Uwaga!

Trwają prace techniczne na witrynie hifi.pl. Dopóki widoczny będzie niniejszy komunikat prosimy:
- nie zamieszczać ogłoszeń na giełdzie
- nie logować się na swoje konto
- nie rejestrować nowych kont na hifi.pl
- jeśli jesteście Państwo zalogowani prosimy o jak najszybsze wylogowanie

Przewidujemy, że czas trwania prac nie przekroczy 30 minut. W tym czasie można normalnie korzystać z treści zamieszczonych na hifi.pl.

Kiedy niniejszy komunikat zniknie będzie to oznaczało, że prace zostały zakończone i możliwe jest korzystanie z wszystkich funkcji witryny.

Przepraszamy za wszelkie niedogodności wynikające z prowadzony prac.

Start Pomoc Kontakt Reklama O nas Zaloguj Rejestracja

Witryna hifi.pl wykorzystuje ciasteczka (cookies). Proszę kliknąć aby uzyskać więcej informacji.

Revox S22


recenzja pierwotnie opublikowana w maju 2000
Wymiary: 430,70,265 mm
Wyjścia: standardowe, koncentryczne
Cena (maj 2000): 2.399 zł
Impedancja wyjściowa: 200 omów
Zestaw wykorzystany przez JD i MD: LFD LS0/PA2M, Zoller Design Metropolis Imagination
Zestaw wykorzystany przez PP i GS: LFD LS0/PA2M, zestawy samodzielnie skonstruowane z głośników Scan-Speak Revelator i 18W8545
Testowano w grupie wraz z: Arcam Alpha 8SE, Revox S22, Thule CD150B

Ostatnimi laty z nazwą Revox zwykło się kojarzyć sprzęt designerski (przepraszam językowych purystów za makaronizm, ale takie słowo już jest w użytku). Przyznam, że trudno mi się jednak przestawić na ten tok myślenia. Revox to dla mnie wciąż marka związana ze sprzętem profesjonalnym, w szczególności ze szpulowymi magnetofonami. Podobnie jak NAD jest marką legendarną na rynku tanich wzmacniaczy a Quad na rynku elektrostatów, tak Revox zapisał się w dziedzinie konstrukcji szpulowców. Szpulowce Revoxa były chyba tym samym co produkty Nakamichi na rynku magnetofonów kasetowych. Kiedy na początku lat 80-tych miałem okazję na żywo zobaczyć (jak również posłuchać) B77 u jednego ze znajomych rodziców było to dla mnie pamiętne przeżycie.

Trzeba jednak obiektywnie przyznać, że stan obecny nie ma zbyt wiele wspólnego z tradycją. O ile dawniej granica pomiędzy profesjonalnym i amatorskim sprzętem Studer/Revox była rozmyta, to teraz profesjonalny Studer i domowy Revox zdają sie być dość odległe od siebie. Większość aktualnej oferty Revoxa charakteryzuje się szczególnie dopracowanym, a czasami nawet awangardowym wzornictwem. Trend ten pojawił się u Revoxa wraz z komponentami serii Revolution, co miało miejsce bodaj w 1992 roku. Jak to zwykle w takich przypadkach bywa, wprowadzanie produktów o szczególnie awangardowym wzornictwie jest określane jako tworzenie konkurencji dla firmy Bang Olufsen. Coś mi się jednak wydaje, że liczne próby podejmowane zarówno przez firmy europejskie jak też i japońskie nie zachwiały pozycji B&O.

Kiedy S22 trafił do redakcji to musze przyznać, że byłem lekko zawiedziony. A wynikało to właśnie z braku silniejszych wrażeń wizualnych. Być może w systemie złożonym wyłącznie z komponentów serii Elegance, a do tego jeszcze w wersji srebrnej, urządzenie wyglądałoby bardziej imponująco. Stojący pojedynczo, czarny S22 (a tylko czarny egzemplarz był osiągalny w czasie przygotowania testu) wygląda może i nawet elegancko, ale skromnie i według mnie wcale nie przyciąga uwagi. Przyznam, że po sprzęcie 'designerskim' oczekiwałem mocniejszych wrażeń. Przy recenzji znajduje się fotografia białej wersji, która faktycznie prezentuje się bardziej atrakcyjnie.

Wykonawstwo i wyposażenie też są standardowe. Typowy wyświetlacz, typowe funkcje. Drobne obiekcje budzi ergonomia obsługi z przedniej ścianki - rząd jednakowych, nie różniących się niczym między sobą klawiszy nie jest optimum w tej dziedzinie. Zastosowany układ pozwolił natomiast na wzorniczą integrację ze wzmacniaczem i tunerem - wszystkie komponenty Elegance mają bowiem identycznie zaprojektowaną lewą stronę ścianki przedniej, a jak chodzi o wzmacniacz i tuner to z przodu wyglądają niemal identycznie i trzeba przeczytać napisy by rozróżnić te urządzenia. W środku znajdują się dwie płytki. Jedna mniejsza, ustawiona pionowo przy przedniej ściance, służy do obsługi klawiszy, wyświetlacza i sterowania, intensywnie wykorzystuje montaż powierzchniowy. Druga duża, położona pod transportem, mieści główne układy odtwarzacza. W stopniach wyjściowych pracują nieśmiertelne wzmacniacze operacyjne NE5532. Przetwornik CA należy do grupy układów niskobitowych, ma 128-krotne nadpróbkowanie i został opisany jako 5-bitowy.

Na kablach sieciowych biegnących do transformatora znajduje się ferrytowy pierścień. Okablowanie z transformatora jest rozprowadzone bezpośrednio na główną płytkę. Jak chodzi o wyjścia to S22 ma złocone cinche liniowe i koncentryczny cyfrowy. Zastosowano transport Philipsa CDM12.1/15. Główny włącznik sieciowy umieszczono na ściance tylnej, a na przedniej znajduje się tylko przycisk standby.

Opinia 1
Pierwszy raz mamy okazję recenzować produkt firmy Revox (pomijając słuchawki prezentowane kilka lat temu), znanej i cenionej przede wszystkim na rynku profesjonalnym. Czy produkty domowego audio mają coś wspólnego ze sprzętem profesjonalnym - nie wiem. Jedno jest pewne, odsłuchy tego odtwarzacza nie wywołały większych emocji. Może dlatego, że był on najtańszy z testowanej trójki.

S-22 nie posiada jakiegoś wyraźnie określonego charakteru. W momencie kiedy przystąpiłem do pisanie niniejszej recenzji zdałem sobie sprawę, że z odsłuchów S-22 zapamiętałem najmniej.

S-22 ma bliski równowagi balans tonalny. Średnica jest nieco zbyt sucha, brak jej namacalności i naturalnej delikatności. Dźwięki są bardziej transjentowe i twarde, tracą jednak wiele ze swojej delikatności i śpiewności. Mikołaj zanotował nieznaczną dominację wysokich tonów, nie był to jednak efekt silnie zaznaczony, a w przypadku odsłuchu nagrań akustycznych nawet nie specjalnie zauważalny. Zauważalne natomiast były nieczystości w wyższych partiach wokali, skrzypcach czy trąbce. Szczególnie dotyczy to dźwięków transjentowych. Barwy były wówczas lekko chropowate i narzucające się, wyższe dźwięki bardziej metaliczne i ostre. Słuchanie ostrzej zrealizowanych utworów niestety nie pozwala słuchaczowi całkowicie się rozluźnić. Bywa, że dźwięk staje się ostrzejszy i nieco drażniący. Ogólnie zdarza się to na szczęście nie tak często, a na mniej wrażliwych w tym aspekcie kolumnach może nie będzie w ogóle zauważalne. Przybrudzenie średnicy i góry staje się bardziej oczywiste dopiero przy bezpośrednim porównaniu z tak czystymi i gładkimi konstrukcjami jak Alpha 8SE. Dopiero wtedy słychać jak klarowna i delikatna może być barwa w tych zakresach.

Sama góra jest nieco zbyt metaliczna i niedostatecznie nasycona, ma za to ofensywny dynamiczna atak i sporo obecności. O ile taki charakter zupełnie nie przeszkadza w bardziej ostrych, energetycznych utworach, to kameralne akustyczne składy mają na górze za mało blasku, wybrzmień i delikatności. S-22 gorzej radzi sobie również z oddaniem kolorystki cichszych i bardziej subtelnych dźwięków.

Niskie składowe wzbudzają chyba najmniej uwag krytycznych. Bas jest twardy i dynamiczny, szczególnie w swoich wyższych rejestrach. Panuje natomiast pewna monotonia w tym zakresie, dół nie jest idealnie równy. Lekkie podbarwienie nadaje niskim dźwiękom większej masy i wykopu. Bardzo dobrze wypadały nagrania z szybką stopą, dźwięk miał bardzo dobry atak, był twardy bardzo rytmiczny i kontrolowany. W aspektach dynamicznych znakomicie wypadały szarpane struny kontrabasu oraz gitary basowej. Gorsze było natomiast nasycenie instrumentów barwami, dźwięk był zbyt monotonny, trochę jałowy. Lekkie poszerzenie średniego basu, wpłynęło niekorzystnie nie tylko na barwy, również separacja instrumentów w dolnych rejestrach była przeciętna.

Początkowo - słuchając S22 z utworami elektrycznymi - odniosłem wrażenie, że ustawiłem zbyt wysoki poziom sygnału ze wzmacniacza. Ponowny szybki pomiar nie potwierdził jednak moich wątpliwości. Okazało się natomiast, że odtwarzacz gra dźwiękiem bardziej ofensywnym niż konkurencja w teście. Ma więcej ostrości i ataku w dynamicznych wejściach. Dobrze spisuje się również w ostrzejszych utworach akustycznych, gitary mają więcej ostrości i jadu, są bardziej atakujące - choć też i mniej czyste.

Pogorszeniu nie ulega natomiast przejrzystość przekazu. Mimo że scena w przypadku S-22 nie należy do ekstremalnie czystych ma sporo przejrzystości i namacalności. Ilość detali jest mniejsza niż w Alpha 8SE, ale jest bardziej przejrzyście i namacalnie, łatwiej wniknąć w scenę i poczuć jej głębię. Źródła poustawiane są dość czytelnie i nie było też problemów z ich separacja, pomijając drobne niedociągnięcia niższych rejestrów. Lokalizacja nie jest natomiast super ostra i konturowa - instrumenty są stabilne, ale ulegają mikrodrganiom na skutek przybrudzenia barw.

Revox S-22 nie jest urządzeniem ani referencyjnie czystym ani detalicznym. Może niefortunnie się złożyło, że znalazł się w tym teście pośród urządzeń droższych i lepszych. Pomimo że tak naprawdę niczym nie zachwycił, to jego charakter jest na tyle neutralny i uniwersalny, że z czystym sumieniem można go polecić do osobistego przesłuchania. (JD)

Opinia 2
Przy porównaniu obserwacji Piotra i moich Revox okazał się być odtwarzaczem nieco bardziej kontrowersyjnym niż Arcam czy Thule.

Skraje pasma nie wyróżniały się niczym szczególnym. O basie szerzej napiszę dalej. Natomiast jak chodzi o najwyższe oktawy to właściwie niewiele mam do powiedzenia na ich temat. Generalnie gotów jestem przychylić się do obserwacji Piotra, który stwierdził brak rozciągnięcia górnego skraju pasma, jak również brak agresywności górnych oktaw. Charakterystyczne dla niektórych nagrań rockowych ostre, wysokie dźwięki nie miały natarczywości czy też szorstkości, ale też i nie imponowały jakimś bardziej interesującycm kolorytem.

Dość podobnie oceniliśmy też środek pasma. Dźwięk w tym zakresie nie miał właściwie jakichś cech, które by go istotnie wyróżniały. Odrobinę brakowało zarówno ofensywności jak też nasycenia barw.

Taki powściągliwy sposób prezentacji większości zakresu średnich i wysokich tonów stworzył spokojnie brzmiące tło, na tle którego nieco bardziej wyróżniały się fragmenty pasma z przełomu średnicy i wysokich tonów. Zjawisko to przyczyniło się do stworzenia dość wyostrzonego charakteru brzmienia. Odnotowałem, że zaszło lekkie zachwianie spójności dźwięku przy odtwarzaniu sybilantów, w mniejszym stopniu przy instrumentach dętych czy skrzypcach. Piotr poświęcił jednak temu zagadnieniu dużo więcej uwagi i inaczej ocenił skalę zjawiska - stąd właśnie moja uwaga o kontrowersjach na początku recenzji. Zdaniem Piotra owe ofensywne wyostrzenia były na tyle poważne, że dźwięk wręcz stawał się zbyt jasny.

W pierwszej chwili odniosłem wrażenie, ze bas jest dość obfity. Z upływem czasu zrewidowałem nieco swój pogląd i w ten sposób zbliżyłem się do oceny Piotra. Bas nie tyle wyróżniał się obfitością czy rozciągnięciem, co lekkim zabarwieniem w wyższym rejestrze, bliżej przełomu ze średnicą. Co ciekawe w ten sposób brzmienie ulegało dodatkowej dynamizacji. Dźwięki transientowe z przełomu średnich i niskich częstotliwości były szybkie, posiadały dobrą artykulację, co w połączeniu z uwypuklonym charakterem wyższego basu potęgowało wrażenie skoczności i żywej rytmiki. W miarę schodzenia w najniższe rejestry brzmienie trochę się wyszczuplało. O ile wyższe dźwięki kontrabasu wyraźnie rezonowały, były przyjemnie namacalne to niższe rejestry tego instrumentu swym szczupłym, nieco nieśmiałym dźwiękiem sprawiały wrażenie, że są nieco przesadnie wycofane. Podobnie wyglądało odtwarzanie instrumentów elektrycznych jak gitara basowa czy też elektroniczny bas z płyty Massive Attack (schodzący autentycznie nisko i z dużą siłą).

Dynamika nie wzbudziła istotnych zastrzeżeń, bardziej podobały się zjawiska w skali makro niż w skali mikro. Dźwięk miał pewne atuty. Zwłaszcza chodzi o niezłe odtwarzanie perkusji czy ogólnej skali nagrań. Nie występowały też kłopoty z rytmiką. Najbardziej korzystne wyniki uzyskałem z nagraniami Massive Attack jak również z bardziej rockowymi kawałkami Dire Straits.

Scena została wybudowana w raczej wszerz niż w głąb, zauważalna była dominacja pierwszego planu. W zasadzie nie jestem zwolennikiem prowadzenia rozważań odnośnie wysokości dźwięku, nie mogę jednak pominąć faktu, że zdaniem Piotra akurat w tej materii S22 się wyróżniał. Scena była jednak trochę spłaszczona, a transparentność akustyczna raczej umiarkowana. Klarowność dotyczyła głównie pierwszego planu. Źródła pozorne były przesunięte do linii głośników. Średnie tony rozjaśniały koloryt akustyki nawet w dotąd zadymionych, nieco mrocznych pomieszczeniach jazzowych klubów.

Spora była ilość akustycznego szczegółu, szmerków, stuków, chrząknięć. Reprodukcja detali okazała się jednak aspektem, które w niewielkim stopniu wpłynął na moją ocenę Revoxa. Nie dostrzegłem poważniejszych braków, jednak w porównaniu z Arcamem Alpha 8SE, możliwości S22 były skromniejsze.

Revox S22 okazał się być urządzeniem, które nie budzi żywszych emocji. Zdaniem Piotra odbiegał od pozostałej dwójki, osobiście nie miałem jednak do jego brzmienia tak poważnych zastrzeżeń, choć faktycznie trudno by mi było zaliczyć S22 do czołówki swej klasy cenowej (choćby w porównaniu z Luxmanem D-375). Jak się wydaje nabywca S22 trochę musi jednak zapłacić za ekskluzywną markę. No cóż, trudno Revoxowi odmówić prawa by się nie cenił, historia daje mu ku temu powody. (GS)

Jeśli mają Państwo uwagi dotyczące tej strony lub zauważyliście na niej błędy, dajcie nam znać.
Kliknięcie na niniejszy link spowoduje uruchomienie w nowym oknie formularza, przy pomocy którego można przekazać uwagi do redakcji.
Copyright © 1991-2022 Magazyn Hi-Fi, Gdynia, Poland
logo hifi.pl