Uwaga!

Trwają prace techniczne na witrynie hifi.pl. Dopóki widoczny będzie niniejszy komunikat prosimy:
- nie zamieszczać ogłoszeń na giełdzie
- nie logować się na swoje konto
- nie rejestrować nowych kont na hifi.pl
- jeśli jesteście Państwo zalogowani prosimy o jak najszybsze wylogowanie

Przewidujemy, że czas trwania prac nie przekroczy 30 minut. W tym czasie można normalnie korzystać z treści zamieszczonych na hifi.pl.

Kiedy niniejszy komunikat zniknie będzie to oznaczało, że prace zostały zakończone i możliwe jest korzystanie z wszystkich funkcji witryny.

Przepraszamy za wszelkie niedogodności wynikające z prowadzony prac.

Start Pomoc Kontakt Reklama O nas Zaloguj Rejestracja

Witryna hifi.pl wykorzystuje ciasteczka (cookies). Proszę kliknąć aby uzyskać więcej informacji.

Arion Elektra


recenzja pierwotnie opublikowana w Magazynie Hi-Fi 6/97
Wymiary:brak danych
Moc: 18/8
Cena (12/1997): 7.900 zł
Zestaw testowy 1: Audiomeca Mephisto, Meridian 566, Rogers Studio 7
Zestaw testowy 2: Audiomeca Mephisto, Meridian 566, Zoller Design Metropolis Imagination
Testowano w grupie wraz z:

Arion należy do sporej grupy brytyjskich producentów wzmacniaczy lampowych. Może się pochwalić całkiem obszerną ofertą ponad dziesięciu modeli. Jedynym tańszym od Elektry wzmacniaczem Ariona jest Adonis. Firmy produkuje też jeszcze droższe wzmacniacze zintegrowane. Niektóre przedwzmacniacze i końcówki są co prawda tańsze od Elektry, ale w kompletach kosztują już ponad 10.000 zł. Najdroższy zestaw to koszt prawie 30.000 zł.

Po raz pierwszy widziałem Ariona na jednej z zagranicznych wystaw sprzętu audio, choć nie pamiętam już na której. Nie pamiętam też jaki był to konkretnie model, ale na pewno było to jedno z grupy urządzeń podobnych zewnętrznie do Elektry. Natomiast pamiętam jakie odniosłem wówczas wrażenie. Wykonanie wzmacniacza w postaci czterech prostopadłościennych pudełek rozmieszczonych po rogach i połączonych dość cienką płytą, na której znajdują się lampy jest pomysłem trochę zaskakującym. Uznałem, że jest to kolejne z wielu sztucznie udziwnionych urządzeń. Jednak teraz - po bliższym zapoznaniu się z Elektrą - muszę przyznać, że oryginalna forma tego wzmacniacza wcale nie jest tak ekstrawagancka jak na to wygląda. Trzeba przyznać rację producentowi, że w istocie jest to forma całkiem praktyczna i to z kilku powodów. Można wręcz zadać pytanie czemu nikt nie wpadł na to wcześniej.

Może nie ma to większego znaczenia w codziennym użytkowaniu, ale Elektra jest dzięki swej specyficznej formie całkiem poręczna przy przenoszeniu, a przy przygotowaniu recenzji tego typu szczegóły użytkowe przyciągają zwiększoną uwagę. Elektra jest też bardzo stabilnie posadowiona i w przeciwieństwie do wielu innych lampowców nie ma tak dużej asymetrii w rozkładzie masy. Transformatory, które są zarówno źródłami ciepła jak też i źródłami zakłóceń elektromagnetycznych zostają w ten sposób rozmieszczone w narożnikach, a więc kolejny plus.

Zastosowane w Elektrze lampy to częściowo produkcja amerykańska a częściowo rosyjska (lub raczej jeszcze sowiecka). Z Ameryki pochodzą pracujące w stopniu wejściowym lampy 5814, natomiast 6H8C (w egzemplarzu testowym z 1979 roku) i 6Pi3C (z 1987 roku) pochodzą z dawnego ZSRR. Wszystkie lampy są do transportu pakowane w tekturowych kartonikach. W instrukcji obsługi znajduje się schematyczny rysunek z zaznaczonym rozkładem lamp. Dzięki ponumerowaniu kartoników z lampami i wpisaniu odpowiednich numerów na schemacie można zachować układ pierwotnie zmontowany przez producenta. Jak wspominałem transformator sieciowy i dwa transformatory wyjściowe są porozmieszczane w narożnikach, czwarty prostopadłościan kryje przełącznik źródeł, regulację głośności i kondensatory zasilacza (Aerovox). Natomiast płaska część w środku zawiera właściwy układ elektroniczny. Stopień wyjściowy pracuje w klasie A. Arion podkreśla, że wykorzystano wysokiej jakości podzespoły. W prospekcie wymieniono potencjometry Alps, rezystory Beyschlag i kondensatory Nippon chemi Con.

Wykonawstwo i walory estetyczne zasługują na pozytywne komentarze - przynajmniej jeśli za punkt odniesienia weźmiemy rynkową średnią. Moje poglądy na temat wykonawstwa nieco zmienił kontakt ze wzmacniaczami Burdjak & Sikora. W całości Elektra prezentuje się atrakcyjnie, ale przy uważnych oględzinach jakość wykończenia krawędzi blach obudowy na pewno nie zachwyci nikogo, kto ma doświadczenie z obróbką metali. Z drugiej strony nie uważam, by takie drobiazgowe rozważania miały większy sens. Wyposażenie Elektry jest skromne, ale nie ortodoksyjnie minimalistyczne. Obok pokrętła głośności jest też osobne do regulacji równowagi kanałów. Komplet zacisków pozwala na podłączenie czterech źródeł i magnetofonu. Są dwa komplety wyjść - jedno dla zestawów 4-omowych, drugie dla zestawów 8-omowych. Na gniazda głośnikowe są specjalne plastikowe kapturki, nieużywane zaciski można więc zakryć i uniknąć w ten sposób ryzyka wykonania niewłaściwego połączenia. Istnieją dwie wersje wzmacniacza, z wejściem gramofonowym i bez. (GS)

Opinia 1
Bas to w przypadku tego urządzenia zakres dość charakterystyczny. W sposób swoisty dla lampowców jest on stale obecny, wydaje się być głęboki i soczysty, czasami lekko dominuje nad resztą pasma, lecz nie można powiedzieć że przytłacza. Charakterystycznie dla lampowca jest również niestety zbyt wolny, za mało konkretny i czytelny. Już w nagraniu Tria Freda Hirscha "Con Alma", gdzie kontrabas jest na tylnim planie, zwraca uwagę nasyconymi barwami i dużą ilością powietrza wokół siebie, w nagraniu czuć pewien oddech, napięcie towarzyszące grze muzyków, ciepło i spokój. Tu obok dobrego nasycenia, rozciągnięcia i kontroli szybko da się zauważyć wyraźne spowolnienie tempa. Na szczęście spowolnienie dotyczy całego przedziału częstotliwości. W rezultacie otrzymuje się dźwięk spokojny, ciepły, z dużą ilością powietrz wokół instrumentów. Taka prezentacja daje wiele satysfakcji przy słuchaniu ballad jazzowych, spokojnych utworów wokalnych, niestety ostry i dynamiczny rock wypada mniej korzystnie. Spowolnienie tempa, złagodzenie ostrości i szorstkości gitar może wpłynąć na wyraźną zmianę charakteru tych nagrań. Stwarza to jednak przyjemny dla ucha efekt ocieplenia dolnego pasma, co nie musi, ale może się podobać.

O ile bas miał charakterystyczną orientację na każdym materiale muzycznym, to średnie tony były prezentowane w sposób bardzo zróżnicowany. Z jednej strony wokale były jakby trochę schowane i pozbawione ekspresji, z drugiej zaś niejednokrotnie gitara elektryczna wydawała się zbyt agresywna i ostra. Tak jakby wzmacniacz chciał co jakiś czas zaprotestować przeciwko swojemu zbyt łagodnemu brzmieniu. I rzeczywiście nie można temu urządzeniu zarzucić, że prezentuje się jednoznacznie i ma dźwięk "wbudowany na stałe". Różnorodność brzmieniowa średnich tonów ma oczywiście wpływ na subiektywny odbiór tonów wysokich. Te właśnie raz to pozostające w cieniu dominującego środka dawały wrażenie "przyciemnienia" pasma, aby po chwili rozświetlić scenę i nadać jej charakter bardziej skonturowany.

Pomimo, że obecność wysokich tonów jest dla słuchacza czytelna, to jednak ciągle brzmiały one zbyt zwiewnie i lekko. Niemal zawsze brakowało im metalowego ciężaru i konkretności, szczególnie w wypadku instrumentów perkusyjnych.

Zróżnicowanie komentarzy dotyczących analityczności utrudnia wyciągnięcie konkretnych wniosków. Według JD Arion jest urządzeniem które nie generuje lawiny mikrodźwięków związanych z drobnymi szczegółami wybrzmiewania poszczególnych instrumentów, ale moim zdaniem Elektra może zaimponować swą detalicznością i ilością uporządkowanych przestrzennie szczegółów.

Sposób przedstawienia obrazu dźwiękowego opiera się raczej na nieco powiększonych źródłach, wokół których jest dużo powietrza, aury, poszczególne instrumenty są spójne, stanowią jakąś konkretną całość. W nagraniach panuje klimat, czuć napięcie, słychać oddech sali. Przestrzeń nagrań została ograniczona i to zarówno w szerokości jak i głębokości sceny. Pierwszy plan uległ lekkiemu wycofaniu. Instrumenty są bliżej siebie, nie przeszkadza to jednak w ich śledzeniu.

Dynamika nie jest najmocniejszą stroną Ariona, wzmacniacz ten nie najlepiej radzi sobie z jej oddaniem - zarówno w skali mikro jak makro. Efekty transjentowe szarpanych strun gitary czy kontrabasu zostały złagodzone, dynamika fortepianu również była ograniczona, instrumenty brzmiały zbyt spokojnie, za mało było w nich ekspresji. Choć wystąpiły braki w prezentacji rytmu i chociaż tempo przetwarzania dźwięku nie jest wystarczająco szybkie, to wzmacniacz ten nie miał jednak większych problemów z dostosowaniem się do różnych rodzajów muzyki. Tak więc w przypadku Ariona mamy do czynienia z niebagatelnym wzmacniaczem, który brzmi dość ciepło, detalicznie, ma dobrą stereofonię, a nade wszystko stwarza bardzo miły dla ucha klimat przy słuchaniu. (JD+RS)

Opinia 2
Dźwięk Elektry wydał mi się dość dobrze wyważony, naznaczony pewnymi charakterystycznymi cechami, ale w umiarkowanym stopniu. Dało się wysłyszeć trochę ciepła tradycyjnie przypisywanego lampom. Na szczęście nie był to efekt oparty na przechyleniu równowagi pasma faworyzującym dolne rejestry kosztem wysokich tonów. Ciepło to raczej cecha barw w poszczególnych zakresach, a nie wynik zachwiania całościowych proporcji. Sporo ciepła miały wokale, co brało się głównie z wygładzenia, a nie ze stłumienia wyższych składowych. Podobnie też z wysokimi tonami, na ich brak właściwie nie można narzekać, jednak zauważalna była gładkość, eliminacja szorstkości i wyostrzeń. Całościowo przyczynia się to to stworzenia dźwięku komfortowego, łatwo przyswajalnego przy dłuższym słuchaniu. Najwięcej obiekcji może wzbudzić ten rodzaj prezentacji w przypadku basu. Choć rozmiękczenie w najniższych rejestrach było umiarkowane, ale zjawisko to już jednoznacznie trzeba ocenić jako odstępstwo od neutralności. Chciałbym jednak podkreślić, że całościowo brzmienie sprawia wrażenie łagodnego, a zarazem nie staje się z tego powodu zamglone czy nijakie.

Pewne ograniczenia dynamiczne są zauważalne. Można mówić o trzech aspektach tego zagadnienia. Po pierwsze szybkość transjentów. Dźwięki perkusyjne o charakterystycznym szybkim, eksplozyjnym ataku były lekko zaokrąglone. Druga kwestia to rytmika - nie jest ona zła, ale nie wykracza też poza średni poziom. Powiedzmy, że nie odczułem poważniejszych problemów, ale też Elektra nie wzbudziła u mnie tego odruchu przytupywania w takt muzyki. No i wreszcie trzecim elementem budzącym zastrzeżenia jest szybkość basu. Nie jest to efekt zbyt częsty, ale w trudniejszych nagraniach jednak zauważalne są spowolnienia. Z powyższych obserwacji można by wyciągnąć wniosek, że Arion jest mało dynamicznym czy wręcz wolnym wzmacniaczem, ale wcale tak nie jest. Mimo wspomnianych braków szybkości w brzmieniu jest jednak spora dawka życia. Pewnie wynika to z niezłej gradacji drobniejszych zmian, z braku poważniejszych stłumień w barwie. Niezgorsza jest też całościowa obfitość i dźwięk nie ma zauważalnej łatwo kompresji. Ujmując sprawę bardziej całościowo: Elektra nie zapewnia ekscytującego napięcia, które zwiększa intensywność doznań do poziomu kiedy słuchanie muzyki wprowadza u słuchacza stan przyjemnego zmęczenia. Jest jednak na tyle żwawa by nie wprowadzać elementu nudy czy uśpienia. Choć nominalnie moc Elektry jest nieco mniejsza niż moc Sound Project Model 3, to jednak w praktyce Arion jest w stanie zagrać głośniej bez słyszalnych zniekształceń.

Obraz stereofoniczny jest nieźle otwarty, ze sporą głębią, choć z drugiej strony w bardziej kameralnych nagraniach pierwszy plan był podany całkiem blisko. Lokalizacja była też satysfakcjonująca, nie odnotowałem kłopotów z rozmywaniem konturów czy nadmierną obszernością źródeł. Natomiast charakter kreowanej akustyki był trochę bardziej specyficzny. Ocieplone brzmienie pogłosu zaowocowało obniżeniem namacalności.

Odtwarzanie szczegółów nie wyróżnia moim zdaniem Elektry. Z niektórych wzmacniaczy tranzystorowych można uzyskać bardziej czytelne i wyraziste brzmienie. Ale pomijając lekkie zlewanie się nut przy odtwarzaniu trudniejszych nagrań z kontrabasem, Arion zapewnił dobrą selektywność.

Porównując Elektrę do innych recenzowanych ostatnio lampowców powiedziałbym, że jest ona bardziej zrównoważona od Anthema Integrated 1, ale nie ma tej magii jaką miał Oto SE. Elektra to wzmacniacz tworzący dźwięk pozbawiony efekciarskiej przesady, czysty i przyjemny. Choć suche rozważania o poszczególnych aspektach brzmieniowych tego nie oddają, to w sumie wzmacniacz ten tworzy spójną, muzykalną całość. Zwolennicy zwartego brzmienia charakterystycznego dla lepszych wzmacniaczy tranzystorowych i właściciele mało efektywnych kolumn powinni jednak poszukać czegoś innego. (GS)

Jeśli mają Państwo uwagi dotyczące tej strony lub zauważyliście na niej błędy, dajcie nam znać.
Kliknięcie na niniejszy link spowoduje uruchomienie w nowym oknie formularza, przy pomocy którego można przekazać uwagi do redakcji.
Copyright © 1991-2019 Magazyn Hi-Fi, Gdynia, Poland
logo hifi.pl