Uwaga!

Trwają prace techniczne na witrynie hifi.pl. Dopóki widoczny będzie niniejszy komunikat prosimy:
- nie zamieszczać ogłoszeń na giełdzie
- nie logować się na swoje konto
- nie rejestrować nowych kont na hifi.pl
- jeśli jesteście Państwo zalogowani prosimy o jak najszybsze wylogowanie

Przewidujemy, że czas trwania prac nie przekroczy 30 minut. W tym czasie można normalnie korzystać z treści zamieszczonych na hifi.pl.

Kiedy niniejszy komunikat zniknie będzie to oznaczało, że prace zostały zakończone i możliwe jest korzystanie z wszystkich funkcji witryny.

Przepraszamy za wszelkie niedogodności wynikające z prowadzony prac.

Start Pomoc Kontakt Reklama O nas Zaloguj Rejestracja

Witryna hifi.pl wykorzystuje ciasteczka (cookies). Proszę kliknąć aby uzyskać więcej informacji.

Musical Fidelity X-A2


Pierwsza publikacja w styczniu 2001
Cena: 3.500 zł
Wymiary: 230,110,345
Moc: 75/8
Testowano w grupie wraz z: Audio Analogue Puccini SE, Baltlab Epoca 1v.3, CSR ABC, LFD Mistral, Luxman A-471, Musical Fidelity X-A2
Wbrew temu co sugeruje nazwa X-A2 nie jest wcale konstrukcyjnym krewniakiem X-A1. Podobna jest tylko pozycja w ofercie firmy. Pod względem technicznym X-A2 jest bowiem oparty na dwukrotnie droższym X-A100. W istocie jest to niemal dokładnie taki sam wzmacniacz, usunięto tylko zdalne sterowanie. Skąd więc tak znaczna różnica w cenie? Trudno przecież uzasadnić ją uproszzeniem konstrukcji i zmniejszeniem liczby wykorzystanych elementów. Według Musical Fidelity znaczna obniżka była możliwa dzięki temu, że X-A2 nie wymagał już nakładów na opracowanie konstrukcji. Tak czy tak rozpiętość wydaje się być zaskakująco duża - no ale oprócz właścicieli X-A100 nikt nie powinien się czuć zawiedziony.

Komponenty serii X mają swe swoiste wzornictwo. Może się ono wydawać nieco pretensjonalne, ale może się też podobać - to jest zresztą kwestią gustu i nie moim zadaniem jest wydawanie werdyktu w tej sprawie. Natomiast na samo wykończenie trudno narzekać. X-A2 przynosi poczucie, że obcujemy z produktem solidnie wykonanym. Główną część obudowy tworzy owalny odlew z aluminium. Przednia ścianka wykonana jest z drapanego aluminium.

Pod względem użytkowym X-A2 nie przynosi niespodzianek. Podłączyć można 5 urządzeń o poziomie liniowym oraz magnetofon. Wzmacniacz jest zaopatrzony w funkcję monitorowania zapisu z taśmy magnetofonowej - uruchamiana jest ona przyciskiem na środku przedniej ścianki. Oprócz tego jest też wyjście z przedwzmacniacza, tak więc w razie potrzeby można podłączyć dodatkowe wzmacniacze mocy. Wszystkie gniazda połączeniowe są złocone.

Zasilacz jest umieszczony w osobnej obudowie. Jest to rozwiązanie dość charakterystyczne dla Musical Fidelity.

Prostownik i kondensatory filtrujące znajdują się jednak we właściwym wzmacniaczu, a puszka zasilacza mieści tylko toroidalny transformator i włącznik sieciowy. Cały układ elektroniczny znajduje się na jednej płytce drukowanej. Gniazda połączeniowe, selektory źródeł i potencjometr głośności wlutowane są bezpośrednio na płytkę. Oprócz kabli doprowadzających zasilanie i łączących zaciski kolumnowe z płytką jest też jednak trochę dodatkowego okablowania łączącego punkty na płytce. Tranzystory stopni wyjściowych przymocowane są do aluminiowego bloczka, a ten z kolei do obudowy, która w ten sposób pełni rolę radiatora. Wzmacniacz nagrzewa się zauważalnie ale nie do jakichś szczególnie wysokich temperatur.

Opinia 1
Sprzęt towarzyszący: Zoller Metropolis Imagination, Arcam Alpha 9
Słuchacze: JD, MD

Już od pierwszych chwil odsłuchu wzmacniacza X-A2 łatwo się przekonać, że nie dąży on za wszelką cenę do neutralności. Brzmienie ma sporo masy i fundamentu, barwy instrumentów są pełne, nasycone i śpiewne, niestety nie do końca przejrzyste.

X-A2 okrasza brzmienie swoistą porcją uroku, szczególnie średnica jest bardzo obecna i nasycona. Brzmienie instrumentów i wokali w tym zakresie jest przyjemne, obecne i bardzo kwieciste, niestety nie można określić go mianem neutralnego. Ładnie prezentują się np. pojedyncze wokale czy pojedyncze instrumenty dęte. W przypadku większej ilości źródeł o zbliżonym charakterze tonalnym okazuje się jednak, że brzmienie nie jest przezroczyste, barwy dźwięku są podobne, wydzielenie pojedynczego głosu czy instrumentu z większej grupy nie przychodzi już tak łatwo. Podbarwienie dołu ma bowiem wyraźny wpływ na średnicę. Instrumenty brzmią ładnie, ale są zbyt obszerne w swoich niższych rejestrach. Słuchając X-A2 po bardziej czystych i równych wzmacniaczach słuchacz odnosi wrażenie jakby instrumenty miały doklejone brody basowe, były grubsze, obszerniejsze. Po części wynika to też z faktu że środkowy i wyższy zakres średnicy jest już mniej nasycony. Średnica i góra nie są też idealnie spójne.

W środkowym zakresie góry również występuje nieznaczne podbarwienie. Jest ono o tyle niekorzystne, że powoduje rozjaśnienie dźwięku w tym przedziale, podczas gdy niższa średnica i bas mają raczej przyciemniony charakter. Ma to negatywny wpływ na spójność brzmienia większości instrumentów. Harmoniczne prawie każdego instrumenty smyczkowego czy dętego dosięgają zakresu wysokich tonów. W przypadku skrzypiec, okazało się że są one nasycone i poszerzone w swoich najniższych rejestrach, nieco szczuplejsze w wyższych i średnich, a najwyższe harmoniczne potrafią z kolei zabrzmieć bardziej jasno i dobitnie. Podbarwienia te są na szczęście na dość niskim poziomie, podczas normalnego słuchania muzyki, bez wnikliwej analizy, dźwięk nie jest drażniący, zachowuje dobrą płynność, można zatem skoncentrować się na odbiorze przyjemniejszych, niezniekształconych zakresów nie zwracając uwagi na niedostatki.

Podobnie jak w przypadku średnicy, umiejętne podbarwienie góry w określonych przypadkach może powodować upiększenie brzmienia. Blachy perkusyjne miały bardziej nasycone, przyjemniejsze brzmienie, mimo że nie całkiem neutralne. Blachy na X-A2 wydawały się też całkiem obecne i dynamiczne, okraszone zostały blaskiem i swobodą.

Podbarwienie w wyższych rejestrach wpływa również korzystnie na przestrzenność dźwięku. X-A2 nie generuje nadzwyczajnej porcji detali w najwyższych rejestrach, z tego prostego powodu, że najwyższe składowe są ograniczone w przekazie. Rozjaśnienie środkowego zakresu góry powoduje natomiast większą przejrzystość i czytelność sceny, a niskie składowe dodatkowo wypełniają ją powietrzem i oddechem.

X-A2 może się podobać ze względu na prezentację stereofonii, choć i tu wzmacniacz odciska własne piętno na przekazie. Źródła są nieco powiększone, a ich lokalizacja i czytelność wystarczająco precyzyjne. Na scenie jest sporo powietrza i swobody, instrumenty są ładnie wydzielone. Wzmacniacz zaprasza słuchacza do wejścia w scenę pośród muzyków, do uczestniczenia w spektaklu dźwiękowym. Scena generowana przez X-A2 jest obszerna i obecna, choć nie jest to obecność związana z dużą ilością mikrodetalu czy mikroakustyką pomieszczenia, a raczej pogłosem i oddechem.

Wzmacniacz ma nieco ograniczone skraje pasma, w przekazie bark nie tylko najwyższych składowych, ale i dół jest słabo rozciągnięty. W zakresie niskich częstotliwości dominuje przede wszystkim średni bas. Tam gdzie odtwarzana jest stopa, kontrabas czy gitara basowa dźwięk jest pogrubiony, ma więcej masy. X-A2 niestety nie jest super sztywny i dynamiczny w zakresie niskich składowych. Co prawda nie ma problemów z przeciąganiem czy brakiem zwartości dźwięku, jednak akcenty rytmiczne, zdecydowany szybki i twardy atak dźwięku to nie są atuty X-A2. Najlepiej wzmacniacz radzi sobie w nieskomplikowanych nagraniach akustycznych. Bas jest wystarczająco obszerny żeby zapewnić przyzwoitą obecność instrumentów. Kontrabas choć nie jest twardy wydaje się wystarczająco dynamiczny, ma sporo powietrza sporo dźwięków z rezonansowego "efa". Gorzej choć nie krytycznie wypadają utwory bardziej dynamiczne i nie chodzi tu o ilość niskich składowych, a o ich twardość i atak. Stopa, w szybkich elektrycznych nagraniach jest zbyt miękka, mało atakująca, gitara basowa również nie posiada charakterystycznego twardego nieco chropowatego brzmienia. Stosunkowo korzystnie prezentują się większe składy z dużą ilością niskich składowych, X-A2 potrafi na tyle żywo i sprawnie przetwarzać bas, że dźwięk ma wystarczająco dużo potęgi i swobody.

Mikołaj chwali X-A2 za dobrą jakość mikrodynamiki, gitary czy inne instrumenty mają zaznaczoną gradację dźwięku. Brzmienie zwykle jest też całkiem żywe i obecne.

X-A2 nie jest wzmacniaczem neutralnym, obaj z Mikołajem stwierdziliśmy że odciska własne piętno na odtwarzanym materiale. Nie koniecznie musi być to natomiast powód do niezadowolenia. Jeśli na przykład poszukujecie Państwo brzmienia przyjemnego, obecnego, z nasyconymi barwami, a neutralność i przezroczystość dźwięku ma dla Was mniejsze znaczenie, X-A2 może być trafnym wyborem. (JD)

Opinia 2
Sprzęt towarzyszący: kit na głośnikach Scan-Speak 18W8545/Revelator, Arcam Alpha 9
słuchacze: KK, GS

Zacznę od przeprosin pod adresem naszych stałych czytelników - a to dlatego, że będę się teraz powtarzał. Przez lata zalecaliśmy by podchodzić do sprzętu hi-fi w sposób otwarty, bez uprzedzeń i bez wstępnych oczekiwań. Opinie o brzmieniach właściwych konkretnym firmom lub rozwiązaniom technicznym są czasami prawdziwe. Ale często są błędne, co właśnie ma miejsce w przypadku X-A2.

Od dawna mówiło się, że Musical Fidelity robi ciepło brzmiące wzmacniacze. I faktycznie firma projektowała urządzenia potwierdzające taką tezę. A1000 jest tu pewnie najlepszym przykładem, a dla mnie najbardziej pamiętnym, bo mieliśmy okazję recenzować ten model. Myślę jednak, że trudno będzie znaleźć rodzinne podobieństwo pomiędzy A1000 a X-A2.

Nie potrzeba zbyt wiele czasu i zbyt wielu nagrań, by poznać charakter najnowszego wzmacniacza MF. Zauważalny był zwarty niższy bas i bardzo wyrazista góra. Na szczęście jakość prezentacji tych zakresów nie zasługuje na ostrą krytykę, ale o tym dalej. Równowaga jest zatem nieco przesunięta ku górze pasma, co różnie komponuje się z materiałem muzycznym.

Bas był krótki i szybki. Trudno by było znaleźć to ciepło przypisywane starszym modelom Musiacal Fidelity. Należy też zauważyć duże zróżnicowanie basu w zależności od odsłuchiwanych nagrań, co nie do końca udawało się na przykład Luxmanowi. Tam gdzie większość testowanych wzmacniaczy miała problem z utrzymaniem kontroli basu (Morcheeba - "Part Of The Process"), MF poradził sobie świetnie. Sposób prezentacji niskich tonów wyróżniał X-A2 z reszty grupy, ale jest też mała rysa na tym bardzo pozytywnym obrazie. Choć osobiście byłem prawie usatysfakcjonowany wypełnieniem niskich tonów, to jednak KK trochę narzekał, że są one zbyt lekkie. Padła w związku z tym sugestia by nie komponować X-A2 z kolumnami o szczupłym czy też mało rozciągniętym basie. Na tym tle odmiennie wypadły tylko nagrania King Crimson gdzie bas jakby wyłamał się poza swoje typowe zachowanie i zabrzmiał obficiej, bardziej rezonansowo. Był to jednak przypadek odosobniony.

W zakresie średnich częstotliwości MF pokazał swoją klasę - nie było specjalnie czego krytykować. Przy prezentacji damskich wokali (Anna Maria Jopek, Skye Edwards, Madonna) można dostrzec pewne podobieństwo do wzmacniaczy CSR i Baltlab, jedynie górne składowe z MF były wyraźnie ostrzejsze. Wokale nie były też powiększone czy "rozlane" w przestrzeni, ich lokalizacja była dokładna, niemal punktowa. Smyczki (Madonna - "Frozen"), instrumenty dęte (sampler Opus 3) i rockowa gitara (Kasia Kowalska - "Co Może Przynieść Nowy Dzień") były żywe i naprawdę przekonujące.

Wysokie tony charakteryzuje duże nasycenie, ale i bardzo dobra jakość na szczęście. Różne instrumenty perkusyjne i przeszkadzajki były bardzo wyraziste, lecz czyste, bez brudnych lub/i metalicznych naleciałości. Mimo wszystko tak zdecydowana prezentacja góry niekiedy męczy (Radiohead, Patti Yang). Trudno by nazwać brzmienie wzmacniacze MF słowem "relaksujące".

X-A2 pokazał w kilku aspektach ciekawe możliwości dynamiczne. Przede wszystkim okazał się być całkiem szybki. Zarówno dźwięki transjentowe jak i duże skoki dynamiki nie sprawiły mu trudności. Nowoczesne nagrania pop/rock, obfitujące w dźwięki z zakresu średniego basu (Morcheeba - "Big Calm" Madonna - "Ray Of Light", Patti Yang - "Jaszczurka") pozwalają X-A2 pokazać się z dobrej strony. Jak skomentował KK, gdyby był to model firmy Sony, na pewno na obudowie widniałby napis "SACD ready". Rytm był też dobrze prowadzony w nagraniach jazzowych. W prostszych nagraniach, a zwłaszcza w przypadku małych składów akustycznych, ogólna żywość była dobra lecz już nie tak imponująca jak w nagraniach z sekcją rytmiczną.

Analityczność X-A2 plasuje go w czołówce testowanej grupy, co nie powinno zaskakiwać przy wyeksponowaniu wyższych rejestrów. Selektywność dźwięków była cechą przyciągającą uwagę. Nowoczesne realizacje, pełne "efektów specjalnych" (Madonna - "Frozen", "Ray Of Light") mogą dzięki temu zaimponować bogactwem szczegółów, szczęśliwie bez popadania w przesadę. Jeśli przy dłuższym słuchaniu MF kogoś znuży, to raczej ze względu na rozjaśnienie, niż natrętną prezentację detali.

Reprodukcja stereofonii nie budziła zastrzeżeń. Scena była szeroka, ale nie sztucznie poszerzona. Efekty stereofoniczne prezentowane były z rozmachem godnym droższych urządzeń (Madonna, Anna Maria Jopek), jednak w sposób umożliwiający słuchaczowi skupienie się w pierwszym rzędzie na muzyce jako całości. Zwracała uwagę dobra klarowność sceny, obecność pogłosowej aury.

X-A2 to wzmacniacz z zaznaczonym charakterem, mogący znaleźć zarówno fanów jak i przeciwników. Sporo będzie chyba zależało od doboru towarzyszących kolumn. Moja sugestia: unikać zestawów brzmiących jasno i ostro, tak aby dźwięk nie stał się zbyt szczupły, czy zbyt natrętny (mimo wysokiej jakości środka i góry). (GS)

Jeśli mają Państwo uwagi dotyczące tej strony lub zauważyliście na niej błędy, dajcie nam znać.
Kliknięcie na niniejszy link spowoduje uruchomienie w nowym oknie formularza, przy pomocy którego można przekazać uwagi do redakcji.
Copyright © 1991-2019 Magazyn Hi-Fi, Gdynia, Poland
logo hifi.pl