Start Pomoc Kontakt Reklama O nas Zaloguj Rejestracja

Witryna hifi.pl wykorzystuje ciasteczka (cookies). Proszę kliknąć aby uzyskać więcej informacji.

Mitologia audio

Pierwsza publikacja: Magazyn Hi-Fi 4-5/96

Mity dotyczące sprzętu audio - jak jakieś żywe stworzenia - zdają się mieć swoje losy. Rozkwitają, a potem przygasają. Niektóre po okresie małej popularności odżywają ponownie, niektóre giną zupełnie, a na ich miejsce pojawiają się nowe. Kilka lat temu, kiedy zaczynaliśmy wydawać MHF, duże firmy japońskie były powszechnie uważane za synonim nowoczesności. Teraz wielu klientów okrzyknęło te same firmy mianem producentów masowej tandety. Mniej się już słyszy o bezsensownych regułach dobierania mocy kolumn i wzmacniacza, ale oczywiście nie brak wielu innych pseudo technicznych dziwactw. Tak właśnie toczy się życie mitów.

Wydając MHF przez pewien czas ulegałem złudzeniu, że jeśli dokładnie omówimy jakiś temat, to na dłuższy czas będziemy mieli z nim spokój. Liczyłem, że wyjaśnienie jakiegoś zagadnienia poparte logicznym wywodem, bazujące na sprawdzonych podstawach teoretycznych i potwierdzone praktycznie z miejsca przerwie żywot fałszywych teorii. Okazuje się jednak, że zwalczanie audiofilskich mitów nie jest tak proste jak bym sobie tego życzył. Jakkolwiek wyczerpujący nie byłby prasowy artykuł, to nie zagwarantuje on sukcesu. Zawsze będzie wiele osób, które go po prostu nie przeczytają. Znajdą się i tacy, którzy przeczytają pobieżnie i zrozumieją opatrznie. Będą i tacy, którzy wbrew potwierdzonym faktom nadal krzewić będą mity, bo w tym leży ich interes, lub nic innego nie potrafią. Zwalczanie mitów trzeba raczej prowadzić rutynowo, nie wahać się przed powtarzaniem tych samych porad. Jak uczy doświadczenie, mity nie poddają się łatwo. Tak więc postaram się trochę powalczyć z kilkom z nich.

Najlepszy sprzęt na świecie

Przygotowaliśmy już w Magazynie Hi-Fi około 300 recenzji. Wśród testowanych modeli znalazły się i takie, które w innych krajach zdobyły prestiżowe nagrody, miały entuzjastyczne poparcie. Był odtwarzacz nazwany odtwarzaczem dekady, były więcej niż jedne kolumny roku, był wzmacniacz roku. Była też masa modeli, które otrzymały pośledniejsze wyróżnienia: redakcyjne znaki jakości, maksymalne ilości gwiazdek czy rekordowo duże ilości punktów. Wynika z tego, że nie jesteśmy na uboczu, nie jesteśmy zaściankiem, mamy kontakt z tym, co stanowi czołówkę na rynkach zachodnioeuropejskich. Większość dystrybutorów - dla zmniejszenia ryzyka negatywnej recenzji - lubi przekazywać do testów modele, które już zdobyły jakąś pozytywną ocenę gdzie indziej. Ze swojej strony nie protestujemy przeciw takim zwyczajom, bo w ten sposób, dzięki wstępnej selekcji wykonanej przez dystrybutorów, mamy okazję prezentować ciekawsze modele, co powinno zadowalać czytelników.

Mimo przesłuchania takiej masy sprzętu, ani razu nie miałem w czasie tych setek testów wrażenia, że słuchałem produktu przełomowego, niezwykłego, czy po prostu deklasującego konkurencję ze swojego przedziału cenowego. Rewelacyjne konstrukcje zdarzają się naprawdę rzadko, a w ostatnich latach chyba coraz rzadziej. Całe to zamieszanie związane z super atrakcyjnymi modelami to głównie reklama, zarówno producentów jak i mniej poważnych czasopism. Gdyby choć połowa publikowanych rewelacji była prawdą, to już dawno w naszych pokojach odsłuchowych mielibyśmy skopiowaną jakość prawdziwego koncertu. Gdyby dźwięk współczesnego odtwarzacza CD średniej klasy o dobrej opinii wziąć za punkt odniesienia, a potem drogą kolejnych kroków pogarszać jego brzmienie uwzględniając wszystkie "udoskonalenia" i "przełomy" obwieszczone przez prasę, to dyskofony z 1983 roku musiałyby prezentować poziom gramofonu Bambino. Gdzie się podział zdrowy rozsądek czytelników bez wahania połykających te wszystkie rewelacje?

Porównując modele aktualne z tymi sprzed roku czy dwóch osobiście widzę jedynie drobne poprawki. Nawet w szybko ewoluujących odtwarzaczach CD trzeba wybrać modele oddzielone przedziałem czasowym rzędu 4 do 5 lat by postęp jakości dźwięku stał się wyraźnie zauważalny. Nawiasem mówiąc, kiedy używam określenia "wyraźnie zauważalny" to nie oznacza ono tego samego co "duży w kategoriach bezwzględnych". Postępy w jakości brzmienia sprzętu elektronicznego są w skali bezwzględnej niewielkie.

Choć jesteśmy nieustannie bombardowani doniesieniami o fantastycznych, przełomowych konstrukcjach, to rzeczywistość jest mniej ekscytująca. Jeśli zbierzemy te wszystkie informacje razem, to po prostu okaże się, że na rynku jest pewna czołówka, grupa sprzętu plasującego się powyżej średniej. Być może co dziesiąty, a może tylko co setny z tych wstępnie wyselekcjonowanych modeli jest w rzeczywistości urządzeniem na tyle wybitnym by przesunąć poziom jakościowy w swej klasie cenowej.

Super firmy

Jest też mania super firm. Nieraz można usłyszeć o tym, że firma X jest absolutnie fantastyczna i żadna inna (absolutnie żadna) nie jest w stanie zaoferować porównywalnej jakości za tą samą cenę. Wszystkie inne firmy są zaś (w opinii zwolennika firmy X) przereklamowane, lub wręcz słabe. Z oczywistych względów nie wymienię tu żadnych nazw. Zabawne są też uzasadnienia takich skrajnych poglądów. Swego czasu rozmawiałem z takim zapalonym zwolennikiem pewnej marki kolumn. Rozmówca nie był zwykłym amatorem, miał sporą wiedzę techniczną z dziedziny elektroniki i wyższość preferowanych przez siebie kolumn uzasadnił tym, że mają one wyrównywaną impedancję. Odpowiedziałem, że pamiętam inne firmy stosujące takie samo rozwiązanie. Spytałem też, czy z tego względu ich kolumny są równie dobre. Odpowiedzi nie otrzymałem. W tej chwili mógłbym jeszcze powiedzieć, że jeden z amerykańskich dealerów sprzedających głośniki dla konstruktorów-amatorów, wykonuje za opłatą kilkudziesięciu dolarów projekty zwrotnic. Za opcję wyrównania impedancji dolicza do kosztów całego projektu 5 (słownie: pięć) dolarów.

Zaufanie klientów do firmy opiera się często na zbiorze niezbyt precyzyjnie określonych kryteriów. W grę wchodzi pozytywne doświadczenie z produktem, ilość pozytywnych recenzji, kraj pochodzenia, zgodność firmowej filozofii z przekonaniami klienta, dopasowanie szaty wzorniczej do gustu konkretnej osoby i zapewne wiele innych czynników.

Czy są to wystarczające przesłanki by zaufać marce? Przedstawię swoje własne podejście. Przyznaję, że są firmy, które darzę sporym zaufaniem, tak dużym by wpłynęło to decyzję o zakupie sprzętu. Jeśli znajdziemy konstruktora mającego za sobą co najmniej kilka lat udanej kariery zawodowej, szereg dobrych konstrukcji na koncie, jeśli uniknął on poważniejszych wpadek w postaci nieudanych modeli to można zakładać, że udowodnił już swój talent. I tu jest pierwsza sprawa o kardynalnym znaczeniu: moje zaufanie odnosi się wyłącznie do konkretnych ludzi. Nazwa nie jest dla mnie niczym magicznym. Zaufanie jest więc zawsze związane ze znajomością kulis, muszę wiedzieć jacy ludzie stoją za określonymi konstrukcjami by wyrobić sobie jakąś opinię. Muszę wiedzieć, że nie tylko marka jest ta sama, ale że ci sami ludzie nadal za nią stoją. Siłą rzeczy trudno mi mówić o zaufaniu do firm, gdzie autorzy produktów pozostają anonimowi.

Poznanie ludzi może służyć zrozumieniu ich produktów. Weźmy choćby Petera Qvortrupa (Audio Note) czy Dicka Shahiniana (Shahinian). Najlepiej byłoby, gdyby każdy potencjalny nabywca miał okazję poznać tych panów przed ewentualnym zakupem ich produktów.

Wniosek z tego jest dość prosty. Przeciętny nabywca sprzętu hi-fi po prostu nie ma zwykle dość danych by obdarzyć firmę zaufaniem, bo nie zna kulis jej pracy. Zalecam bardzo daleko idącą ostrożność.

Magiczne rozwiązania

Zjawiskiem pokrewnym do faworyzowania określonych firm jest też szczególne faworyzowanie określonych rozwiązań technicznych. Nie ma prostej recepty na wyprodukowanie dobrego sprzętu, gdyby była, to stosowali by ją wszyscy. Może się Państwu nie spodoba krytyka z mojej strony, ale muszę Wam wytknąć brak pokory i samokrytycyzmu. Na jakiej podstawie sądzicie, że jesteście w stanie ocenić kompetencję i wiedzę ludzi znających się na rzeczy nieporównanie lepiej od Was? Ile macie za sobą lat studiów, ile samodzielnych konstrukcji macie na swoim koncie? Co upoważnia Was by autorytatywnie decydować, które rozwiązania techniczne są najlepsze, a które dyskwalifikują jakiś produkt? Skąd wiecie, że grają tylko mosfety (lampy, tranzystory bipolarne) i głośniki z membranami polipropylenowymi (metalowymi, papierowymi, kevlarowymi)? Czy rzeczywiście tylko zwrotnice pierwszego rzędu, albo tylko zwrotnice Linkwitza-Riley'a?

Drukujemy serię wywiadów z wybitnymi projektantami sprzętu audio. Na naszych łamach swoje poglądy przedstawili konstruktorzy ze ścisłej światowej czołówki. Po prostu nie ma możliwości znalezienia rozmówców bardziej fachowych i kompetentnych. Chyba nietrudno zauważyć, że każdy z nich w swej pracy nadal poszukuje odpowiedzi na nowe pytania. Nikt nie potrafi zrobić wspaniale brzmiącego produktu na podstawie prostych specyfikacji technicznych. Jeśli jakaś kwestia jest rozwiązana prosto i jednoznacznie to wszyscy stosują się do tego rozwiązania.

Co rusz spotykam się z różnymi "odkrywczymi" stwierdzeniami. A to że zwrotnice trzeciego rzędu są niedobre, a to że złe są metalowe membrany, że klasa AB jest zła, itd. itp. Co gorsza, niekompetentne wypowiedzi głosi się nieraz stanowczym tonem w sklepach i na łamach specjalistycznej prasy.

Moja porada jest prosta - nie wierzcie mitom. Mit jest pokusą. Opisuje wszystko w sposób bardzo prosty i jednoznaczny. W skrótowej formie tłumaczy złożone zjawiska. Niestety mit nie daje prawdziwej wiedzy a tylko złudzenie jej posiadania. (GS)

Jeśli mają Państwo uwagi dotyczące tej strony lub zauważyliście na niej błędy, dajcie nam znać.
Kliknięcie na niniejszy link spowoduje uruchomienie w nowym oknie formularza, przy pomocy którego można przekazać uwagi do redakcji.
Copyright © 1991-2017 Magazyn Hi-Fi, Gdynia, Poland
logo hifi.pl