje mi się nawet bardziej dopracowany niż C340, oferuje bardzo neutralny, przejrzysty i czytelny dźwięk, a przy tym obdarzony sporym ładunkiem emocjonalnym i naprawdę niezłym wykopem. Jest to idealna propozycja dla osób poszukujących niedrogiego wzmacniacza, bez wyraźnie określonego charakteru, ale ze sporym potencjałem, nie tylko dynamicznym. Z powodzeniem nadaje się do odtwarzania każdego rodzaju muzyki. Czy można oczekiwać więcej? (JD)

Opinia 2
W przypadku NAD'a konstruktorom z większym powodzeniem niż w przypadku recenzowanego wyżej AMC, udało się połączyć właściwy charakter równowagi tonalnej z pozostałymi elementami dźwięku. Choć i w tym urządzeniu pojawiło się kilka charakterystycznych cech, albo jak kto woli miał on odrobinę własnego charakteru. Zgodnie z wieloletnimi, dobrymi tradycjami cechy własne wzmacniacza generalnie okazały się dość miłe dla ucha. Średnie i wysokie tony miały trochę zaokrąglony, a nawet nieco wygładzony charakter brzmienia, co niekiedy łagodziło ostrzejsze dźwięki, skutecznie chroniąc je przed często spotykaną surowością barw. Mimo wszystko udało się zachować całkiem rzetelną dawkę kolorytu nasycającego brzmienie. Trochę metaliczności właściwej najwyższym tonom oraz dźwięczności na średnicy jednak pozostało, w istotnym stopniu wpływając na korzystny odbiór. Całość prezentowała się gładko i przyjemnie. Wokale i instrumenty były obfite, z solidnym oparciem w niższych rejestrach, podkreślającym w stosownych nagraniach wrażenie namacalności i chociaż niekiedy ich charakter był nieco nadmiernie ocieplony, ale relaksujący sposób prezentacji stanowił przyzwoitą rekompensatę podczas dłużej trwającego odsłuchu.

Nie można też narzekać na wypełnienie basu. W odpowiednich nagraniach powstawało wrażenie, że bas sięga nisko (był najlepiej rozciągnięty z całej trójki) a przy tym posiadał odpowiednią masę. Odrobinę zastrzeżeń można mieć tylko do jego zwartości i sprężystości. W brzmieniu pojawiło się bowiem trochę miękkości. Uderzenia w duże bębny miały lekko spowolniony atak, nie były też tak twarde i impulsowe, w stosunku do oczekiwań wynikłych z obszerności basu.

O ile Rotel wprowadzał do brzmienia odrobinę zaskakującego entuzjazmu, to NAD w tym samym miejscu prezentował muzykę bardziej spokojnie, chociaż nie można mu było zarzucić ospałości. Dociekliwszy słuchacz mógłby w przypadku C320 doszukać się dość daleko idącego podobieństwa do C340, przy czym tańszy wzmacniacz byłby tu faworytem, choćby przez wzgląd na zdecydowanie niższą cenę.

Nie miał on pewnej szczególnej otwartości zapamiętanej z Rotela, impulsy nie cięły powietrza z szybkością błyskawicy, perkusyjne transjenty pozostawały nieznacznie zaokrąglone. Mimo wszystko przyzwoita żywość, skala i przekaz kontrastów dynamicznych zapewniały wystarczająco ekspresyjny odbiór muzyki.

Gdyby nie obecność Rotela w grupie testowej można by trochę przychylniej skomplementować reprodukcję stereofoniczną. Na scenie panowały prawidłowe proporcje co do szerokości, głębokości i wysokości, które były powyżej przeciętnej, zaś lokalizacja źródeł była solidna. Trudno by tu mówić o jakimś szczególnie sugestywnym wypełnieniu przestrzeni pogłosem, ale też nie była ona pusta. Trochę informacji o ścianach pomieszczenia i o pogłosowych wybrzmieniach źródeł zostało zagubionych, ale pozostało ich wystarczająco dużo by zachować całościowy, właściwy nagraniom klimat (zwłaszcza w stosunku do AMC). C320 nie sprawiał wrażenia urządzenia analitycznego w tym sensie, by szczególnie przyciągał uwagę słuchacza co do dźwięków artykulacyjnych jak również nie wydobywał z nagrań jakichś zaskakujących szczegółów (czego zresztą nie należy oczekiwać przy tym stosunkowo niskim pułapie cenowym). Mocną stroną tego urządzenia jest ogólne uporządkowanie dźwięku, który pozwala obcować z muzyką bez dyskomfortu wynikającego z poczucia nadmiernego rozmycia, niedookreślenia czy też bałaganu.

Jako recenzent oficjalnie a jako audiofil prywatnie, jestem przeciwny stosowaniu w odniesieniu do różnych firm, produktów czy technologii obiegowych (czy wręcz mitycznych) opinii. Cóż jednak mam powiedzieć tym razem? Mamy oto kolejną serię wzmacniaczy firmy NAD i znowu wydaje się, że im tańszy model, tym bardziej jest on atrakcyjny. C320 nie zwala z nóg, ale jak mało który wzmacniacz za 1.500 złotych łączy w sobie mieszankę zalet i kompromisów, która ma szansę zaspokoić potrzeby wielu różnych słuchaczy i różnych systemów audio. Jestem przekonany, że poprzez swoją przyzwoitą muzykalność, przyjemny i zrównoważony pod wieloma względami charakter znajdzie on szerokie grono zadowolonych nabywców. W tym kontekście zastanawia mnie tylko czy faktycznie warto płacić więcej za C340. Bez bezpośredniego porównania nie podejmuję się jednak rozstrzygnąć tej kwestii. No jest jeszcze nastepujące pytanie. Jak będzie się sprawować najnowszy wzmacniacz NAD czyli C300? (GS)

Jeśli mają Państwo uwagi dotyczące tej strony lub zauważyliście na niej błędy, dajcie nam znać.
Kliknięcie na niniejszy link spowoduje uruchomienie w nowym oknie formularza, przy pomocy którego można przekazać uwagi do redakcji.
Copyright © 1991-2019 Magazyn Hi-Fi, Gdynia, Poland
logo hifi.pl