Uwaga!

Trwają prace techniczne na witrynie hifi.pl. Dopóki widoczny będzie niniejszy komunikat prosimy:
- nie zamieszczać ogłoszeń na giełdzie
- nie logować się na swoje konto
- nie rejestrować nowych kont na hifi.pl
- jeśli jesteście Państwo zalogowani prosimy o jak najszybsze wylogowanie

Przewidujemy, że czas trwania prac nie przekroczy 30 minut. W tym czasie można normalnie korzystać z treści zamieszczonych na hifi.pl.

Kiedy niniejszy komunikat zniknie będzie to oznaczało, że prace zostały zakończone i możliwe jest korzystanie z wszystkich funkcji witryny.

Przepraszamy za wszelkie niedogodności wynikające z prowadzony prac.

Start Pomoc Kontakt Reklama O nas Zaloguj Rejestracja

Witryna hifi.pl wykorzystuje ciasteczka (cookies). Proszę kliknąć aby uzyskać więcej informacji.

AMC 3025a


recenzja pierwotnie opublikowana w październiku 1999
Wymiary: 430,82,288 mm
Moc: 30/8, 30/4
Cena (październik 1999): 1.199 zł
Zestaw testowy wykorzystany przez JD i MD: Arcam Alpha 9, Zoller Design Metropolis Imagination
Zestaw testowy wykorzystany przez PP i GS: Arcam Alpha 9, zestawy samodzielnie skonstruowane z głośników Scan-Speak Revelator i 18W8545
Testowano w grupie wraz z: AMC 3025a, NAD C320, Rotel RA-931

AMC (Advanced Merit Concept) założone zostało w 1970 roku w USA. Jak się można dowiedzieć z prospektu jest to jednak koncern brytyjsko-amerykański, natomiast otrzymany przez nas model wyprodukowany został na Tajwanie. Projekty nowych urządzeń powstają w Londynie i w Los Angeles.

AMC gwarantuje produkcję nowych modułów do swoich urządzeń przez 25 lat od momentu wprowadzenia urządzenia na rynek. Jest to bardzo ciekawa deklaracja, daje dostęp do nowych rozwiązań oraz możliwość rozbudowy posiadanych urządzeń bez konieczności ich wymiany na nowe. W przypadku wzmacniacza może to być dodatkowe wejście/wyjście liniowe lub symetryczne, w przedwzmacniaczu do kina domowego dzięki wsadzeniu nowego modułu można rozbudować jego funkcje o dekoder Dolby Pro-Logic czy Dolby Digital, odtwarzacz CD wyposażyć w lampowy moduł konwersji C/A. Jak widać AMC to nietuzinkowa firma. Co więcej w swojej ofercie ma też wzmacniacze lampowe. Dla audiofili lubiących komfort i wygodę AMC oprócz standardowej oferty urządzeń elektronicznych oferuje również osobny moduł kontrolny umożliwiający zdalne sterowanie sygnałami z różnych źródeł do różnych systemów np. do zestawów głośnikowych znajdujących się w różnych pomieszczeniach, a nawet możliwość zdalnego sterowania sygnałem video. System ten oparty jest na czujnikach podczerwieni, które można zainstalować w różnych pomieszczeniach.

Jak przystało na firmę amerykańską AMC bardzo dba o komfort użytkowników swoich systemów. Pilot zdalnego sterowania dostępny jest już nawet w najniższych modelach. We wzmacniaczu 3025a (model 3025 różni się brakiem pilota) z pilota można obsługiwać wybór źródła oraz poziom głośności. Do obsługi tych funkcji służy osobna płytka z układem mikroprocesorowym, który steruje wychyleniem potencjometru i selektora poprzez silniczki. Urządzenie wyposażone jest również w wyjście słuchawkowe, które w momencie włożenia weń wtyczki odłącza wyjście głośnikowe. Wyjście słuchawkowe prawdopodobnie jest zasilane z tranzystorów mocy przez rezystory. Z mniej standardowych gniazd wzmacniacz posiada m.in. wyjście z przedwzmacniacza oraz wejście na końcówkę mocy, które standardowo są zwarte. Można je jednak wykorzystać i podłączyć np. zewnętrzny procesor dźwięku. Urządzenie posiada również wejście gramofonowe i to z możliwością przełączania typu wkładki na MM lub MC. W przedwzmacniaczu gramofonowym pracują m.in. wzmacniacze operacyjne Philipsa 2xNE5534N i NE5532N, na płytce głównej wzmacniacza znajdują się jeszcze wzmacniacze operacyjne firmy JRC (2068D, JRC 6016B). Dość rzadko spotykanym rozwiązaniem jest zastosowanie przełącznika wykorzystywanego przy zmianie impedancji podłączonych zestawów głośnikowych. W 3025a z tyłu obudowy znajduje się przełącznik 4ohm/8ohm, fizycznie zmienia on wielkość napięcia jaka jest podawana z transformatora sieciowego do układu prostownika, co oznacza taką samą moc znamionową (30W) zarówno dla 8 jak i 4 omów. W zasilaczu pracuje zwykły transformator, pojemność kondensatorów wynosi 2x6.800µF (pochodzą z firmy Wendell).

Wyjściowe gniazda głośnikowe są pozłacane i pozwalają podłączyć zestawy za pomocą wtyków bananowych, szpilkowych, płaskich widełek lub gołych przewodów. Wejście odtwarzacza CD również jest pozłacane. Wszystkie kable sygnałowe wewnątrz urządzenia są solidne i dość grube (około 1mm), ma to swoje uzasadnienie związane z dość długą drogą sygnału (40-50 cm), która wiedzie z wyjścia końcówki mocy przez gniazdo słuchawkowe do gniazd głośnikowych.

Wzmacniacz nie posiada żadnych przekaźników na wyjściach głośnikowych, w przypadku włączenia zasilania wzmacniacz od razu przepuszcza sygnał z CD na kolumny. Pełnię możliwości brzmieniowych 3025a osiąga po okresie 1 do 2 godzin rozgrzewania po każdorazowym włączeniu zasilania. Jako kable głośnikowe polecane są amerykańskie Audio Stream.

Opinia 1
AMC należy do grona zadecydowanie tanich wzmacniaczy, w takim przypadku nieodzowne są pewne kompromisy brzmieniowe. Zazwyczaj zyskuje się coś, kosztem czegoś innego. W tym przypadku nieco wycofany został zakres górny i złagodzone transjenty. Dzięki wycofaniu określonych, wąskich zakresów zwykle zyskuje się na przejrzystości i selektywności dźwięku. W 3025a faktycznie brzmienie jest bardziej gładkie i selektywne, nie jest to odczuwalne od razu, ale przy bezpośrednim porównaniu z innymi konstrukcjami okazywało się, że śledzenie wydarzeń na scenie jest łatwiejsze i przyjemniejsze w przypadku prezentacji AMC. Dźwięk był bardziej czysty i selektywny, mniej było elementów "zakłócających". Z drugiej strony przekaz nie tylko nieznacznie stracił na równowadze tonalnej, mniej było również detali, mniejsza była żywość nagrań i instrumentów.

Pomijając nieznaczną odchyłkę od neutralności, brzmienie poszczególnych pasm pozostało całkiem równe i naturalne. Słuchając pojedynczych instrumentów na średnicy miałem zastrzeżenia głównie co do mikrodynamiki i minimalnego złagodzenia brzmienia. Średnica nie była również specjalnie kwiecista, mimo to brzmienie instrumentów było całkiem przyjemne i spójne, pozbawione przykrych nienaturalnych efektów, mogących zepsuć pozytywne wrażenia. Barwy średnicy nie były specjalnie różnorodne, ale zostały dobrze wypełnione, instrumenty brzmiały autentycznie i całkiem namacalnie. W przypadku bardziej ostro brzmiących instrumentów jak wyższe harmoniczne skrzypiec czy gitary akustycznej, brzmienie zostało jednak minimalnie złagodzone, było mniej agresywne i świszczące. Mikołaj w swoich nagraniach zauważył, że góra pasma jest nieco wycofana, natomiast bardziej obecne były zupełnie najwyższe składowe, co w jego przypadku nieco pogarszało przyjemność odsłuchu.

Taki charakter wysokich składowych powodował z jednaj strony nieznaczne przyciemnienie przekazu, z drugiej zaś ochłodzenie. Mimo tych uwag krytycznych w niższych pułapach cenowych trudno o neutralne brzmienie wysokich. Z mojej strony oceniam ten zakres dość wysoko, głównie za brak drażniących cech i dobre ogólne wrażenie. Blachy w perkusji były nieco ograniczone jeśli chodzi o blask, nasycenie, czy poczucie prawdziwej swobody, mimo to postrzegałem je zwykle jako bardziej bliskie prawdy niż przy prezentacji z pozostałych wzmacniaczy.

Przyznam, że najmniej spostrzeżeń zanotowałem na temat najniższych składowych, głównie z tego powodu, że miały mało cech charakterystycznych. Dół nie został ani nadto pogrubiony, ani odchudzony, nie brakowało go również w ogólnym przekazie. Barwy niskich składowych nie były specjalnie nasycone ani różnorodne, mimo wszystko zachowana została przyzwoita równowaga tego zakresu. Gitara basowa wypadała bardzo przekonywająco jeśli chodzi o spójność i równowagę brzmienia, pewne zastrzeżenia miałem natomiast do dynamiki szarpanych strun. Prezentacja stopy w bardziej energetycznych utworach miała podobny charakter, instrument był obecny w przekazie, brak mu było natomiast krótkiego zdecydowanego ataku. Dół w dynamicznych utworach nie przeciągał, ani nie spowalniał nagrań, nie dawał jednak też zdecydowanych silnych akcentów rytmicznych, był trochę zbyt rozmazany. Prezentacja stopy czy gitary basowej nie przyczyniała się do wzrostu adrenaliny u słuchającego.

Ogólnie przekaz został złagodzony jeśli chodzi o dynamikę i ostrość. Nie tylko stopa ale i gitary czy wokale były mniej transjentowe i dynamiczne, bardziej spokojne i gładkie. AMC mniej przekonywająco prezentował motorykę i żywość utworów. Można oczywiście próbować to skorygować przez zwiększenie wzmocnienia wzmacniacza, niewątpliwe poprawi to głośność dźwięku i spowoduje większe zainteresowanie nim, ale niestety nie otrzymamy prawdziwego wykopu, zdecydowanego, silnego ataku dźwięku. Na plus tego typu prezentacji można natomiast uznać dobrą selektywność i przejrzystość dźwięku nawet w ostrych utworach rockowych.

Czytelny i selektywny dźwięk nie oznacza jednak wcale bardziej stabilnej i konturowej stereofonii. Przekaz zwykle był przejrzysty, dość łatwo przychodziło śledzenie dźwięków pojedynczych źródeł, wydzielenie i separacja w przestrzeni nie były jednak już tak precyzyjne. Poszczególne plany ulegały lekkiemu przybliżeniu, zacierały się między nimi różnice, pojedyncze źródła nie były nadzwyczajnie stabilne ani konturowe. Obszerna scena w utworze orkiestrowym "Olympic Fanfare" Williamsa była mniej obecna i namacalna, szczególnie kiedy grało na niej mniej instrumentów. Prezentacji przestrzeni i stereofonii nagrań była nieco ograniczona, ale nie w sposób nieprzyjemny czy dokuczliwy, nie powinna większej przykrości potencjalnym nabywcom.

AMC 3025a to wzmacniacz o określonym charakterze, jest mniej żywy i dynamiczny, za to oferuje czyste, kulturalne brzmienie, bez większych odstępstw od neutralności. Szczególnie dobrze wypadają na nim utwory akustyczne, zyskują osobliwą kameralną atmosferę i dają się polubić. (JD)

Opinia 2
Wzmacniacz AMC należy do tych urządzeń, które w pierwszych chwilach nie wzbudzają żadnych skonkretyzowanych reakcji. W miarę trwania odsłuchu pogłębiło się odczucie braku wrażeń, na tyle pozytywnych czy też na tyle negatywnych, by warte były odnotowania. Chociaż nic konkretnego nie raziło, to słychać było przecież, że jednak dźwięk nie był tak wciągający jak czasami bywa nawet przypadku niezbyt drogich wzmacniaczy. Początki znajomości z AMC to głównie obserwacje w rodzaju: jasny nie jest, ciemny nie jest, ciepły nie jest, ani też przesadnie zimny. Z tego wynika, że brzmienie miało dość dobrze zachowaną całościową równowagę. I faktycznie tak było. Bas był całkiem dobrze wypełniony i nieźle rozciągnięty. Można by mu ewentualnie zarzucić zmniejszenie melodyjności, ale w sumie ta część pasma zasługuje na dobre oceny. Średnica na swój sposób korzystnie wyróżniała się równomiernością - zwłaszcza wokale były pozbawione szczególnych cech - nie wydawały ani za jasne, ani za ciepłe, sprawiając momentami wrażenie lepiej wyważonych w stosunku do NAD'a czy Rotela. Z drugiej strony głosy stawały się jednak trochę nazbyt suche, nieco beznamiętne w kolorycie, pozbawione zostały właściwej im soczystości. Gdyby oceniać AMC w izolacji to pewnie trzeba by mu przyznać dobre noty za całościową poprawność brzmienia. W porównaniu z Rotelem i NAD'em wzmacniacz okazał się jednak trochę mniej komunikatywny, mniej angażujący. Ta "usterka" była co prawda odczuwalna raczej na poziomie emocjonalnego obioru muzyki (często niedocenianym aspektem, umykającym w pobieżnym odsłuchu urządzeń a jakże istotnym dla komfortu w dłuższym obcowaniu z ulubioną muzyką), a przy beznamiętnym, analitycznym słuchaniu właściwie niewiele było do skomentowania. Z grubsza to samo dotyczyło wysokich tonów - i w tym przypadku trochę zabrakło właściwego wybarwienia, chociaż nie było problemów z zachowaniem właściwej równowagi względem reszty pasma. Surowy, mało zróżnicowany charakter barw odcisnął swoje suche piętno również w przypadku talerzy, skrzypiec, klarnetu, trąbki.

Wspomniany brak wyszukania barw odbił się do pewnego stopnia na zubożeniu wrażeń dynamicznych. Żywszy koloryt zapewne wsparłby kreowanie bardziej witalnego i ekscytującego brzmienia, co mogłoby dopomóc zwłaszcza nagraniom, które opierają siłę przekazu na dynamice w skali mikro. Ze zjawiskami dynamicznymi rozumianymi bardziej tradycyjnie 3025e radził sobie niezgorzej. Przy nagraniach o większej rozpiętości dynamicznej, a w szczególności przy bardziej dynamicznych fragmentach rockowych, potrafił nadać całości niezłego rozmachu. Dość zwarte i silne riffy basowej gitary, solidna perkusja są atutami tego wzmacniacza. Całkiem żywo zabrzmiały też bazujące na skocznym tempie pop-rockowe numery B52's. Przy uważnym słuchaniu dało się co prawda odnotować lekkie zaokrąglenie i ograniczenie eksplozyjnego charakteru transjentów, ale tylko w porównaniach z droższym sprzętem można by uznać, że są to niedostatki. Jak na wzmacniacz z tej klasy cenowej, w tej materii radził sobie bez zarzutu.

Przynależność AMC do urządzeń tanich najbardziej ujawniała się jednak w odniesieniu do prezentacji przestrzennej. Przede wszystkim zabrakło dokładniejszego zdefiniowania i nasycenia akustyki. Co prawda można mówić o pewnej czystości przekazu w tym sensie, że na scenie nie odczuwało się chaosu czy rozmycia źródeł, a także nie było kłopotów z ich stabilnością. Dość konsekwentnie brakowało jednak różnych niuansów, które pomogłyby wciągnąć słuchacza w akustykę nagrania. Pogłosowe ogony towarzyszące wybrzmieniom instrumentów, odbicia dźwięku od ścian to zjawiska, które umykały "uwadze" tego urządzenia.

Analityczność 3025a nie była wyróżnikiem wzmacniacza i nie jest ona ani zaletą ani wadą na tle konkurencji. Odnaleźliśmy dość typowy zestaw ograniczeń, ale był też ten niezbędny stopień poprawności w odtwarzaniu podstawowych aspektów, który można uznać za typowy poziom jakościowy dla taniego wzmacniacza. Po stronie plusów należy zapisać dość dobrą równowagę tonalną a przy różnych poziomach dynamiki zachowanie minimum niezbędnej selektywności - co oznacza tyle, że brak było rażących błędów czy niedostatków. Brak było też oznak klasowego dźwięku, do takich zjawisk zaliczyć można łatwość śledzenia skomplikowanych utworów o bogatej instrumentacji.

AMC przypadł mi trochę mniej do gustu niż Rotel czy NAD. Spełnia on całkiem udanie wymogi, które zazwyczaj stawiamy tanim wzmacniaczom - co oznacza eliminację poważniejszych uchybień. Powiedziałbym, że wzmacniacz ten stara się naśladować neutralność znaną z droższych wzmacniaczy, chociaż próba realizacji tego ambitnego i jakże istotnego celu wywołała lekki niedosyt, gdyż w konsekwencji przekaz muzyczny stał się "obiektywnie" dość beznamiętny. (GS)

Jeśli mają Państwo uwagi dotyczące tej strony lub zauważyliście na niej błędy, dajcie nam znać.
Kliknięcie na niniejszy link spowoduje uruchomienie w nowym oknie formularza, przy pomocy którego można przekazać uwagi do redakcji.
Copyright © 1991-2019 Magazyn Hi-Fi, Gdynia, Poland
logo hifi.pl