Uwaga!

Trwają prace techniczne na witrynie hifi.pl. Dopóki widoczny będzie niniejszy komunikat prosimy:
- nie zamieszczać ogłoszeń na giełdzie
- nie logować się na swoje konto
- nie rejestrować nowych kont na hifi.pl
- jeśli jesteście Państwo zalogowani prosimy o jak najszybsze wylogowanie

Przewidujemy, że czas trwania prac nie przekroczy 30 minut. W tym czasie można normalnie korzystać z treści zamieszczonych na hifi.pl.

Kiedy niniejszy komunikat zniknie będzie to oznaczało, że prace zostały zakończone i możliwe jest korzystanie z wszystkich funkcji witryny.

Przepraszamy za wszelkie niedogodności wynikające z prowadzony prac.

Start Pomoc Kontakt Reklama O nas Zaloguj Rejestracja

Witryna hifi.pl wykorzystuje ciasteczka (cookies). Proszę kliknąć aby uzyskać więcej informacji.

Densen DM-10


recenzja pierwotnie opublikowana w Magazynie Hi-Fi 3-4/97
Wymiary: 440,78,330 mm
Moc: 75/8
Cena (08/1997): 6.400 zł
Zestaw testowy 1: Mission Cyrus DiscMaster, Audiomeca Mephisto, mbl 1511, Meridian 566, Zoller Design Metropolis Imagination
Zestaw testowy 2: Audiomeca Mephisto, Meridian 566, AudioNote AN-J/SP

Wzmacniacz Densen pochodzi z Dani i wizualnie przypomina inne produkty audio pochodzące z tej części Europy, takie jak Primare, Bow Technologies. Na ściance przedniej mamy zawsze dwa, trzy, w kontrastowym kolorze pokrętła rozmieszczone symetrycznie.

Densen jest firmą młodą, o ściśle określonym profilu - do niedawna produkowała ona tylko wzmacniacze. Densen wydał małą książeczkę - katalog. Wykłada w nim swą filozofię projektowania. Firma twierdzi, iż jej urządzenia pracują bez pętli sprzężenia zwrotnego. Do określania jakości brzmienia stosuje tzw. "air-guitar factor". Jeśli słuchając muzyki przy pomocy wzmacniacza Densena wczujecie się w nastrój tak dalece, że zaczniecie "grać" na wyimaginowanej gitarze, to będzie oznaczało, że współczynnik "air-guitar" jest wysoki.

Obudowa DM-10 jest głęboka i ciężka. Panel czołowy jest wykonany z dość grubej, czarnej płyty akrylowej. Nie ma nim żadnych napisów. Jest on zdominowany wizualnie przez symetrycznie rozmieszczone, pokaźnych rozmiarów, dwa pokrętła w kolorze złotym. Lewe służy do regulacji głośności, prawe zaś - to wybór źródeł. Pomiędzy nimi znajduje się czerwona dioda LED świecąca jeszcze długo po wyłączeniu wzmacniacza. Płyta górna urządzenia na środku nosi logo firmy. Przy czołowej jej krawędzi umieszczono opis pokręteł. Skojarzenie położenia pokrętła wyboru źródeł z daną nazwą wejścia może wydawać się chwilowo trudne. We wzmacniaczu DM-10 wejścia nazwano "Line 1, 2, 3, 4" i "Tape 1, 2". Pokrętła obracają się z lekkim szelestem. Stylistyka proponowana przez firmę Densen może zostać różnie odebrana. Zapewne audiofile w zależności od gustu chętnie by widzieli pokrętła jako krótsze walce lub w innym kolorze (np. czarnym, srebrnym).

Tylny panel w środkowej części mieści szereg złoconych gniazd Cinch. Gniazda wyjściowe na zestawy głośnikowe rozmieszczono po bokach obudowy. W sumie ścianka tylna wraz z rozłożeniem gniazd wygląda prawie symetrycznie (gdyby nie gniazdko na kabel zasilający i włącznik sieciowy). DM-10 posiada po dwie pary gniazd głośnikowych na kanał, umożliwiających łatwe podłączenie kabli zakończonych widełkami, kabli z usuniętą izolacją o średnicy do około 1.5 mm. Można też wykorzystać wtyki banankowe po uprzednim usunięciu z gniazd plastikowych zaślepek.

Po zdjęciu przykrywy obudowy ukazuje się wewnątrz imponujący rozkład elementów elektronicznych. W lewej części obudowy mamy dwa duże 300 watowe transformatory zasilające (z konwencjonalnym rdzeniem, prostokątnym). W centralnej części znajduje się duża płytka drukowana. Charakterystycznym elementem na niej jest bateria kondensatorów zasilacza (8 sztuk dających w sumie 80 tysięcy µF pojemności). Przy ściance tylnej, tuż do gniazd Cinch podpięta jest mała płytka drukowana pełniąca rolę montażową dla przełącznika źródeł i potencjometru głośności. Mechaniczny, suwakowy przełącznik źródeł jest połączony taśmą z pokrętłem wyboru, zaś potencjometr - metalowym pręcikiem z pokrętłem głośności. Sygnał wejściowy liniowy jest zatem od razu podany na przełącznik źródeł i potencjometr głośności (Alps o wartości 10k omów). Później przechodzi na płytkę z elementami elektronicznymi aktywnymi.

W torze audio znajdują się wyłącznie elementy dyskretne (tranzystory), dwa wzmacniacze operacyjne pracują w układzie zabezpieczeń (Protection Timer). W stopniu wyjściowym pracują pojedyncze pary dużych tranzystorów mocy firmy Sanken. Pomiędzy nimi do radiatora przykręcono też po trzy mniejsze tranzystory pracujące w stopniach sterujących lub stabilizacji termicznej. Radiator jest bardzo nietypowy, nie mamy tu typowych żeberek, tylko pusty w środku kątownik o przekroju U. Wypełnia on prawą cześć wzmacniacza. Radiator ten wraz z tranzystorami mocy, jest przykręcony do dna obudowy, która także w takim przypadku odprowadza ciepło. Pomiędzy radiator, a powierzchnię obudowy wtłoczono sporo substancji zwiększającej kontakt i przewodnictwo termiczne.

Kilka elementów rezystancyjnych układu elektronicznego zostało wlutowanych na płytkę jako na przykład grupy kilku takich samych rezystorów (równolegle, obok siebie) - sugeruje to taki sam kod paskowy. W ten sposób firma minimalizuje rozrzut tolerancji wartości. Sygnał wyjściowy mocy jest pobierany ze środka płytki drukowanej plecionką kabli. Na wyjściu głośnikowym DM-10 nie posiada cewek, zatem należy sądzić, iż pewną indukcyjność wprowadzają splecione kable.

Transformatory sieciowe nie spoczywają bezpośrednio na obudowie, lecz zostały jakby zawieszone na czterech narożnikowych wspornikach. Aby zminimalizować wibracje zastosowano gumowe podkładki pod zawieszeniem i śrubami mocującymi.

W wersji podstawowej nie posiada wejść gramofonowych. Płytkę dla wkładek MM lub MC łatwo instaluje się na 12-pinowym gniazdku przy wejściu oznaczonym jako Line 1.

W trakcie użytkowania DM-10 nagrzewa się całkiem wyraźnie. W tym przypadku obudowa pełniącą rolę radiatora powoduje, iż nawet lekkiemu ogrzaniu ulegają pokrętła.

Firma Densen twierdzi, iż jej wzmacniacze pracują bez pętli sprzężenia zwrotnego. W rzeczywistości nie musi być dokładnie tak. Wzmacniacz cechuje się niską impedancją wyjściową i szerokim pasmem przenoszenia. Densen przestrzega, iż stopnie wyjściowe mogą ulec zniszczeniu w wyniku oddziaływania sygnałów o częstotliwościach radiowych. Wzmacniacze Densen zatem zawsze muszą być podłączane do systemu audio, gdy urządzenia są wyłączone. DM-10 posiada pewien układ zabezpieczeń, ale nie chroni on urządzenia przed zwarciem wyjść. W torze wyjściowym nie ma też przekaźników, zatem tak jak w przypadku wzmacniaczy YBA, LFD przy załączaniu słyszalne jest lekkie "puk" w głośnikach.

W sumie DM-10 kryje wewnątrz porcję solidnej inżynierii. Szczególnie uwagę zwraca logicznie poprowadzenie ścieżki sygnałowej, przejrzyste pogrupowanie elementów wzmacniacza.

Wzmacniacz DM-10 dostarczony do testu jest najnowszą wersją urządzenia. Na wystawie high-end we Frankfurcie/M wystawione były wersje starsze - z toroidalnymi transformatorami zasilacza i trochę większym niż obecnie potencjometrem głośności Alps. Najciekawszy jest jednak fakt, iż wystawiono też DM-10 z pokrętłami w kolorze srebrnym! (ms)

Opinia 1
Densen jest wzmacniaczem, który zebrał najbardziej szerokie i różnorodne spektrum spostrzeżeń. W odsłuchu znalazły się chwile zabarwione wieloma odcieniami mego nastroju. Gdy mamy okazję słuchać urządzenia bardzo długo, oprócz zbierania typowych spostrzeżeń do stworzenia recenzji pojawiają się też składniki dodatkowe. Jak miło spędziłem czas w weekend słuchając DM-10, pijąc kawę i przeglądając czasopisma. Czy się zrelaksowałem. Czy rozładowałem emocje. Czy bardziej się skupiałem na samej muzyce - nie pamiętając, iż to tylko sterta półprzewodników stoi na półce i się nazywa high-end audio. Czy też miał miejsce przypadek stosunkowo mało korzystny w świetle pisania recenzji - słuchałem dźwięku hi-fi!

Densen DM-10 w trakcie odsłuchu na moim domowym systemie ukazał wyraźne preferencje jeżeli chodzi o dobór software. Wzmacniacz ten zdecydowanie woli płyty audiofilskie (Chesky, Reference) lub też płyty CD nagrane współcześnie z wykorzystaniem najnowszej techniki cyfrowej (Enja, Label Bleu, Hiperion). Utwory nagrane w odległej epoce analogowej, a teraz występujące na CD, poprzez DM-10 brzmią trochę technoidalnie.

Trudno mi będzie w tej recenzji znaleźć punkt równowagi, wokół którego uda mi się skupić z małym błędem opis cech brzmienia Densena. Gdyż Densen to kameleon.

Po odsłuchu DM-10 na moim systemie postanowiłem jeszcze zafundować sobie sesję w ślepym teście w pokoju odsłuchowym MHF. W obu przypadkach odsłuch miał miejsce na bardzo analitycznych zestawach Imagination. Co wynika z odsłuchów? Densen jest idealnym urządzeniem do zobrazowania i wyjaśnienia zjawiska - analityczność i transparentność wzmacniacza tranzystorowego. Jeżeli ktoś kojarzy dźwięk muzykalny z miękką i ciepłą prezentacją to Densen chyba nie przypadnie tu do gustu. DM-10 jest wręcz zbyt precyzyjny, zbyt analityczny, zbyt detaliczny w swej reprodukcji dźwięku. W nagraniach starszych nacisk jest kładziony na pokazanie wszelkich uszczerbków, szumów, szorstkości. Przykładem tego niechaj będą nagrania Manhattan Transfer. W nagraniu Birdland moje zaangażowanie w utwór odbywało się poprzez smakowanie melodii, rytmu, niż raczej poprzez zachwycanie się wokalistami, barwą głosów.

W moim pokoju odsłuchowym (brzmiącym sucho) lepiej wypadają wzmacniacze o lampowym charakterze - gładkie, ciepłe, super homogeniczne. Densen nie miał właśnie tej lampowej spójności. Densen w każdym słabo zrealizowanym nagraniu podkreślał to co najgorsze - poprzez przesadną analityczność, bezlitosną projekcję mikrodetali ponad główny przekaz muzyczny. Słuchając DM-10 mamy wrażenie, że szum nośnika, 20 lat temu nagrana w tle perkusja mają taki sam priorytet jak pierwszoplanowy wokalista. W sumie DM-10 jest najbardziej bezlitośnie obnażającym nagrania wzmacniaczem tego testu. Podczas, gdy Audio Research większość nagrań czyni w jakimś stopniu audiofilskimi, Densen odwrotnie. Jeżeli nagranie ma zbyt "equalizowane" wysokie tony, tak jak to ma miejsce w Claire Martin z płyty Linn (płyta brzmi jakby ją nagrywano w temperaturze -20 st. C) Densen natychmiast nas o tym informuje. DM-10 podkreśla każdy transjent, mikroimpuls, precyzyjnie kreśli kontury. Na końcu notatek z odsłuchu płyt "nie audiofilskich" zapisałem sobie, iż wzmacniacz powinien być dopasowany nie tylko do zestawów głośnikowych, źródła, ale i też do software. Wydaje mi się, że DM-10 zabrzmi wybornie z miękkimi i słodkimi konstrukcjami Sonus Faber i chmarą konstrukcji z UK. Zestawy Imagination na Focalach moim zdaniem tworzyły zbyt analityczny duet z Densenem.

Kompetentnie brzmi Densen na płytach pochodzącymi z wytwórni dbających o jakość nagrań. Spostrzeżenie to potwierdziło się w trakcie odsłuchów w dwóch zupełnie odmiennych pokojach. W nagraniach Enja, Chesky - Densen pokazuje, iż jest gładki, czysty, z neutralnym balansem tonalnym. W bezpośrednim porównaniu z innymi konstrukcjami o zbliżonej cenie, przy korzystaniu z wysokiej jakości nagrań Densen pokazuje ponownie imponująca detaliczność, żywszą, bardziej otwartą prezentację. Znakomicie brzmią poprzez DM-10 utwory jazzowe z bardzo aktywną perkusją. Gitara akustyczna cechowała się świetną barwą, atakiem. Densen bardzo poprawnie przeprowadza transjenty poprzez fazę narastania i wybrzmiewania. Odnotowałem to na gitarze, na talerzach perkusji.

Najmocniejszą stroną Densena jest prezentacja dynamiczna muzyki. Szczególnie ten aspekt brzmienia był łatwy do uchwycenia w pokoju odsłuchowym GS. Barwa natomiast w tym pomieszczeniu jest równana w kierunku żywego i soczystego brzmienia. Densen zatem w pokoju GS brzmiał bardziej soczyście, mniej sucho niż w moim.

Densen uzyskał wysokie noty za poddawanie dźwięków dynamicznej gradacji. Począwszy od ciężkich lawin na basie, a skończywszy na delikatnych muśnięciach na wysokich tonach, Densen kontroluje każdy uskok dynamiczny.

Bas wzmacniacza DM-10 jest energetyczny, zawieszony nisko. Nie jest to bas zbyt lekki lub delikatny. Jest ciężki, z dużą masą. Moim zdaniem nie tak swobodny i szybki jak średnica i wysokie tony. Ogólnie linia basu jest rytmicza i Densen w tej dziedzinie świetnie radzi sobie z konkurencją w swej klasie cenowej. Aczkolwiek kombinacja końcówki mocy LFD PA2 i pre Audio Research LS3 pokazuje co jest jeszcze do zdobycia.

W sumie Densen został przez nas odebrany jako "pełnokrwisty" przedstawiciel obozu "solid state". Maciej w notatkach komentuje niektóre instrumenty: "obój nie tak liryczny jak w ...., trąbki jasne i kąśliwe". Po przesłuchaniu wszystkich wzmacniaczy testu Maciej zdecydowanie wskazuje na DM-10 jako swego faworyta, jako urządzenie brzmiące swobodnie, o dużych zmianach dynamicznych wplecionych do przekazu.

Na zakończenie chciałbym ponownie podkreślić, iż Densen okazał się najbardziej czułym urządzeniem (nie tylko tego testu) na wszystkie okoliczności odsłuchu: elektronikę towarzyszącą, zestawy głośnikowe, jakość nagrań, a nawet pomieszczenie. (ms)

Opinia 2
Tak się akurat szczęśliwie składa, że panem Sillesenem miałem okazję porozmawiać osobiście i u źródła otrzymać informacje o filozofii stojącej za produktami Densen. Wszystkich usłyszanych opinii nie przytoczę, bo użyte analogie dotyczą intymnych aspektów życia seksualnego, jednak główne przesłanie firmy można bez trudu określić nawet bez erotycznych porównań. Jak stwierdził Sillesen, czasami Densenowi zarzuca się, że w tym czy innym zakresie częstotliwości coś nie jest neutralne, ale zawsze słuchacze przyznają, że dźwięk jest po prostu muzykalny, przyjemny w odbiorze. I o to właśnie chodzi twórcom tego sprzętu.

Co oznacza muzykalność w praktyce? W każdym sprzęcie pretendującym do miana muzykalnego może to niestety oznaczać coś innego.

W przypadku Densena jeden szczegół nie pasuje do określenia "dźwięk muzykalny". W niższej części wysokich tonów jest przebarwienie dodające brzmieniu ostrości. Słychać je na przykład przy odtwarzaniu sybilantów czy fortepianu. Z początku wydało mi się to zjawisko marginalne, ale JD poświęcił temu więcej uwagi, wskazany jest więc uważny odsłuch tego fragmentu pasma, by stwierdzili Państwo czy ten sposób prezentacji nie rodzi poczucia dyskomfortu. Sam też wykonałem dodatkowe odsłuchy, tym razem z wykorzystaniem kolumn Rogers Studio 7 i obserwacje JD potwierdziły się. W sumie barwa tego zakresu jest ważnym składnikiem brzmienia odbijającym się na subiektywnym odbiorze dynamiki czy analityczności. W innych zakresach pasma charakter był przyjaźniejszy. Objawia się to lekkim zaokrągleniem brzmienia niższych partii średnicy. W rejonie najwyższych częstotliwości, na przykład przy odtwarzaniu blach i innych instrumentów perkusyjnych, prezentacja jest generalnie poprawna. Bas to udane połączenie niezłych osiągów we wszystkich dziedzinach. Całościowe wypełnienie, równomierność, kontrola były na dobrym poziomie. Być może któraś z tych cech jest postawiona na wyższym poziomie we wzmacniaczach konkurencyjnych, ale biorąc pod uwagę wszystkie kryteria oceny razem to po prostu trzeba na niskie rejestry DM-10 spojrzeć przychylnie.

Bardziej jednoznaczne i jednocześnie pozytywne były komentarze dotyczące dynamiki. Ogólnie brzmienie wydaje się witalne i żywe. W trakcie dodatkowych odsłuchów stwierdziłem, że do pewnego stopnia jest to związane ze wspomnianym zabarwieniem w okolicach przełomu środek góra. Ale nawet pomijając wpływ tego zjawiska, tak czy tak mamy niezłą gradację dynamicznych zmian, dobrą potęgę brzmienia jako całości i rzetelną dawkę rytmu - kiedy trzeba całkiem szybkiego rytmu. Najbardziej dręczącym mnie zagadnieniem jest natura dźwięków transjentowych. Wbrew innym opiniom nie sądzę aby ten wzmacniacz był szczególnie szybki w odtwarzaniu fazy ataku. Barwa może trochę oszukać nasze uszy, zwłaszcza przy odtwarzaniu skrzypiec i trąbki. Podsumowując wszystkie moje odsłuchy uważam, że lekkie zaokrąglenia konturów jednak występują. Koncert skrzypcowy brzmiał ogniście, ale silnie szarpane struny gitary już nie koniecznie.

Efekty stereofoniczne zyskały niezłe noty. Przede wszystkim nie brak głębi obrazu stereofonicznego. Przyzwoita przejrzystość zapewnia dobrą namacalność, nawet w odniesieniu do bardziej oddalonych źródeł. Jak na swoją klasę cenową Densen nieźle odtwarza akustyczną aurę.

Wspomniane wyżej zabarwienie tworzy trochę sztucznych akcentów, które mogą uchodzić za objaw analityczności. Patrząc na to bardziej całościowo oceniliśmy zdolności do reprodukcji szczegółów jako dobre, ale nie wybitne. Na tle całej testowanej tu grupy Densen nie wyróżnił się ani pozytywnie ani negatywnie.

Na koniec chciałbym wrócić do Thomasa Sillesena. Po przesłuchaniu DM-10 nie pozostaje mi nic innego jak tylko zgodzić się z jego twórcą. Wzorcowa równowaga i eliminacja podbarwień nie są głównymi priorytetami Densena. Natomiast starania zmierzające do uzyskania ekscytującego dźwięku są widoczne. Silne punkty to dynamika i stereofonia, zawodu nie sprawia też analityczność. Natomiast jak chodzi o barwy i odtwarzanie transjentów to DM-10 odciska swe piętno. Jak wskazują nasze doświadczenia zarówno gust słuchacza, dobór sprzętu towarzyszącego i materiału muzycznego mają duże znaczenie dla formowania opinii. Najlepiej byłoby pewnie dokonać bezpośredniego porównania Densena z YBA Integre lub z Musiacal Fidelity A1000. Konfrontując te odmienne koncepcje dźwięku moglibyście Państwo wyrobić sobie osobisty pogląd na to zagadnienie. Jedno mogę powiedzieć na pewno: Densen nie jest wzmacniaczem nijakim, ani nudnym. Producent wywiązał się więc ze swojej obietnicy. W prospekcie napisano przecież, że życie jest zbyt krótkie na nudne hi-fi. (GS)

Jeśli mają Państwo uwagi dotyczące tej strony lub zauważyliście na niej błędy, dajcie nam znać.
Kliknięcie na niniejszy link spowoduje uruchomienie w nowym oknie formularza, przy pomocy którego można przekazać uwagi do redakcji.
Copyright © 1991-2019 Magazyn Hi-Fi, Gdynia, Poland
logo hifi.pl