Uwaga!

Trwają prace techniczne na witrynie hifi.pl. Dopóki widoczny będzie niniejszy komunikat prosimy:
- nie zamieszczać ogłoszeń na giełdzie
- nie logować się na swoje konto
- nie rejestrować nowych kont na hifi.pl
- jeśli jesteście Państwo zalogowani prosimy o jak najszybsze wylogowanie

Przewidujemy, że czas trwania prac nie przekroczy 30 minut. W tym czasie można normalnie korzystać z treści zamieszczonych na hifi.pl.

Kiedy niniejszy komunikat zniknie będzie to oznaczało, że prace zostały zakończone i możliwe jest korzystanie z wszystkich funkcji witryny.

Przepraszamy za wszelkie niedogodności wynikające z prowadzony prac.

Start Pomoc Kontakt Reklama O nas Zaloguj Rejestracja

Witryna hifi.pl wykorzystuje ciasteczka (cookies). Proszę kliknąć aby uzyskać więcej informacji.

Accuphase E-211


recenzja pierwotnie opublikowana w maju 2000
Wymiary: b.d.
Moc: 90/8, 105/6 115/4
Masa: 18.5 kg
Cena (maj 2000): 11.940 zł
Zestaw testowy wykorzystany przez JD i MD: Arcam Alpha 9, Zoller Design Metropolis Imagination
Zestaw testowy wykorzystany przez PP i GS: Arcam Alpha 9, zestawy samodzielnie skonstruowane z głośników Scan-Speak Revelator i 18W8545
Testowano w grupie wraz z: Accuphase E211, AVI S2000 MI, Lavardin IS, Onkyo A-9911, Radmor Amplifikator

Accuphase to firma szacowna i od dawna znana. Także w Polsce jej produkty były osiągalne już od lat. Była to jednak raczej możliwość zakupu na zamówienie, a nie ze sklepowej półki. I właśnie dlatego w jakimś sensie Accuphase ma posmak nowości, bo dopiero od 1999 roku, gdy dystrybucją zajęła się firma Pol-Audio, można mówić o normalnej, stałej sprzedaży tej marki w Polsce. Co ciekawe, popularność Accuphase w poszczególnych krajach jest zróżnicowana - przykładowo w Niemczech duża, a w UK mała.

Accuphase znany jest jako producent high-endowy. Rzut oka na cennik daje od razu pojęcie z kim mamy do czynienia, E211 to najtańszy wzmacniacz zintegrowany, a przecież kosztuje prawie 12.000 zł. Jak zgodnie twierdzą wszyscy znani mi dealerzy klientela kupująca urządzenia z tego pułapu cenowego jest w Polsce bardzo nieliczna. Accuphase to nie tylko wysokie ceny, ale także bardzo dobre wykonawstwo i elegancki wygląd. Swoją drogą to ciekawe, że w Japonii high-endowy sprzęt ma prawie zawsze wykonawstwo równie imponujące jak i ceny, inaczej niż to się nieraz zdarza w Europie czy w Ameryce. Oględziny E211 przynoszą bardzo pozytywne wrażenia, wzmacniacz prezentuje się znakomicie zarówno w środku jak i na zewnątrz.

Wszelkie uwagi recenzentów na temat wyglądu sprzętu hi-fi nie mają większego znaczenia, w tej dziedzinie każdy audiofil sam jest dla siebie wyrocznią. Skorzystam jednak z okazji by podkreślić, że Accuphase uznaliśmy za wzmacniacz bardzo "urodziwy". Był też najlepiej wykończony z całej testowanej grupy.

Wyposażenie E211 jest całkiem kompletne. Po lewej stronie znajduje się włącznik sieciowy oraz selektor wejść zaś po prawej stronie regulator głośności oraz przełącznik konturu (podbicia basu przy cichym słuchaniu), jak również wyjście słuchawkowe. Centralne miejsce zajmują okazałe, czytelne, analogowe wskaźniki poziomu mocy. To właśnie one w znacznej mierze nadają E211 zindywidualizowanego charakteru. Czasy kiedy tego typu wskaźniki były powszechnie stosowane minęły już wiele lat temu. Pod wskaźnikami zostały zgrupowane pozostałe elementy: regulacja barwy tonów niskich i wysokich, klawisz odłączający regulację barwy z toru, przełącznik mono/stereo, selektory do wybierania odpowiedniej pary głośników, przełącznik monitorujący nagrywanie źródeł oraz regulator zrównoważenia kanałów.

Z tyłu wzmacniacza od lewej znajduje się szczelina do podłączenia dodatkowej płytki (opcjonalnie), wejścia liniowe (CD, tuner, aux oraz magnetofonowe) i wejście liniowe zbalansowane (pojedyncze, niepozłacane). Na wszystkich gniazdach znajdują się plastikowe osłonki. Nieużywane wejścia pozostają więc zabezpieczone przed kurzem. Zainstalowano też dodatkowe gniazdo sieciowe, dwa komplety gniazd do podłączenia do kolumn głośnikowych.

Wykonawstwo jest bardzo schludne także w środku. Transformator został zamknięty w specjalnej puszce, kondensatory w zasilaczu zrobione zostały dla Accuphase przez firmę Elna (2 sztuki 22.000mF/63V). Płytki z układami sterującymi przy przedniej ściance oddzielone zostały ekranem od reszty układów. Do regulacji głośności zastosowano granatowy potencjometr Alps 913t z silniczkiem. Tranzystory wyjściowe pochodzą z firmy Sanken (2 szt. A1186 i 2 szt. C2837 na kanał). Wszystkie przekaźniki na wejściu wyprodukował NEC, a wszystkie gniazda wejściowe i wyjściowe są podłączone bezpośrednio do płytek. Zastosowano klasyczny transformator, nie zauważyłem też montażu powierzchniowego.

Opinia 1
Accuphase E-211 to najdroższy wzmacniacz w testowanej grupie. Oferuje bardzo żywy, obecny i namacalny dźwięk z mocno nasyconymi barwami. Nie jest to jednak urządzenie przezroczyste. Preferencje słuchaczy wskazują zwykle na wzmacniacze, które możliwie niewiele dodają od siebie do wzmacnianego sygnału. Z drugiej jednak strony jest obecnie na rynku wiele nagrań słabej jakości, które brzmią tym gorzej im bardziej 'przezroczysty' jest sprzęt wykorzystany do ich odtwarzania, zatem próba "podrasowania" brzmienia nie jest wcale pozbawiona sensu.

Odstępstwem E-211 od neutralności jest lekkie przesycenie barw, wada to raczej niewielka, a w wielu przypadkach wręcz bardzo przyjemna. Projekcja barw jest dzięki temu momentami wręcz urzekająca, szczególnie zyskują głosy ludzkie, są bardzo nasycone i obecne, mają ujmujący, słowiczy charakter. Bardzo obecne i pełne są też inne instrumenty na średnicy jak saksofon, gitara czy skrzypce. Wzmacniacz nie ma na szczęście tendencji do nadmiernego wygładzania przekazu, dźwięk nie jest ani nadmierne ocieplony, ani zmiękczony. Mikołaj zanotował nawet pewne uprzywilejowanie wysokich rejestrów. Subiektywnie był to najbardziej kolorowy, namacalny i przyjemny przekaz w całej testowanej grupie. W konfrontacji z ekstremalnie czystymi i przezroczystymi urządzeniami E-211 wydaje się jednak odrobinę przesycony i minimalnie przybrudzony. Drobnych nieczystości doszukać się można na wyższej średnicy, nie jest to specjalnie dokuczliwe ale zauważalne, w określonych przypadkach pogarsza się wówczas spójność brzmienia.

Sama góra jest dość efektowna, podana ze swobodą i rozmachem. Blachy były żywe i obecne z dobrą przejrzystością i sporą ilością detali, można było uchwycić zarówno metaliczność jak i delikatność w ich brzmieniu. Znakomita selektywność panowała w nagraniu "Evans Above" P.Erskine'a, można było wydzielić każde pojedyncze zetknięcie pałki z talerzem, blachy były czytelnie i selektywnie rozmieszczone w przestrzeni.

Najwięcej nieufności wzbudzały niskie tony. Podane został dość obficie, szczególnie w swoich niższych zakresach, tam też zostały lekko rozmiękczone, mimo wszystko w przypadku odsłuchu przez kolumny Zoller Imagination, nie było problemów z kontrolą tego zakresu. Kontrabas był nieco powiększony, emanowało z niego sporo wibracji i powietrza, nie pogorszyła się natomiast selektywność szarpanych strun ani dynamika instrumentu. E-211 radził sobie również bez problemu z takimi nagraniami jak "Mabel" Branforda Marsalisa czy "Need to" Korn, dźwięk był wystarczająco twardy i krótki, nie było problemu z separacją instrumentów i akcentami rytmicznymi. Wręcz przeciwnie mimo sporej obfitości dźwięk jawił się jako skoczny, zdecydowany i co by nie mówić, ze sporym wykopem. Przygniatający bas z Korna rzeczywiście mógł tym razem wcisnąć w fotel i na moment wstrzymać bicie serca. Podobnie jak w przypadku Lavardin i tu mam jednak pewne obawy, jak ten wzmacniacz poradzi sobie z niżej schodzącymi i bardziej obfitymi kolumnami na basie, może koledzy odsłuchujący na zestawach Scean-Speak odpowiedzą na to pytanie.

E-211 bardzo dobrze radził sobie z separacją niżej schodzących źródeł na scenie, były one wyraźnie wydzielone, miały sporo oddechu i obecności. O ile nagranie (Overture to The Barber of Seville Gioacchino Rossini - From: Omnibus Wind Ensemble, "From Mozart to Zappa") bardzo dobrze pod względem przestrzeni wypadło na Lavaridn, to Accuphase potrafił znakomicie wydzielić poszczególne źródła, otoczyć je powietrzem. Skrajne instrumenty zostały lekko przybliżone, powstawała bardzo realistyczna iluzja obecności słuchacza między instrumentami na scenie, został on otoczony przez instrumenty z obu stron. W przypadku elektrycznych, bardziej ostro zrealizowanych nagrań, Accuphase radził sobie nieco gorzej. Wprawdzie nie ma tu jeszcze mowy o bałaganie czy kompresji sceny, ale wkradały się drobne nieczystości, które pogarszały przejrzystość i selektywność źródeł. W aspektach przestrzennych 211-tka zachowywała się bardzo dobrze, obraz miał odpowiednią szerokość i głębokość, nie wkradała się kompresja w trudniejszych fragmentach.

Accuphase E-211 jest wzmacniaczem, który oczarowuje słuchacza niezwykle żywym i obecnym dźwiękiem, potrafi dostarczyć sporo wrażeń dynamicznych, niewątpliwie jest urządzeniem, które może się podobać. (JD)

Opinia 2
Od pierwszych utworów okazało się, że wzmacniacz gra dźwiękiem o dużej swobodzie i bogatej strukturze wewnętrznej. Poszczególne podzakresy były wzajemnie wyważone i zazębiały się w spójną całość, powstało wrażenie, że wzmacniacz daje autentycznie pełnopasmowy dźwięk. Mimo wszystko E211 nie był pozbawiony swojego charakteru, odbiegając od neutralności w kilku aspektach.

Bas był dobrze rozciągnięty, pod tym względem wzmacniacz plasował się w czołówce recenzowanej grupy. Na uwagę zasługiwała również przyzwoita separacja od stopy perkusji. Jednak ten dość pozytywny wizerunek został nieco przysłonięty prezentacją kontrabasu (Aurora/AURORA). Pomimo dużej swobody, wyczuwalne było przeciąganie w wybrzmieniu najniższych strun, niekiedy dudnienie. Również konturowość instrumentów perkusyjnych została nieco ograniczona pozostawiając pewien niedosyt w tym względzie. W moich notatkach też odnotowałem, że na basie jest nieraz lekki dodatkowy "pomruk", ale jak sądzę nie doprowadziło to do nadmiernego rozmiękczenia basu.

Średnie i wysokie częstotliwości charakteryzowały się żywym i otwartym charakterem. Barwy były soczyste, talerz posiadał właściwy sobie ciężar i nasycenie, z właściwą ilością metalicznej dźwięczności i swobody. Skrzypce i wokale posiadały intensywny i zróżnicowany koloryt. Podbarwienia tego zakresu były nieznaczne, ograniczyły się do niewielkiej ilości zapiaszczenia i trochę nadmiernej dźwięczności (a nawet powiedziałbym lekkiego rozjaśnienia) przełomu średnich i wysokich.

Nie można było odmówić E-211 przekonywujących umiejętności rytmicznych w najniższych rejestrach. Prezentację gitary basowej cechowała spora spontaniczność połączona z melodyjnym charakterem w najniższych rejestrach [Just Ahead/Pat Coil]. Dynamika w skali makro nie wzbudziła poważniejszych zastrzeżeń, wzmacniacz cechowała duża swoboda. Można co najwyżej zwrócić uwagę na nieznaczne spowolnienie szybkości narastania dźwięków transientowych w rejonie wyższego basu.

Szerokość i głębokość sceny, a także jej wypełnienie pogłosową aurą stały na wysokim poziomie. Wystąpiła lekka tendencja do powiększania źródeł z pierwszego planu w wyniku ich nieznacznego przesunięcia do linii głośników, co jednak w połączeniu z bardzo dobrym zogniskowaniem instrumentów i wokali podkreślało ich namacalność i realizm. Separacja instrumentów w gęstszych nagraniach wzbudzała uznanie.

Ogólna prezentacja detalu stała na wysokim poziomie. Dużo było akustycznych niuansów podkreślających atmosferę poszczególnych nagrań, a ich świeży charakter wciągał słuchacza w muzykę, zwłaszcza na średnich i wysokich częstotliwościach.

W przypadku Accuphase E-211 spotkaliśmy się z udaną próbą połączenia doskonałej jakości wykończenia (wg. najlepszych wzorców japońskich - zwłaszcza tych sprzed kilkunastu lat), bogatego wyposażenia, pieczołowicie wykonanej konstrukcji wewnętrznej (wróżącej wiele lat bezawaryjnej pracy) oraz ciekawego brzmienia. Stosunkowo wysoka cena może jednak w poważnym stopniu ograniczyć liczbę potencjalnych nabywców. Współczynnik jakości dźwięku za złotówkę będzie bowiem korzystniejszy w przypadku sporo tańszego AVI. Co do walorów brzmieniowych, Accuphase charakteryzuje się wysokich lotów swobodą i mimo odejścia w nieznacznym stopniu od neutralności, interesującym rodzajem "muzykalnej" prezentacji barw. Mimo wysokiej ceny E211 tak czy tak zasłużył na ciepłą rekomendację. (GS)

Jeśli mają Państwo uwagi dotyczące tej strony lub zauważyliście na niej błędy, dajcie nam znać.
Kliknięcie na niniejszy link spowoduje uruchomienie w nowym oknie formularza, przy pomocy którego można przekazać uwagi do redakcji.
Copyright © 1991-2019 Magazyn Hi-Fi, Gdynia, Poland
logo hifi.pl