Start Pomoc Kontakt Reklama O nas Zaloguj Rejestracja

Witryna hifi.pl wykorzystuje ciasteczka (cookies). Proszę kliknąć aby uzyskać więcej informacji.

Joachim Gerhard - wywiad


Wywiad przeprowadzono w 1996 roku we Frankfurcie. Joachim Gerhard jest szefem i założycielem niemieckiej firmy Audio Physic.
Rozmówcy: JG - Joachim Gerhard, AP - Allen Perkins, GS - Grzegorz Swiniarski
GS: Na początek proszę o przybliżenie swojej firmy Audio Physic. Chyba nadal nie jest ona znana w Polsce. Jak się Pan zainteresował hi-fi i jak rozpoczęła się Pana działalność zawodowa.

JG: W zasadzie zaczęło się od muzyki. Zawsze słuchałem muzyki, nawet jako dziecko. Mając około 11-12 lat zacząłem się bardziej interesować techniką w ogóle. Budowaliśmy nasze własne odbiorniki radiowe, słuchaliśmy słuchawek, budowaliśmy kolumny rozbierając telewizory i temu podobne rzeczy. W tym czasie nie miałem pieniędzy. Zajęliśmy się też dyskotekami, systemami do nagłośnienia. W wieku 16-17 lat miałem już swego rodzaju interes, bo wtedy typowe sklepy hi-fi nie istniały, przynajmniej w wiejskich regionach z jakich pochodzę. Wielu ludzi przychodziło do mnie do domu i słuchało mojego systemu. Często mówili, że chcieliby mieć coś takiego. Pytali gdzie to można kupić, a ja na to odpowiadałem, że nigdzie, bo sam to zbudowałem. Wcześnie zorientowałem się, że jest zapotrzebowanie na muzykę wysokiej jakości. Wtedy zacząłem sprzedawać kolumny pracując w domu. W wieku 18 lat zbudowałem już około 200 par.

GS: To całkiem sporo, jak na półprofesjonalistę działającego w domu.
JG: W tym czasie ludzie szaleli za muzyką. Był to koniec lat sześćdziesiątych i początek siedemdziesiątych. Był Woodstock i wiele innych rzeczy tego typu. Wtedy pierwszym pragnieniem było posiadanie systemu hi-fi. Były to czasy wielkiego entuzjazmu. Teraz jest inaczej.

Ponieważ miałem te doświadczenia, bardzo wcześnie zdecydowałem się by wyjść w hi-fi zawodowo. Hi-end w owych czasach jeszcze nie istniał. Czytywaliśmy czasopisma amerykańskie. Byłem bardzo zainspirowany tym co robił Harry Pearson w Absolute Sound. To był pierwszy człowiek, który mówił o scenie dźwiękowej, a ja doświadczyłem już tego wcześniej w domu. Każda kolumna brzmiała inaczej, a w wieku 18 lat miałem już na koncie ponad dwieście różnych konstrukcji. Klienci płacili z góry, kupowałem głośniki i mogłem robić szalone rzeczy, bo nikt w zasadzie nie robił porównań, ufali mi (śmiech). To była wspaniała okazja by się wiele nauczyć o produkcji obudów i konstrukcji głośników. Budowaliśmy tuby, linie transmisyjne, elektrostaty. Miałem bardzo duże doświadczenie praktyczne. Zdecydowałem się zostać inżynierem. Matka mówiła mi bym zrobił coś przyzwoicie, a więc studiowałem.

GS: Czyli co nieco zawdzięczamy Pana matce?
JG: W pewnym sensie tak (śmiech). Ale szybko się zorientowałem, że to nie odpowiadało w 100% mojemu zawodowi. Byłem też bardzo zainteresowany muzyką i sztuką. Po studiach zająłem się stolarstwem, a potem znowu poszedłem na uniwersytet by studiować projektowanie mebli i wystawianie sztuki. Z zawodu jestem więc projektantem mebli (śmiech). Mam szerokie podstawy, techniczne ale również w dziedzinie sztuki.

GS: Kiedy oficjalnie powstała marka Audio Physic?
JG: W 1985 roku. Przedtem miałem sklep hi-fi i galerię sztuki. Po zakończeniu studiów założyłem sklep, mieliśmy pokój odsłuchowy (single speaker demonstration) nie wiedząc, że Linn robił coś takiego. Mieliśmy dom z trzema pokojami. Nie byłem jednak zbyt zadowolony z kolumn, które kupowaliśmy i zacząłem dokonywać ich modyfikacji. W tym czasie popularne były ProAc Tablette. Rozebraliśmy je i zmodyfikowaliśmy. Niemiecki importer przyjechał i były zaskoczony, powiedział, że nigdy nie słyszał by grały one tak dobrze. Odpowiedziałem, że zmodyfikowałem te kolumny. Modyfikacja wróciła do Anglii i rok później mieliśmy Super Tablette. Był to w zasadzie mój pomysł. Byłem dość znany dzięki tej modyfikacji Tablette. Wcześnie zdałem sobie sprawę, że moglibyśmy robić coś sami lepiej i w 1985 roku powstał pierwszy zestaw. Był to więc rezultat istnienia sklepu.

GS: Jaki był ten pierwszy model?
JG: Nazywał się Tempo.

GS: Czyli model, który nadal jest w ofercie.
JG: To jest nasz klasyk, poprawiamy go od wielu lat. Tempo otrzymało bardzo dobrą ocenę w Das Ohr. Było to znane niemieckie czasopismo. Mieliśmy fantastyczną recenzję. Tempo były porównane z kolumnami Apogee kosztującymi 10 razy więcej, a miały nawet więcej pozytywów: lepszą scenę, mniejsze podbarwienia, lepszą ostrość lokalizacji. Bardzo szybko zdobyliśmy może 5-10 dealerów. Ale od 1985 do 1989 roku firma rozwijała się wolno, bo nie chcieliśmy pożyczać pieniędzy, opieraliśmy się na własnych środkach. W tym czasie przeprowadziliśmy się w rejon Frankfurtu, pracowałem też w firmie high-tech. Dotyczyło to wytrawiania plazmą, wykonywaliśmy układy zasilania dla komór próżniowych. Wykonywaliśmy powlekanie obiektywów, różne powierzchnie high-tech, cienko i grubowarstwowe. Audio Physic zajmowałem się w czasie wolnym. W 1989 sukces był na tyle duży, że musieliśmy się przeprowadzić i w tym roku powstała nasza pierwsza fabryka. Od tego czasu w 100% zajmuję się tylko tą pracą i niczym innym. Wzrost był bardzo powolny, ale potem sukces przyszedł bardzo szybko. Zwłaszcza kiedy wprowadziliśmy większe modele, Virgo i Avanti. Miały one naprawdę dobrą prasę w Niemczech, w niektórych testach uznano je za najlepsze kolumny jakie napotkali recenzenci. Od 1989 do 1991 roku rozwijaliśmy się bardzo szybko. W 1991, 1992 rozpoczęła się w Niemczech recesja. Nie mieliśmy jej w 1991 ze względu na zjednoczenie, co bardzo ożywiło interesy. Ale kiedy od 1991 zaczęło być ciężej zaczęliśmy się interesować eksportem. W 1991 spotkałem mojego amerykańskiego i japońskiego importera. Nadal są to nasze główne rynki: Stany, Niemcy i Japonia. Sukces hi-endu jest bezpośrednio zależny od kondycji społeczeństwa. Na czwartym miejscu jest Norwegia. W zeszłym roku mieli oni wzrost gospodarczy 14%. Gospodarka i hi-end są ze sobą bardzo związane. Jest to luksusowy interes. Eksportujemy do 14 krajów: Anglia, Szwajcaria, Austria, Tajwan, Korea, Malezja, Hong-Kong, Singapur, Chiny. Ale największe powodzenia osiągnęliśmy tam gdzie są duże gospodarki. Jest to też przyczyna, dla której w ostatnich latach poprawiliśmy nasz wizerunek. W najbardziej wpływowych czasopismach osiągnęliśmy najwyższe uznanie.

GS: Teraz chciałbym przejść już do samych kolumn. Jednym z wyróżników Audio Physic jest procedura ustawiania kolumn.
JG: Jak już mówiłem jesteśmy audiofilami, takie są nasze podstawy. Zawsze zajmowaliśmy się ustawianiem kolumn. Nie wiedząc nawet o tym odkryliśmy sposób na uzyskanie trójwymiarowej sceny. Nie koncentrowałem się aż tak bardzo na równowadze tonalnej. Zawsze uważałem, że nie jest to aż tak istotne. Koncentrowałem się na tym by głośniki "znikały" i by słyszeć prawdziwego, grającego wykonawcę. Na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych wiele eksperymentowaliśmy. Odkryliśmy tą metodę. Ku mojemu zaskoczeniu, później, kiedy przeprowadziliśmy bardziej naukowe badania, znaleźliśmy znakomitą zgodność tego co robiliśmy praktycznie z pomiarami. Zaczęło się od eksperymentów, a potem pojawiły się naukowe wyjaśnienia. Dwa lata temu miałem wizytę profesora Hawksforda z uniwersytetu w Essex, posłuchał on tego w moim domu i stwierdził, że to jest szokujące. Realizm, namacalność brzmienia. Podłączone były kolumny Step. Spytał jak ustawiłem system i wyjaśniałem jak to było zrobione, powiedział, że trzeba by wykonać bardziej naukowe badania. Zaczęliśmy badać co właściwie zrobiliśmy. Teraz przygotowałem artykuł na konwencję AES w Kopenhadze. Dowody są już tak mocne, że to co zrobiliśmy daje się uzasadnić naukowo [omówienie artykułu zaprezentowanego na konwencji AES zamieszczamy dalej].

Różnica jest bardzo prosta. Większość ustawień koncentruje się na jakości basu. To co czyta się w prasie dotyczy tego, gdzie uzyskuje się najlepszy bas. Studiując literaturę też widać, że był to zawsze główny obiekt zainteresowania. Czasami zajmowano się również zakresem niższej średnicy. Ale nigdy nie zastanawiano się jak ustawić kolumny by uzyskać najlepsze trójwymiarowe ogniskowanie. To oznacza myślenie w dziedzinie czasu, a tradycyjnie ludzie myślą w dziedzinie częstotliwości, koncentrują się na płaskiej charakterystyce przenoszenia. Zasadniczo są dwie szkoły. Jedna "szkoła pola swobodnego" - mierzą w komorze bezechowej, blisko kolumny i wyrównują charakterystykę. Druga to "szkoła pola rozproszonego" - mierzą w punkcie odsłuchu, ustawiają tam mikrofon i mierzą łącznie z polem rozproszonym. Ale obie metody to myślenie w dziedzinie częstotliwości. Głównym zadaniem jest uzyskanie płaskiej charakterystyki. Nasze badania wskazują, że ucho to "urządzenie" działające w dziedzinie czasu, a nie w dziedzinie częstotliwości. Oczywiście dziedzina częstotliwościowa jest ważna. Ale dla dobrej lokalizacji potrzebna jest swobodna, otwarta ścieżka do ucha, bez zakłóceń ze strony pokoju. Ustawiamy kolumny dla optymalnej lokalizacji, i potem staramy się o dobrą równowagę tonalną, odwracamy kolejność. Dla nas lokalizacja jest najważniejsza, a dopiero potem zajmujemy się równowagą tonalną jako drugim zagadnieniem. W ten sposób uzyskujemy kombinację znakomitego szczegółu, otwartej głębokiej sceny, namacalnych źródeł i dobrej równowagi tonalnej.

GS: Rozumiem, że oprócz odpowiedniego ustawienia, same kolumny też muszą być optymalizowane pod kątem dobrych wyników w dziedzinie czasu.
JG: Oczywiście. Koncentrujemy się bardzo na liniowej fazie. Ta myśl towarzyszyła mi już od początku lat siedemdziesiątych, ponieważ spotkałem pana Mangera. Powiedziałbym, że jest on jednym z moich nauczycieli. Bardzo wcześnie używaliśmy jego głośników. Mają one inne wady: niską efektywność, słabo prominiują wysokie tony i inne rzeczy. Ale bardzo wcześnie zauważyliśmy zależność pomiędzy fazą, zachowaniem w dziedzinie czasu i trójwymiarowym obrazem. Zawsze starałem się by faza kolumn była tak liniowa jak to możliwe. Ale powiedziałbym, że aż do końca lat osiemdziesiątych komputery i modelowanie nie były dość dobre by zaprojektować pasywną kolumnę o zgodnej fazie (phase coherent). Jedyną opcją był szerokopasmowy przetwornik jak Manger czy elektrostat. Zawsze chciałem zrobić kolumnę stanowiącą źródło punktowe. Ale elektrostat stanowi zły kompromis. Aby uzyskać źródło liniowe trzeba w zasadzie zrobić go od sufitu do podłogi. A jeśli jest krótszy to zawsze jest kompromis pomiędzy polem bezpośrednim a rozproszonym. Myślę, ze to nie jest praktyczne. Jedyną opcją jest dipol, tak jak to robi Linkwitz, albo tak jak my to robimy kiedy jest monopol.

GS: Mówiąc o Linkwitzu ma Pan na myśli jego nowe kolumny jak Beethoven, Dvorak?
JG: Tak, to jest interesująca koncepcja. Nie robimy tego w ten sposób, staramy się zrobić źródło punktowe. Pod koniec lat osiemdziesiątych rozwiązaliśmy równania i możemy zrobić liniową fazę z dynamicznymi głośnikami. Potrzeba bardzo zaawansowanych zwrotnic.

GS: Nie chodzi tu Panu o cyfrowe przystawki do korekcji charakterystyki, tylko o normalne pasywne zestawy?
JG: Tak chodzi mi o fizyczne parametry zwrotnic i położenia głośników. Nie mówię o DSP. Z DSP można zrobić wszystko. Ale napotkaliśmy duży opór na rynku. Ludzie nie chcą tego kupować. Zbudowaliśmy setki DSP, i nadal mamy je na składzie. Przez ostatnie pięć lat sprzedaliśmy dwadzieścia klika zestawów, nie więcej. Mimo, że otrzymaliśmy naprawdę dobre opinie, wielu ludzi wypowiadało się entuzjastycznie, pisano o tym w prasie, ale tego nie sprzedaliśmy. Ludzie nie akceptują tego pomysłu i w tym tkwi problem.

Wierzę w DSP w zwrotnicach czy do regulacji poziomu, ale niestety rynek nie jest dość nowoczesny by zaakceptować ten produkt.

Tak czy tak lubię optymalizację mechaniczną. Im bardziej zoptymalizuje się na początku, tym mniej trzeba korygować na końcu. Lubię DSP do dopracowania, ale nie jako narzędzie by z czegoś złego robić coś dobrego. To jest według mnie zły pomysł.

GS: A co sądzi pan o konfiguracji D'Appolito?
JG: Szczerze mówiąc nie lubię tej konfiguracji. Ma ona dziwne zachowanie fazowe, sądzę że zgranie w czasie (timing) nie jest absolutnie poprawne. Kiedy siedzi się zbyt głęboko dolny głośnik jest pierwszy, jeśli siedzi się za wysoko, to górny głośnik jest pierwszy. A my myślimy zawsze w dziedzinie czasu, a nie częstotliwości. Nie lubię zwielokrotnionych głośników bo zawsze dają one problemy fazowe, poza osią, z boku. Zauważyłem, że im bardziej powietrzna bańka rozszerza się poprawnie tym lepsze jest brzmienie. Głośnik powinien brzmieć tak samo z różnych miejsc, to jest trójwymiarowa pneumatyka. Mierzymy z góry, z boku, z tyłu, ze wszystkich stron, w trzech wymiarach. Jeśli uda się wypromieniować we wszystkich kierunkach zgodny fazowo dźwięk o niskich zniekształceniach i zrównoważony tonalnie otrzymuje się namacalny obraz. Myślę, że D'Appolito nie działa pod względem pełnej zgodności fazowej.

GS: Robicie Państwo kolumny o bardzo wąskich ściankach przednich i zaokrąglonych brzegach.
JG: To jest jedna z opcji. Drugą nazywamy pneumatyczna przegroda (pneumatic baffle), jest stosowana w większych modelach. Kiedy frontowy wymiar przekracza około 20 centymetrów powstaje problem, ponieważ uszy słyszą krawędzie obudowy. Jedyną opcją jest stworzenie pneumatycznego ciśnienia z boków. W modelach Medea i Caldera używamy głośników na bocznej ściance, czasowo opóźnionych, aby wyprzedzić ciśnienie. Albo trzeba użyć bardzo wąskiej ścianki, albo bardzo szerokiej, albo pneumatycznej przegrody, co my robimy, bo nie lubimy szerokich głośników ze względów wystroju. Ludzie przejmują się wyglądem pokojów, kobiety mają duży wpływ.

GS: Wiem o tym dobrze.
JG: Lubię kobiety. I myślę, że mają rację. Kiedy system hi-fi zajmuje całą przestrzeń mieszkalną to jest nonsensowne. Przestrzeń mieszkalna jest droga, nawet dla bogatych ludzi. Mieszkamy w małych mieszkaniach, bo w dużych miastach nie ma dużo wolnej przestrzeni. Byłem właśnie w Tokio, ci ludzie mają dużo pieniędzy, a nie mają miejsca. Na wsi być może nie jest to problem. Ale ludzie, którzy mają pieniądze by kupować moje produkty często mają problem jak to ustawić.

GS: Wspomniał Pan o wielkości 20 centymetrów przy okazji opisu dyfrakcji na krawędziach. Dlaczego akurat ta wielkość jest istotna?
JG: Różnica pomiędzy kanałami ucha wewnętrznego wynosi około 24 cm. Kiedy kolumna jest tak szeroka jak odległość między uszami jest to najgorsze co można zrobić. Niestety większość kolumn ma właśnie te 24 centymetry. I mają ostre krawędzie. Łatwo jest dla ucha ocenić gdzie stoją kolumny. Kiedy słucha się moich kolumn jest tylko scena. Można tego doświadczyć jeśli się będzie chodzić i słuchać z różnych miejsc. Brzmią one tak samo z boku jak i z przodu. To jest przyczyna. To jest trójwymiarowa optymalizacja. To nie jest proste i nie dotyczy tylko promieniowania na osi. Na osi to nie jest żaden problem.

GS: Zauważyłem też, że macie Państwo dość ciekawe wnętrze skrzynki z perforowanymi przegrodami.
JG: Powiedziałbym, że robimy najlepsze obudowy w obecnych czasach. Nie chodzi mi o zewnętrzne wykończenia, ale o wykonanie wewnątrz. To co robimy wewnątrz jest całkiem skomplikowane. Koncepcja była zawsze taka by mieć skorupę, która nie promieniuje. Z drugiej strony jest to co dzieje się wewnątrz. Jeśli weźmie się skrzynkę i na zewnątrz jest ciśnienie 85 dB to w środku jest prawie 130 dB, ponieważ powietrze jest uwięzione. Bardzo wcześnie zacząłem eksperymentować, na przykład z betonem, ale to nie pomogło. Dziwna rzecz, zrobiliśmy naprawdę grube ścianki z betonu a głośniki brzmiały bardzo słabo. Nie można pozbyć się energii, którą wpompowało się do środka. Wraca ona przez membranę. Trzeba znaleźć sposób by coś zrobić z tą energią. Spędziłem ostatnie 20 lat na poszukiwaniu sposobów pozbycia się tego pustego dźwięku. A druga sprawa polega na tym, że nie lubię materiałów tłumiących. Jest taka opcja by wziąć włókno szklane i wypełnić obudowę. Oczywiście wtedy nic nie wychodzi przez membranę, zamienia się energię na ciepło. Ale materiał tłumiący kurczy się i po chwili uwalnia tą energię. Jest to duży "kondensator". Taki głośnik brzmi miękko. Nazywamy do brzmieniem staroangielskim (śmiech). Nawiasem mówiąc lubię angielskie głośniki, nie powiem nic złego o angielskich głośnikach. Timing basu był w takich konstrukcjach słaby. Wchłaniały one energię, opóźniały ją i zwracały. Nazywamy taki dźwięk "duże salami uderzające w skórzaną sofę" (śmiech).

Sprawa obudowy może doprowadzić do szaleństwa i jest w tej dziedzinie wiele eksperymentów. Nie stworzyliśmy żadnej ścisłej wiedzy, w zasadzie mierzymy straty w obudowie. Mierzymy impedancję i obliczamy dobroć mechaniczną. W ostatnich konstrukcjach mamy mechaniczną dobroć rzędu 20. Jest to dziesięć razy lepiej niż się zwykle spotyka, zwykle jest to wielkość rzędu 1-2. Występuje wówczas duża dyspersja, zasysanie energii. Nasze obudowy są bardzo sztywne i tłumienie jest tylko tam gdzie potrzeba, w środkowej części. Mamy bardzo mało materiału tłumiącego w strategicznych miejscach i nie mamy pustego dźwięku bo dzielimy objętość na specjalne mniejsze komory, co pomaga także usztywnić zewnętrzną obudowę. Staramy się łączyć różne pożądane rzeczy aby zyskać bardziej całościowe rozwiązanie. Nie używamy brutalnej siły, ale staramy się znaleźć synergiczne rozwiązania.

GS: No to chyba doszliśmy do głośników, które wyglądają dość normalnie.
JG: To nie jest prawda. Ściśle współpracuję z firmami Seas, Scanspeak i Vifa. Od 12 lat jeżdżę tam trzy razy do roku, pracuję w ich laboratoriach, zawsze dostaję próbki. Moje głośniki są zwykle oparte na standardowych częściach. Wszyscy zaopatrujemy się u tych samych dostawców. Jest ktoś kto robi systemy magnetyczne, inny coś innego. Ale 85% moich głośników to nasze własne wersje. Kiedy się rozbierze głośnik, widać będzie duże różnice. Czasami używam karkasów z kaptonu, magnesów o innej sile, inne uzwojenia w cewkach, inne kleje, inne zawieszenia. Często projektuję głośniki. W kolumnach Step i Spark zaprojektowałem głośniki, zaprojektowałem wysokotonówki do Virgo i do Avanti. Podaliśmy specyfikacje do niskotonowych głośników w Avanti. Zwykle podajemy specyfikacje. Pracujemy z komputerem i mamy model, a kiedy mamy już model podajemy parametry producentowi głośników i wtedy dopracowujemy produkty. Ale dokonałem też pewnych odkryć, dotyczących nabiegunników, miedzianych pierścieni, ale to już inne zagadnienie. Nasze głośniki mają zwykle bardzo małe zniekształcenia i mniejsze straty mechaniczne. Są też dokładnie selekcjonowane. Nawet gdyby ktoś kupił te same głośniki u producenta nie brzmiały by one tak samo. Dobieramy bardzo dokładnie. Wierzę w konieczność dokładnego dobierania głośników w parze, bo chcemy mieć dokładną lokalizację, nie tylko dużą scenę, ale również lokalizację. I to daje to fantastyczne wrażenie, kiedy jest równowaga tonalna, małe zniekształcenia, ostra lokalizacja i duża scena. I szerokie pasmo, to też ważne.

GS: W prototypowej wersji zmodernizowanych Avanti zastosowali Państwo głośnik z magnezową membraną. Czy nie było kłopotów z rezonansem jego membrany?
JG: Miałem prototyp tego głośnika już chyba trzy czy cztery lata temu. Jesteśmy najbardziej doświadczoną w użytkowaniu tego głośnika firmą. Zawsze są bardzo szybcy ludzie, którzy używają głośnika zaraz gdy się pojawi. Nie robimy tego w ten sposób. Analizujemy problemy i szukamy rozwiązań. Tuning tego głośnika kosztuje mnie ogromną ilość czasu. Rezonanse są łatwo słyszalne. Używam specjalnego sygnału szumowego i słucham widma szumu. W ten sposób można zidentyfikować drobne rezonanse. W zwrotnicy zastosowaliśmy pułapkę by stłumić ten rezonans. Głównie słuchaliśmy szumu różowego i wykonaliśmy kumulatywne zanikanie spektrum (wodospady). Powiedziałbym, że ten głośnik ma najszybsze opadanie jakie kiedykolwiek zmierzyliśmy. W polipropylenie charakterystyka przenoszenia na osi wygląda OK, ale kiedy się go "napompuje" widać wiele zmarszczek na charakterystyce, występuje gromadzenie energii. Kiedy zmierzy się odpowiedź na sygnał schodkowy albo wodospad widać, że energia w tym głośniku nie opada zbyt szybko. Jest przechowywana przez 1-2 milisekundy. Tłumi się to, ale szybkość opadania jest powolna. Charakterystyka może być płaska, a nawet wodospad może być płaski, ale opadanie do zera zajmuje bardzo dużo czasu. Ta membrana jest bardzo szybka, wodospad opada bardzo szybko, w ciągu około pół milisekundy, podczas gdy większość głośników w ciągu około 1,5 milisekundy albo nawet 6-7 milisekund. Szybkość opadania jest bardzo ważna, ale trzeba było się zająć rezonansami w membranie. Wykonaliśmy to przez tuning, naprawdę słuchaliśmy tych drobnych rezonansów. Ten głośnik ma też bardzo niskie zniekształcenia THD. Co dzieje się w głośniku przy odtwarzaniu muzyki? Poruszamy głośnikiem do przodu i do tyłu. Membrana polipropylenowa się ugina. Co to znaczy? Jak to zmierzyć? Myśleliśmy o tym przez wiele lat. Bardzo łatwo jest zmierzyć zniekształcenia harmoniczne. Ale tego się już nie robi bo wszyscy używają MLSSA. A MLSSA nie mierzy zniekształceń. W obecnych czasach mamy kolumny które mają bardzo płaska charakterystykę i bardzo nudny dźwięk. Czasami dźwięk hi-endowego sprzętu się nawet pogarsza. Naprawdę, taką mam opinię. Mają jedynie płaską równowagę tonalną. Słabe zachowanie w dziedzinie czasu, słabe zniekształcenia, słabe promieniowanie trójwymiarowe. Nikt nie mierzy już promieniowania, bo trzeba użyć obrotowego stolika. Mierzy się na osi, wkłada to do komputera, projektuje komputerowo zwrotnicę, wkłada elementy do kolumny i słucha się komponentów, drogich kondensatorów, drogich kabli. Nie ma już wiele myślenia. To jest problem. Ludzie sądzą, że mają już potrzebną technologię. Mają wszystkie fantastyczne, drogie głośniki i modele komputerowe. To w mojej opinii daje naprawdę nudny dźwięk. To nie jest postęp. To jest krok wstecz. Idealna przeciętność.

GS: Przygotowując recenzje mamy okazję słuchać wielu głośników i zwykle moje zastrzeżenia budzi jakość basu. Nawet w tanich kolumnach producenci starają się stworzyć przesadny bas by zaimponować klientom. A kiedy odtwarza się gitarę basową czy kontrabas to słychać różne rezonanse, nuty są rozmyte.
JG: W obecnych czasach ludzie myślą sobie tak: hi-fi to dobry interes, zróbmy jakieś głośniki. Naprawdę. Mamy stanowczo zbyt wielu konkurentów, którzy mają słabe podstawy techniczne, a ich podstawy muzyczne są zerowe. Ci ludzie nie wiedzą nic o muzyce. Allen był zawodowym perkusistą, ja grałem na gitarze, mamy podstawy muzyczne. Zależy nam na muzyce. Ludzie nie widzą potencjału, chcą zaimponować klientom w pięć sekund. Ale to jest bardzo męczące. W efekcie hi-end się kurczy, rezultat jest odwrotny. My uważamy, że jeśli gra muzyka to wtedy klienci przychodzą kupować, bo ludziom zależy na muzyce, a nie na technologii.

(naszej rozmowie przysłuchiwał się też Allen Perkins, szef firmy Immedia produkującej gramofony i jednocześnie będącej dystrybutorem Audio Physic w USA, dodał też kilka uwag)
AP: Mogę podać przykład. Jeśli pojedzie się na CES w Las Vegas, albo na inną amerykańską wystawę i chodzi się od pokoju do pokoju, to tylko 10% ludzi ma interesującą muzykę, którą kochają, którą przynieśli ze swoich kolekcji. A pozostałe 90% będzie miało jakieś najświeższe nowości z hi-endowej firmy płytowej, które brzmią imponująco. I słyszy się ten sam kawałek śmiecia w każdym pokoju.

JG: Pracujemy zespołowo, mamy międzynarodowe kontakty z ludźmi i dużo mówimy o jakości dźwięku, zależy nam na jakości dźwięku. Myślimy też, że dobra jakość dźwięku najlepiej wpływa na klienta. Klient zyskuje większą wiedzę i staje się bardziej czuły na różnice. Jesteśmy w "wysokojakościowym" biznesie, nigdy nie rozumiałem czemu mielibyśmy nabierać klienta.

AP: To jest jeden z problemów. W USA ktoś może zajść do jednego ze sklepów sieci sprzedających mid-fi i demonstruje mu się wieżę za 1.200-1.500 dolarów. Potem idą do sklepu hi-endowego sklepu, gdzie dealer nie zna się zbyt dobrze na muzyce i nie dobiera systemu, a tylko zestawia aktualnie najpopularniejsze modele i system za 20.000 dolarów nie brzmi wcale zasadniczo lepiej. To jest bardzo złe dla hi-endu, ludzie nie rozumieją korelacji między ceną a dźwiękiem, bo takiej korelacji nie było.

JG: I potem myślą, że hi-endowcy są szaleni, ciągle to słyszymy.

AP: W wielu przypadkach mają rację.

JG: Po co wydawać szalone pieniądze na system hi-fi, skoro wszystko brzmi tak samo. Tak myślą klienci. Chodzi też o wygodę. Kupując coś dużego ma się więcej watów i zdalne sterowanie. Klienci nie rozumieją idei jakości dźwięku. W zwykłym sklepie nie ma kontaktu z taką jakością dźwięku. Kiedy człowiek ma kontakt z jakością, udziela mu się entuzjazm. Miałem wielu klientów w domu, którzy zaczynali płakać. Mówili, że to jest niemożliwe, że to wspaniała muzyka i że chcieli by to mieć. Kiedy gra muzyka oni to rozumieją bezpośrednio. Czują to w krzyżu, a nie w umyśle. Kiedy włosy stają dęba, nie można tego ukryć, to się po prostu dzieje. To są emocje.

Jesteśmy entuzjastami. Kochamy nasz interes. To nas trzyma przy życiu. To jest prawdziwy sukces, a nie wielkość firmy czy ilość zarabianych pieniędzy. Nie troszczymy się o to. Troszczymy się o jakość, a pieniądze same przychodzą. Ludzie to doceniają, naprawdę.

GS: Też w to wierzę.
Jeśli mają Państwo uwagi dotyczące tej strony lub zauważyliście na niej błędy, dajcie nam znać.
Kliknięcie na niniejszy link spowoduje uruchomienie w nowym oknie formularza, przy pomocy którego można przekazać uwagi do redakcji.
Copyright © 1991-2016 Magazyn Hi-Fi, Gdynia, Poland
logo hifi.pl