Start Pomoc Kontakt Reklama O nas Zaloguj Rejestracja

Witryna hifi.pl wykorzystuje ciasteczka (cookies). Proszę kliknąć aby uzyskać więcej informacji.

Rotel RCD 950


recenzja pierwotnie opublikowana w Magazynie Hi-Fi 1-2/97
Wymiary:brak danych
Wyjścia: standardowe, koncentryczne
Cena (4/1997): 1.479 zł
Zestaw testowy 1: LFD PA2 + potencjometr Penny&Giles, Mission Cyrus 3, LFD LS0/PA2M, Zoller Design Metropolis Imagination
Zestaw testowy 2: LFD LS0/PA2M, Rogers Studio 7
Testowano w grupie wraz z: Audiolab 8000 CD, Denon DCD-825, Myryad MC 100, Pioneer PD-F905, Rotel RCD 950, Sony CDP-XA3 ES

Na początku przedstawię wrażenia wyniesione z lektury instrukcji obsługi tego odtwarzacza. Nie często spotyka się przypadek producenta hifi tak wyraźnie podkreślającego fakt, iż tworząc urządzenie kierowano się następującymi priorytetami "aby dźwięk był zbliżony do naturalnego... urządzenie jest ucieleśnieniem miłości projektantów do muzyki". Rotel podaje też, iż "urządzenie zaprojektowano w celu osiągnięcia wysokich parametrów technicznych jak i muzykalności. Osiągnięto to poprzez zastosowanie różnych metod pomiarowych oraz odsłuchu". Rotel jest przekonany, iż obie metody są bardzo użyteczne przy konstruowaniu urządzeń audio. "Zajmuje to sporo czasu, ale muzyka czerpie korzyści z takiej troski i dbałości o szczegóły przy projektowaniu". Czy inne firmy hi-fi sądzą inaczej?

Rotel od lat jest wierny swej tradycyjnej linii wzorniczej. Mamy prostą, ale i solidną metalową ściankę przednią z charakterystycznymi zaokrągleniami na bokach. Szuflada na płytę znajduje się na środku obudowy, Rotel twierdzi, iż zostało to zrobione celowo w celu optymalizacji integracji mechanicznej urządzenia. Lewa część czołowego panelu skupia klawiaturę podstawowych funkcji i wyświetlacz. Po prawej znajdujemy dodatkowe klawisze: programowanie, powtórka, wybór przypadkowy itd. Ogólnie rozwiązanie stylistyczne jest bardzo przejrzyste, a jednocześnie i skromne - jest to raczej charakterystyczne dla produktów droższych, niż masowo produkowanych.

Wewnątrz znajdujemy napęd płyty CD firmy Sony, (głowica lasera to model KSS 210A). Laser jest trójwiązkowy, przesuw głowicy liniowy. W sumie przesuw i głowica są prawie identyczne jak w testowanym obok urządzeniu Denon DCD-825.

Elektronika składa się z dwóch płytek PCB. Jedna z nich, mniejsza, znajduje się po prawej stronie transportu i zawiera obsługę servo mechanizmu, oscylator kwarcowy itp... Druga płytka znajduje się za transportem (przy ściance tylnej) i zajmuje prawie całą szerokość urządzenia. W lewej części mamy zasilanie: trafo, dwa kondensatory Nichicon 4700 µF (16V) i jeden 2200 µF (25V). Oprócz tego na płytce w sekcji zasilania znajdujemy kilkanaście kondensatorów o małych pojemnościach Rubycon Black Gate. Jest to bardzo audiofilski gest ze strony Rotela. Cztery takie kondensatory znajdują się też między innymi przy analogowym stopniu wyjściowym.

Konwersja C/A i analogowy stopień wyjściowy znajdują się na jednej płytce razem. Nie wiem jaki układ pracuje w układzie konwertera, gdyż jest on wlutowany od dołu płytki. Posługując się małym lusterkiem dostrzegłem tylko jeden scalak, realizuje on zapewne filtrowanie cyfrowe i konwersję (w katalogu Rotel podaje, iż jest to Philips TDA 1305). Rotel podaje także, iż konwerter to "multiple bit continuous bitstream calibration" filtr cyfrowy pracuje z 96-krotnym nadpróbkowaniem.

Bardzo blisko konwertera znajduje się analogowy stopień wyjściowy, jest to wzmacniacz operacyjny Burr Brown OPA26O4AP (pełni on raczej rolę filtru analogowego, gdyż dalej tuż przy gniazdach Cinch znajdują się dwa tranzystory). Sygnał cyfrowy (takie sygnały jak emfaza, zegar itp...) z płytki servo na płytkę konwertera płynie wiązką 8 przewodów. Są one owinięte wokół ferrytowego rdzenia. Podobnie wokół drugiego rdzenia jest owinięta dwużyłowa wiązka niosąca sygnał cyfrowy na wyjście SPDIF. Jak widać Rotel zadbał o wiele szczegółów odpowiedzialnych za ostateczną jakość dźwięku. Zbyt dużo przesady w cytowanych zdaniach z instrukcji obsługi nie ma.

Rotel 950 posiada wyjście analogowe i wyjście cyfrowe SPDIF zrealizowane na gniazdach Cinch. Pilot do urządzenia jest dość wąski i posiada bardzo logicznie rozmieszczone klawisze, najczęściej używane są w jaskrawych kolorach. Wydaje mi się, iż wyświetlacz niepotrzebnie pokazuje ilość utworów płyty na małej matrycy 4x4. Cyfry przestają być widoczne już z niewielkiej odległości, cyfra utworu aktualnie odtwarzanego mruga, jest to trochę denerwujące. Wyświetlacza nie można wyłączyć. (ms)

Opinia 1
W części opisowej zacytowałem fragmenty instrukcji RCD-950 mówiące, iż przy projektowaniu tego odtwarzacza posługiwano się również testami odsłuchowymi. I tak w rzeczywistości musiało być. Rotel jest urządzeniem nadającym się do długiego i relaksującego słuchania.

W przeciwieństwie do urządzenia Denon, RCD-950 ma wpisaną w dźwięk znaną i kojącą analogową ciszę. Słuchając Rotela nie odnosiłem wrażenia, iż to co dociera do mych uszu jest wynikiem obliczeń cyfrowych, składania ciągłego sygnału w czasie rzeczywistym z oddalonych punktów.

Rotel nie łamie żadnych barier w kategoriach hifi. Nie jest zbyt dynamiczny, szybki, nie ma zbyt gładkiej góry. Jest natomiast bardzo akceptowalny barwowo. Średnica jest pełna, wyższy bas ocieplony. RCD-950 unika bycia sterylnym, klinicznym.

Scena dźwiękowa jest wycofana za zestawy głośnikowe, nie ma tu śladów zbyt brutalnej natarczywości. Krawędzie obrazów pozornych nie są wyostrzone, po prostu są.

Bas z Rotela nie schodzi zbyt nisko, nie jest też zbyt silny. Ani też szybki. Jest natomiast bardzo umiejętnie spleciony z resztą pasma, zarówno rytmicznie jak i przestrzennie. Przy "So What" z płyty SBM Sony kontrabas został trochę poluzowany, ale bez naruszenia podstawowej struktury przekazu rytmicznego. Ogólnie kontrola dźwięku nie jest zbyt wyrafinowana, ale cały czas słucha się RCD-950 przyjemnie. Droższy odtwarzacz (ponad 2 krotnie) Myryad w dziedzinie basu jest znacznie szybszy, kontrolowany, ma wręcz wpisany pośpiech. Bas Rotela określiłbym jako równy, a nie szybki. Dynamika Rotela jest przekazywana liniowo, tzn cichym i głośnym fragmentom muzycznym jest przydzielony ten sam wachlarz witalności.

Rotel ma bardzo cywilizowaną średnicę. Jest to poważna zaleta w tej klasie cenowej. Wokale Manhattan Transfer zostały poddane gradacji przestrzennej i timbralnej.

Skoro wspomniałem, że RCD-950 stara się brzmieć tonalnie analogowo, to dodałbym do tego także sposób rekonstrukcji sceny dźwiękowej. Głębia została oddana całkiem namacalnie, obrazy zajmują miejsce w głębi, za zestawami głośnikowymi. Przy muzyce nagranej "live" odnotowałem jednak trochę mniej, niż to powinno być planktonu otaczającego instrumenty.

RCD-950 nie potrafi rekonstruować do końca pewnych niuansów barwowych. Bardzo byśmy się wszyscy zdziwili, gdyby wszystko robił dobrze przy swej cenie. Barwa skrzypiec została trochę przyciemniona, gitara akustyczna raczej złagodzona przy górnych krawędziach.

W swych spostrzeżeniach Maciej zwraca uwagę, (oprócz już wskazanych cech) na ogólną muzykalność brzmienia (po stronie pozytywnej) i lekką kompresję dźwięków transjentowych (po stronie negatywnej). Jeszcze bym wskazał, iż Rotel, tak jak wszystkie tanie odtwarzacze ma przybrudzone najwyższe wysokie tony. Są one wyraźnie wyostrzone (na niektórych systemach może to dawać rozjaśnienie), ale też wybrzmiewanie jest krótkie i suche.

Czy podobał się nam RCD-950? Tak! Bardzo mnie cieszy fakt, iż Rotel pamięta, że płyta trwa co najmniej 45 minut i warto, aby udało się nam jej wysłuchać do końca. Na RCD-950 wysłuchałem w całości kilku płyt nie czując, iż mój organizm musi walczyć z "cyfrowymi najeźdźcami". Rotel może się wydać części słuchaczy poszukujących urządzenia obdarzonego dobrymi walorami "techno-hifi" zbyt mało efektowny. Ci jednak, poszukujący długoterminowej satysfakcji muzycznej, nie rozczarują się. (ms)

Opinia 2
Odtwarzaczy Rotela nie testowaliśmy już od bardzo dawna. Z urządzeniami tej firmy chętnie wiązano opinię o "muzykalności" i "przyjemnym zabarwieniu'.

W bezpośrednim kontakcie RCD-950 wykreował niemal dokładnie taki charakter brzmienia jakiego się spodziewaliśmy (ale proszę na podstawie tego zdania nie wyciągać zbyt daleko idących wniosków, jakobym krzewił wiarę w schematy brzmieniowe przypisywane poszczególnym tirmom). Z pewnością można tu mówić o ociepleniu dźwięku. Nie oznacza to jednak prostego uwypuklenia basu połączonego ewentualnie z przytłumieniem wysokich tonów. Nie na tym rzecz polega. Owszem, bas brzmi dość ciepło, jest zaokrąglony, ale wcale nie przytłacza, ani nawet się specjalnie nie wysuwa przed resztę pasma. Ciepło odnaleźliśmy też w zakresie średnicy. Dźwięki z tego zakresu są delikatnie zaokrąglone, pozbawione szorstkości. Barwy są trochę przytłumione, ale w umiarkowanym stopniu, udało się zachować całkiem dobrą melodyjność brzmienia. Dzięki temu uniknięto nudy i zachowano pewną dawkę emocji w przekazie. Wysokie tony też podano w umiarkowanej ilości, jakąś część naturalnej metaliczności udało się zachować, ale w kategoriach absolutnych klarowności górnego skraju pasma jednak zabrakło.

Dynamika bazuje głównie na ogólnej potędze brzmienia, w mniejszym stopniu satysfakcjonująca jest szybkość. Rotel uniknął jednak przesadnego rozleniwienia dźwięku. W moim odczuciu dynamika zazębiała się z charakterem barwy. Zauważalne było złagodzenie wybuchowych transjentów, rock nie brzmiał zbyt drapieżnie. Tak to odebraliśmy kiedy Rotel był słuchany solo, natomiast kiedy KK słuchał Rotela po Denonie, to prawem kontrastu od razu w opisie dynamiki RCD-950 pojawiły się bardziej pozytywne komentarze. Tempo nie było może zupełnie wolne, ale określiłbym je jako średnie - w stosunku do liderów testu oznaczało to dość wyraźne spowolnienie.

Podstawowe zdolności do oddzielania poszczególnych dźwięków były dobrze zachowane. Nie narzekaliśmy na chaos ani na kłopoty ze śledzeniem poszczególnych instrumentów. W bardziej skomplikowanych nagraniach kontury trochę się jednak rozmywały, myślę tu na przykład o pasażach fortepianowych.

Nie mieliśmy zastrzeżeń co do rozmiarów sceny dźwiękowej, zadowalająca była głębia, gdzie trzeba pojawiała się spora szerokość. Precyzja umiejscowienia źródeł pozornych też nas zadowoliła. Jedynie co do reprodukcji aury nasze opinie nie zazębiły się w pełni. Osobiście nie byłem zadowolony z sugestywności pogłosu i różnicowania akustyki sal przy zmianie nagrań. Nie oznacza to jednak by zupełnie zabrakło wrażenia przestrzenności.

Brzmienie kulturalne, dające się łatwo akceptować, a jednocześnie na tyle żywe by słuchanie muzyki nie stało się nudne. Tak w skrócie prezentuje się RCD-950. Naszym zdaniem to sensowna koncepcja dla niezbyt drogiego odtwarzacza. Zapewne nie zabraknie klientów, którzy zaakceptują to brzmienie. W stosunku do starszych generacji odtwarzaczy Rotela RCD-950 wprowadził spore zmiany techniczne (inne komponenty), ale pod względem brzmieniowym daje się zauważyć kontynuację dotychczasowych tradycji (GS)

PS: Dziękujemy firmie RTV Jonczak za udostępnienie egzemplarza do testów.

Jeśli mają Państwo uwagi dotyczące tej strony lub zauważyliście na niej błędy, dajcie nam znać.
Kliknięcie na niniejszy link spowoduje uruchomienie w nowym oknie formularza, przy pomocy którego można przekazać uwagi do redakcji.
Copyright © 1991-2017 Magazyn Hi-Fi, Gdynia, Poland
logo hifi.pl