Start Pomoc Kontakt Reklama O nas Zaloguj Rejestracja

Witryna hifi.pl wykorzystuje ciasteczka (cookies). Proszę kliknąć aby uzyskać więcej informacji.

Alastair Aikman - wywiad


Wywiad przeprowadzono w 1994 roku w Steyning. Alastair Aikaman to założyciel SME - firmy słynącej głównie z produkcji ramion do gramofonów. Oprócz rozmowy przedstawiamy też krótką relację z wizyty w fabryce i z odsłuchu niezwykłego systemu audio gospodarza.
Rozmówcy: AA - Alastair Aikman, GS - Grzegorz Swiniarski
GS: Jesteście Państwo producentem odmiennym od pozostałych specjalistycznych wytwórców hi-fi w Wielkiej Brytanii. Na początek chciałbym prosić o przybliżenie historii firmy.
AA: Jak Pan słusznie zauważył jesteśmy w zasadzie jednostkowym przypadkiem. Firma została założona w 1946 aby budować modele. W dzieciństwie byłem entuzjastą budowania modeli. Brałem to wówczas bardzo poważnie. Budowałem modele, które były wykorzystywane w ogólnokrajowych reklamach. Brałem z powodzeniem udział w międzynarodowych konkursach modelarskich. Wówczas zająłem się inżynierią modeli, zwłaszcza modeli kolejowych. Zacząłem też robić modele dla innych osób. Jedna czy dwie firmy modelarskie chciały współpracować z dobrymi modelarzami.

Po wojnie zdecydowałem się nadać tej działalności szerszą podstawę i założyłem fabrykę w Steyning. Nie tą w której jesteśmy, lecz inną - którą nadal posiadamy - używaną teraz jako skład. Robiliśmy modele i części dla przemysłu modelarskiego. To toczyło się od 1946 do 1952. Do tego czasu skoncentrowaliśmy się na pracach precyzyjnych. W latach pięćdziesiątych coraz bardziej koncentrowaliśmy się na inżynierii precyzyjnej. Do 1959 zbudowaliśmy tą fabrykę.

W 1959 zdarzyło się coś szczególnego. Otóż robiąc modele można też robić coś jeszcze w tym samym czasie, a mianowicie słuchać muzyki. Do tego czasu bardzo się zainteresowałem muzyką i oczywiście odtwarzaniem płyt. Najpierw przy pomocy Radiogramu. W 1959 chciałem nowego ramienia. To, którego używałem, w owych czasach było całkiem dobrze znane, usiłowano w nim zrealizować ideę równoległego śledzenia rowka. Jego długość malała i siła nacisku rosła. Odkryłem, że jeśli na zewnątrz płyty nacisk wynosił 3 gramy to w środku rósł do 6 gramów, co nie było dobre.

Pewnego dnia pomyślałem, że mógłbym zrobić ramię. Poszedłem do starej fabryki i spytałem czy mamy jakąś aluminiową rurkę i tak się zaczęło. Pracowało to dobrze, wyglądało interesująco, miało mechanizm do opuszczania, czego zwykle nie miały ramiona w owych czasach.

Pokazałem ramię dwóm osobom. Jednym był Percy Wilson, wówczas redaktor techniczny w Gramophone. Był to wspaniały człowiek, który zainspirował wiele rzeczy w audio. Był on pod dużym wrażeniem i powiedział, że powinienem to produkować. Zapytałem, ile moglibyśmy produkować rocznie, gdybyśmy zaczęli. Odpowiedział, że moglibyśmy sprzedać tysiąc, co brzmiało zachęcająco. Kiedy jeszcze żył, Percy odwiedził fabrykę kiedy robiliśmy tysiąc ramion tygodniowo.

Wówczas jeszcze jedna sprawa zachęciła nas do komercyjnego zajęcia się ramionami. W Soho, w Londynie był dealer pod nazwą Webb's Radio. Był prowadzony przez twardego biznesmena, Pickarda. Nie wiedziałem wówczas nic o rynku audio. Pojechałem do Londynu, by zobaczyć się z Pickardem. Powiedziałem: oto co mam, czy podoba się Panu wygląd. Odpowiedział, że tak. Spytałem czy mógłby je sprzedawać, gdybyśmy je produkowali. Odpowiedział, że jest pewny, iż mógłby je sprzedawać. Spytałem ile zamówiłby w tym momencie i byłem zdumiony gdy powiedział 72. Ponieważ to ramię było najdroższe na rynku. Wówczas ramię kosztowało przeciętnie 5 funtów, co najwyżej 7 funtów. To kosztowało 25. To było naprawdę imponujące by jeden dealer zamówił 72 ramiona. W tym momencie wystartowaliśmy. Zbudowaliśmy tą fabrykę. Przez wiele lat mieliśmy kolejkę zamówień na ok. 2500 sztuk. Stopniowo zwiększaliśmy produkcję. Rozpoczęliśmy eksport.

Aż do 1989 produkowaliśmy wyłącznie ramiona. W tym roku dołączył mój najmłodszy syn Cameron, który jest ze mną w firmie. Był on wykształcony w branży motoryzacyjnej. Pewnego razu powiedział, że zapotrzebowanie na ramiona spada, ale historycznie byliśmy firmą zajmującą się mechaniką precyzyjną. Miał wiele kontaktów z ludźmi w Sussex, którzy byli w branży i bardzo chcieli, byśmy wykonywali dla nich zlecenia. W ciągu ostatnich 3,5 lat zainstalowaliśmy wiele CNC (komputerowo sterowane obrabiarki), które pozwalają podejmować zadania z dziedziny mechaniki precyzyjnej, a także robić nasze produkty lepiej i szybciej. Dzięki CNC wprowadziliśmy nasze gramofony.

GS: O ile rozumiem SME nadal jest i było przedsiębiorstwem rodzinnym.
AA: Tak. Moim, mojej żony i syna Camerona.

GS: Swego czasu byłem zaskoczony, dowiedziawszy się, że tak znany na rynku producent jak Ortofon, już tylko kilka procent produkcji wykonuje na rynek audio, reszta to głównie części dla przemysłu medycznego. Jak to wygląda w przypadku SME?
AA: Następuje stopniowe przechodzenie. Audio stanowi ok. 60%. Mamy bardzo dobre możliwości pokrywania powierzchni i dostajemy dość ciekawe zlecenia. Ostatnio Rolls Royce zlecił by pokryć większą ilość elementów metalowych do dwóch Bentley'ów sprzedawanych sułtanowi Brunei. Chcieli by te części były chromowane na czarno. Mamy dużo doświadczenia w chromowaniu na czarno bo tak wykańczane są ramiona.

GS: Jedna decyzja w historii SME była dużym zaskoczeniem. Kilka lat po wprowadzeniu CD, gdy rynek gramofonów się kurczył wprowadziliście Państwo do produkcji nowe modele i to bardzo drogie.
AA: Robiąc ramiona przez tak wiele lat zawsze byliśmy świadomi ograniczeń gramofonów. Zdecydowaliśmy, że ciekawie byłoby, przed zanikiem gramofonów, zaznaczyć swoją obecność i zbudować gramofon tak, jak według nas powinien być zrobiony. Zbudowaliśmy Model 30, a ponieważ niestety jest on raczej drogi, zbudowaliśmy Model 20, który jest tańszy. Jest między nimi różnica, choć niewielka. Kiedy wejdzie się na obszar powyżej Modelu 20, zastosowanie ma prawo malejących zysków. 30 ma ostateczną autorytatywność i swobodę, której nie słyszeliśmy z innych gramofonów.

GS: Nie obawiali się Państwo podjęcia produkcji gramofonów z finansowego punktu widzenia?
AA: Nie. Z CNC można uniknąć dużych inwestycji w formy. Nasze maszyny są wieloosiowe. Można wiercić i wykonywać inne operacje, wszystko za jednym razem. Mamy maszyny CNC, w których można wyrabiać skomplikowane części jak płyty chassis bardzo szybko. CNC czyni to możliwym. Robiąc to w technologii tradycyjnej trzeba by tak dużych nakładów na narząd, że to nie byłoby opłacalne. Czuliśmy, że to będzie usprawiedliwione. Gramofony się sprzedają. Zbudowaliśmy już ileś setek. Myślę, że nadal będą entuzjaści analogu w magicznym roku 2000.

GS: Rozumiem z tego co Pan powiedział, że dzięki komputerowym technikom w obrabiarkach będzie można zapewnić produkcję gramofonów jeszcze przez wiele lat.
AA: To prawda. Zawsze mówiliśmy żartem, że będziemy ostatnimi, którzy będą robić mosiężne ramy do łóżek.

GS: Wielu producentów związanych z analogowymi systemami rozszerza swoją działalność na wzmacniacze, CD itp. Czy rozważacie Państwo tego typu posunięcia?
AA: Mamy eksperymentalny konwerter. Być może zaczniemy niebawem go produkować. Są jeszcze jedna czy dwie rzeczy, które chcielibyśmy udoskonalić. Jesteśmy bardzo zajęci, i ten projekt musi poczekać w kolejce. Obudowy są wykonywane z jednej grubej płyty, to jest robione na dużych japońskich maszynach, które Pan widział. Od czasu gdy je wstawiliśmy były tak obłożone innymi pracami, że nie mieliśmy czasu by je zrobić. Ale mamy prototyp. Mieliśmy interesujące ciekawe testy odsłuchowe. Podłączyliśmy transport i konwerter uważane za najlepsze na świecie - pozostawiam Panu do odgadnięcia które to były - podłączyliśmy nasz konwerter i było to bardzo zachęcające. Niektórzy słuchacze stwierdzili, że nasz konwerter miał lepsze oddanie szczegółów na niskich poziomach. Konwerter został zaprojektowany przez doktora Malcolma Hawksforda z Uniwersytetu Essex (przyp.red. dr. Hawksford jest jednym z najbardziej znanych w audio osobistości akademickich, jest autorem wielu prac teoretycznych i ma też powiązania z pismami oraz czasopismami działającymi na rynku audiofilskim). Jak sądzę, tym różni się on od wielu innych, że unika nadmiernej komplikacji. Niektóre urządzenia elektroniczne są nadmiernie skomplikowane i dają ukształtowany dźwięk. Już w analogowym audio ujawniło się, że im więcej jest układu tym gorszy jest dźwięk, i jest to chyba tak samo w przypadku cyfrowego sprzętu.

GS: Jak według Pana wypada w obecnym czasie porównanie cyfrowych i analogowych systemów?
AA: Myślę, że sam musi Pan podjąć decyzję kiedy posłucha Pan obu systemów. [O przesłuchaniu systemu Alaistera Aikmana piszę w bloczku obok.]

GS: Czy spodziewa się Pan, że w zakresie poprawiania poziomu szczytowych urządzeń do odtwarzania płyt analogowych i CD jest jeszcze możliwość istotnej poprawy?
AA: Znaczna część płyt analogowych, które docierają na rynek powinna być odrzucona. Jeśli w płyty analogowe zainwestowano by tyle pieniędzy ile w CD, byłyby one znacznie lepsze.

Zawsze uderzało mnie, że wielu inteligentnych inżynierów poświęciło wiele czasu i pieniędzy na tworzenie czegoś co według nich było krokiem naprzód w analogowym odtwarzaniu, ale zawsze używali płyt tej samej jakości. Płyt, które przy uważnych oględzinach powinny zostać odrzucone gdy były wykonane. Złe tłoczenia, winyl zawierający kurze z podłogi, tłoczenia z niepotrzebnymi naprężeniami, pofałdowane, niecentryczne. Niech Pan wymieni co Pan tylko chce. W pewnym sensie płyta winylowa była produktem o precyzji godnej uwagi, ale w innych obszarach, które mogły zostać poprawione bez większych problemów, pozostawiono ją samą sobie. To był problem z płytami winylowymi.

CD jest oczywiście czymś zupełnie innym. Technika cyfrowa pozwoliła wykonać rzeczy, o których nawet nie śniliśmy. Weźmy niektóre z odtworzonych nagrań. Na przykład Decca dokonała wspaniałego odtworzenia operowych przedstawień z King's Way Hall z lat 60-tych. Jakość tych nagrań jest tak dobra jak dowolnych nagrań dzisiejszych. To są odtworzenia, w co trudno uwierzyć.

CD jest na zupełnie innym poziomie niż na początku lat osiemdziesiątych i myślę, że będzie się nadal wzmacniać.

Dla wielu ludzi dobre nagranie analogowe daje jednak wrażenie większej bliskości do oryginalnego wykonania.

GS: Jest Pan w branży od bardzo dawna. Czy mógłby Pan wymienić ludzi, którzy z perspektywy czasu, mieli największy wpływ na rozwój tej dziedziny?
AA: Było wielu ludzi. Jednym, o którym większość ludzi pomyślałaby w tej sytuacji, jest Peter Walker z elektrostatycznym głośnikiem. Dziś będzie Pan mógł posłuchać elektrostatów, w których dużo uwagi poświęcone zostało cechom strukturalnym. Peter jest fizykiem i elektronikiem. Często mówiłem, że bardzo chciałbym mieć okazję do zbudowania dużych elektrostatów, pracując wspólnie z nim. Wyniki mogłyby być niesamowite. Nadal myślę, że spośród wszystkich dostępnych głośników, elektrostatyczny oferuje najwięcej. Szkoda, że nie zrobiono z tym więcej. Jest to system, który pozwoliłby na istotne usprawnienia.

Był Pan w centrum badawczym B&W i prawdopodobnie powiedziano Panu, że je zbudowałem. Wiem, że mój przyjaciel John Bowers miał pewną ideę, że po przejściu na emeryturę będzie miał to miejsce całkowicie dla siebie, i że będzie miał przyjemność pracować nad czymś co zawsze chciał zrobić: dużym elektrostatycznym, całopasmowym głośnikiem, bez ograniczeń, tak jak chciał. Niestety zmarł i ta ambicja nigdy się nie ziści.

W czasach Charles'a Heady Decca wspaniale przysłużyła się jakości nagrań. Płyty Decci były pierwszymi z pełnym pasmem częstotliwości. Ludzie z Decci sprawili, że rzeczywistością stało się stereo. Stereo kulało dopóki oni się tym nie zajęli. Przez wiele lat nie było wkładki oprócz wkładki Decci. Oni przecierali szlak i pobudzali zainteresowanie.

Hugh Britten dokonał wielu interesujących prac dla General Electric. Głośnik z metalową membraną był jednym z jego wynalazków. Pamiętam wyjazd do Wembley gdzie mogłem zobaczyć jego laboratorium. Słyszałem niezwykle realistyczną stereofonię. Przewyższała ona wszystko inne w owych czasach tak bardzo, że było to zdumiewające.

GS: Obserwując działania różnych ludzi związanych z konstrukcją sprzętu audio nieraz spotyka się różne usprawnienia i rozwiązania, które są w gruncie rzeczy dosyć proste. Uderzające jest wówczas, że nikt na to nie wpadł wcześniej. Weźmy na przykład zawieszenie w gramofonach SME. Jak powstają takie pomysły?
AA: To jest bardzo trudno zrozumieć, sam nie jestem w stanie. Jeśli chce się zawiesić platformę, to nie przychodzi mi na myśl żaden powód by umieścić ją na trzech sprężynach. Widzę natomiast wiele dobrych powodów dla zawieszenia jej w czterech punktach. Każdy kto miał doświadczenie z trójkołowymi samochodami, z jednym kołem z przodu, wie jak łatwo mogą się one przewrócić. Gdy zdecydowaliśmy się robić gramofon, podeszliśmy do tego ze świeżym umysłem i pamięcią frustracji jakie dostarczył sprzęt innych producentów. Zdecydowałem się robić gramofon 9 lutego 1989. Następnego dnia miałem pomysł z taśmami, w ciągu dwóch dni wykonany został drewniany model. Czternaście tygodni później mieliśmy Model 30 na CES w Chicago. Kiedy mówiliśmy to ludziom oni odpowiadali, że w to nie uwierzą. Jeśli powiecie, że to było zrobione w Niemczech lub Japonii uwierzymy, ale nie w Anglii.


WIZYTA W FABRYCE
Pierwszym punktem wizyty w SME było zwiedzenie fabryki. Dla osoby nie zajmującej się mechaniką precyzyjną prawie wszystko wyglądało obco. Klimatyzowane stanowisko do sprawdzania wymiarów elementów, czy obrabiarki korygujące swą pracę w zależności od temperatury tak by uzyskać jak największą dokładność robią spore wrażenie. Ale przyznam się, że był to podziw kompletnego laika, który nie potrafił ocenić tego co oglądał. Najzabawniejszym eksponatem był drewniany prototyp gramofonu Model 30. Jako budulec wykorzystano m. in. najzwyklejszy kij od miotły! Tak właśnie rodził się jeden z najdroższych gramofonów na świecie.

Z kolei dział powlekania powierzchni, który jest ponoć na bardzo wysokim poziomie, sprawiał wrażenie manufaktury z ubiegłego wieku. Opary, kadzie, różne stelaże dla powlekanych elementów. Wszystko to razem dało obraz całkowitego braku nowoczesności i zaprzeczenia higieny pracy.

Fabryka produkuje wiele interesujących podzespołów dla firm znanych z zupełnie innych gałęzi przemysłu. Ale zauważyłem też bardzo ekskluzywnie wykonane obudowy do sprzętu audio. Były one przeznaczone do komponentów Linn'a.

Między wywiadem a odsłuchem systemu Alastaira Aikmana mieliśmy okazję porozmawiać mniej formalnie o muzyce i o... konkurencji SME. Co poradziłby właściciel tej firmy komuś kogo nie stać na SME V? W samych superlatywach mój gospodarz wypowiadał się o ramionach Regi. W jego opinii, są one bardzo dobre jak na swoją klasę cenową. Natomiast rewolucyjne pomysły Roksana wyraźnie nie zdobyły uznania w Steyning. (GS)

SYSTEM ALASTAIRA AIKMANA
Wizyta w SME dała okazję nie tylko by obejrzeć fabrykę i przeprowadzić wywiad z założycielem firmy. Miałem też sposobność posłuchać w domu gospodarza jednego z najbardziej niezwykłych i wyrafinowanych systemów audio. Warto poświęcić temu trochę więcej uwagi.

Wrażenie robi już sam pokój odsłuchowy. Duże pomieszczenie o wymiarach ok. 6x10 metrów, z licznymi nawiązaniami do sztuki indyjskiej, ze specjalnymi szafkami na sprzęt i niewidocznymi kolumnami to widok niespotykany. Techniczne rozwiązania systemu audio były jednak jeszcze ciekawsze.

Zarówno analogowe jak i cyfrowe źródła były wyjątkowo wysokiej jakości. Gramofon SME 30 z ramieniem SME V to oczywiście najbardziej naturalne i spodziewane w tych okolicznościach elementy. W połączeniu z wkładką Clearaudio i przedwzmacniaczem gramofonowym LFD tworzyły najlepszy analogowe źródło jakie miałem okazję posłuchać w dobrych warunkach akustycznych. Do odtwarzania płyt CD służył transport Enlightened Audio Designs w połączeniu z prototypowym przetwornikiem SME. Przedwzmacniacz Audio Research i wzmacniacze Krell'a przekazywały sygnał do czterech elektrostatów Quad ESL-63.

Te klasyczne głośniki były wielokrotnie modyfikowane, uzupełniane zarówno przez entuzjastów amatorów jak i profesjonalistów. Przeróbki i kofiguracja zastosowane przez Alastaira Aikmana na pewno będzie jedną z najbardziej znanych. Same kolumny zostały wzmocnione mechanicznie. Praktycznie można mówić o nowej ramie i szkielecie. Solidne metalowe sztaby wzmocniły konstrukcję. Po cztery zamocowano zarówno z tyłu jak i z przodu kolumny, jak też i po zewnętrznych brzegach. Całość waży ok 150 kg i umieszczona jest na podstawce. Jak wspomniałem, łącznie użyto czterech głośników. Dwa zostały umieszczone tradycyjnie i skierowane na słuchacza. Dwa pozostałe umieszczono bokiem do słuchacza w niewielkiej odległości za pierwszą parą. W części pokoju, w której stały głośniki zamontowane zostały bardzo masywne ekrany akustyczne odbijające dźwięk (głównie pochodzący od tylnych głośników) w kierunku punktu odsłuchu. Kolumny umieszczono za zasłoną. Miała ona pomijalny wpływ na dźwięk. Trudno było wyczuć różnicę pomiędzy wariantem z odsłoniętymi i z zasłoniętymi kolumnami.

Wrażenia odsłuchowe można rozpatrywać w dwóch aspektach. Po pierwsze w kategoriach oceny uzyskanej jakości dźwięku w ogóle oraz co do porównania jakości z CD i LP, od czego chciałbym zacząć. Była możliwość bezpośredniego porównania tych samych nagrań odtworzonych z obu źródeł. Muszę stwierdzić, że różnice były ogólnie bardzo małe. W żadnym razie ich wielkość nie daje podstawy do gorącej debaty na temat wyższości któregokolwiek z obu standardów. W tym systemie dźwięk analogowy i cyfrowy był bardzo podobny, choć minimalną przewagę przyznałbym nagraniom analogowym. Najprawdopodobniej można już zastanawiać się czy najlepsze źródła nie osiągają stopnia akustycznej przejrzystości, który jest blisko granicy ludzkiego postrzegania. Póki co trzeba jednak skonstatować, że różnice były, a porównanie dotyczyło wyjątkowo drogich urządzeń reprezentujących światową czołówkę w sprzęcie audio.

Sama jakość dźwięku też zmusza do refleksji. Zwykle słuchamy muzyki w niewielkich pomieszczeniach. Typowe powierzchnie pokojów to kilkanaście lub dwadzieścia kilka metrów kwadratowych. Nawet przy zastosowaniu dobrej klasy sprzętu i starannego ustawienia nie daje się w takich warunkach uzyskać otwartości i przestrzennego rozmachu, które mogłyby rywalizować z rzeczywistym wydarzeniem. Z kolei w dużych pomieszczeniach dźwięk często się rozmywa i traci swe zogniskowanie. System, którego mogłem posłuchać w Steyning osiągnął w tej dziedzinie wybitny poziom. Oddanie ustawienia muzyków i realizm całej sceny w wielkim stopniu dodawał wiarygodności całemu nagraniu. Ruch wokalistów na scenie w nagraniach operowych, dokładne oddanie położenia kilku ustawionych w głębi muzyków oraz wokalistki w jednym z nagrań jazzowych. Tego typu efekty nie są spotykane ani nie są też znane (przynajmniej na tym poziomie jakościowym) większości użytkowników sprzętu hi-fi. Po przesłuchaniu takiego systemu można odzyskać zaufanie do dwukanałowej stereofonii.

Druga refleksja dotyczy kwestii szczegółowej. Elektrostatyczne Quady, krytykowane za brak basu, w podwojonej konfiguracji dają bardzo dobre wyniki. Przyznaję, że nie zaliczam się do fanatyków potężnego dołu i zapewne to co jest dla mnie w pełni satysfakcjonujące, dla wielu takim nie będzie. W każdym bądź razie jestem jednak przekonany, że jakość i ilość basu słyszanego zestawu usatysfakcjonowałaby zdecydowaną większość słuchaczy. Jest to też zgodne z zaleceniami które przedstawili przedstawiciele samego Quad'a. (GS)
Jeśli mają Państwo uwagi dotyczące tej strony lub zauważyliście na niej błędy, dajcie nam znać.
Kliknięcie na niniejszy link spowoduje uruchomienie w nowym oknie formularza, przy pomocy którego można przekazać uwagi do redakcji.
Copyright © 1991-2016 Magazyn Hi-Fi, Gdynia, Poland
logo hifi.pl