Uwaga!

Trwają prace techniczne na witrynie hifi.pl. Dopóki widoczny będzie niniejszy komunikat prosimy:
- nie zamieszczać ogłoszeń na giełdzie
- nie logować się na swoje konto
- nie rejestrować nowych kont na hifi.pl
- jeśli jesteście Państwo zalogowani prosimy o jak najszybsze wylogowanie

Przewidujemy, że czas trwania prac nie przekroczy 30 minut. W tym czasie można normalnie korzystać z treści zamieszczonych na hifi.pl.

Kiedy niniejszy komunikat zniknie będzie to oznaczało, że prace zostały zakończone i możliwe jest korzystanie z wszystkich funkcji witryny.

Przepraszamy za wszelkie niedogodności wynikające z prowadzony prac.

Start Pomoc Kontakt Reklama O nas Zaloguj Rejestracja

Witryna hifi.pl wykorzystuje ciasteczka (cookies). Proszę kliknąć aby uzyskać więcej informacji.

Yamaha CDX-890


recenzja pierwotnie opublikowana w Magazynie Hi-Fi 1/99
Wymiary: 435,98,281 mm
Wyjścia: standardowe, koncentryczne, optyczne
Cena (2/1999): 1.849 zł
Zestaw testowy 1: LFD LS0/PA2M, JM Lab Point Source 5.1
Zestaw testowy 2: LFD LS0/PA2M, zestawy samodzielnie skonstruowane z głośników Scan-Speak Revelator i 18W8545, Zoller Design Metropolis Imagination
Testowano w grupie wraz z: Cairn Swan, Luxman D-375, Micromega Stage 4, Yamaha CDX-890

Sprzęt Yamahy ma jedną cechę charakterystyczną - bardzo często wykorzystuje się w nim różne klapki i uchylne panele - co pozwala zachować bardziej prosty wygląd kiedy nie korzystamy z mniej popularnych funkcji. Tak też jest w przypadku CDX-890. Większość klawiszy pozostaje normalnie ukryta dla wzroku - jeśli obrotowy panel jest skierowany do wnętrza urządzenia. Wówczas dostępny jest tylko przycisk sieciowy, przycisk do obsługi szuflady, gniazdo słuchawkowe i regulacja jego poziomu, a także przyciski stop i play/pauza. W takiej postaci odtwarzacz wygląda bardzo minimalistycznie. Odwrócenie panela ujawnia zaś całe mrowie drobnych klawiszy do różnych mniej czy bardziej specjalnych funkcji - na brak wyposażenia dodatkowego nabywca CDX-890 nie powinien narzekać. Wyszukiwanie szczytowych wartości sygnału, programowanie, wstawianie przerw to tylko część możliwości tego urządzenia.

Yamaha - podobnie jak wiele innych firm - stosuje też swoje firmowe rozwiązania uszlachetniające standard CD, zmierzające do uwolnienia się od ograniczeń wynikających z zastosowania częstotliwości próbkowania 44,1 kHz i rozdzielczości 16 bitów. Jak wiadomo uwolnić od ograniczeń standardu się nie da. W sygnale jest zawarta pewna ilość informacji, a to co utracono w procesie próbkowania przepadło już bezpowrotnie. Wszelkie twierdzenia o możliwości odzyskania informacji utraconej w trakcie konwersji analogowo-cyfrowej czy też przy zmniejszaniu rozdzielczość przy przejściu od dokładniejszych forma zapisu cyfrowego do formatu CD nie są ścisłe. Można jednak próbować odgadnąć kształty utraconych, mikroskopijnych fragmentów krzywych, co też inżynierowie w różnych firmach starają się nieraz czynić. Znane są różne metody aproksymacji kształtu sygnału stosowane choćby przez Pioneera, Denona czy Wadię. Układ Yamahy pod nazwą Pro-bit z oryginalnego sygnału 16-bitowego tworzy strumień danych 20-bitowych. Do realizacji tego przetwarzania Yamaha ma swój własny układ scalony.

Podobnie jak we wzmacniaczach i tu znajdziemy sporo zworek łączących punkty na płytce, choć układy piętrowe układy zworek są już tu spotykane sporadycznie. Spotyka się też połączenia punktów na płytce przy pomocy kabli. Transport jest produkcji Sony. Yamaha od lat znana jest jako producent układów cyfrowych do CD i również w tym przypadku przetwarzanie cyfrowe jest oparte o własne układy tej firmy.

CDX-890 ma komplet typowych wyjść: analogowe o stałym poziomie, analogowe o regulowanym poziomie, cyfrowe optyczne, cyfrowe koncentryczne, a także słuchawkowe. To chyba wszystko czego można oczekiwać od urządzenia z tego przedziału cenowego.

Opinia 1
Kolejny produkt firmy Yamaha, tym razem odtwarzacz. Obaj z Mikołajem solidarnie stwierdzamy że ogólny sposób prezentacji dźwięku w przypadku komponentów firmy Yamaha jest bardzo zbliżony. Tym razem moja ocena jest bardziej pochlebna, szarość i bezbarwność wzmacniaczy nie jest tu tak ewidentna, bardziej skłaniał bym się do opinii że jest to odtwarzacz poprawny, niedrażniący choć może nie ekscytujący.

Jak pewnie można oczekiwać paleta barw nie jest specjalnie bogata, na szczęście ich prezentacja nie wkracza w sferę nudy i szarości. Jest może trochę surowo, ale ogólnie poprawnie i bez odczuwalnego dyskomfortu. CD prezentuje raczej bezpieczne brzmienie - ani w prezentacji barw, ani dynamiki nie ma ekstrawagancji czy przerysowań, z drugiej strony brak też składników mogących wywołać większe emocje. Dźwięki wokali, gitar, fortepianu w zasadzie są poprawne i trudno zarzucić im coś drażniącego, z drugiej strony śledzenie zmian zabarwienia, intonacji nie jest tak oczywiste. Fortepian był przyzwoicie zrównoważony ale jego barwy jednak zbyt oszczędne i twarde. Taki sposób prezentacji może znaleźć swoich zwolenników, głównie z powodu braku ewidentnych podbarwień. Mikołaj zarzuca że średnicy brak ostrości i śmiałości.

Wysokie tony, na swój sposób, są również poprawne, nie ma tu oczywiście mowy o większym wyrafinowaniu, ale nie ma też odchyłek od neutralności. Podobnie jak średnica, góra jest nieco nieśmiała, jakby lekko stłumiona, brak tam dynamizmu, transjentowości. Blachy perkusyjne były nieco przyciemnione, mało błyszczące i żywe.

Bas nie miał specjalnych ograniczeń dynamicznych. Dynamika i zwartość basu to jego główne argumenty, mało w nim barwy i kolorytu. Zarówno kontrabas jak i gitara basowa wypadają bardzo równo, ale brak im właściwej masy i obecności. Lepiej niż instrumenty strunowe wypadają instrumenty perkusyjne. Tam zwartość i dynamika basu dają solidną podstawę i pewną porcję wykopu w przypadku dynamicznych nagrań elektrycznych. Yamaha w dziedzinie dynamiki nie stanowi jakiejś klasy referencyjnej, ale reprezentuje przyzwoity, dobry poziom. Tempo nagrań i akcenty rytmiczne, nie są spowolnione ani rozmyte, przy tej cenie poziom efektów szybkościowych jest całkiem dobry.

Nieco słabszą stroną, choć nie mogącą zdegradować brzmienia odtwarzacza jest stereofonia. Scena dźwiękowa jest wystarczająco obszerna, niestety przeciętna analityczność ogranicza efekty akustyki pomieszczeń. Określoność ścian, konkretnych wymiarów jest gorsza niż u konkurencji. Źródła są w miarę ostro zogniskowane głównie w pierwszym planie, a separacja pojedynczych głosów, czy wydzielenie instrumentów solowych nie przychodzi z łatwością. W nagraniu ("You Got Me" R.Pidgeon) zaznaczona była pewna wieloplanowość, niestety oddzielenie poszczególnych planów było nie oczywiste. Obecność pudeł pojedynczych instrumentów na scenie, ich wydzielenie to nie atuty CDX-890.

Spośród odtwarzaczy recenzowanych w tym teście Yamaha prezentuje chyba najmniej ciekawe brzmienie, z drugiej strony jest ono poprawne, bezpieczne i najrówniejsze. Osobom które poszukują głównie niezniekształconego i nie narzucającego się dźwięku z dobrą dynamiką w cenie do około 2.000 zł można z czystym sumieniem polecić Yamahę CDX-890. (JD)

Opinia 2
Jednoznaczne i zgodne komentarze odnotowaliśmy na temat basu. Nie było go zbyt wiele pod względem ilościowym - ten zakres brzmiał szczupło względem reszty pasma. Ale to był jedyny istotny problem dotyczący niskich rejestrów. Pozostałe komentarze były już pozytywne. Niskie tony wyróżniały się szybkością, zwartością i dynamiką. Uderzenia w basowe bębny nie były może zbyt potężne, ale autentycznie impulsowe, pozbawione zmiękczenia. Korzystnie można też ocenić czytelność niskich tonów. Bywało jednak, że po przesłuchaniu niektórych fragmentów muzyki pozostawał w nas niedosyt - chciałoby się usłyszeć obfitszą prezentację. Warto więc pamiętać by nie zestawić CDX-890 w systemie ze szczupło i chudo brzmiącymi wzmacniaczami czy kolumnami, a wyniki powinny być bardzo korzystne.

Wysokie tony też nie były zbyt mocno akcentowane, co do precyzyjnej oceny tego zjawiska w naszych komentarzach wystąpiła lekka rozbieżność. W moim odbiorze to ilościowy niedostatek basu był trochę poważniejszy, a według Radka odwrotnie, dotkliwsze było uszczuplenie drugiego skraju pasma. Tak to niestety często bywa, że precyzyjna ocena skali zjawisk obserwowanych w testach odsłuchowych jest bardzo trudna. Pomimo tej rozbieżności, opinie co do samego występowania określonych trendów oraz co do charakteru barw jednak się pokrywały. Jakość góry jest już bardziej konwencjonalna niż jakość drugiego skraju pasma. Są one zaprezentowane trochę nazbyt sucho i sterylnie, troszkę zbyt jednolicie. Jakaś część naturalnej metaliczności jest jednak obecna w przekazie.

Co do średnicy mam trochę mieszane uczucia. Z jednej strony przy ostrożnej prezentacji skrajów pasma można by mówić o wyeksponowaniu środka. Z drugiej średnica nie wydawała się wcale szczególnie obfita czy nasycona. W szczególności dotyczyło to niższych rejestrów - nie było tu wrażenia obfitości czy ciepła w reprodukcji typowego instrumentarium akustycznego skupiającego swe widmo właśnie na średnicy. Trochę dosadniej brzmiały wyższe partie wokali czy instrumentów dętych, choć i tam nie wystąpiły kłopoty z natarczywymi przerysowaniami.

Choć dźwięk z CDX-890 nie wgniata słuchacza w fotel to jednak dynamika była atutem tego urządzenia. Dźwięk był całkiem żywy, choć nie tak obfity jak u konkurentów. Poza tym mógł się poszczycić dobrą szybkością, głównie za sprawą basu. Ładnie zaakcentowana została warstwa rytmiczna, co dało się zauważyć nawet w trudnych nagraniach Cassandry Wilson czy Marcusa Millera. Niezłe było poczucie uderzenia w gwałtowniejszych transjentach, co pomagało w dobrej reprodukcji perkusji - ten aspekt przyciągnął zarówno uwagę Radka jak i moją. Niezgorsze oddanie gradacji dynamiki w różnych nagraniach chroniło przed nudą w nagraniach akustycznych. Wszystko to razem nadało muzyce zwinności.

Stereofonia z CDX-890 może wzbudzić lekkie zastrzeżenia. Obraz nie miał zbytniej otwartości, brakowało mu nieraz rozmachu. Jak mi się wydaje przy ograniczeniu ogólnej sugestywności Yamaha radziła sobie jednak z przekazem zróżnicowania poszczególnych nagrań. Nieraz jest tak, że urządzenie tworzy przyjemniejszy klimat, ale też bardziej stały, jakby narzucony przez sprzęt hi-fi. Taki sposób prezentacji może się podobać. Yamaha brzmi pewnie mniej ekscytująco, ale jednak nieco wierniej. Stereofonia jest poprawna i na ustawienie źródeł nie można narzekać. Przestrzenność kształtowała się natomiast różnie z płyty na płytę. Scena była szersza lub węższa, głęboka lub płytka, zawsze jednak jej rozmiary były raczej umiarkowane i na ogół mniejsze niż u konkurencji.

Niewiele zapisków pozostało w mych notatkach na temat analityczności, choć generalnie dźwięk wydawał mi się dobrze uporządkowany. Subtelniejszych szczegółów nie było w nim zbyt dużo, co bardziej zwróciło uwagę Radka. Nie sądzę by w tym aspekcie Yamaha zyskiwała czy też traciła istotnie w stosunku do konkurencji.

CDX-890 trochę różni się od testowanych przez nas ostatnio wzmacniaczy Yamahy testowanych, w tym również od prezentowanego obok AX-1090. 890-tka ma więcej charakteru, no i przede wszystkim trochę więcej pozytywów dynamicznych. Jako najtańszy odtwarzacz w grupie Yamaha nie olśniła niczym szczególnym, zwłaszcza w porównaniu z Luxmanem. No ale właśnie cena jest tu największym atutem. W stosunku do Micomegi i Cairna Yamaha nie odstawała klasowo, a jedynie różniła się charakterem dźwięku, no i była o kilkaset złotych tańsza, co stawia to urządzenie w korzystnym świetle. (GS)

Jeśli mają Państwo uwagi dotyczące tej strony lub zauważyliście na niej błędy, dajcie nam znać.
Kliknięcie na niniejszy link spowoduje uruchomienie w nowym oknie formularza, przy pomocy którego można przekazać uwagi do redakcji.
Copyright © 1991-2022 Magazyn Hi-Fi, Gdynia, Poland
logo hifi.pl