Start Pomoc Kontakt Reklama O nas Zaloguj Rejestracja

Witryna hifi.pl wykorzystuje ciasteczka (cookies). Proszę kliknąć aby uzyskać więcej informacji.

Sound Project Model 2SE


recenzja pierwotnie opublikowana w Magazynie Hi-Fi 2/99
Wymiary: 440,93,300 mm
Moc: 35/8, 70/4
Cena (czerwiec 1999): 2.700 zł
Zestaw testowy 1: Arcam Alpha 9, Zoller Design Metropolis Imagination
Zestaw testowy 2: Arcam Alpha 9, zestawy samodzielnie skonstruowane z głośników Scan Speak Revelator i 18W8545
Testowano w grupie wraz z: Audio Refinement Complete, NAD C340, Sound Project Model 2SE, Yamaha AX-592

Jest to drugi wzmacniacz Sound Project w naszych testach i bez trudu można znaleźć szereg elementów kontynuacji - zarówno jak chodzi o wzornictwo jak i sposób wykonania układu elektronicznego.

Na przedniej ściance znajdziemy dwa regulatory - po lewej stronie regulator głośności i po prawej selektor źródeł. Podłączyć można łącznie cztery urządzenia o poziomie liniowym. Jest też jedno wyjście, które umożliwia podłączenie magnetofonu. Uniwersalne gniazda głośnikowe zostały zdublowane. Wszystkie gniazda były złocone. Choć pod względem jakości wykończenia powierzchni (lakier) Sound Project ustępuje dość wyraźnie poziomem w stosunku do produktów większych producentów, to jednak sama konstrukcja jest solidna. W przeciwieństwie do tańszych konkurentów z testu w 2SE gniazda przykręcone do solidnej ścianki nie poddają się przy wykonywaniu połączeń.

Dość nietypowo działa pokrętło głośności - żeby uzyskać nominalną moc trzeba przekręcić gałkę nieco dalej niż zwykle. Czułość wejścia o impedancji 50k omów wynosi 0,5V.

W środku wzmacniacz wygląda nadzwyczaj minimalistycznie - głównie za sprawą bardzo prostego układu elektronicznego. Sygnał po przejściu przez selektor źródeł trafia do potencjometru regulacji głośności, potem do stopnia wzmocnienia napięciowego na układzie scalonym Burr-Brown i następnie do wyjściowych tranzystorów stopnia mocy. W celu zapewnienia chłodzenia tranzystory zostały przymocowane do dna obudowy. Pracują one w klasie AB.

Solidnie prezentuje się zasilacz. Pokaźny toroidalny transformator wydaje się nieco przerośnięty jak na 35-watowy wzmacniacz, a i 4 kondensatory Nichicon po 10.000 µF każdy to całkiem sporo jak na tego typu konstrukcję.

Opinia 1
Niegdyś miałem już okazję oceniać wzmacniacz Sound Project wówczas Model 3, pamiętam że przeszedł on trochę bez echa, nie zwrócił na siebie większej uwagi, ani pozytywnej, ani negatywnej. Podobna sytuacja jest teraz. Wydaje się że głównym zamierzeniem projektanta było stworzenie neutralnego wzmacniacza, który nie miałby słabych stron. Trudno mieć jakieś konkretne uwagi krytyczne odnośnie tego urządzenia, zauważyłem że można go słuchać godzinami i nic nie napisać na temat jego brzmienia. Z drugiej strony modele tańsze (np. recenzowany to NAD C340), mniej neutralne, potrafią czasami bardziej skupić uwagę słuchacza, bardziej zaangażować go w przedstawienie muzyczne.

Pojedyncze składniki oceny brzmienia tego wzmacniacza są pozytywne, jednak tzw. ogólne wrażenie pozostawia pewien niedosyt, wszystko jest poprawne i zawsze w jakimś stopniu ograniczone.

W niskich rejestrach dźwięk jest raczej szczupły, może z wyjątkiem najniższych składowych. W przypadku bezpośredniego porównania z C340 odniosłem wrażenie że kontrabas jest mniej plastyczny i obecny z drugiej strony stopa ma lepszy akcent, ale bywa bardziej ociężała, moim zdaniem lepiej wypadała gitara basowa niż kontrabas. Generalnie jednak, zakres niskich składowych najczęściej nie przyciągał większej uwagi, odstępstwa od neutralności są niewielkie i nie psują ogólnego pozytywnego wrażenia. Nieco powściągliwe podanie przełomu dołu i średnicy wpłynęło również na odbiór wyższych zakresów. Dźwięki skrzypiec czy wokali były nie tyle odchudzone co delikatne i powściągliwe. Właściwie to wszystko tam jest w porządku, są zmiany barwy, dynamiki, C340 potrafił chyba jednak oddać lepiej zróżnicowanie dynamiczne, dodatkowo okraszał dźwięk większa ilością otoczki powietrza, lepszą namacalnością. Podobnie przy projekcji gitar akustycznych, dźwięk był bardziej równy i neutralny miał więcej agresywności, ale ogólne poczucie obcowania z żywymi instrumentami było większe w przypadku odsłuchu z NADa. Poczucie obecności pomieszczenia z muzykami, głębi nagrań, to ten sam problem, niby wszystko jest ale na tyle dyskretne, że trzeba się było postarać aby je zidentyfikować. Mikołaj zauważył jeszcze minimalne zabrudzenie wyższej średnicy, mogą się tam czasem pojawić granulacje i podostrzenia, szczególnie w bardziej dynamicznych fragmentach. Nie bez znaczenia jest również fakt, że Model 2SE nie dysponuje nadwyżką mocy, nie trzeba się mocno starać aby przesterować wzmacniacz nawet w przypadku współpracy z kolumnami Zoller Imagination.

Zakres wysokich tonów to kolejny składnik brzmienia wzmacniacza który nie wiele wnosi do jego ogólnego charakteru. Brzmienie blach jest w dużym stopniu neutralne ale uboższe i mniej urozmaicone niż w przypadku Complete i z kolei nie dużo atrakcyjniejsze niż przez tańszego NADa.

Wzmacniacz ma niedużo własnego charakteru. Obraz sceny generowany za zestawami nie jest nadzwyczajnie przejrzysty ani namacalny. Stereofonia jest w miarę ostra i precyzyjna, ale separacja źródeł, wydzielenie pudeł instrumentów, pozostawi pewien niedosyt. Śledzenie pojedynczych instrumentów na scenie wymaga większej koncentracji, poszczególne plany się nieco zmywają, nie ma też naturalnej namacalnej głębi. Odniosłem wrażeniem jakby czasem było zbyt wiele niepotrzebnych dźwięków które psują przejrzystość i kulturę przekazu.

W zakresie dynamiki zarówno mikro i makro Model 2SE niczym nie zaskakuje. Przekaz jest raczej zwarty i szybki, choć skłaniał bym się i w przypadku tego aspektu do oceny: nie wyróżnia się niczym spośród konkurencji. Mikrodynamika w żadnym zakresie nie przyciąga uwagi. Dźwięk zazwyczaj jest raczej delikatny, nie nadmiernie obfity, mimo to szybkość i akcenty dynamiczne nie pozwalają wyróżnić wzmacniacza specjalnie na plus. Gradacja dynamiki dużych składów orkiestrowych, potężne wybuch, nie wgniatają w krzesło, nie wywołują również rozczarowania czy rozdrażnienia.

Trudno ocenić taki wzmacniacz, nie ma konkretnego, wyraźnie zarysowanego charakteru, pod każdym względem cechuje się dużą poprawnością, ale pod żadnym wyraźnie nie przewyższa też konkurencji. Osobiście mimo wszystko przychylam się do oceny pozytywnej, Mikołaj wręcz przeciwnie. Co by nie mówić, producent wyraźnie trzyma się obranej przez siebie koncepcji, która wydaje się całkiem słuszna, zauważalny jest też postęp w stosunku do poprzedniej konstrukcji. Warto śledzić co przyniesie przyszłość. (JD)

Opinia 2
Bez względu na gatunek odtwarzanej muzyki, równowaga tonalna praktycznie pozbawiona była poważniejszych przerysowań, a poszczególne zakresy częstotliwości pozostawały w dość dobrych względem siebie proporcjach. Sound Project wniósł jednak od siebie trochę własnego charakteru polegającego na zaokrągleniu brzmienia.

Subiektywnie postrzegane rozciągnięcie basu było w miarę przyzwoite. Mimo nieznacznego spowolnienia dźwięków transientowych i lekkiego zaokrąglenia ich konturów w przypadku kontrabasu i perkusji, a także ogólnie trochę zmiękczonego brzmienia, kontrola była nawet satysfakcjonująca. Podbarwienia tego zakresu ograniczały się do nieznacznego bumienia w wyższym basie.

Średnie tony prawidłowo współbrzmiały ze spokojnym charakterem basu i były wolne od poważniejszych uchybień, charakteryzowały się złagodzoną ale i płynną prezentacją. Na uwagę zasługiwał praktycznie pomijalny brak twardości. Nie najgorzej zróżnicowane i nasycone barwy podstawowych tonów były dość płynnie połączone z wyższymi harmonicznymi, choć dała się odczuć nieco ofensywna projekcja sybilantów zarówno w przypadku wokali kobiecych jak i męskich. Sopran Dawn Upshaw posiadał trochę suche podbarwienie, które pozbawiło trochę jej głos ekspresji. Podobne uwagi zostały odnotowane w przypadku nagrania mezzosopranu jak i skrzypiec Vengerova (koncert skrzypcowy Szostakowicza). Wiązała się też z tym obecna w większości wokali i instrumentów akustycznych nieznaczna szklista naleciałość, co do pewnego stopnia wpłynęło na odczucie pogorszenia się ciągłości omawianego zakresu.

Wysokie tony dość dobrze dopełniały średnie częstotliwości, były delikatne, czyste i pozbawione przesadnej analityczności. Jednak w przypadku talerzy pojawił się pewien niedosyt dźwięczności co w połączeniu z ich spokojnym charakterem zaowocowało, zlewaniem się składowych harmonicznych w postaci nieznacznie monotonnego szumu.

Podobnie jak testowany przez nas wcześniej Model 3 prezentowany tym razem 2SE też ma umiarkowane możliwości mocowe, trzeba się było pilnować by nie przekroczyć limitu podanego przez producenta nawet w impulsach - przy średnio efektywnych kolumnach doprowadzenie do kompresji czy nawet wyraźnych zniekształceń jest możliwe bez większego trudu. Mimo ogólnego wrażenia spokoju i ograniczenia drapieżności, nie można jednak było zarzucić wyraźnie wyczuwalnej ospałości. Z ładną potoczystością rozwijały się partie wokalne. Dość naturalna pozostała prezentacja transjentów, stopień zaokrąglenia tego typu dźwięków nie był zbyt duży - mimo wszystko cechowały się one z reguły dość delikatnym charakterem. Mocniej akcentowany rytm i większy rozmach można znaleźć co prawda i w tańszych wzmacniaczach (choćby w opisanym obok AX-592), ale możliwości 2SE były wystarczające by podtrzymać muzykalny i pozbawiony monotonii charakter dźwięku.

Perspektywa sceny została zogniskowana dość naturalnie, z nieznacznym wypchnięciem pierwszego planu ku linii głośników, była w dodatku dobrze wybudowana wszerz i wgłąb. Choć Piotr dość pozytywnie ocenił takie aspekty jak przejrzystość i reprodukcja detali przestrzennych to niestety ze swoich obserwacji nie podzielam tej opinii. Przestrzenność wydawała mi się nazbyt ogólna w swych charakterze. Odczuwałem całościowe wypełnienie przestrzeni, ale zabrakło mi przejrzystości poszczególnych źródeł oraz czytelnego połączenia wybrzmienia z pobudzającym je instrumentem.

Wzmacniacz Sound Project nie należy do urządzeń zarzucających słuchacza masą dosadnie podanych szczegółów. Prezentacja była raczej powściągliwa, zmuszająca do natężania uwagi przy próbach wsłuchania się w drobniejsze niuanse. Troszkę dodatkowej precyzji i dokładniejszej artykulacji pracy palców na strunach czy szczotek na talerzach przydałoby dźwiękowi lepszej sugestywności. W gęstszych nagraniach rockowych czytelność pozostała jednak całkiem dobra.

W przypadku modelu 2SE nieco nazbyt spokojny charakter został w wystarczającym stopniu zrównoważony przez kulturę brzmienia, satysfakcjonującą ilość szczegółów i kreację przyjemnej otoczki akustycznej. Pozwalało to na dłuższe, komfortowe obcowanie z muzyką. Doceniam, że udało się w tym przypadku zrealizować spójną koncepcję - choć nie jest to szkoła brzmienia, którą bym osobiście preferował. Ze strony Piotra jednak ciepła rekomendacja. (GS)

Jeśli mają Państwo uwagi dotyczące tej strony lub zauważyliście na niej błędy, dajcie nam znać.
Kliknięcie na niniejszy link spowoduje uruchomienie w nowym oknie formularza, przy pomocy którego można przekazać uwagi do redakcji.
Copyright © 1991-2017 Magazyn Hi-Fi, Gdynia, Poland
logo hifi.pl