Uwaga!

Trwają prace techniczne na witrynie hifi.pl. Dopóki widoczny będzie niniejszy komunikat prosimy:
- nie zamieszczać ogłoszeń na giełdzie
- nie wykonywać żadnych innych czynności związanych z ogłoszeniami

Przewidujemy, że czas trwania prac nie przekroczy 20 minut. W tym czasie można normalnie korzystać z treści zamieszczonych na hifi.pl.

Kiedy niniejszy komunikat zniknie możliwe będzie korzystanie z wszystkich funkcji witryny.

Przepraszamy za wszelkie niedogodności wynikające z prowadzony prac.

Start Pomoc Kontakt Reklama O nas Zaloguj Rejestracja

Witryna hifi.pl wykorzystuje ciasteczka (cookies). Proszę kliknąć aby uzyskać więcej informacji.

Vienna Acoustics Haydn


recenzja pierwotnie opublikowana w Magazynie Hi-Fi 2/98
Wymiary: 345,170,259 mm
Efektywność: 89 dB
Impedancja: 6 omów
Moc: 25-180 W
Cena (9/1998): 2.623 zł
Zestaw testowy 1: Audiomeca Mephisto, Meridian 566, LFD LS0/PA2M
Zestaw testowy 2: Audiomeca Mephisto, Meridian 566, LFD LS0/PA2M
Testowano w grupie wraz z: Ancient Audio Mini Monitor, Audiovector M1, Chorus A&K, Eco Bud Ton KM-2, FazAkustyka FA-10, Minima Audio Elixire Three, RLS Callisto, Tonsil Maestro 170, Vienna Acoustics Haydn, Vox 17

Vienna Acoustics to kolejna marka debiutująca w naszych testach. Audio Klan prowadzi dystrybucję tych austriackich kolumn od niedawna. Wszystkie cztery modele VA biorą swe nazwy od kompozytorów. Obiektem naszego testu jest Haydn - najmniejszy i najtańszy zestaw firmy.

Wykonawstwo tych niewielkich zestawów może dać sporo powodów do satysfakcji. W swym prospekcie Vienna Acoustics twierdzi, jakość wykonania skrzynki jest nie do pobicia w tej klasie cenowej - gotów jestem się z tym zgodzić. Bardzo ładna jest okleina z naturalnego drewna bukowego. Za dopłatą można otrzymać wykończenie palisandrowe. Okleinowane są też wewnętrzne powierzchnie ścianek, jak widać nie tylko Vincent Bruzesse z Totema uważa, że jest to korzystne rozwiązanie. Wewnątrz znajduje się prostopadłościenny bloczek materiału tłumiącego.

Głośniki sygnowane są przez Vienna Acoustics, choć podejrzewam, że są to po prostu wersje modyfikowane na zlecenie Austriaków. Głośnik niskośredniotonowy z membraną zwaną w prospekcie XPP jest prawdopodobnie produkowany przez Seasa, nie spotkałem się bowiem by ktokolwiek inny stosował membrany o takim właśnie wyglądzie (produkowane swego czasu przez Audaxa membrany z TPX miały jednak inną przejrzystość). Czy XPP i XP (nazwa używana przez Seasa) to te same materiały? Sam jestem ciekaw. Głośnik wysokotonowy ma kopułkę z jedwabiu.

Wykorzystanie kolumn blisko ściany nie jest wykluczone, ale dla uzyskania optymalnych wyników zalecana jest jednak praca zestawów w oddaleniu od ścian, minimum 1 m od ściany tylnej.

Zwrotnica została zmontowana na płytce drukowanej. Głośnik wysokotonowy pracuje z typowym filtrem drugiego rzędu i parą tłumiących rezystorów. Filtr głośnika niskotonowego też ma topologię drugiego rzędu ale z dodatkowym rezystorem w gałęzi kondensatora, producent opisał zbocze jako 9-decybelowe. Obie cewki są powietrzne, w przypadku głośnika niskotonowego cewka jest nawinięta grubym drutem.

Ciekawie umieszczono tunel BR o średnicy 5 i długości 15 cm, znajduje się on bardzo blisko narożnika. Takie położenie powoduje, że strojenie odbiega od teorii, ale oczywiście nie ma przeszkód by eksperymentalnie dojść do prawidłowych wyników. W tym przypadku strojenie przypada na częstotliwość 50 Hz, zastosowano obudowę BR typu QB3. Minimum impedancji ma wartość 3,7 oma - Haydn to typowa kolumna 4-omowa.

Nieraz pytają się mnie znajomi audiofile czy lepiej kupić jeden droższy kabel czy dwa odcinki tańszego i wykonać połączenie dwukablowe. Odpowiadam niezmiennie, że nie znam uniwersalnej reguły czy jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, nie mam też jednoznacznych preferencji z własnej praktyki. Zalecam zawsze porównanie konkretnych, konkurencyjnych opcji. Vienna Acoustics zajmuje zdecydowane stanowisko w tej sprawie. W prospekcie zaprezentowano opinię, że jeden lepszy kabel jest zazwyczaj korzystniejszym rozwiązaniem niż dwa gorsze. Poza tym jest jeszcze drugi czynnik - VA uważa, że lepiej jest poprowadzić wspólną masę w samej zwrotnicy, a to wyklucza możliwość rozdzielenia kabli do poszczególnych głośników. Dociekliwi czytelnicy być może jeszcze wspomną możliwość poprowadzenia wspólnego przewodu masowego i osobnych przewodów "gorących". Na temat tego rzadko stosowanego rozwiązania Vienna Acoustics już się nie wypowiada.

Na wstępne rozgrzanie VA przewiduje 30 godzin pracy - w tym czasie zmiany mogą być dość znaczne. Drobne zmiany są też możliwe jeszcze przez następnych 100 godzin użytkowania - wówczas kolumny powinny osiągnąć pełnię swych możliwości. Takie informacja w instrukcji obsługi z miejsca wzbudzają moją sympatię dla producenta. W ten sposób temat docierania sprzętu jest sprowadzany do technicznych konkretów - może dzięki temu trochę zmaleje popularność niektórych mitów. Słyszy się nieraz od niektórych audiofili o wielomiesięcznym procesie "wygrzewania" kolumn. Osobiście jestem zdania, że te doniesienia biorą się nie tyle z faktycznej zmiany w zachowaniu kolumny, a z dwóch zupełnie innych przyczyn. Jedna to zmiany w otoczeniu, których znaczenie zostało pominięte przez użytkownika. Druga to długookresowa adaptacja użytkownika do brzmienia nabytych kolumn, które przez swoją obecność wpływają na powolną ewolucję gustu słuchacza. Gdyby audiofile mieli nieco więcej skromności pewnie przyszłoby im do głowy, że to nie oni zmieniają brzmienie kolumn (użytkując je), ale kolumny zmieniają ich samych. Co Państwo na taką hipotezę? (GS)

Opinia 1
Podobnie jak inni uczestnicy testu, wiedeńskie kolumienki też mają na swój sposób pofalowaną charakterystykę przenoszenia. Pomimo, że dźwięk nie pozbawiony jest podbarwień to ogólne wrażenie jest przyjazne i nie powinno przysparzać szczególnie nieprzyjemnych doznań. Przy dłuższym i bardziej wnikliwym słuchaniu, odnosi się wrażenie, że zestawy posiadają szereg drobnych nierównomierności na charakterystyce.

Poczynając od dołu, maluchy schodzą całkiem nisko, dźwięk w tym zakresie jest dość obfity i mrukliwy, przy trudniejszych nagraniach może wybrzmiewać zbyt długo, ale to raczej nie dziwi przy takiej wielkości skrzynek. Wyższy bas oraz średnica są nieznacznie odchudzone. Przy słuchaniu utworów z dużą ilością basu w różnych zakresach można odnosić różne wrażenia. Instrumenty obejmujące najniższe odtwarzane przez kolumny rejestry zlewają się w jeden większy pomruk, z kolei nagrania posiadające głównie wyższy bas są odchudzone. Zakres wyższej średnicy jest ponownie bardziej obecny. Głosy damskie, skrzypce są zbyt delikatne i zwiewne, grają głównie swoimi wyższymi składowymi, mimo wszystko mają pełniejsze i ciekawsze barwy niż Faz-A-kustyka FA-10. Same wysokie również nie są idealnie równomierne, słuchając blach odnosiłem wrażenie, że najwięcej w dźwięku jest składników z przełomu średnicy i góry, sama góra jest nieco stłumiona, lecz czasem całkiem wyraźnie przebijają się najwyższe składowe. W połączeniu z zaokrąglonymi transjentami dźwięk jest w tym zakresie nieco monotonny, raczej delikatny i spokojny.

Dynamika małych wiedeńczyków jest w pewnym stopniu zależna od zakresu częstotliwości. Niestety nie jest nas w stanie zaskoczyć przygniatającym ciśnieniem ani szybkim, dynamicznym atakiem. Delikatne utwory wypadały jeszcze spokojniej i cieplej. Dynamiczniejsze nagranie Millera "Funny" tym razem wydawało się wyjątkowo melodyjne, żeby nie powiedzieć melancholijne, pozbawione agresywnych skoków dynamiki, sprężystości.

Ostrość lokalizacji, głębia czy obecność akustyki pomieszczeń to nie atuty Haydnów. Scena nie jest nadzwyczaj głęboka, ani namacalna, zupełnie przeciętna prezentacja. Instrumenty się nie zlewają, ale nie są też nadzwyczaj odseparowane. Mimo wszystko przekaz ma swoisty, nieco ocieplony i miły klimat, nie jest wyzuty z powietrza. W jednej z moich notatek z odsłuchów zapisałem: niby przyjemne, ale dziwny balans tonalny i jakieś bez życia. Po namyśle poleciłbym te kolumny słuchaczom, którzy lubią cicho włączyć sobie ulubione ballady. (JD)

Opinia 2
Haydn wzbudził u nas korzystne wrażenia. Po pierwsze dzięki równowadze tonalnej - mimo drobnych zastrzeżeń co do szczegółów, całość pasma jest ładnie wyważona, bez globalnego ocieplenia, rozjaśnienia czy innego zachwiania proporcji. Żaden zakres częstotliwości nie dominuje, żaden też nie jest dyskryminowany.

Wiedeńscy konstruktorzy najwyraźniej starali się stworzyć kolumny z solidnym basem, co się bez wątpienia udało, ale przyniosło też pewne efekty uboczne. Jak na swe wymiary Haydn ma nieźle rozciągnięta pasmo, byliśmy nawet trochę zaskoczeni możliwościami tych zestawów. Niestety wraz z obniżaniem odtwarzanych częstotliwości następuje zmniejszenie precyzji. Dlatego też ocena jakości basu jest zależna od wykorzystanych nagrań. Praca przy dolnym limicie owocuje spowolnieniem i przeciąganiem dźwięków. Natomiast przy trochę wyższych dźwiękach basowych uzyskać można całkiem zwartą i kontrolowaną prezentację, nawet z niezłą szybkością. Charakterystyczny jest też sposób odtwarzania solówek kontrabasu. Dźwięk z reguły jest całkiem zwarty, ale niektóre niższe nuty pobudzają charakterystyczny pomruk. W wyższym basie dźwięk jest szczuplejszy, co trochę pozbawia wokali ciepła, ale za to daje wspomnianą zwartość wyższym rejestrom basowych instrumentów strunowych.

Średnica jest trochę zbyt szczupła w dolnych rejestrach, przez co nie zawsze instrumenty i głosy mają właściwą podstawę, odpowiednią masę. Instrumenty z tego zakresu mają jednak dość wyraźnie zaznaczone kontury, są całkiem konkretne.

W brzmieniu górnego pasma brakowało trochę wyrafinowania. Konstruktor chyba nieźle wybrnął z zadania maskując niedoskonałości głośnika w prezentacji palety barw, a jednocześnie nadając całości jasność odpowiednią dla zrównoważenia pasma.

Przy odtwarzaniu muzyki akustycznej, zarówno spokojniejszej kameralnej jaki dużych utworów symfonicznych żywość i otwartość dynamiki nie wyróżniała się specjalnie w żadną stronę. Natomiast przy muzyce elektrycznej Haydn potrafił nieraz pokazać swe drugie oblicze - kolumny dynamicznej, ze sporym kopem. Dość często tego typu materiał opiera się na silnym średnim basie i ofensywnej średnicy, a w tych zakresach Haydn radzi sobie bardzo sprawnie. Dobre nagrania do demonstracji możliwości VA to "Baby" Yello, czy "Sledge Hammer" Gabriela.

Wśród zestawów klasy średniej i niższej chyba łatwiej jest znaleźć takie, które dobrze lokalizują, ale nie tworzą zbyt sugestywnej przestrzeni. Natomiast Haydn jednak lepiej spisuje się w tej drugiej dziedzinie. Lokalizacja jest w miarę poprawna, ale oderwanie dźwięku od głośników mogłoby być lepsze. Natomiast ogólne wrażenie przestrzenności jest całkiem interesujące, odbija pozytywnie od reszty grupy.

Kolejną zaletą jest ogólny porządek. Haydn nie robi niczego nadzwyczajnego, nie serwuje zaskakującej ilości szczegółów, ale zachowuje się pewnie i rzetelnie, w dźwięku nie ma bałaganu.

Zdaniem Radka malutkie Haydny to najciekawsze kolumny całego testu, najbardziej uniwersalne i najprzyjemniejsze. Czy najprzyjemniejsze nie wiem - to zapewne kwestia gustu. Ale zgadzam się co do uniwersalności. Kolumny te oferują dość zgrabnie wyważone kompromisy i to jest ich atutem. (GS)

Jeśli mają Państwo uwagi dotyczące tej strony lub zauważyliście na niej błędy, dajcie nam znać.
Aby przekazać swoje uwagi do redakcji proszę
Copyright © 1991-2024 Magazyn Hi-Fi, Gdynia, Poland
logo hifi.pl