Start Pomoc Kontakt Reklama O nas Zaloguj Rejestracja

Witryna hifi.pl wykorzystuje ciasteczka (cookies). Proszę kliknąć aby uzyskać więcej informacji.

Anthem CD1


recenzja pierwotnie opublikowana w Magazynie Hi-Fi 5/97
Wymiary: 480,130,330 mm
Wyjścia: standardowe, koncentryczne, AES/EBU
Cena (10/1997): 1.995 USD
Zestaw testowy 1: YBA Integre, Zoller Design Metropolis Imagination
Zestaw testowy 2: LFD LS0/PA2M, Rogers Studio 7
Testowano w grupie wraz z:

Anthem CD1 należy do urządzeń trochę nietypowych. Jest to bowiem zmieniacz na sześć płyt, a jednocześnie urządzenie stosunkowo drogie, produkowane na rynek audiofilski przez specjalistyczną firmę. Zwykle zmieniacze kojarzą się z rynkiem masowym i niewygórowanymi cenami. Z tego co pamiętam jedyną europejską firmą specjalistyczną produkującą zmieniacze do niedawna był NAD, a od niedawna również Arcam. Ale w obu tych przypadkach chodzi jednak o modele klasy co najwyżej średniej. Zaś po zachodniej stronie Atlantyku zdarzają się przypadki kosztownych zmieniaczy. Czyżby większe pokoje i dodatkowe metry dzielące audiofila od sprzętu były motywem zachęcającym do korzystania ze zmieniaczy? Może Amerykanie i Kanadyjczycy są wygodniejsi i bardziej leniwi?

CD1 dostarczany jest do klienta w postaci nie przygotowanej do pracy. Przed rozpoczęciem użytkowania należy zainstalować lampę 6922 pracującą w stopniu wyjściowym. Zastosowanie lampy ma zapewnić eliminację cyfrowej szorstkości (w oryginale w prospekcie: digital edginess). Instrukcja jest co prawda tylko anglojęzyczna, ale wszystko jest w niej dokładnie opisane, a dodatkowe rysunki jeszcze bardziej ułatwiają wykonanie montażu. W komplecie z odtwarzaczem nabywca dostaje też śrubokręt do zdjęcia obudowy i rękawiczkę do chwytania lampy. Nawet najbardziej antytechniczni użytkownicy poradzą więc sobie na pewno z zainstalowaniem lampy. Lampa 6922 może być zastąpiona ECC88/6DJ8 lub E188C/7308 bez konieczności modyfikacji układu. W egzemplarzu testowym lampa była firmowana przez Sovtek.

CD1 ma możliwość dekodowania sygnału HDCD - korzysta z filtru Pacific Microsonics PMD100. Przetworniki CA to Burr Brown PCM 1702P. Wykorzystano też odbiornik sygnału cyfrowego Crystal CS8412. Wszystko to są układy znane i chętnie stosowane przez firmy audiofilskie.

Gdyby odtwarzacz z HDCD trafił nam do testów rok wcześniej uznałbym to za wyjątkową atrakcję. Teraz jednak patrzę na sprawę inaczej. Rozwój sytuacji na rynku ostudził emocje wokół HDCD i trudno spodziewać się masowego rozpowszechnienia tej techniki, obfitość odtwarzaczy z tym układem nie jest (dla mnie) zbyt silnym argumentem. Układ Pacific Microsonics jest ceniony na rynku z uwagi na dobry filtr cyfrowy, producenci odtwarzaczy CD chętnie stosują ten scalak jako dobry układ do odtwarzania zwykłych płyt bez kodowania HDCD.

Pod względem użytkowym CD1 jest dość typowy. Podstawowe funkcje można zrealizować przyciskami na przedniej ściance (zmiana płyty w zmieniaczu, przeszukiwanie, przeskok do utworu, play/pauza, stop, szuflada i włącznik sieciowy). Bardziej rozbudowany zestaw funkcji jest na pilocie zdalnego sterowania. Numery utworów i płyt można wprowadzać bezpośrednio, klawisze do przeszukiwania i przeskoku są rozdzielone. Oprócz tego są jeszcze trzy tryby powtórzeń, dwa tryby odtwarzania losowego, dwa tryby odtwarzania początkowych fragmentów utworów i możliwość programowania.

Wyjście cyfrowe jest w dwóch postaciach: męski konektor XLR (AES/EBU) oraz Cinch (SPDIF). Z instrukcji obsługi wynika, że wyjście AES/EBU ma odpowiednie parametry elektryczne, natomiast nie wiadomo czy odpowiednio zmieniona w stosunku do SPDIF jest też struktura sygnału - najprawdopodobniej nie jest. Wyjście analogowe jest na dwóch szeroko rozstawionych złoconych gniazdach. Jest też jeszcze gniazdo przyjmujące sygnały zdalnego sterowania. Jeśli CD1 jest poza zasięgiem pilota, to można do tego gniazda podłączyć odpowiednią przedłużkę, która odbierze sygnał z pilota i prześle go do odtwarzacza.

Wzorniczo CD1 jest zintegrowany z recenzowanym przez nas wcześniej wzmacniaczem Integrated 1. Na mnie odtwarzacz ten robi wrażenie urządzenia trochę zbyt zwalistego i topornego, ale solidność budowy jest jednak godna pochwały. 11 kilogramów to sporo jak na odtwarzacz.

Producent podaje sporo danych technicznych. Jitter w paśmie 10Hz do 40 kHz wynosi poniżej 140 ps. Zastosowano 9 stopni stabilizujących napięcie. W paśmie 10 Hz-20kHz charakterystyka przenoszenia mieści się w zakresie +/- 0.25 dB. Odstęp sygnał/szum (waga A) wynosi w tym samym paśmie 110 dB, przesłuch między kanałami jest poniżej 75 dB dla 10 kHz i nie gorszy niż 65 dB w paśmie powyżej. Zniekształcenia harmoniczne mieszczą się poniżej 0.01%, poziom wyjściowy wynosi 2 V.

Producent dość obficie rozpisuje się o swym podejściu do sprzętu. Sporo można dowiedzieć się z prospektu. Sonic Frontiers wydała też książeczkę "A Taste of Tubes". Zawiera ona sporo ciekawych informacji o historii lamp, o ich działaniu i sposobach aplikacji. (GS)

Opinia 1
Podobnie jak prezentowany w ostatnim wydaniu MHF wzmacniacz Integrated 1, odtwarzacz CD1 ma wpisane w brzmienie cechy pozytywne jak też zasługujące moim zdaniem na szczyptę uwag krytycznych. Trudno określić czy charakter brzmienia CD1 wynika bezpośrednio ze specyficznej aplikacji lamp w torze sygnałowym czy ogólnie z konstrukcji układu elektronicznego. W przypadku CD1 mamy zatem ciekawie oddaną barwę i poczucie skali dźwięku, oraz ograniczenia w stymulacji rytmu i prezentacji basu.

CD1 generuje wrażenie dźwięku dużego i energetycznego. Do tego jest dodana imponująca scena dźwiękowa - obszerna i otwarta. W miarę upływu czasu odsłuchu uwagę zaczyna absorbować pewne sztuczne podkreślanie i przybliżanie zakresu średnicy. Przy dwóch utworach jazzowych odniosłem wrażenie wręcz pewnej natarczywości pierwszego planu dźwiękowego. Na mój gust CD1 cechuje się prezentacją bliską i "głośną" - nie jest to moim zdaniem zjawisko pozytywne. Przy innej okazji może też taki bezpośredni dźwięk urzec słuchacza. Maciej słuchając wokali jazzowych zespołu Take 6, opisuje je jako przesunięte do przodu i zbyt mało rozseparowane. Na przestrzeni kilku ostatnich moich odsłuchów oraz obserwacji poczynionych przez Macieja wynika, iż o klasie urządzenia dużo można powiedzieć słuchając nagrania, w którym występuje tylko kilka wokali jazzowych (np. Manhattan Transfer lub wspomniany Take 6).

CD1 niewiele łączy z urządzeniami Naim. Slogan reklamowy "no Naim, no music" jakby nabrał tu szczególnego znaczenia. Zaburzenie poczucia rytmu, złagodzenie aktywności sekcji rytmicznej w dźwięku wytwarzanym przez sprzęt hifi - w moim przypadku dość poważnie filtrują przekaz muzyczny z emocji. Rytm to nie tylko jazda basu, to całość tworzona przez: bas z wysokimi tonami i średnicę. Gdy w nagraniu mamy tylko wokale, rytmiczność urządzenia jest poddawana szczególnie ciężkiemu testowi. Trudno jest rozpędzić muzykę Manhattan Transfer, gdy słuchamy jej na przeciętnym hifi. Oprócz oceny urządzenia w dziedzinie częstotliwości (barwa), ważne też jest zachowanie w dziedzinie czasu (rytm). CD1 Anthem to raczej urządzenia dla klienteli kupującej nagrania audiofilskie w stylu Sara K, Rebecca Pidgeon, gdzie panuje swoisty nastrój "relaksu i ciszy". Osoby gustujące w muzyce pozbawionej rytmicznej impotencji mają prawo czuć się zawiedzeni możliwościami CD1. Ja się do nich zaliczam. Nawet w utworze Chopina (Instrumental Chopin, Grande Valse brillante, Sony Classical 12/94) poczucie napięcia zostało złagodzone na poziomie molekularnym. W balladach jazzowych jazda sekcji rytmicznej przybrała formę szczególnie spokojną. Zaś w rocku (Skunk Anansie i Radiohead) porcje energii były wyzwalane zbyt łagodnie. Wokale rockowe zbliżyły nastrojem się do wspomnianej już Rebecci Pidgeon.

CD1 pomimo, iż próbuje generować dźwięk z rozmachem, wykazuje pewne ograniczenia w prezentacji głośnej dynamiki. Dotyczy to głównie basu. Podczas, gdy średnica jest dość żywa, to najgłośniejsze porcje basu są lekko wyhamowane i spowolnione. Rozumiem, gdy taki efekt ma miejsce na przykład we wzmacniaczu lampowym. Bas jest pozbawiony zwartych krawędzi, jest obszerny i sprawia wrażenie bardzo obecnego w nagraniu. Inne urządzenia oferują bardziej higieniczną prezentację w tej materii.

Do głównych zalet CD1 należy barwa. Brzmienie instrumentów akustycznych w wysokim stopniu jest "analogowe", jest pozbawione cyfrowych ostrości. Wysokie tony, wyższe rejestry średnicy cechują się wysokiej próby gładkością i czystością. CD1 należy tutaj do czołówki testu.

Poczucie akustyki nagrań nie jest zbyt wyraźnie oddane, CD1 pomimo, iż generuje obszerną scenę, nie wypełnia jej do końca powietrzem. W nagraniach klasycznych odnotowałem dobrą głębię, ale też i pewną sterylność, suchość aury otaczającej instrumenty.

Podsumowanie brzmienia CD1 nie jest łatwe. CD1 oferuje posmak wyrafinowanej barwy. Nie potrafi sprostać jednak w 100% moim wymaganiom na rytm, dynamikę. Brakuje mi w dźwięku CD1 zwartości basu, piętrzenia emocji związanych ze zmianami dynamicznymi. Nie oznacza to jednak, iż audiofil ceniący szlachetną barwę nie ma prawa docenić CD1. Dźwięk CD1 jako całość jest interesujący i kompetentny, ale tak jak w przypadku wzmacniacza tej samej marki - nasycony też cechami, które trochę powstrzymują mnie przed rekomendacją. (ms)

Opinia 2
Odtwarzacz CD firmy Anthem jest jednym z tych urządzeń, które opisuje się dość łatwo. Ma on swój charakter, jest to reprezentant określonej szkoły - moim zdaniem reprezentuje tradycje brzmienia lampowego starej daty (o nowoczesnym brzmieniu lampowym pisałem w recenzji Audio Research VT60 w MHF 3-4/97).

Brzmienie CD1 jest spokojne, stonowane. Jak to określił JD, trio jazzowe Freda Herscha wydawało się składać z zaawansowanych wiekiem panów, grających w zadymionym klubie jazzowym. W powietrzu unosił się charakterystyczny klimat. Generalnie barwy na średnicy były złagodzone, odtwarzacz faworyzował przełom średnich i niskich tonów dodając swoistego ciepła. Góra była trochę wycofana. Poczucie obecności talerzy było zbyt słabe, trzeba się było wsłuchiwać aby uchwycić zmiany barwy, blachy miały ciemny charakter, brakowało im blasku, perlistości, metaliczności. Skrzypce i wokale żeńskie także były bardziej ubogie harmonicznie, ograniczenia te nie wpływały znacząco na przyjemność odbioru. Brzmienie cechowało się bowiem gładkością i sporą kulturą.

W ocenach basu pojawiły się pewne rozbieżności. Moim zdaniem nieco zwodnicze jest ocieplenie dźwięku i umiarkowana prezentacja górnego skraju pasma. Stwarza to chwilami złudzenie obfitości basu. Przy uważnym odsłuchu nie odnalazłem jednak prawdziwej potęgi brzmienia niskich rejestrów a tylko ich ocieplenie - czyli wyłącznie cechę barwy. Aspekty takie jak szybkość, kontrola pozostały na średnim poziomie. Nie natknęliśmy się na poważniejsze problemy, ale w tym przedziale cenowym można bez wątpienia spotkać urządzenia o bardziej sprężystym, witalnym, melodyjnym i zwartym basie.

Moje pierwsze wrażenie w trakcie odsłuchu było takie, że CD1 stara się brzmieć majestatycznie a nie zwinnie. JD użył innych sformułowań, ale jak sądzę chodziło nam dokładnie o to samo. Według Jarka ostry i dynamiczny utwór zabrzmiał raczej mrocznie i złowrogo z nieznacznie spowolnionym tempem. CD1 dobrze radził sobie z oddaniem obfitości fragmentów z obfitym basem, choćby niektórych utworów Marcusa Millera czy Victory P.J. Harvey. Dźwięk wydaje się po prostu duży. Mimo wszystko Anthem nie zalicza się do urządzeń o subiektywnie głośnym brzmieniu. Wynika to jak sądzę z charakteru wyższych rejestrów. Zgodnie stwierdziliśmy, że odtwarzacz nie atakuje uszu gwałtownymi transjentami, w dźwięku nie ma dobitnej natychmiastowości ataku. Mimo wszystko, zwłaszcza przy odtwarzaniu źródeł o mniej impulsowym charakterze, jest zachowana niezła doza żywości na średnicy. JD pozytywnie ocenił też oddanie mikro-dynamiki, przekaz gradacji poziomów.

Stereofonia też ma trochę swojego charakteru. Zauważalna jest spora obszerność sceny. Instrumenty są rozłożone z pewnym rozmachem. Akustyka wypełniająca przestrzeń ma trochę ocieplony charakter co tworzy swoisty klimat. Choć całościowo efekt może się wydawać całkiem imponujący to jednak brakowało zdefiniowania kształtu pomieszczeń.

Źródła są pewnie lokalizowane, ale ostrość konturów nie dorównuje Talismanowi. Zwłaszcza źródła na pierwszym planie wydały mi się dość obfite i obszerne.

CD1 to najmniej analityczny z grupy testowanych w tej grupie odtwarzaczy. Zaletą Anthema jest stworzenie poczucia równomierności. Nie ma dominacji jednych źródeł nad drugimi, nie ma akcentu na określony fragment sceny czy fragment pasma. Ale ilość informacji o wokalach czy o fortepianie była w porównaniach z innymi odtwarzaczami ograniczona, śledzenie klawiszy przychodziło z większym trudem. Podobnie szczegóły pracy szczotki na talerzu nie były zbyt precyzyjnie uchwycone.

W podsumowaniu nie będę Państwu nic konkretnego doradzał. Nie będę chwalił CD1 i nie będę go krytykował. Moje prywatne gusta skłaniają się ku innym brzmieniom, ale nie to jest najważniejsze. W tym przypadku chodzi bowiem o ustosunkowanie się do określonej szkoły odtwarzania dźwięku. Piszę tak również dlatego, że widoczne jest zazębienie charakteru CD1 z testowanym wcześniej wzmacniaczem Integrated 1 tej samej firmy. Określenie stanowiska to już indywidualna decyzja, którą każdy musi podjąć sam. Mam tylko nadzieję, że nasz opis pomoże Państwu w tym zadaniu. (GS)

Jeśli mają Państwo uwagi dotyczące tej strony lub zauważyliście na niej błędy, dajcie nam znać.
Kliknięcie na niniejszy link spowoduje uruchomienie w nowym oknie formularza, przy pomocy którego można przekazać uwagi do redakcji.
Copyright © 1991-2017 Magazyn Hi-Fi, Gdynia, Poland
logo hifi.pl