Uwaga!

Trwają prace techniczne na witrynie hifi.pl. Dopóki widoczny będzie niniejszy komunikat prosimy:
- nie zamieszczać ogłoszeń na giełdzie
- nie logować się na swoje konto
- nie rejestrować nowych kont na hifi.pl
- jeśli jesteście Państwo zalogowani prosimy o jak najszybsze wylogowanie

Przewidujemy, że czas trwania prac nie przekroczy 30 minut. W tym czasie można normalnie korzystać z treści zamieszczonych na hifi.pl.

Kiedy niniejszy komunikat zniknie będzie to oznaczało, że prace zostały zakończone i możliwe jest korzystanie z wszystkich funkcji witryny.

Przepraszamy za wszelkie niedogodności wynikające z prowadzony prac.

Start Pomoc Kontakt Reklama O nas Zaloguj Rejestracja

Witryna hifi.pl wykorzystuje ciasteczka (cookies). Proszę kliknąć aby uzyskać więcej informacji.

Heco Mythos 500


recenzja opublikowana w lipcu 1999
Wymiary: 1000,242,392 mm
Efektywność: b.d.
Impedancja: 4 omy
Moc: wzmacniacz powyżej 30 W
Cena (lipiec 1999): 3.999 zł
Zestaw wykorzystany przez MD i JD: Arcam Alpha 9, LFD LS0, LFD PA2M
Zestaw wykorzystany przez PP, RS i GS: Arcam Alpha 9, LFD LS0, LFD PA2M
Testowano w grupie wraz z: GLD Millenium IV, Heco Mythos 500, JMlab Electra 915, KEF RDM Three, Qba Batory, Thiel CS.5, Vox S-180 Vox Dei

W Polsce Heco wciąż jeszcze pracuje na swą popularność, dopiero od ubiegłego roku mamy na naszym rynku aktywną i szeroką dystrybucję tych kolumn (choć nie jest to pierwsza dystrybucja). Za to w Niemczech firma ta zalicza się do weteranów. Już od 1949 roku zajmuje się ona projektowaniem i produkcją głośników. Ma na swym koncie także konstrukcje na rynek profesjonalny. Wydaje mi się jednak, że Heco (podobnie jak T+A czy Quadral) prawie zawsze silnie opierało się na swym lokalnym rynku. Ostatnie lata przyniosły zwiększenie aktywności firm niemieckich jako eksporterów - zobaczymy na ile udane będą to starania.

Oferta Heco pokrywa duży obszar cenowy. Najtańsze zestawy kosztują około 500 zł za parę, najdroższe około 10.000 zł. Najdroższe kolumny producenta to Metrony, a seria Mythos jest następna w kolejności. Kolumny Mythos 500 zrobiły przyjemne wrażenie swym wyglądem, trochę niebanalnym, ale bez udziwnień. Udało się tu uzyskać ciekawy efekt przy zastosowaniu konwencjonalnych i mało skomplikowanych środków. Obudowa została wykonana z płyty wiórowej. Elegancji przydają jej boczne ścianki wykończone w naturalnym drewnie, po prostu naklejone na skrzynkę. Osiągalne są trzy kolory wykończenia boków. W spodnią ściankę kolumny można wkręcić kolce. Głośnik wysokotonowy wyposażono w podwójny magnes. Ma on jedwabną 25-milimetrową kopułkę i plastikową przednią płytkę.

Głośnik niskotonowy i średniotonowy z zewnątrz wyglądają tak samo. Ich membrany wykonano z barwionego polipropylenu wzmocnionego węglem. Kosze wykonano z odlewanego aluminium. Głośnik niskotonowy umieszczono na samym dole obudowy, co zwiększy nieco wspomaganie przez odbicie od podłogi. Wszystkie głośniki są sygnowane nazwą Heco. O ile zdołałem się zorientować zostały one wyprodukowane przez duńską firmę Peerless.

Tunel BR o średnicy 7 cm ma długość 8 cm. W środku na ściankach znajduje się wata wiskozowa, znaczna część objętości pozostaje jednak nie wypełniona materiałem tłumiącym. Podane przez Heco pasmo przenoszenia rozciąga się już od 22 Hz aż do 35 kHz - a więc bardzo szeroko. Nic nie wiadomo jednak o warunkach pomiaru i kryteriach ustalenia częstotliwości granicznych, w gruncie rzeczy podane liczby nic konkretnego nie mówią.

Opinia 1
Heco Mythos 500 były najtańszym zestawem w tej serii, mimo wszystko ich porównanie z droższą konkurencją świadczy o atrakcyjności tego produktu. Przy bezpośrednim porównaniu z około półtora raza droższymi Millenium IV okazało się, że Mythos 500 mają mniej zróżnicowane i ciekawe barwy, za to pasmo bardzie wyrównane. W Heco zastosowano tańsze głośniki i to słychać, za to sama konstrukcja zaprojektowana jest poprawnie, choć znalazło się też trochę drobnych niedociągnięć.

Nieznacznie wycofana została średnica, a wyższe zakresy mogły się czasem wydać lekko zapiaszczone. Wokale reprodukowane przez Mythosy były lekko nosowe, blachom, skrzypcom brakowało właściwego wypełnienia od dołu. Podbarwienia te były na szczęście na tyle nieznaczne, że nie powodowały zachwiania ogólnej równowagi i utraty żywości brzmienia. Bardzo dobrze odtworzone zostało nagranie "You Got Me" R. Pidgeon, miało właściwą ostrość i dynamikę, gitary były rześkie i obecne, dobrze zachowana była równowaga tonalna.

Górny zakres pasma był poprawny, trudno mu coś zarzucić. Niestety słychać było, że pracowały tu tańsze głośniki niż większość innych w tym teście. Paleta barw była wyraźnie uboższa, pozbawiona swobody i różnorodności. Mythos zapewniał jednak czysty i kulturalny przekaz, bez nieprzyjemnych podbarwień czy nadmiernych ostrości.

Heco w żadnym zakresie częstotliwości nie oferują specjalnie kwiecistych barw, przekaz bardziej zwraca uwagę ogólną równowagą i dynamicznym, żywym dźwiękiem. W takiej konwencji zawarte są też niskie dźwięki. Nie ma tu finezyjnych zmian barwy, ale jest sporo masy i dynamiki. Jedynie w najniższych rejestrach dźwięk jest zbyt obfity i monotonny. Nie jest to jeszcze efekt nieprzyjemnego buczenia i przeciągania, ale dźwięk wymyka się tu nieco spod kontroli. Nie stanowi to problemu przy budowaniu potęgi nagrań, czy impulsach na basie, dźwięk ma solidną podstawę i moc. Przy dynamicznych wybuchach przekaz nie ulega kompresji, jest swobodny i ze sporym rozmachem. Dynamiczne, szybkie nagrania jak "Summertime" Ala Jarreau, wypadły lepiej od większości konkurencji, stopa była szybka i z wyraźnymi akcentami, gitara basowa była wyraźna i czytelna, nagranie miało sporo motoryczności i wykopu. Mniej efektownie prezentowały się nagrania z kontrabasem, instrument miał nieco ograniczoną paletę barw, a najniższe struny wybrzmiewały zbyt długo.

Dynamika miała swoje ograniczenia nie tyle w swobodzie, co w zachowaniu pełnej kontroli nad dźwiękiem. W przypadku transjentów przekaz mógł wydać się zbyt ostry i metaliczny, źródła mniej konkretne i stabilne. Pomijając to prezentacja stereofonii nie odbiegała jednak specjalnie od standardów. Lokalizacja źródeł była całkiem precyzyjna, wydzielenie i przejrzystość, zważywszy na niższą cenę zestawów, na przyzwoitym poziomie. W przypadku Mythosów 500 instrumenty na scenie bardziej zwracały uwagę swoją dużą żywością i obecnością niż umiejscowieniem w przestrzeni. Mikołaj niepochlebnie odniósł się do przestrzenności, mi udało się jednak uzyskać całkiem dobrą głębię. Na temat ogólnego wrażenia z odsłuchów Mythosów mamy z Mikołajem odmienne zdania. Mi podobała się w nich duża żywość i obecność oraz całkiem satysfakcjonująca ogólna poprawność. Mikołaj mimo niższej ceny był raczej zawiedziony porównaniem z konkurencją. (JD)

Opinia 2
W tym teście udało się zebrać przedstawicieli wszystkich trzech głównych szkół brzmienia ze "starego kontynentu" - Anglii, Francji oraz Niemiec. Po trosze można by się w przypadku Mythosów 500 doszukać śladów niemieckiego stereotypu (dużo basu i wysokich), na co narzekał Radek, ale Piotr i ja odebraliśmy całościową równowagę jako bliską prawidłowej. Faktem jest jednak, że gdybym miał czegoś dodać w brzmieniu Heco byłaby to przede wszystkim żywsza, bardziej "kolorowa" barwa średnicy.

Już pierwsze takty muzyki dowiodły, że w tych kolumnach producent położył zasadniczy nacisk na dynamiczną prezentację muzyki rozrywkowej, z mocnym rytmem i silnie akcentowanym basem. Rozciągnięcie pasma było dobre, choć wbrew pierwszemu wrażeniu nie aż tak dobre jak w Batorym Qba. A pierwsze wrażenie obfitości dźwięku brało się z uwypuklonej prezentacji w wyższym i średnim basie. W górnej oktawie basowej znajduje się spora część dźwięków męskich wokali czy też dolne rejestry gitary - łatwo się więc domyślić jak często ujawniał się nadmierny entuzjazm kolumn Heco w tym zakresie. Pudło rezonansowe gitary zyskało na obfitości, ale nie był to jednak naturalny sposób prezentacji. Wyczuwalne było też podbarwienie saksofonu barytonowego z płyty (Aurora, "Round Midnight"), jak również pewna przesadna "skrzynkowość" w przypadku wokalu Johna Lee Hookera. Natomiast średni bas to ten obszar, w którym prawie zawsze skupia się energia sekcji rytmicznej w nagraniach pop-rockowych. Przyzwyczajony jestem do nieco lżejszego brzmienia B52's - a tu nieoczekiwanie pojawił się silnie zaakcentowany, bardzo obecny w przekazie bas. Z kolei solówki grane na kontrabasach ujawniły też pogrubienie i nadmierne przeciąganie niektórych nut (Aurora - "Round Midnight", Omnibus Wind Ensemble - "Inca Roads"). Całościowo opisałbym barwę niskich rejestrów jako dość twardą i suchą, mało urozmaiconą.

Idąc dalej w górę pasma napotykamy następnie obszar brzmienia bardziej spokojnego i wycofanego. Soprany charakteryzowały się nieco metalicznym podbarwieniem i lekkim zapiaszczeniem, ale całościowo ich nieznaczne wycofanie i zaokrąglenie przesądziło o małej ofensywności wokali. W przypadku utworów chóralnych dał się odczuć niedosyt. Skrzypce sprawiały wrażenie nieco piskliwych, o zmniejszonej soczystości, były mało obecne. Z kolei sekcja wiolonczeli zaskoczyła pewnego rodzaju namacalnością, wsparta naturalnym pogłosem akustyki sali. Ogólnie biorąc barwy instrumentów strunowych jak skrzypce i wiolonczela były nieco wyblakłe i przygaszone, instrumenty dmuchane nieco zimne w przekazie i niezbyt naturalne w przypadku klarnetu, również trąbka była przesadnie piskliwa, sucha, zapiaszczona i nieco ofensywna.

Za nieco uspokojony, niezbyt przejrzysty charakter dźwięku, pewien niedosyt obecności, żywości w poważnym stopniu odpowiadał głośnik wysokotonowy. Dało się to wyraźnie odczuć na płycie (Aurora, "Daddy Trane & Cousine Wayne") gdzie talerzom brakowało nieco ciągłości, świeżości. Przeciętne było nasycenie bogactwem kolorytu, prezentacja pozostawała nieco sucha, a nawet wyblakła. Z drugiej zaś strony przy silnych uderzeniach perkusyjnych pojawiały się też oznaki natarczywego wyostrzenia.

Proste nagrania akustyczne zabrzmiały stosunkowo spokojnie. Ani koloryt barw, ani mikrodynamika nie potrafiły oczarować niczym specjalnym czy wciągnąć na poziomie emocjonalnym, nawet można mówić o pewnej monotonii. W wyższych zakresach nie zaimponował też przekaz transjentów. Pozostając wciąż przy muzyce akustycznej, ale już przy włączeniu bębnów czy kontrabasu odnotowałem spore możliwości dynamiczne Mythosów. Ich prawdziwą specjalnością są jednak elektryczne nagrania o nieco efekciarskim zacięciu, choćby takie jak "Funny" Marcusa Millera. Mythosy dały całkiem efektowny pokaz siły i dynamiki. Mocne, całkiem zwarte, a także obfite w zakresie basu impulsy wywierały spore wrażenie. Zdaniem Radka taki nazbyt techniczny i dyskotekowy "wykop" jest jednak nużący i szybko obniża komfort odsłuchu. Nie wątpię jednak, że ten sposób odtwarzania znajdzie swoich zwolenników i mimo wszystko osiągi kolumn w tej materii trzeba policzyć im jako zaletę.

W przypadku prostszych nagrań z muzyką klasyczną lub jazzową kolumny dość dobrze radziły sobie z oddaniem akustyki pomieszczenia, dobrym oderwaniem wokali i instrumentów od kolumn. Ten wizerunek zmienił się w przypadku nagrań bardziej złożonych instrumentalnie i tym samym bogatszych w fakturę dźwiękową, gdzie wyczuwalna była lokalizacja źródeł pozornych w głośnikach, oraz brak klarowności i transparentności w zakresie średnich i wysokich częstotliwości. Rekonstrukcja sceny pozostała dość typowa. Scena była stabilna, o przeciętnej szerokości i wybudowaniu w głąb w zakresie tonów średnich i wysokich chociaż dość dobrze uporządkowana. Na odnotowanie zasługuje natomiast transparentne akustycznie i dobre umiejscowienie kotłów w głębi sceny, jak również ich wyraźna lokalizacja.

Selektywność dźwięku zasadniczo nie budzi poważniejszych zastrzeżeń. Mythosy są w stanie zachować uporządkowanie w szerokim zakresie dynamiki i pasma. Natomiast nie jest ich domeną prezentacja drobnych subtelności. Zbyt mało detaliczny jest głośnik wysokotonowy. Harmoniczne bogactwo średnicy też pozostawia co nieco do życzenia.

Mimo przytrafiających się niekiedy wyostrzeń na górze i przesadnie forsowanego basu, charakter prezentowanych kolumn można określić jako kulturalny, z wyraźnymi preferencjami w kierunku muzyki rozrywkowej. Równowaga tonalna zakresu basu, średnich i wysokich częstotliwości była dość dobra, a rozpiętość dynamiki spora. Niestety pozostał pewien niedosyt co do przejrzystości i nasycenia detalem w górnym i średnim rejonie pasma, braku otwarcia i swobody oraz przeciętnej dynamiki w skali mikro. Powyższe niedociągnięcia sprawiły, że prezentowanej muzyce zabrakło nieco finezji, wyszukanej ekspresji i kolorytu, które to cechy umożliwiałyby pełniejsze zaangażowanie w muzyczny przekaz. Na korzyść Mythosów 500 przemawiała cena, odbiegająca w dół od pozostałych zestawów w teście. Niższa cena to poważny argument, jest jednak jedno 'ale'. Wbrew naszej rutynowej praktyce w grupie przesłuchiwanych tym razem kolumn znalazły się też tańsze zestawy (których recenzja ma się ukazać w następnym numerze) Heco Odeon 600. Radziłbym Państwu poczekać na opis tych drugich kolumn, które są nie tylko tańsze ale i chyba lepsze - przynajmniej moim zdaniem. (GS)

Jeśli mają Państwo uwagi dotyczące tej strony lub zauważyliście na niej błędy, dajcie nam znać.
Kliknięcie na niniejszy link spowoduje uruchomienie w nowym oknie formularza, przy pomocy którego można przekazać uwagi do redakcji.
Copyright © 1991-2022 Magazyn Hi-Fi, Gdynia, Poland
logo hifi.pl