Uwaga!

Trwają prace techniczne na witrynie hifi.pl. Dopóki widoczny będzie niniejszy komunikat prosimy:
- nie zamieszczać ogłoszeń na giełdzie
- nie logować się na swoje konto
- nie rejestrować nowych kont na hifi.pl
- jeśli jesteście Państwo zalogowani prosimy o jak najszybsze wylogowanie

Przewidujemy, że czas trwania prac nie przekroczy 30 minut. W tym czasie można normalnie korzystać z treści zamieszczonych na hifi.pl.

Kiedy niniejszy komunikat zniknie będzie to oznaczało, że prace zostały zakończone i możliwe jest korzystanie z wszystkich funkcji witryny.

Przepraszamy za wszelkie niedogodności wynikające z prowadzony prac.

Start Pomoc Kontakt Reklama O nas Zaloguj Rejestracja

Witryna hifi.pl wykorzystuje ciasteczka (cookies). Proszę kliknąć aby uzyskać więcej informacji.

Audio Research LS3 / VT-60


recenzja pierwotnie opublikowana w Magazynie Hi-Fi 3-4/97
Wymiary: 480,134,260 mm (LS3) 356,178,338 mm (VT-60)
Moc: 50 W (VT-60)
Cena (08/1997): 7.000 (LS3), 10.900 (VT-60)
Zestaw testowy 1: Mission Cyrus DiscMaster, Audiomeca Mephisto, mbl 1511, Meridian 566, Zoller Design Metropolis Imagination
Zestaw testowy 2: Audiomeca Mephisto, Meridian 566, AudioNote AN-J/SP
Testowano w grupie wraz z:

Oba urządzenia Audio Research, które otrzymaliśmy do recenzji są stosunkowo nieduże. Niewiele miejsca zajmuje końcówka mocy VT60, zaś przedwzmacniacz LS3 jest całkiem lekki. Wystrój stylistyczny urządzeń jest klasyczny. Firma ARC od dawna jest wierna swej tradycyjnej linii wzorniczej, szczególnie dotyczy to przedwzmacniaczy.

Końcówka mocy VT60 prezentowana tutaj to wersja najskromniejsza pod względem wystroju. Panele obudowy są czarne, lampy wraz z transformatorami są przykryte od góry specjalnym koszem. Znacznie atrakcyjniej prezentuje się VT60 w wersji w kolorze srebrnym z wyeksponowanymi na zewnątrz lampami. Kosz jest wykonany z perforowanej metalowej siatki. Zatem przez otwory są widoczne od góry elementy elektroniczne, jak i oczywiście lampy. Niestety perforacji nie wykonano na ściance przedniej jak i tylnej, zatem nie zawsze będą widoczne świecące się lampy. Po zdjęciu metalowego kosza z obudowy mamy odkryte prawie całe wnętrze VT60. Uwagę zwraca płytka drukowana - ARC zazwyczaj stosuje bardzo grube i szerokie ścieżki. VT60 jest wykonany jako konstrukcja symetryczna. W tylnej części obudowy na środku mamy transformator sieciowy, po bokach zaś wyjściowe. Symetryczny jest także układ płytki elektronicznej i rozkład elementów dla obu kanałów. W stopniu wyjściowym VT60 pracują lampy pentodowe 6550 w trybie push-pull. W zasadzie wszystkie wzmacniacze lampowe ARC mają stopnie wyjściowe oparte na tej pentodzie. Z 6550 korzysta też Jadis w modelach takich jak J200. (Pentoda 6550 nazywana też jest KT88, na rynku istnieje kilka modeli tych lamp... różnie brzmiących!). Stopnie wejściowe i sterujące VT60 oparto o podwójne triody 6922. Układ wzmocnienia jest objęty pętlą ujemnego sprzężenia zwrotnego o głębokości 19 dB. Na płytce widzimy wysokiej jakości elementy: kondensatory RelCap i WonderCap i doprawdy duże "audiofilskie" rezystory.

Na panelu z tyłu obudowy znajdujemy wejścia liniowe Cinch i gniazda głośnikowe. Ich rozkład jest ponownie symetryczny względem środka obudowy. ARC używa nietypowych na europejskie warunki gniazd głośnikowych. Nagi kabel lub zakończony widełkami U mocuje się śrubami. Do tego celu służy dostarczony wraz ze wzmacniaczem śrubokręt krzyżakowy. Ten sam śrubokręt służy też do odkręcenia sześciu śrub mocujących kosz. Wyjście głośnikowe w VT60 na jeden kanał obejmuje cztery śruby odpowiadające masie i wyjściom 4, 8 i 16 omowym. Wiele firm amerykańskich high end produkuje wzmacniacze o dużej wydajności prądowej i stąd też zapewne się bierze troska o właściwy kontakt kabla. Po zakręceniu śruby wzrasta też jakość kontaktu galwanicznego w stosunku na przykład do wtyczek banankowych. ARC w swoich urządzeniach na stałe mocuje kabel sieciowy. W Europie jesteśmy przyzwyczajeni, iż sprzęt lepszej klasy jest wyposażony w gniazda sieciowe IEC z odłączanym kablem (popularnie też czasami zwane kablami komputerowymi).

W instrukcji obsługi ARC podkreśla, iż należy korzystać z wysokiej jakości okablowania. Wyjście głośnikowe powinno być jak najlepiej dopasowane do impedancji zestawów głośnikowych. W odsłuchach na zestawach Imagination korzystałem oczywiście z gniazda "4 omy".

ARC zaleca godzinne rozgrzewanie wzmacniacza mocy przed odsłuchami. Wzmacniacz nie powinien też być włączony, gdy go nie słuchamy - w ten sposób przedłużamy żywotność lamp.

Przedwzmacniacz LS3 trudno skojarzyć z inną firmą jak tylko ARC. Panel czołowy jest jedyny w swoim rodzaju. Audio Research od dawna stosuje te same, charakterystyczne elementy stylistyczne. Są to lekko zwężone pokrętła/przełączniki, panel czołowy jest szerszy niż obudowa, przy dolnej jego krawędzi znajduje się poziomo ułożony szereg kilku dwupozycyjnych przełączników. W końcu po bokach mamy uchwyty.

W dość dużej obudowie (a raczej wysokiej jak na pre amp) znajduje się jedna płytka drukowana umocowana w połowie wysokości urządzenia. Płytka wypełnia prawie całą obudowę. Od dołu są wlutowane tylko trzy kondensatory. LS3 jest urządzeniem w pełni tranzystorowym, w przeciwieństwie do VT60 i innych przedwzmacniaczy firmy (np. LS7, 22). Elementy elektroniczne są wlutowane od góry płytki. Są one doskonale widoczne przez perforacje wykonane w ściankach obudowy. Cechą charakterystyczną jest ponownie biały laminat płytki i solidne, szerokie ścieżki. Kilkanaście tranzystorów skupiono w centrum płytki. Sygnał jest wybierany przełącznikiem tuż przy wejściach Cinch, łączy się z pokrętłem metalowym pręcikiem. Z wejść sygnał jest od razu podany na potencjometr głośności Alps (o wartości 100k omów).

Co mówi ARC o układzie elektronicznym przedwzmacniacza? Mamy bardzo krótką ścieżkę sygnałową, przynajmniej na wejściach nie ma kondensatorów (DC coupled inputs), zasilacz jest precyzyjnie stabilizowany. W przedwzmacniaczu zastosowano też opatentowany układ z droższych urządzeń firmy o nazwie, którą pozwoliłem sobie przetłumaczyć jako: układ z odsprzężonym kondensatorem elektrolitycznym (Decoupled Electrolytic Capacitor Circuit). Niestety firma nie podaje co to dokładnie oznacza. LS3 posiada wejście bezpośrednie "Direct Gain Path" omijające wszystkie przełączniki w układzie z wyjątkiem potencjometru głośności.

Na panelu czołowym znajdują się pokrętła (lub przełączniki): głośność (nazwany po ang. "gain"), balans, wybór: mono/stereo, wejścia. Przełączniki dwupozycyjne poniżej to: włącznik sieciowy, mute, direct, monitor. Wejścia na ściance tylnej są zrealizowane na złoconych gniazdkach Cinch, wzmacniacz posiada też jak wspomniałem wejście Direct i dwie pary wyjść na końcówki mocy.

VT60 dostarczony do testu był przeze mnie odsłuchiwany przez większość czasu z wiarą, iż wzmacniacz nie wymaga żadnych regulacji. (ms)

Opinia 1
Mamy kilkanaście firm high-end na rynku, których produkty nie wymagają komentarza. Czy ktoś widział sceptyczną recenzję pewnych tranzystorowych wzmacniaczy amerykańskich. Czy ktoś słyszał, aby rozczarowały konstrukcje Conrad Johnson lub przedstawiany tu ARC. Reputację niektórych producentów high-end audio należy traktować jako stalową.

Słuchałem ARC VT60/LS3 baaardzo długo. Właśnie temu systemowi poświęciłem najwięcej uwagi w tym teście. Dlaczego? Starałem się go zrozumieć. Po pięciu dniach słuchania stwierdziłem, iż jestem za młody na taki dźwięk. Dźwięk ARC jest bardzo dojrzały. Słuchając ARC odnosiłem wrażenie, iż wchodzę na działkę high-end zarezerwowaną dla panów po 40. Co różni dźwięk dobrego wzmacniacza tranzystorowego za 5kzł, od kombinacji ARC za 18 kzł? Dokładnie wiedzą to recenzenci amerykańscy, z reguły otyli od ilości czasu spędzonego w hi-fi-fotelu, w wieku sugerującym, iż już nie słyszą 12 kHz. Po co to piszę? Jestem doprawdy szczęśliwy, moje sumienie pozostanie w stanie czystości - ponieważ NIE słuchałem ARC w ślepym teście. I tak jak Maciej NIE preferuję wzmacniacza tranzystorowego za 1/3 ceny VT60/LS3.

Postaram się skonstruować odpowiedź na pytanie, co uzyskujemy płacąc 18 kzł za ARC. Niestety nie mam zamiaru poddać się próbie odpowiedzi: czy warto. Mój osobisty pogląd na zagadnienia finansowe związane z ARC jest następujący. Muzyka stanowi moją podstawową żywność. Uważam, iż do słuchania muzyki w zależności od naszego stanu świadomości wystarcza wzmacniacz za 2 lub 5 lub 10 lub XX kzł. W tej chwili czerpię mnóstwo satysfakcji z posiadania wzmacniacza z przedziału 5 - 10 kzł. Gdybym jednak dysponował pewnym materialnym dorobkiem życiowym, do kompletu z zegarkiem marki ..., autem marki ..., 200m mieszkaniem w ..., zakupiłbym Audio Research zamiast ... (tu można wpisać nazwy różnych tańszych firm). ARC brzmi wybornie, ale czułbym się bardzo nieswojo pisząc, iż "musicie posiadać ARC, jeżeli chcecie się uważać za pełnokrwistych audiofili". Dotyczy to przede wszystkim osób młodych, które rezygnują z wakacji nawet w Bułgarii, aby sobie kupić budżetowy wzmacniacz brytyjski.

Pisząc o brzmieniu kombinacji VT60/LS3 będę głównie miał na myśli dźwięk lampowej końcówki mocy VT60. Cechy przedwzmacniacza zostaną naświetlone w ramach opisu brzmienia LS3 poprzez końcówkę mocy LFD PA2.

VT60 nie należy do grupy urządzeń lampowych o romantycznej prezentacji muzyki. VT60 to nie tylko urządzenie do słuchania wieczorem o godzinie 20 ballad jazzowych w guście Marcina Kydryńskiego. VT60 łączy w sobie super soczystą, słodką barwę ze znakomitymi właściwościami rytmicznymi basu, potrzebnymi na rocku, jazzie.

VT60 posiada najbardziej zdecydowaną i identyfikowalną barwę. Jest to w tej chwili najbardziej wyśrubowany poziom ze wszystkich znanych mi wzmacniaczy push-pull lampowych. Do określenia brzmienia końcówki mocy ARC pasują przymiotniki będące przeciwne do: zimny, sterylny, bezduszny, kliniczny, suchy, rzadki. Dokładnie taki VT60 nie jest. W barwie mamy wysokie nasycenie harmonicznymi, wszystkie dźwięki od basu po najwyższe tony są soczyste, słodkie, gęste. Dźwięk ma mnóstwo masy, możemy powiedzieć, iż jest jak soczysty owoc z miąższem.

Obfitości barwowej VT60 instrumentom nie oszczędza. Skrzypce, fortepian brzmią gęsto - mają w sobie solidną materię. Wzmacniacz oferuje bardzo wysokiej próby namacalność dźwięków, nie jest ona jednak tak związana z otwartością, jak bardzo ożywioną barwą. Na instrumentach z płyt CD brzmiących często chudo i zwiewnie, pojawił się wręcz gęsty syrop. Dźwięki na VT60 są pełne i homogeniczne.

VT60 większość nagrań czyni audiofilskimi. Szorstkość i sterylność starych nagrań na CD jest skrupulatnie usuwana. Manhattan Transfer poprzez VT60 brzmi słodko, swingująco, bardzo namacalnie. Barwy głosów zmieniały się jak kolory tęczy. Cóż, przy VT60 słabe wzmacniacze tranzystorowe brzmią sucho i sterylnie.

VT60 podciąga w górę słabe realizacje. Przykład. Słuchałem tutaj dwóch, odległych w czasie o kilka lat nagrań koncertu skrzypcowego Beethovena. Różnice pomiędzy nimi, które słyszałem polegały na zmianach akustyki, odległości na planie. Ale najmniej się zmieniła barwa skrzypiec i ogólny poziom różnych szumków, w które są zatopione oba nagrania.

Wysokie tony VT60 są super detaliczne, przejrzyste i po raz pierwszy w tym teście przesiąknięte słodyczą. Barwowo były one w posiadaniu bardzo bogatej palety kolorów. Wybrzmienia, rezonanse były precyzyjnie rekonstruowane

VT60 faworyzuje niższe i podstawowe harmoniczne instrumentów. Gdy się dokładnie przysłuchamy, to zauważalne jest marginalne przyciemnianie najwyższych składowych. Marginalnie VT60 wygładza też transjenty, w sumie końcówka brzmi bez grama metalicznego posmaku i ostrych krawędzi. VT60 jest bardzo wygładzony i klarowny.

Pomimo lekkiego złagodzenia i zaokrąglenia ostrych dźwięków VT60 świetnie brnie poprzez nagrania rockowe. Remasters Led Zeppelin ukazały realistyczne gitary elektryczne - dla mnie to brzmiało tak jakbym słuchał tych gitar naprawdę w moim pokoju podłączonych do pieca gitarowego, lampowego.

VT60 w stosunku do innych znanych mi lampowców wyróżnia się przede wszystkim basem i szybkością. Końcówka ta ma w tej materii nawet przewagę nad tańszymi wzmacniaczami tranzystorowymi. Z notatek Macieja wynika, iż jest to jeden z najszybszych wzmacniaczy testu. Przez wszystkie moje notatki przewija się sformułowanie: szybki i rytmiczny dźwięk. Bas i niższe rejestry średnicy są lekko zaokrąglone, a jednocześnie bardzo ciepłe, obfite i płynne. Maciej określił swe niektóre nagrania klasyczne jako: "podbasowione". VT60 to także żywa i swobodna dynamika. Poczucie witalności, tempa, prężności są znakomite. Na VT60/LS3 dynamika oddycha pełną piersią. Naturalnie VT60 nie jest tak głośny jak solid state LFD.

Scena dźwiękowa jest gęsto i precyzyjnie wypełniona dźwiękami. Zawieszona między zestawami z sensownym poczuciem głębi. Instrumenty pierwszoplanowe są duże i świetnie definiowane. Akustyka było podkreślana poprzez wypełnienie przestrzeni gęstym i wręcz skondensowanym powietrzem. Na ten temat tylko tyle, gdyż w ARC mamy do czynienia z ciekawszymi zjawiskami. Gigantyczna scena nie oznacza automatycznie muzykalnego dźwięku.

Teraz pora na LS3. Chciałbym przyznać 110/100 punktów (tak jak to ma miejsce w czasopismach niemieckich) kombinacji LS3 / LFD PA2 za jakość rytmu i kontrolę basu. Przechodziły mnie ciarki, gdy słuchałem na tej kombinacji znanych mi nagrań. W klasyce tąpnięcia dynamiczne były nagłe, niespodziewane, nieprzewidywalne. W jazzie: szybkość i zwartość najlepsze jakie słyszałem spośród wszystkich znanym mi wzmacniaczy, które gościły w MHF. LS3 jest bardzo przezroczystym wzmacniaczem, szczególnie balans tonalny jest neutralny. W sumie LFD i LS 3 brzmiały trochę chłodno. VT60 i LFD PA2 słuchane poprzez LS3 zbliżały się tonalnie do siebie na nagraniach audiofilskich.

Na przykładzie LS3 wyraźnie potwierdziła się teza, iż wzmacniacze pasywne (niektóre np. Audio Synthesis) lekko kompresują głośną dynamikę. LS3 jakby otwiera wrota przed drzemiącą energią i dynamiką w muzyce. Poprzez LS3, bas z LFD, czy to gitara basowa, czy to fortepian brzmiał dla mnie jakby był podłączony do 360V! Oczywiście LS3/PA2 nie były tak słodkie i ciepłe jak VT60. Dźwięk bez VT60 jest trochę pozbawiony emocji płynących z obcowania z barwą. Przy korzystaniu z LFD w torze byłem bliżej rzeczywistej jakości nagrań, bez jednoczesnego popadania w przesadną analityczność.

LS3 odbieram jako bardzo transparentne urządzenie, o znakomitych właściwościach dynamicznych. Jeżeli LS3 zastaną Państwo jako zbyt mało słodki, czy też zbyt analityczny, ARC ma także w ofercie bogaty zbiór pre-ampów lampowych np. LS 7, 22, REF 1. VT60 to z kolei niebanalna barwa połączona z dobrymi właściwościami rytmicznymi.

VT60 i LS3 rekomenduję tym audiofilom, którzy pragną wstąpić do ekskluzywnego klubu posiadaczy "high end made in USA". Posiadaczy nie marki ZZ czy też YY tylko Audio Research. (ms)

Opinia 2
Ponieważ VT-60 nie jest na rynku nowością, na temat tego wzmacniacza krążą już pewne opinie. I choć jest to końcówka lampowa, generalnie nie uważa się jej za przykład typowej szkoły lampowej, a mówi się, że jest to konstrukcja bardziej uniwersalna. Albo nawet, że jest zbliżona w brzmieniu do wzmacniaczy tranzystorowych. Zanim wyrażę moją własną opinię na ten temat, chciałbym przedstawić trochę ogólnego tła. Za główne cechy brzmienia lampowego uważa się zwykle ocieplenie i miękkość. Moim zdaniem ten stereotyp nie jest prawdziwy. Wzmacniacze lampowe zazwyczaj prezentują w żywy ofensywny sposób średnicę, a zwłaszcza jej górny zakres. Przynajmniej częściowo jest to pewnie związane z ich wysoką impedancją wyjściową. W większości kolumn nieco poniżej częstotliwości zwrotnicy znajduje się wzgórek na charakterystyce impedancji (w rejonie 1,5kHz-2kHz) i przy wysokiej impedancji wyjściowej wzmacniacza owocuje to uwypukleniem tego zakresu częstotliwości na charakterystyce. Lampowe wzmacniacze mają więc często skłonność do trochę przenikliwego brzmienia. Nie jestem w stanie powiedzieć jak wyglądała sytuacja na rynku wzmacniaczy lampowych kilkanaście lat temu, być może wtedy lampowce faktycznie miały miękki i ciepły charakter, a może tranzystorowe grały znacznie agresywniej niż teraz. Obecnie zaskakująco duży odsetek wzmacniaczy lampowych ma brzmienie, które do klasycznego stereotypu przystaje tylko częściowo. Skoro tak wiele jest lampowców odbiegających od stereotypu, to może sam stereotyp się zdezaktualizował? Kiedy usłyszycie Państwo jakieś opinie o lampowym brzmieniu, polecam ostrożną interpretację takich wypowiedzi.

VT-60 ma średnicę o żywych kolorach, górna część średnicy jest dość dobitna, wzmacniacze tranzystorowe zwykle prezentują ten zakres bardziej sucho. Nieco paradoksalnie, wzmacniacze tranzystorowe w pewnym sensie brzmią nawet cieplej, mają jakby mniej wyższych harmonicznych w widmie instrumentów. I choć charakter końcówki Audio Research jest zaznaczony subtelnie, to moim zdaniem jest to właśnie charakter lampowy, w znaczeniu współczesnym. Typowa dla lamp jest pastelowa barwa, pozbawiona szorstkości, gładka. Nadaje ona brzmieniu lampowców przyjaznego charakteru. Co z tego, że czasami jakiś przesadnie przenikliwy dźwięk dotrze do naszych uszu jeśli dzięki lampom jest on jednak nadal gładki, pozbawiony szorstkości powodujących prawdziwy dyskomfort. Audio Research tą lampową gładkość posiada. Wysokie tony nie są stłumione, dostarczają niezbędną dawkę blasku i metaliczności. Agresywne nagrania rockowe zachowały swą drapieżność trochę lepiej niż na Audio Note Oto SE.

Przy pierwszym kontakcie dobre wrażenie sprawia bas. Przede wszystkim w wyższym basie daje się zauważyć niezłą kontrolę i szybkość. Zarywane dynamicznie struny gitary mają całkiem ofensywny charakter. To pozytywne wrażenie utrzymuje się w większości utworów, ale kiedy pojawia się rzeczywiście dynamiczny bas w niższych rejestrach to pojawia się też miękkie ocieplenie. Ogólnie bas jest dobry, ale nie high-endowy. High-endowy bas dostarcza mi jak na razie tylko redakcyjny PA2M.

Całkiem sprawnie VT-60 odtwarza żywość nagrań. Widać na przykład dość wyraźny postęp w stosunku do Anthem Integrted 1. Ograniczenia pojawiają się zwłaszcza na basie. Przechodząc od średniego basu w niższe rejony odczuwa się brak prawdziwej szybkości i potęgi, nie ma też prawdziwe dynamicznego uderzenia. W wyższych rejestrach swoboda jest jednak dobra. Gradacja dynamiki pozwala lepiej wciągnąć się w muzykę. Zupełnie sprawnie były też przekazywane transjenty.

VT-60 bardzo dobrze kreował obraz stereofoniczny. To jedyny wzmacniacz testu, przy którym JD był w pełni zadowolony z czytelności lokalizacji. Faktycznie źródła były stabilnie i pewnie osadzone, nie oddziaływały wzajemnie na siebie, a namacalność była wysoka. Dobra przejrzystość pozwalała pogodzić namacalność tylnych planów z głębią. Pogłos wreszcie tworzył iluzję jakiegoś konkretnego pomieszczenia, wrażenie to zmieniało się wraz ze zmianą płyt.

Analityczność jest na wysokim poziomie i żadnych poważniejszych problemów nie odnotowaliśmy, ogólnie Audio Research dostarcza sporo informacji o zawartości nagrań. Jednak ograniczenia są widoczne. Podłączenie LFD PA2M zamiast VT60 pokazało wyraźnie, że selektywność, stabilność i kontur obrazu można poprawić. Okazuje się, że w brzmieniu jest troszkę przypadkowości. Właściwie w tej materii przeskok cenowy nie był odczuwalny w stosunku do innych wzmacniaczy testu.

Patrząc na VT-60 całościowo powiedziałbym, że jest to wzmacniacz, który ma nadal lampowy charakter, ale w zredukowanej w stosunku do większości konkurentów skali. Ogólnie jest to produkt dużej klasy zdolny dostarczyć sporej przyjemności. W czasie ślepych testów JD dość silnie wyróżnił go, jako wzmacniacz odbiegający od reszty grupy, wzrost ceny został więc zauważony. Osoby, które nie lubią tzw. brzmienia wzmacniaczy tranzystorowych, a typowe lampowce są dla nich zbyt podbarwione najprawdopodobniej znajdą w VT-60 właściwy kompromis. Zarówno ogólny poziom dźwięku jak też i koncepcja brzmieniowa Audio Research to jego atuty.

W całym powyższym tekście odnoszę się tylko do VT-60, bo był on głównym obiektem testu. Przesłuchania były zasadniczo wykonywane w zestawieniu z przedwzmacniaczem LS-3. Wykorzystałem też nasze redakcyjne wzmacniacze LFD LS0 i PA2M do przeprowadzenia dodatkowych porównań, aby sprawdzić jak komponenty Audio Research działają w izolacji.

Bardzo pozytywnie wypadł LS-3. Jest to przedwzmacniacz bardzo neutralny. Globalnie nie narzuca on swojego charakteru, zachowując proporcje poszczególnych składowych pasma. Co do barw to mogę jedynie wspomnieć o lekkim osuszeniu kolorytu, ale nie zmienia to ogólnej oceny - neutralność jest dobrze zachowana.

Druga mocna strona przedwzmacniacza Audio Research to bardzo dobre uporządkowanie przestrzenne dźwięków, dobra głębia i przejrzystość obrazu stereofonicznego. LS-3 zrobił na mnie spore wrażenie - szkoda, że nie jest już produkowany. Nikomu nie zalecam wiary w reklamę, ale tym razem zgadzam się ze stwierdzeniem z firmowej ulotki, LS3 "nie koloryzuje klasyków twojej kolekcji muzycznej, ale pozwala im mówić prawdziwie i naturalnie" (GS)

Jeśli mają Państwo uwagi dotyczące tej strony lub zauważyliście na niej błędy, dajcie nam znać.
Kliknięcie na niniejszy link spowoduje uruchomienie w nowym oknie formularza, przy pomocy którego można przekazać uwagi do redakcji.
Copyright © 1991-2019 Magazyn Hi-Fi, Gdynia, Poland
logo hifi.pl