Start Pomoc Kontakt Reklama O nas Zaloguj Rejestracja

Witryna hifi.pl wykorzystuje ciasteczka (cookies). Proszę kliknąć aby uzyskać więcej informacji.

Dwa lata później...

luty 1999

W połowie 1996 roku pokusiłem się o kilka prognoz dotyczących HDCD, DVD, DCC, MD i CD-R. Minęły dwa lata z małym okładem i już można zweryfikować część ówczesnych spekulacji i ocen. Czyż czas nie płynie szybko?

W 1996 roku DCC jeszcze było obecne na rynku, ale powszechnie uważano cyfrową kasetę za porażkę, prognozowanie nie było więc zbyt trudne. Teraz można tylko potwierdzić ówczesną diagnozę. Cud nie nastąpił - DCC się nie odrodziło, ale definitywnie upadło i dołączyło do długiej listy przegranych standardów. Ciekaw jestem ile urządzeń tego standardu uchowało się na sklepowych półkach czy też w odległych kątach hurtowych magazynów.

Sytuacja MD jest bardziej skomplikowana - krótko mówiąc nadal nie jest wyjaśniona. Nie jest to jednak nic zaskakującego - ten stan rzeczy jest zgodny z moimi oczekiwaniami sprzed 2 lat. Oferta urządzeń nadal się powiększa, są one dostępne na sklepowych półkach w sporym wyborze, a firmowe publikacje roztaczają optymistyczne wizje. W komunikatach prasowych podkreśla się skalę osiągniętych sukcesów. Krajowi handlowcy reprezentujący duże firmy japońskie optymistycznie wypowiadali się w ostatnich miesiącach o dynamice wzrostu MD, zarówno w Polsce jak i w Europie. Należało więc zerknąć do statystyk. Udało mi się odnaleźć obliczoną na początku 1998 roku wielkość sprzedaży globalnej za rok 1997 (w komunikacie prasowym Sony). Wynik równy 6 milionów urządzeń nie jest zły, ale komunikat prasowy utrzymano chyba w nazbyt entuzjastycznym tonie. Jest to jednak kilkanaście procent mniej od 7 milionów zapowiadanych w prognozach Sony z 1996 roku. Przypomnę jednak swoje spekulacje sprzed dwóch lat - twierdziłem wówczas, że w 1997 roku MD nie będzie jeszcze miał dostatecznie silnej konkurencji ze strony innych cyfrowych mediów nagrywalnych by został poddany prawdziwej próbie rynku. Teraz jest już konkurent w postaci CD-R. I myślę, że ta rynkowa próba jest właśnie w toku. Statystyki za lata 1998/99 najprawdopodobniej sporo wyjaśnią. Z niecierpliwością będę czekał na dane statystyczne o wielkości sprzedaży w kolejnych dwóch latach. Kiedy tylko uda mi się zebrać odpowiednie dane, postaram się je Państwu przedstawić.

Żeby spełnić pierwotne prognozy co do tempa rozpowszechniania MD należałoby utrzymywać nadal bardzo wysoką dynamikę wzrostu na poziomie co najmniej 70% rocznie, co pozwoliłoby na osiągnięcie zapowiadanych 30 milionów urządzeń w roku 2000. Wzrost na poziomie 20% czy nawet 40% rocznie byłby właściwie porażką. Nawet jeśli sprzedaż MD osiągnie 30 milionów urządzeń w roku 2000, standard ten nie stanie się zamiennikiem poczciwej kasety magnetofonowej, która będzie nadal wielokrotnie bardziej rozpowszechniona!

Ze wszystkich moich ówczesnych prognoz jedną uważałem za szczególnie ważną i byłem jej najbardziej pewny. I zarazem właśnie w tą prognozę wszyscy najmniej wówczas wierzyli. Nie chodzi o to, że moja opinia była kwestionowana, ale o to, że była ignorowana. Kiedy poruszałem w 1996 roku temat CD-R, zdawało się, że jestem jedyną zainteresowaną nim osobą. Przewidywałem eksplozję popularności CD-R i stała się ona faktem. Nawiasem mówiąc wcale nie dzięki nagrywarkom domowym Pioneera czy Philipsa, a dzięki urządzeniom komputerowym - przynajmniej w pierwszym etapie. Pod pewnymi względami rzeczywistość nawet przerosła moje oczekiwania. Nagrywarki CD-R są jeszcze tańsze niż się można było spodziewać, tańsze są też płyty. W pewnych środowiskach przegrywanie kompaktów (oczywiście chodzi mi wyłącznie o audio) na CD-R jest już popularniejsze niż kupowanie płyt CD w sklepach! Co istotne na przyszłość, co może też przyprawić o ból głowy właścicieli firm fonograficznych, zjawiska te są najpopularniejsze wśród ludzi młodych. Czasami nawet pirackie płyty produkowane w Bułgarii i w Azji już nie wytrzymują konkurencji z indywidualnie wykonywanymi kopiami na CD-R!

Interesującym fenomenem jest wejście na rynek Philipsa z domowymi rejestratorami CD-R. Ogromna kampania reklamowa, która jest prowadzona na skalę międzynarodową wywiera spore wrażenie. Można by pomyśleć, że CD-R jest najbardziej modnym artykułem elektronicznym ostatnich miesięcy. Nie udało mi się jeszcze zdobyć informacji na temat wielkości sprzedaży tych urządzeń. Sposób promocji stosowany przez Philipsa dość dobitnie świadczy o dążeniu do zdobycia rynku masowego. Reklamy pojawiają się przede wszystkim w telewizji, a nie w specjalistycznej prasie.

Nie tylko MiniDisc zderzy się z nową sytuacją rynkową, nadejdą też nowe czasy dla przemysłu fonograficznego, choć oczywiście nie stanie się to z dnia na dzień. W miarę jak nagrywarki (zarówno te komputerowe jak i te przeznaczone do zapisu audio proponowane przez Pioneera i Philipsa) zaczną zyskiwać większą popularność wśród użytkowników domowych, sprzedaż płyt CD po 50 zł (lub 30 DM, czy 12 funtów) za sztukę może się stać problematyczna. Bardzo dużego znaczenia nabiera też sprawa rozpowszechniania skompresowanych nagrań przez Internet i inne media komputerowe, ale to temat na inny artykuł. Spodziewam się, że niebawem przemysł fonograficzny zacznie wchodzić w nową fazę swego rozwoju - obecna struktury cen i ich kalkulacji staną się zapewne anachronizmem.

Nawet jeśli za rok lub dwa ze strony przemysłu fonograficznego usłyszymy alarmistyczne wypowiedzi, to z punktu widzenia odbiorcy muzyki nie widzę w tym nic niepokojącego. Prostą metodą uzdrowienia fonografii jest urealnienie cen, przed czym wydawcy płyt będą się wzbraniać jak długo się tylko da. Oczywiście jeśli to się w końcu stanie nikt (z grona wydawców fonogramów) nie będzie się zbyt chętnie przyznawał, że ceny spadły. Za to częściej pojawiać się będą różnorakie promocje, nowe płyty przez krótszy czas będą się utrzymywały jako pozycje "full price" i coraz szybciej będą przenoszone do katalogów "mid price". W ten oto sposób monopolistyczny kapitalizm znajduje swą wspólną cechę z realnym socjalizmem i używa swoistej nowomowy aby nie nazywać rzeczy po imieniu - niczym w proroczej książce Orwella. Ironia losu? Bez wątpienia tak.

Szefostwo Pacific Microsonics nie czyta pewnie MHF, ale w końcu firma zrewidowała swoją strategię działania zgodnie z moimi oczekiwaniami. W 1996 roku bardzo krytycznie oceniałem politykę licencyjną HDCD - jedyną formą implementacji tego rozwiązania był wówczas zakup układu scalonego Pacific Microsonics. Układ ten był skądinąd powszechnie chwalony za swój filtr cyfrowy i osiągalny w "niewygórowanej cenie" (słowa producenta kupującego PMD100 do swego odtwarzacza), ale to jednak zbyt mało dla masowej popularyzacji. Na szczęście rozpoczęto sprzedaż licencji na produkcję dekoderów HDCD i w najbliższych miesiącach sytuacja ta może ulec znaczącej zmianie. Powstaje jednak pytanie, czy nie stało się to za późno. W tej chwili nadal niewiadomą pozostaje przyszłość DVD-Audio. Im bardziej opóźniać się będzie popularyzacja gęstszych nośników, tym bardziej rozpowszechni się HDCD. Nie można też zignorować dostępnej już możliwości zapisu z częstotliwością 96 kHz i z rozdzielczością 24 bity na zwykłych płytach DVD-Video - już to może w przyszłości być wystarczające dla spowodowania pewnych zmian na rynku i oczywiście może przeszkodzić popularyzacji HDCD.

No i wreszcie doszliśmy do DVD. Minęło mnóstwo czasu i wciąż nie wiadomo jak będzie wyglądał nowy standard zapisu audio na płytach DVD. Co prawda w ramach już funkcjonującego na rynku standardu video (który sprzedaje się w Stanach bardzo dobrze) jest opcja zapisu dwóch kanałów audio z częstotliwością próbkowania 96 kHz i rozdzielczością 24 bitów, ale głównym obiektem audiofilskich zainteresowań są jednak płyty przeznaczone wyłącznie dla zapisu dźwiękowego. Sytuacja nie tylko nie wyjaśniła się, ale wręcz uległa zagmatwaniu. Sony i Philips wystąpiły z konkurencyjną względem DVD-Audio propozycją Super Audio CD (skr. SACD, szczegóły w poprzednim numerze - "DVD Audio kontra Super Audio CD"). Na The Hi-Fi Show w Londynie starałem się zebrać opinie na ten temat. Jednoznaczne wnioski się z tych rozmów nie wyłoniły. Niewykluczone jest jeszcze osiągnięcie porozumienia i wprowadzenie jednego standardu. Nawet jeśli do porozumienia nie dojdzie, to można się spodziewać, że DVD-Audio i SACD jednak wejdą w 1999 roku na rynek.

Choć we wszelkich materiałach poszczególne firmy podkreślają głównie zalety techniczne, to jednak nie o to toczy się prawdziwy spór, bo zaproponowane rozwiązania można połączyć w ramach jednego standardu. Według komentatorów chodzi o pieniądze ze sprzedaży praw licencyjnych. Jako główni twórcy starego standardu CD, Sony i Philips bardzo dobrze zarabiają na tym medium. Gdyby udało się im przeforsować SACD, ta sytuacja byłaby nadal zachowana, jeśli chodzi o sprzedaż licencji z grubsza zachowano by status quo. Natomiast przyjęcie DVD-Audio oznacza zerwanie z dotychczasowym monopolem licencyjnym. Dodatkowym argumentem świadczącym o politycznych motywach działalności Sony i Philipsa jest odrzucenie propozycji włączenia DSD (format stosowany w SACD) do specyfikacji DVD-Audio jako jednej z opcji zapisu sygnału. Można więc przyjąć, że powodem całego zamieszania jest właśnie próba utrzymania przez Sony i Philipsa korzystnej dla tych firm sytuacji.

Prognozując rozwój wydarzeń należy więc skupić się na ocenie siły poparcia dla poszczególnych rozwiązań, a nie na ocenie ich wartości technicznej. Jak widać ilość firm zainteresowanych wprowadzeniem DVD-Audio jest jednak większa niż SACD. Dotyczy to zarówno producentów sprzętu jak i producentów nagrań. Philips (poprzez Polygram) i Sony kontrolowały około jednej czwartej rynku nagrań, co się jednak się zmieniło, ze względu na sprzedaż Polygramu. Na rynku sprzętowym DVD-Audio też zdaje się mieć wyraźną przewagę.

Zwrócono mi uwagę na jeden ciekawy aspekt aktualnej sytuacji. Philips i Sony, jako członkowie WG-4, pozostawiają sobie wygodną furtkę do wycofania z obecnej propozycji SACD. Jeszcze inna opinia jaką usłyszałem głosi, że Sony może podjąć próbę inauguracji SACD nawet bez Philipsa.

W mojej ocenie czas działa na korzyść DVD-Audio. DVD zaczyna zyskiwać popularność na rynku video i rynku komputerowym. Jeśli te trzy literki zakodują się w świadomości klientów budząc pozytywne skojarzenia, to DVD-Audio będzie miało na starcie nie tylko większe poparcie przemysłu, ale jeszcze dużą przewagę marketingową nad SACD.

Zresztą rozważania te mogą mieć małe znaczenie jeśli faktycznie dojdzie do otwartej wojny standardów. W takiej sytuacji nikt rozsądny nie zainwestuje w nowe medium o niepewnej przyszłości. Bardziej będzie się opłacało spokojnie czekać kupując nadal konwencjonalne płyty CD, które dla przytłaczającej większości klientów są w pełni satysfakcjonujące pod względem jakościowym.

Z zapisywalnymi wersjami DVD zamieszanie jest tak duże, że oprócz spokojnego wyczekiwania na rozwój wydarzeń nic innego nie pozostaje. Standaryzacja samego nośnika tak czy tak raczej dokona się na rynku komputerowym. O aplikacjach audio pewnie przyjdzie nam myśleć później.

Jak widać z tego co napisałem powyżej, już niebawem będzie doskonały temat na kolejny felieton. Wystarczy tylko poczekać kilka miesięcy na nowe statystyki i nowe posunięcia firm. (GS)

Jeśli mają Państwo uwagi dotyczące tej strony lub zauważyliście na niej błędy, dajcie nam znać.
Kliknięcie na niniejszy link spowoduje uruchomienie w nowym oknie formularza, przy pomocy którego można przekazać uwagi do redakcji.
Copyright © 1991-2017 Magazyn Hi-Fi, Gdynia, Poland
logo hifi.pl