We wzmacniaczach tranzystorowych normą są zniekształcenia na poziomie małych ułamków procenta. Powszechny jest pogląd, że przy tak niskim poziomie zniekształceń harmonicznych trudno znaleźć powiązanie pomiędzy subiektywnie postrzeganą jakością brzmienia a wynikami pomiaru.
Fałszywe byłoby stwierdzenie, że zniekształcenia harmoniczne nie mają w obecnej dobie żadnego znaczenia. Do analizy zniekształceń potrzebne są jednak bardziej skomplikowane pomiary, uwzględniające zarówno możliwe zmiany częstotliwości jak i poziomu sygnału, a także rozkład samych zniekształceń. Takie bardziej szczegółowe dane są nieraz publikowane w testach wykonywanych przez prasę branżową, ale nie są ujęte w powszechnie stosowanych normach. Ponadto do analizy wyników, które dokładniej obrazują naturę zniekształceń potrzebna jest pewna wiedza fachowa.
Podawana w prospektach pojedyncza liczba określająca zawartość harmonicznych (czyli mówiąc obrazowo zawartość pasożytniczych składowych, które powstają jako efekt uboczny zniekształceń nieliniowych) jest mierzona w warunkach, które mają mały związek z warunkami pracy wzmacniacza sterującego kolumny sygnałem muzycznym i jest przez to mało użyteczna jako miernik jakości sprzętu. W praktyce amatorskiej porównywanie wartości THD poszczególnych wzmacniaczy jest mało przydatne, przynajmniej dopóki wielkość zniekształceń nie odbiega w zasadniczy sposób od przeciętnej.