Uwaga!

Trwają prace techniczne na witrynie hifi.pl. Dopóki widoczny będzie niniejszy komunikat prosimy:
- nie zamieszczać ogłoszeń na giełdzie
- nie logować się na swoje konto
- nie rejestrować nowych kont na hifi.pl
- jeśli jesteście Państwo zalogowani prosimy o jak najszybsze wylogowanie

Przewidujemy, że czas trwania prac nie przekroczy 30 minut. W tym czasie można normalnie korzystać z treści zamieszczonych na hifi.pl.

Kiedy niniejszy komunikat zniknie będzie to oznaczało, że prace zostały zakończone i możliwe jest korzystanie z wszystkich funkcji witryny.

Przepraszamy za wszelkie niedogodności wynikające z prowadzony prac.

Start Pomoc Kontakt Reklama O nas Zaloguj Rejestracja

Witryna hifi.pl wykorzystuje ciasteczka (cookies). Proszę kliknąć aby uzyskać więcej informacji.

Sonab C-31XL


recenzja pierwotnie opublikowana w Magazynie Hi-Fi 6/96
Wymiary: 1080,235,320 mm
Efektywność: brak danych
Impedancja: 4 omy
Moc: 30-300 W
Cena (12/1996): 1.465 zł
Zestaw testowy 1: Meridian 500, mbl 1511, LFD LS0/PA2M
Zestaw testowy 2: Meridian 500/563, LFD LS0/PA2M

Na pierwszy rzut oka zestawy Sonab C-31XL prezentują się całkiem atrakcyjnie. Umiarkowana cena, dość ładnie wykonana skrzynka z wyprofilowanymi zaokrągleniami przy krawędziach, trzy głośniki, spore gabaryty, solidna drewniana ramka, na której rozpięto maskownicę. Wartość materiałowa i wykonawstwo zdają się być bardzo dobre. Przy bliższych oględzinach wrażenia są jednak mniej korzystne.

Wykorzystano bardzo przeciętne zaciski sprężynowe, choć na szczęście były one wystarczająco szerokie by pomieścić wtyki bananowe. Słabo osadzony jest tunel bass-reflexu, który łatwo wychodzi bez konieczności używania siły. Otwór na tunel wycięty w tylnej ściance jest skądinąd wyjątkowo nierówny. Po złych doświadczeniach z zestawami Celestion Impact (przypominam, że MS upuścił kolumnę chwytając ją za tunel BR) teraz zawsze ze zwiększoną ostrożnością sprawdzam osadzenie bass-reflexowej rury. W Sonabie jest ono niestety gorsze niż we wspomnianych Celestion. Prawie cała skrzynka pokryta jest ładną, drewnopodobną okleiną, tylko część wokół głośników wykonano jako kształtkę z tworzywa sztucznego. Niestety niezbyt dokładny montaż tego elementu w jednej z kolumn powodował niekiedy słyszalne drgania. Doraźnie udało się nam zwalczyć to zjawisko poprzez ciasne obwiązanie kolumny kilkoma sznurkami i dociśnięcie miękkich podkładek w wielu miejscach, ale wyglądało to fatalnie i kosztowało mnie sporo pracy. Próby zlikwidowania problemu poprzez dokręcenie śrub niestety się nie powiodły.

Głośnik wysokotonowy ma ten sam charakterystyczny profil, który mogliśmy zaobserwować w tańszym modelu Sonaba - zestawach B-1. Tym razem inny jest jednak materiał, z którego wykonano membranę. Głośniki niskośredniotonowe mają papierowe, powlekane mebrany. Ich przednie zawieszenia wykonano z pianki.

W spodniej ściance nie ma gniazd na kolce. Podobnie jak w przypadku I.Q też zastosowaliśmy stożki Sonaba do posadowienia kolumn.

Strojenie skrzynki przypada na 37 Hz. Pokaźny tunel bass-reflexu ma 7 cm średnicy, 14 cm długości i bardzo łagodnie wyprofilowane ujście, co pomaga w eliminacji szumów turbulencyjnych na krawędziach. Minimum impedancji wynosi 3,5 oma - jest więc już dość niskie.

Opinia 1
Firma Sonab wykorzystała w testowanym tu modelu bardzo przeciętne głośniki. Pierwsze wrażenia z odsłuchu to "bezpieczny" dźwięk, bez silnie zarysowanych anomalii. W notatkach z odsłuchu znalazłem uwagę, że mimo przeciętnego poziomu technologicznego da się tego słuchać.

Stosując tanie głośniki do zestawu sortu "low end" nie można uniknąć szeregu drobnych podbarwień, których wyliczenie zajęłoby zbyt dużo miejsca. W takim przypadku konstruktor tak aplikuje zwrotnicę, aby zestawy osiągnęły w miarę przyjemny dla ucha balans tonalny.

Proporcje pomiędzy basem, średnica, wysokimi są w miarę zachowane. Jedyne poważne odstępstwo to nadmiar basu w co niektórych nagraniach. Bas w zestawach Sonab spełnia bardzo fundamentalną rolę - nie pozwala nam zapomnieć, iż słuchamy zestawu prawie szeroko pasmowego. Bas jest szybki, ale jego barwa, zwartość odpowiadają klasie popularnych zestawów głośnikowych.

Zestawy Sonab grają tylko jednym planem - za to szerokim, wszystkie dźwięki znajdują się na linii zestawów. Informacje przestrzenne, wielowarstwowość są poza możliwościami tego modelu. Wyrazistość źródeł także jest zmącona.

Barwę tych zestawów można łatwo zaakceptować - jest pozbawiona ostrości, średnica i wysokie tony brzmią sucho, wręcz papierowo, ale i też w miarę gładko. Podbarwienia są dość skrupulatnie porozmieszczane w widmie. Kolega muzyk pisze: "werbel zapiaszczony, saksofon zamglony, fortepian się zlewa, skrzypce bez blasku. Wiolonczela zabrzmiała w taki sposób, iż niejedna osoba mogłaby to odebrać jako kontrabas."

Wydaje mi się, że w klasie cenowej zajmowanej przez te zestawy tzn. do 1.500 zł został już dawno osiągnięty inny poziom jakościowy brzmienia przez rodzimych producentów: AudioWave, Qba. Za niewiele więcej mamy też obfitość towaru semi-audiofilskiego importowanego z UK, Francji. (ms)

Opinia 2
Tak jak w przypadku większości testowanych w tej grupie kolumn, również w odniesieniu do Sonabów można mówić o pewnej z grubsza zachowanej równowadze, ale trudno znaleźć prawdziwą neutralność czy równomierność w całym paśmie.

W pierwszym momencie dźwięk wydaje się w miarę potężny i swobodny. Jednak dość szybko daje się zauważyć, że rozciągnięcie pasma częstotliwości w dolnych rejestrach nie jest wcale dużo lepsze od MS-25i. Równowaga tonalna basu jest wypośrodkowana, ten zakres nie brzmi ani zbyt lekko, ani zbyt ciepło. Nie ma poważniejszych kłopotów z rezonansowymi wzbudzeniami niskich tonów. Mimo to barwa basu pozostawała dość schematyczna i zakres ten nie miał dobrej melodyjności, Michał nie był zadowolony z prowadzenie linii walkingu kontrabasu. Bas nie posiadał zróżnicowań brzmieniowych, bazując na sztywnej i syntetycznej barwie.

Większa różnorodność barw występowała na średnich częstotliwościach. Barwy skrzypiec, altówki w kwartecie dały się rozróżniać. Może wydać się to śmieszne, ale na tym poziomie cenowym słuchanie muzyki wiąże się wciąż z takimi podstawowymi problemami. Wokale nie były niczym specjalnym przy tej cenie zestawów, ale ich barwa była łatwa do akceptacji. Klasyczna gitara akustyczna z nylonowymi strunami zabrzmiała całkiem żywo, ale już jaśniejsza bluesowa gitara Mc Leod'a (Rolling and Tumbling) była zbyt łagodna. Niektóre uwagi Michała mają genezę czysto muzyczną - znalazło się wśród nich stwierdzenie, że "melodyjność czy frazowanie instrumentów solowych pozostaje w strefie marzeń".

Wysokie tony są we właściwej proporcji do reszty pasma. Posiadają dość dużo dźwięczności, czasami pojawia się jasne zabarwienie, brakuje tylko swobody i delikatności. Barwa zmienia się w umiarkowanym stopniu.

Sonaby są zestawami grającymi głośnym dźwiękiem dużej mocy i masywności. Zmiana po MS25i była wyraźna, zaznaczył się dynamizm. Rytm był w miarę zwarty, muzyka rockowa posiadała niezły puls. Dość sporą dynamikę miały impulsowe transjenty, zachowały też one całkiem przyzwoitą szybkość. Według Michała podczas głośnego słuchania uwidaczniały się niestety zmiany barw i mniejsza kontrola dźwięku.

Za zaletę można uznać próbę wykreowania obrazu dźwiękowego. Wyczuwalna była obszerność, na scenie zarysowała się perspektywa w głąb, zaznaczyły się też wolne przestrzenie. Otwartość i oderwanie od kolumn nie dorównywały jednak osiągom Dynaudio Audience 5.

Jak chodzi o lokalizację, to udało mi się uzyskać trochę lepszy rezultat niż Michałowi. Generalnie rozmieszczenie było stabilne, układ wykonawców normalny. Trochę zastrzeżeń budziła u mnie ostrość lokalizacji, niektóre źródła były zbyt rozmyte. Wzajemne odseparowanie źródeł dźwięku nie było w pełni osiągnięte. Michał zarzucił, że muzycy byli silnie zespoleni ze sceną, ale taka sama krytyka z jego strony pojawiła się w odniesieniu do wszystkich zestawów niniejszego testu, a więc Sonab niczym szczególnym tu się nie wyróżnia.

Odtworzenie naturalnej aury nagrań nie było łatwym zadaniem dla Sonabów. Na swój sposób ciekawie wypadały nagrania elektryczne ze studyjnie dodanym pogłosem. Jednak w nagraniach akustycznych zabrakło mi spójności akustyki w paśmie, zwłaszcza przestrzenność na wysokich tonach nie dorównywała efektom w zakresie średnicy.

Zdolności analityczne opierają się głównie na separacji poszczególnych dźwięków, natomiast nie ma zbyt dobrej czytelności cichszych szczegółów w tle czy precyzyjnego różnicowania barwy. Tak jak zwykle w tym przedziale cenowym, nie udało się odtworzyć szczegółów pracy szczotek na zestawie perkusyjnym.

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że zbyt wiele uwagi poświęcono atrakcyjnemu wyglądowi, za bardzo też starano się "wycisnąć" przyzwoite brzmienie z tanich komponentów, zamiast po prostu zastosować lepsze komponenty i zadbać o solidniejsze wykonawstwo. O ile dobrze rozszyfrowałem zamiar projektantów, to chcieli oni stworzyć produkt, który przy pobieżnych oględzinach wizualnych i krótkim odsłuchu muzyki rockowej stworzy dobre pierwsze wrażenie. I właściwie udało się ten cel osiągnąć. Klienci oceniający sprzęt w sposób powierzchowny najprawdopodobniej będą usatysfakcjonowani z Sonabów również na dłuższą metę, brzmienie bywa nawet trochę efektowne i zarazem niemęczące. Ale przy wnikliwszych oględzinach wizualnych i przy wnikliwszym słuchaniu C-31XL trochę traci. W zbliżonych cenach można znaleźć na rynku ciekawsze propozycje, które nie zagrają co prawda efektowniej w trakcie krótkiej demonstracji, ale wykażą lepszą poprawność przy dłuższym słuchaniu. (GS)

Jeśli mają Państwo uwagi dotyczące tej strony lub zauważyliście na niej błędy, dajcie nam znać.
Kliknięcie na niniejszy link spowoduje uruchomienie w nowym oknie formularza, przy pomocy którego można przekazać uwagi do redakcji.
Copyright © 1991-2022 Magazyn Hi-Fi, Gdynia, Poland
logo hifi.pl