Start Pomoc Kontakt Reklama O nas Zaloguj Rejestracja

Witryna hifi.pl wykorzystuje ciasteczka (cookies). Proszę kliknąć aby uzyskać więcej informacji.

High-End we Frankfurcie, 1992

Termin high-end budzi bardzo zróżnicowane reakcje. Dla jednych jest to symbol wspaniałego sprzętu będącego jednocześnie przedmiotem marzeń i niedoścignionym celem. Dla innych to hobby, zajęcie o swej własnej filozofii i logice. Nie brak też osób, dla których jest to jedynie określenie klasy cenowej. Nie można też pominąć tej grupy osób, dla których high-end to termin równoznaczny ze snobizmem i brakiem rozsądku, zarówno u producentów jak i klientów zajmujących się high-end'em.

Coroczna wystawa organizowana we Frankfurcie może dać argumenty każdej z wymienionych grup, niezależnie od prezentowanych poglądów. Można spotkać na niej przykłady znakomitego brzmienia, mnóstwo urządzeń o wysokich cenach i sporo snobizmu.

Tradycyjnie wystawa odbyła się w eleganckim hotelu Gravenbruch-Kempinski położonym w ładnej okolicy kilka kilometrów od samego Frankfurtu. Niezależnie od tego kilka firm zorganizowało samodzielnie równoległe demonstracje w innych hotelach. Ostatnia edycja High-End 92 (od 12 do 16 sierpnia) była imprezą mniejszą niż ubiegłoroczna. Mimo to ekspozycje zajmowały 150 pokojów hotelowych i kilka sal konferencyjnych.

Wystawy hotelowe mają dwie charakterystyczne cechy. Po pierwsze możliwość demonstracji odsłuchowej w pomieszczeniach zbliżonych do pokojów mieszkalnych. Po drugie - zrównanie wystawców. Zarówno wielkie światowe koncerny jak i małe przedsiębiorstwa zatrudniające kilkudziesięciu pracowników mają w takich warunkach podobny poziom ekspozycji. Trzeba tu podkreślić, że duże firmy elektroniczne słabo zaznaczają swą obecność na takich imprezach. Tym razem spośród producentów masowych tylko Sony, Pioneer i Marantz eksponowały wybrane modele i to w stosunkowo skromny sposób. Ekspozycje te nie cieszyły się zresztą szczególnym zainteresowaniem. Akai, JVC, Kenwood, Philips, Sharp czy Technics to tylko część listy tych, którzy nie byli obecni.

Bardziej zaskakujący był fakt, że nie zjawiło się kilku czołowych specjalistycznych producentów niemieckich. Przede wszystkim myślę tu o Elacu, Isophonie i T+A. Zaskoczeniem dla wielu zwiedzających był też chyba brak Linn'a i B&W. Natomiast produkty firm amerykańskich były eksponowane w dużym wyborze.

W pierwszej sali konferencyjnej, do której wszedłem spotkała mnie miła niespodzianka - była to możliwość porozmawiania po polsku w sali zajętej przez firmę Audionord eksponującą kolumny Magneplanar MG 20. Jeden z przedstawicieli tej szwedzkiej firmy, od wielu lat żonaty z Polką, biegle opanował nasz język.

Niestety odległość Frankfurtu od polskiej granicy zrobiła swoje. W przeciwieństwie do ubiegłorocznej Funkausstellung tym razem nie słyszałem ojczystego języka w tłumie zwiedzających wystawę. Trochę szkoda, bo chyba takie imprezy byłyby dla audiofila z Polski ciekawsze niż moloch organizowany w Berlinie.

CD kontra LP

Jak długo przetrwa na rynku płyta analogowa? Zależy to chyba w głównej mierze od high-endowców, którzy są jej najbardziej zagorzałymi zwolennikami.

Choć LP był nadal obecny, to jednak dominacja CD była we Frankfurcie wyraźnie widoczna. Dość często jedynym źródłem używanym do demonstracji był odtwarzacz kompaktowy. Pewnym zaskoczeniem była dla mnie popularność najnowszego produktu firmy Naim, dyskofonu CDI, który był używany przez wielu wystawców. Jednak w najbardziej pieczołowicie przygotowanych demonstracjach najczęściej wykorzystywano oba rodzaje źródeł.

Wniosek z poczynionych obserwacji jest jednak prosty. LP ma nadal grono użytkowników wśród osób, które przez lata zgromadziły poważne kolekcje płyt, są zadowolone z jakości nagrań i nie zamierzają od nowa budować swej płytoteki. Poza tym czarna płyta staje się nieco ekskluzywnym hobby dla nielicznych. Rynek ten kurczy się i trudno mu wróżyć ciekawą przyszłość.

Nowości

Nie ma chyba sensu wyliczanka modeli, które miały swą inaugurację we Frankfurcie. Chciałbym tylko wyłowić te modele, które mogą w jakimś stopniu być przykładem, a może nawet zaczątkiem nowych tendencji.

Bez wątpienia przedmiotem do ogólniejszej dyskusji może być KAS czyli Krell Audio Standard, pierwszy w historii tej firmy wzmacniacz z dynamicznie regulowanym prądem polaryzującym wzmacniacz mocy. Dotychczas producenci ekskluzywnych wzmacniaczy szli zawsze tą samą drogą. Konstruowali urządzenia ciężkie, duże, zużywające mnóstwo energii, w każdej chwili przygotowane do oddania mocy wymaganych przy dynamicznych transjentach spotykanych w muzyce. Stąd projektowanie wszystkich elementów z zapasem, stąd baterie radiatorów, potężne toroidalne transformatory i ekskluzywne kondensatory w zasilaczach. Idea regulowanego zasilacza nie jest nowa, jest nawet stosowana od wielu lat (np. Carver), ale w sprzęcie high-end nigdy nie cieszyła się dobrą opinią. Konstrukcja Krell'a może wywołać trochę zamieszania, a czy zapoczątkuje nową tendencję, zobaczymy w przyszłości. Choć nowy Krell jest znacznie bardziej energooszczędny od swoich poprzedników to jednak wyglądem wcale tego nie zdradza.

Zarówno wspomniany KAS jak i nowa seria berlińskiej firmy Burmester dają dowód jak ważną rolę spełnia obecnie wygląd zewnętrzny. Nie wystarczy być dobrym konstruktorem by przyciągnąć uwagę klientów. Trudno w tym miejscu oprzeć się wrażeniu, że w pogoni za nowościami rezygnuje się często ze sprawdzonych, optymalnych pod względem użytkowym i ergonomicznym rozwiązań. Nic przecież nie zastąpi dużej dobrze wyważonej obrotowej gałki do regulacji wzmocnienia we wzmacniaczu.

Burmester Concerto - seria złożona z odtwarzacza CD, przedwzmacniacza, tunera i wzmacniacza mocy - jest kolejną propozycją czegoś nowego w dziedzinie wystroju i obsługi. W odtwarzaczu zastosowano napęd paskowy (podobnie jak we wcześniejszych modelach) co jest rzadko spotykanym rozwiązaniem. Równie ciekawa jest jednak kolejna próba pozbycia się typowych przełączników i gałek.

ODSŁUCHY

Wielu wystawców niestety nie zadbało o prawidłową demonstrację zalet eksponowanego sprzętu. Planując rozkład zajęć z góry zarezerwowałem czas na przesłuchanie kilku modeli kolumn o ustalonej renomie, których klasa potwierdzona została przez wielu recenzentów i jest właściwie poza dyskusją.

KEF R105/3, Castle Lichtfeld (odpowiednik modelu Winchester na rynek niemiecki) i JM Lab Utopia były również na mojej liście. W przypadku dwóch pierwszych modeli średniej klasy dźwięk jaki można było usłyszeć nie odzwierciedlał chyba możliwości tych renomowanych kolumn. Pracownik firmy Zoller prezentującej produkty JM Lab w zadziwiający sbosób usiłował poprawić brzmienie kolumn przy pomocy korektora. Efekt tych poczynań był taki, że po kilku minutach opuściłem demonstrację razem z kilkoma innymi osobami nie mniej ode mnie zdziwionymi "zabiegami" demonstratora. Na szczęście prezentowane w sąsiednim pokoju Point Source zostały potraktowane znacznie lepiej.

Mieszane uczucia budziła też prezentacja bardzo ciekawych wzmacniaczy DNM przy pomocy kolumn Rehdeko. Trudno mi coś powiedzieć o tych kolumnach oprócz tego, że ich brzmienie jest bardzo jednostronne i dalekie od neutralności - jako partner dla DNM było to chyba nie na miejscu.

Bardzo niewiele było systemów, które mogły urzec zrównoważonym i autentycznie wyrafinowanym brzmieniem. Oznaki sporej klasy słychać było w trakcie demonstracji francuskich kolumn Triangle Octant. Zestawy te zasilane były sygnałem pochodzącym z gramofonu Pink Triangle i wzmocnionym przez stosunkowo skromny wzmacniacz Musical Fidelity David. Stare nagranie Presleya "Fever" robiło spore wrażenie. Trzeba wspomnieć, że Octant to nietypowa konstrukcja. Zamocowany w otwartej obudowie główny głośnik pokrywa nie tylko zakres średnich tonów ale również sporć część górnego basu i niższych wysokich. Resztę wysokich tonów odtwarza konwencjonalny głośnik wysokotonowy, a dolne rejestry basu trzy głośniki pracujące również w obudowie otwartej.

Jest wśród specjalistycznych producentów wielu takich, którzy hołdują określonej szkole dźwięku i należy do nich również brytyjski Naim. Pokaz systemu tej firmy wyraźnie bardziej podobał się młodszej publiczności, a materiał demonstacyjny stanowiła w znacznym stopniu muzyka rockowa i jazzowa, w mniejszym stopniu klasyka. Choć trudno Naima oskarżyć o brak subtelności to jednak przesłanie firmy jest czytelne: emocjonalne pierwiastki muzycznego przekazu są najważniejsze.

Pewnym zaskoczeniem mogło być dynamiczne brzmienie bardzo małych kolumn Linneum, które z powodzeniem można było wziąć za zestawy satelitarne przeznaczone do współpracy z subwooferem. Ciekawa konstrukcja głośnika wysokotonowego (niestety nikt z obsługi wystawcy nie potrafił powiedzieć niczego o szczegółach technicznych) w połączeniu z kamienną obudową zaowocowała zaskakująco mocnym dźwiękiem, choć oczywiście przy takiej miniaturyzacji bas musiał być silnie ograniczony.

Rekordy popularności biły najnowsze kolumny firmy Cabasse. Monstrualne MC-001 szokowały już od chwili wejścia do pokoju odsłuchowego. Duże rozmiary i nietypowy kształt wystarczająco odróżniają MC-001 od zwykłych kolumn. Jednak co najważniejsze, miny osób wychodzących z pokoju po zakończeniu prezentacji wskazywały, że kolumny spełniły obietnicę zawartą w ich wyglądzie. Rezultaty były faktycznie imponujące. Głównym wyróżnikiem brzmienia była niesamowita dynamika i czystość brzmienia na wysokich poziomach, ale odniosłem wrażenie, że w wielu innych dziedzinach konstrukcja ta może być równie wyrafinowana. Aby to sprawdzić trzeba byłoby jednak mieć okazję do dłuższego przesłuchania w lepszych warunkach.

Tiny Tot, Puppy, Wow to wbrew pozorom nie imiona bohaterów kreskówek, ale części modularnego systemu głośnikowego amerykańskiej firmy Wilson Audio. Zestaw ten złożony z dwóch dwudrożnych kolumn uzupełnionych o dwa subwoofery, po jednym dla każdego kanału, i trzeci centralny subwoofer monstrualnych rozmiarów przenoszący - jak twierdził jeden z pracowników obsługi, jedyny spotkany przeze mnie na wystawie Polak częstotliwości już od 16Hz, to niewątpliwie jeden z kilku najdroższych zaprezentowanych modeli i jednocześnie jeden z najlepszych. Do prezentacji wykorzystano wzmacniacze firmy Krell, odtwarzacz kompaktowy tej samej firmy i gramofon Well Tempered. Całość połączono kablami MIT (Music Interface Technology), które wzbudzają w Stanach wiele kontrowersji. Co najważniejsze efekt odsłuchowy mógł zaimponować, a demonstracja zakończyła się oklaskami publiczności. Mimo wszystko trudno pozbyć się wątpliwości czy warto za taki system zapłacić równowartość niezgorszego jednorodzinnego domu.

Pojawienie się słuchawek Sennheiser Orpheus sygnalizowaliśmy w pierwszym, ubiegłorocznym numerze MHF, a w pierwszym wydaniu z tego roku na okładce mogli Państwo obejrzeć cały komplet - lampowy wzmacniacz wraz ze słuchawkami. Możliwość przesłuchania tego zestawu to równocześnie powód do zachwytu i do rozczarowania. Czystość, klarowność i swoboda dźwięku odtwarzanego przez te słuchawki jest imponująca. Jednak nagrania zrealizowane z myślą o kolumnach, czyli praktycznie prawie wszystkie jakie są osiągalne na rynku, nie dają w pełni satysfakcjonującego wrażenia muzycznej sceny przy użyciu słuchawek, nawet gdy wykorzystujemy tak wyrafinowany sprzęt.

* * * * *

Można oczywiście dyskutować czy tego typu impreza daje odwiedzającym takie korzyści jak powinna. Teoretycznie jest to okazja do poznania sprzętu, ale kiepskie przygotowanie demonstracji może nieraz przeszkodzić w ocenie przesłuchiwanych modeli. Jedna korzyść jest jednak niepodważalna. Wystawa znakomicie ilustruje jak różne są szkoły brzmienia i jak trudno jednoznacznie określić ideał, który powinien być naszym celem. (GS)

Jeśli mają Państwo uwagi dotyczące tej strony lub zauważyliście na niej błędy, dajcie nam znać.
Kliknięcie na niniejszy link spowoduje uruchomienie w nowym oknie formularza, przy pomocy którego można przekazać uwagi do redakcji.
Copyright © 1991-2017 Magazyn Hi-Fi, Gdynia, Poland
logo hifi.pl