Uwaga!

Trwają prace techniczne na witrynie hifi.pl. Dopóki widoczny będzie niniejszy komunikat prosimy:
- nie zamieszczać ogłoszeń na giełdzie
- nie logować się na swoje konto
- nie rejestrować nowych kont na hifi.pl
- jeśli jesteście Państwo zalogowani prosimy o jak najszybsze wylogowanie

Przewidujemy, że czas trwania prac nie przekroczy 30 minut. W tym czasie można normalnie korzystać z treści zamieszczonych na hifi.pl.

Kiedy niniejszy komunikat zniknie będzie to oznaczało, że prace zostały zakończone i możliwe jest korzystanie z wszystkich funkcji witryny.

Przepraszamy za wszelkie niedogodności wynikające z prowadzony prac.

Start Pomoc Kontakt Reklama O nas Zaloguj Rejestracja

Witryna hifi.pl wykorzystuje ciasteczka (cookies). Proszę kliknąć aby uzyskać więcej informacji.

Luxman A-471


Pierwsza publikacja w styczniu 2001
Cena: 2.700 zł
Wymiary: 438,127,369
Moc: 60/8
Wejścia liniowe: 150 mV (czułość), 40 komów
Wejście MM: 2,5 mV (czułość), 47 komów
Wejście MC: 200 uV (czułość), 100 omów
Masa: 9 kg
Testowano w grupie wraz z: Audio Analogue Puccini SE, Baltlab Epoca 1v.3, CSR ABC, LFD Mistral, Luxman A-471, Musical Fidelity X-A2

Nie jest chyba specjalnym zaskoczeniem, że jak chodzi o jakość wykończenia i bogactwo wyposażenia Luxman przoduje w grupie, mimo swej niższej ceny. Od wielu już lat w niższych i średnich przedziałach cenowych firmy japońskie wiodą prym w tej dziedzinie. A-471 reprezentuje segment rynku sukcesywnie tracący na znaczeniu. Następuje bowiem polaryzacja, z jednej strony mamy produkty o wyraźnie audiofilskiej koncepcji projektowej, a z drugiej coraz więcej produktów AV adresowanych na rynek typowo komercyjny. Kilkanaście lat temu każda japońska firma miała szereg wzmacniaczy koncepcyjnie podobnych do Luxmana. Teraz już mało kto spodziewałby się zobaczyć droższy wzmacniacz hi-fi Kenwooda, Sansui czy Akai. Oferta tych firm japońskich, które nadal produkują wzmacniacze z wyższych i średnich przedziałów cenowych też powoli się kurczy. Ten trend jest chyba nieodwracalny.

A-471 nie ma tradycyjnego włącznika sieciowego a jedynie włącznik typu standby. Jest natomiast dodatkowy przełącznik pod spodem wzmacniacza, który odłącza układy wzmacniacza od zasilania, choć nawet gdy jest on w pozycji "off" kontrolka standby się zapala. Do wzmacniacza można podłączyć trzy źródła o poziomie liniowym, dwa magnetofony i gramofon. Przedwzmacniacz ma przełącznik czułości, można więc korzystać zarówno z wkładek MM jak i MC. Do wyboru źródła przy nagrywaniu służy osobny selektor, pozwala on też zestawić połączenia do kopiowania pomiędzy magnetofonami w obie strony. Jak chodzi o regulację parametrów dźwięku to można skorzystać z regulatorów barwy (bas, wysokie) i przełącznika kontur. Można też przełączyć wzmacniacz w tryb mono i regulować równowagę pomiędzy kanałami. Regulatory te można też ominąć korzystając z funkcji "line straight". Wzmacniacz ma wyjście słuchawkowe i dwie pary wyjść głośnikowych. Terminale głośnikowe można odłączać przyciskami na przedniej ściance. Nieco zaskakująca może być obecność przycisków oznaczonych jako CD synchro i Continuous play. Są one użyteczne kiedy wzmacniacz pracuje w zestawie z innymi urządzeniami Luxmana przekazującymi między sobą sygnały sterujące.

W środku znajdujemy sporą ilość płytek drukowanych i sporo połączeniowych kabli. Techniki łączenia są przeróżne. Znajdziemy zarówno taśmy zakończone kostakmi, kable lutowane do płytek jak i kable zakończone owijkami. Zastosowano dwa tradycyjne transformatory. W zasilaczu zastosowano dwa kondensatory Chemi-Con o pojemności 8.200 µF. Zastosowano zmotoryzowany potencjometr Alps. Płytka przedwzmacniacza gramofonowego jest zaekranowana blachą.

Pozłacane są gniazda wejściowe dla CD i gramofonu oraz gniazdo wyjścia słuchawkowego, wszystkie pozostałe terminale są niepozłacane. Oprócz gniazda słuchawkowego i gniazd BUS LINE wszystkie pozostałe terminale są wlutowane bezpośrednio do płytki drukowanej.

A-471 jest też wyposażony w okazały nadajnik zdalnego sterowania. Pozwala on wykonywać podstawowe funkcje obsługowe wzmacniacza jak przełączanie źródeł i regulacja głośności a także steruje tunerem, odtwarzaczem CD i magnetofonem.

Opinia 1
Sprzęt towarzyszący: Zoller Metropolis Imagination, Arcam Alpha 9
Słuchacze: JD, MD

Luxman A-471 to wzmacniacz bezproblemowy, obaj z Mikołajem dokładnie zgadzamy się w tej kwestii. Nie ma co doszukiwać się w jego brzmieniu ekscytującego wyrafinowania, nie można też jednoznacznie ganić go za grube niedociągnięcia. A-471 był najtańszym urządzeniem z całej grupy testowej, co niewątpliwie stawia go w trudnej sytuacji w czasie bezpośrednich porównań.

Pisząc recenzję autor zwykle ujawnia cechy, które wyróżniają dane urządzenie. W przypadku Luxmana jest to trudne, ten wzmacniacz się nie wyróżnia, jak określił to Mikołaj, jest średniakiem. Oferuje wyrównane, zrównoważone tonalnie i na swój sposób neutralne brzmienie.

Średnica jest dość równa i czysta. Ma w sobie też odrobinę ciepła i kolorystyki, choć muszę przyznać że cechy te są dość dyskretnie zaznaczone, w trakcie pierwszego odsłuchu nie zwróciły mojej większej uwagi, dźwięk odbierałem wówczas jako przede wszystkim oszczędny, a nawet nieco surowy. Głównym atutem średnicy okazała się jej równowaga i nie narzucający się, niedrażniący charakter. Przy bezpośrednim porównaniu z droższą konkurencją barwy mogą okazać się jednak nieco zbyt oszczędne pozbawione blasku, dźwięczności i kolorytu. Nie najlepiej Luxman radzi sobie też z różnicowaniem barw pojedynczych instrumentów w sekcjach czy wokali w chórkach. Nie udało się również wyeliminować nieznacznych podbarwień, szczególnie w wyższych partiach wokali, skrzypiec czy dęciaków zauważalne są lekkie podostrzenia i utrata kontroli w transjentach.

Góra w wykonaniu A-471 jest zbliżona charakterem do średnicy. Spory wpływ na jej charakter ma wspomniane wcześniej podbarwienie, które z jednej strony może powodować czasami brak kontroli z drugiej zaś okrasza brzmienie większą ilością nasycenia i obecności. Sposób prezentacji góry mimo wszystko jest dość oszczędny, trudno się tam doszukać większej finezji, czystości czy zróżnicowania barw. Jej charakter jest raczej szaro-metaliczny niż słodki czy delikatny. Jakkolwiek nie ma tam wyraźnych odstępstw od neutralności to nie ma również wyrafinowania.

Dół pasma został dość dokładnie wypośrodkowany. Wyraźnie słychać braki w każdym aspekcie jego brzmienia z drugiej strony nie ma też wyraźnych powodów do degradującej krytyki. W swoim środkowym zakresie bas ma lekkie podbarwienie, dodaje mu to masy i obecności szczególnie w utworach gdzie potrzebna jest jego większa ilość. Z kolei utwory bardziej zwarte i szybkie, mogą zabrzmieć nieco ociężale, mniej sprężyście. Spowolnienie dźwięku nie jest wyraźne ani dokuczliwe, ale nie można też go nie zauważać. Właściwie to bas Luxmana w żadnym aspekcie nie posiada rażących błędów, za to w każdym słychać jego ograniczenia. Kontrabas był nieco monotonny, lekko pogrubiony, nie posiadał też odpowiedniej twardości i dynamiki. Słaba jest również selektywność niskich składowych, trudniej separować niskie dźwięki klawiszy w podkładzie. Odczuwalne są również braki energetyczne w tym zakresie. A-471 brzmi nieco zbyt spokojnie, brak mu wykopu zdecydowanego akcentu, skoczności, jest to oczywiście związane z brakiem kontroli w niskich rejestrach.

Nieco swobodniej prezentowała się natomiast średnica, utwór taki jak gitarowy "You Got Me" R.Pidgeon wypadł już całkiem żywo i skocznie, jedynie przy bezpośrednim porównaniu z tak udanymi konstrukcjami jak CSR odczuwalne było lekkie złagodzenie i ocieplenie brzmienia. W dziedzinie mikrodynamiki Luxman nie wzbudza już żadnych emocji, oczywiście w porównaniu z konkurencją łatwo odkryć braki w tej materii, ale przy tej cenie nie są one jeszcze ewidentne.

Braki wyrafinowania wyraźnie słyszalne są również w aspektach przestrzenności, stereofonii czy detalach. Luxman w każdym z tych aspektów oferuje przedsmak większych wrażeń, ale zawsze też odczuwalne są wyraźne ograniczenia. Scena nigdy nie jest tak obszerna i otwarta, brakuje jej mikroszczegółów, namacalności. Detale w A-471 podane są oszczędnie, trudno doszukać się konturów instrumentów czy pomieszczeń, trudno poczuć mikroklimatu pomieszczenia. Niewiele droższy Chris Sound Research oferuje w tej materii dużo więcej wyrafinowania i swobody. Stereofonia w wykonaniu Luxmana jest całkiem precyzyjna, instrumenty są stabilne i czytelne. Wzmacniacz nie wydziela ich natomiast z przestrzeni, nie zaznacza ich konturów, w przekazie brakuje swobody i otwartości. Podobnie głębia, można ją zauważyć, ale jej obecności jest mało namacalna, mało autentyczna.

Luxman A-471 jest wzmacniaczem dość neutralnym, nie posiada wyraźnie zaznaczonego charakteru, nie generuje też ewidentnych zniekształceń. Widoczne są natomiast braki w wyrafinowaniu, brakuje temu wzmacniaczowi ostatecznego szlifu, który niewątpliwie wiąże się z jego ceną. Z pewnością w towarzystwie mniej wyszukanej i bliższej cenowo konkurencji braki te nie byłyby tak dotkliwe, a ogólne wrażenia bardziej pozytywne. (JD)

Opinia 2
Sprzęt towarzyszący: kit na głośnikach Scan-Speak 18W8545/Revelator, Arcam Alpha 9
słuchacze: KK, GS

Po wzmacniaczu z zupełnie "innego świata" niż wszystkie pozostałe urządzenia tego testu podświadomie spodziewaliśmy się też innego (w domyśle gorszego) sposobu prezentacji muzyki. Na szczęście nic takiego się nie zdarzyło - najtańsze i zarazem bijące na głowę całą konkurencję bogactwem wyposażenia urządzenie wcale nie było outsiderem.

Pod względem równowagi tonalnej A-471 sprawował się zupełnie dobrze. Dźwięk był raczej duży, bez wyraźnych skłonności do ocieplenia lub rozjaśnienia. Luxman był przy tym uniwersalny - jednakowo radził sobie z klasyką, akustycznymi balladami (10,000 Maniacs - "Tea For Two"), nowoczesnym popem (Madonna - "Frozen") oraz rockiem (Kasia Kowalska - "Co Może Przynieść Nowy Dzień", Patti Yang).

Bas był całkiem solidny i zdecydowany, ale nie przerysowany. Natomiast był on nieco jednostajny, jakością odbiegał w dół od najlepszych konstrukcji testu. Nie był jednak ani tłusty, ani anemiczny, a to już coś na dobry początek. Kontrola basu nie budziła większych zastrzeżeń w prostszych nagraniach. Natomiast w trudniejszych fragmentach (Morcheeba - "Part Of The Process", King Crimson - "Thrak") Luxman nieco się pogubił.

W zasadzie trudno narzekać na barwy średnicy, jednak prezentacja wokali nie dorównywała pod względem neutralności i swobody wzmacniaczom Baltlab, CSR czy Musical Fidelity, co może także wynikać ze słyszalnego w niektórych nagraniach lekkiego wycofania zakresu średnich częstotliwości. Mimo wszystko, podobnie jak w przypadku basu, jakość i sposób prezentacji średnicy nie powodowały dyskomfortu przy słuchaniu różnych rodzajów muzyki. Damskie wokale (Madonna, Skye Edwards, Anna Maria Jopek) wypadły całkiem przekonująco i jedynie bezpośrednie porównanie z lepszymi w tej dziedzinie konkurentami pokazało, że za nieco większe pieniądze można wznieść się na wyższy poziom. Podobne uwagi dotyczą prezentacji fletu i skrzypiec.

To może wydawać się nudne, ale zbliżone do powyższych uwagi można odnieść również do prezentacji zakresu wysokotonowego. Luxman po prostu we wszystkich chyba dziedzinach osiąga poziom pozwalający na akceptację, a jednocześnie zawsze można wskazać wzmacniacz, który zrobi to samo jeszcze lepiej. Góra jest w każdym razie melodyjna, wystarczająco wyrazista, aby nie "uciekły" słuchaczowi żadne części składowe muzycznego przekazu. Zarówno jednak Audio Analogue jak i np. Baltlab mają więcej blasku i swobody w tym zakresie.

Dynamika nie wzbudziła istotnych zastrzeżeń. Dały o sobie znać duże rezerwy mocowe A-471, przejście od cichych pasaży do gwałtownych wybuchów rockowej ekspresji nie zaskakuje Luxmana ani trochę. Wzmacniacz dobrze nadaje się do muzyki tanecznej (we współczesnym rozumieniu), z łatwością budując klubowy nastrój (Madonna - "Ray Of Light", Patti Yang - "Underlegend"). Mimo swych ograniczeń bas nie przeszkodził w uzyskaniu solidnego rockowego "wykopu".

Analityczność osiągnęła poziom całkowicie zadowalający, chyba że ktoś preferuje prezentację drugo- i trzeciorzędnych szczegółów na pierwszym planie. Trzeba jednak szczerze przyznać, że w tej dziedzinie Luxman trochę odstaje od konkurencji, niektóre szczegóły przy pierwszym słuchaniu mogą umknąć słuchaczowi, niektóre także przy drugim.

Lokalizacja wszelkich pozornych źródeł dźwięku była jak najbardziej prawidłowa i wystarczająco precyzyjna. W ogóle pojedyncze instrumenty wypadały zupełnie nieźle. Nowocześnie zrealizowany pop (Morcheeba, Madonna) brzmi dzięki temu efektownie i przekonująco. Natomiast zabrakło trochę więcej swobody w kreacji sceny, zaznaczenia jej krawędzi, złudzenia wspólnej przestrzeni dla wszystkich instrumentów.

A-471 w żadnej dziedzinie się nie wyróżnił, ale mimo ograniczeń, zaprezentował zrównoważone brzmienie o całkiem uniwersalnym charakterze. A-471 nie jest takim rarytasem jakim był odtwarzacz CD D-375 (urządzenie to chyba nie zyskało należnego mu powodzenia), ale tak czy tak prezentuje się zupełnie solidnie. Najniższa w grupie cena, dobra jakość wykonania i kompletne wyposażenie mogące zadowolić największych malkontentów (nawet przedwzmacniacz gramofonowy do wkładek MM i MC). Do tego jeszcze nie narzucający się wygląd. Przyjąłem jego brzmienie bez większych emocji, a KK nawet stwierdził, że słuchało się go przyjemniej niż to sugeruje suche podsumowanie relacji z odsłuchów. Czy trzeba czegoś więcej? (GS)

Jeśli mają Państwo uwagi dotyczące tej strony lub zauważyliście na niej błędy, dajcie nam znać.
Kliknięcie na niniejszy link spowoduje uruchomienie w nowym oknie formularza, przy pomocy którego można przekazać uwagi do redakcji.
Copyright © 1991-2019 Magazyn Hi-Fi, Gdynia, Poland
logo hifi.pl