recenzja pierwotnie opublikowana w Magazynie Hi-Fi 2-3/96
Wymiary: brak danych
Wyjścia: regulowane, słuchawkowe, optyczne, koncentryczne
Cena (/1996): 1.200 zł
Zestaw testowy 1: LFD LS0/PA1, JMlab Point Source 5.1
Zestaw testowy 2: LFD LS0/PA1, Monitor Audio Studio 20SE
Odtwarzaczy Philipsa nie testowaliśmy już od bardzo dawna. Ostatnie jakie opisywaliśmy bazowały jeszcze bądź to na przetwornikach 16-bitowych z czterokrotnym nadpróbkowaniem, bądź na 1-bitowych bitstreamach pierwszej generacji. W międzyczasie wiele się zmieniło w technologii Philipsa. CD 951 może się poszczycić wykorzystaniem dobrze notowanych przetworników CA DAC 7, transporty Philipsa też zawsze były dobrze oceniane. Choć podzespoły holenderskiego koncernu nadal ciszą się powodzeniem, to o odtwarzaczach tej firmy nie mówi się już tak dużo jak w latach osiemdziesiątych.
CD 951 ma wzornictwo charakterystyczne dla całej obecnej gamy Philipsa. Większość przedniej ścianki jest całkiem pusta. Przyciski zgrupowano na wąskim wybrzuszeniu w dolnej części. Jest to szczególnie niewygodne kiedy chcemy uruchomić jakąś funkcję przy otwartej szufladzie. Dopiero po zamknięciu szuflady lub przy korzystaniu z pilota wszystko wraca do normy. CD 951 daje użytkownikowi sporo przeróżnych funkcji. Czas może być pokazywany w trzech trybach. Są różne tryby powtarzania, programowanie, odtwarzanie w losowej kolejności, odtwarzanie początkowych fragmentów. Jest też charakterystyczny dla Philipsa FTS, system wyboru utworów na stałe zpamiętywanych przez odtwarzacz.
Wyświetlacz jest czytelny, można go też wyłączyć. W szczególności dość duże cyfry licznika czasu powinny być łatwo widoczne z dużych odległości. Philips wykorzystał matrycę punkcików, a nie typowe siedmiosegmentowe wyświetlacze do prezentacji cyfr. Można więc wyświetlać również litery i wykorzystano to bardzo obficie. Przy różnych okazjach pojawiają się słowne komunikaty, kiedy są one dłuższe, to przesuwają się na wyświetlaczu. Na przykład kiedy uruchomimy funkcję przeglądania programu, a żaden program nie jest wprowadzony, to przesunie się napis "NO PROGRAM".
Szuflada działa powoli ale za to dość cicho, transport również nie jest przesadnie hałaśliwy ani zbyt wolny.
Poziom na wyjściu analogowym jest regulowany z pilota zdalnego sterowania. Poziom na wyjściu słuchawkowym jest z kolei zmieniany pokrętłem na przedniej ściance. Oprócz tego są też dwa wyjścia cyfrowe: optyczne i koncentryczne.
Opinia 1
Przyznam, że odtwarzacz CD 951 rozczarował mnie. Powodów jest kilka. Wykorzystano przetwornik C/A DAC7 pracujący w trybie różnicowym, transport CDM 9. Cena jest podobna jak urządzeń NAD 512 i Technics 770A. Cóż, szewc często chodzi w porwanych butach. Odsłuch modyfikacji B&S wskazuje, że jakość dźwięku w przypadku CD 951 w znakomitym stopniu zależy od układów analogowych odtwarzacza.
Obraz tworzony przez 951 jest trochę przybrudzony. Przy dynamicznym jazzie pojawiały się oznaki ostrości w wyższych rejestrach. Wysokie tony odebrałem jako suche i nie najlepiej wygładzone. Balans tonalny jest przygaszony, akustyka nagrań również była trochę przyciemniona.
Największy niedosyt wzbudził bas. Walory rytmiczne urządzenia są przeciętne. W nagraniach B.B. Kinga i Diane Schuur uwagę zwraca niezbyt zamaszysta dynamika basu i brak masy w najniższych zakresach. Słyszalne to było na zestawach Point Source 5.1, które nie mają wybudowanego basu w dół. Przy nagraniach rockowych (Nirvana - Bleach) po prostu brakowało mi osadzenia dźwięku na porządnym fundamencie basowym.
Średnica cechuje się dość ograniczoną strukturą harmoniczną. Wyższe rejestry nie były ani soczyste, ani słodkie. Został tu zaprezentowany prosty schemat na barwy. Dźwięki instrumentów były rozrzedzone, zawieszone w pustej przestrzeni.
Przyznaję, że w zasadzie każdą cechę brzmienia przydałoby się w urządzeniu 951 polepszyć. W wielkim skrócie: odtwarzacz 951 ma niesatysfakcjonujący puls na basie i zbyt ubogie barwowo wyższe rejestry. Do tego dochodzi jeszcze nie najlepsza przejrzystość i marginalne oznaki ziarnistości na wysokich tonach. Być może w odsłuchu izolowanym Philips 951 nie zrobiłby takiego wrażenia. Obok jednak miałem okazję posłuchać NAD'a 512 i modyfikacji B&S. W obu przypadkach dźwięk był znacznie bardziej dojrzały.
Cena Philipsa 951 jest teoretycznie bardzo niska. Tylko 1.200 zł za przetworniki DAC7 i napęd CDM9. Technologia na tym poziomie od wytwórni audiofilskiej kosztuje co najmniej dwa razy więcej. Teraz w pełni rozumiem dlaczego Philips wykupił firmę Marantz ... i dlaczego Marantz jest wyraźnie droższy. (MS)
Opinia 2
Trudnym zadaniem okazała się jednoznaczna ocena basu. Porównując notatki KK i moje zauważyłem dość regularnie występującą prawidłowość dotyczącą nie tylko tego odtwarzacza. Moje obserwacje pokrywały się ze spostrzeżeniami Krzysztofa w ciekawy sposób. Ogólna ocena KK korespondowała zwykle z tym co słyszałem przy utworze Victory P.J. Harvey. W nagraniu tym mamy średnio szybki rytm wybijany na stopie i miarowy motyw grany na gitarze basowej. Tempo jest raczej umiarkowane, rozciągnięcie pasma w dół nie jest wyjątkowe, za to potęga brzmienia pokaźna. Przy takim materiale bas Philipsa faktycznie zabrzmiał imponująco, był silny, miarowy, klarowny. Tak samo pozytywne komentarze miał też Krzysztof. Niestety nie pokryło się to z moimi obserwacjami poczynionymi przy odsłuchu innych nagrań. Zwłaszcza kontrabasy z nagrań akustycznych nie zachwyciły. Wbrew wspomnianym sukcesom w odtwarzaniu rocka, ani wyrazistość, ani potęga dołu nie były zbyt imponujące przy pozostałych płytach. To może być zaskakujące, a nawet wygląda na sprzeczność. Biorąc jednak pod uwagę złożony charakter powstawania zjawisk psychoakustycznych można stworzyć hipotezy tłumaczące takie pozornie niespójne wyniki. Podsumowując: moja ocena basu oparta głównie na odsłuchu nagrań akustycznych była bardziej surowa niż ocena KK.
Średnica nie wywołała u nas szczególnie żywych reakcji. Przy odsłuchu rocka trudno będzie chyba zauważyć jakieś szczególne cechy dotyczące barwy. Nie zauważyliśmy przesadnego złagodzenia, chropawo brzmiące nagrania pozostały chropawe. Z drugiej strony CD 951 nie wprowadził męczących uszy wyostrzeń. Przy nagraniach akustycznych brakowało czegoś więcej oprócz równowagi. Nie zauważyłem niczego konkretnego, co można by zarzucić Philipsowi. Jedynie pozostaje ten drobny niedosyt, że czegoś musi być w brzmieniu brak, skoro nie jest ono zbyt sugestywne. KK pochwalił nawet żeńskie wokale w niektórych nagraniach, choć ja osobiście ograniczyłbym się do bardziej umiarkowanej oceny średnicy - bez krytyki i bez pochwał. Taką samą ocenę mogę w zasadzie powtórzyć co do wysokich tonów.
Podobnie jak NAD 512 Philips też wpłynął na lekkie ograniczenie przejrzystości i zmniejszył w stosunku do wyższej klasy odtwarzaczy naturalizm akustyki. Warto też dodać, że nasze notatki na temat Philipsa nie były zbyt długie, nie było w nich specjalnych uwag dotyczących analityczności.
CD 951 okazał się więc urządzeniem dość kontrowersyjnym. Ja skłaniałem się do oceny typu przeciętny średniak, KK do oceny zdecydowanie pozytywnej, nie doszliśmy do wspólnej konkluzji. Gdyby ograniczyć się do prostszego materiału rockowego, to w znacznej mierze zgodziłbym się z pozytywną oceną KK. Choć Krzysztof tego nie potwierdził, przy odsłuchu bardziej skomplikowanego materiału akustycznego zaobserwowałem jednak pewne niedociągnięcia. Z tego należałoby wyciągnąć prosty wniosek, że Philips jest dobry do muzyki rockowej, rap czy techno, a nie nadaje się do jazzu i klasyki. Wstępnie można przyjąć takie założenie. Radziłbym jednak przy dokonywaniu wyboru bardziej skoncentrować się na gustach dźwiękowych niż na gustach muzycznych. Różnice w charakterze między bazową wersją Philipsa a wersją z filtrem B&S są całkiem klarowne. (GS)