Uwaga!

Trwają prace techniczne na witrynie hifi.pl. Dopóki widoczny będzie niniejszy komunikat prosimy:
- nie zamieszczać ogłoszeń na giełdzie
- nie logować się na swoje konto
- nie rejestrować nowych kont na hifi.pl
- jeśli jesteście Państwo zalogowani prosimy o jak najszybsze wylogowanie

Przewidujemy, że czas trwania prac nie przekroczy 30 minut. W tym czasie można normalnie korzystać z treści zamieszczonych na hifi.pl.

Kiedy niniejszy komunikat zniknie będzie to oznaczało, że prace zostały zakończone i możliwe jest korzystanie z wszystkich funkcji witryny.

Przepraszamy za wszelkie niedogodności wynikające z prowadzony prac.

Start Pomoc Kontakt Reklama O nas Zaloguj Rejestracja

Witryna hifi.pl wykorzystuje ciasteczka (cookies). Proszę kliknąć aby uzyskać więcej informacji.

Baltlab Epoca 1v.3


Pierwsza publikacja w styczniu 2001
Cena: 3.900 zł
Wymiary: 450,85,380
Moc: 60 W/8
Masa: 10 kg
Impedancja wyjściowa: 0,4 oma
Testowano w grupie wraz z: Audio Analogue Puccini SE, Baltlab Epoca 1v.3, CSR ABC, LFD Mistral, Luxman A-471, Musical Fidelity X-A2

Baltlab zaczął swą działalność ponad rok temu. Ponieważ firma mieści się w Gdańsku mógłby ktoś pomyśleć, że inspiracją dla nazwy była bliskość Bałtyku, jest to jednak rozumowanie błędne. Nazwa firmy wzięła się od słowa zbalansowany - taką bowiem konstrukcję preferuje firma i taką też konstrukcję zastosowano w tym przypadku. Inne założenia projektowe to eliminacja ujemnego sprzężenia zwrotnego i minimalizacja długości ścieżki sygnału. Ścieżki są zresztą nie tylko maksymalnie skracane ale także w pełni symetryczne dla obydwu kanałów. W ogóle mamy tu do czynienie z konstrukcją dual-mono.

Stopnie wyjściowe Epoci są głęboko spolaryzowane w klasie A. Wzmacniacz nagrzewa się więc do wysokiej temperatury. Owszem, można na chwilę położyć rękę na radiatorze, ale szybko staje się to nieprzyjemne.

Wzmacniacz osiągalny jest w dwóch wariantach kolorystycznych, czarny lub z nielakierowanego aluminium. Do nas trafiła wersja z aluminiową ścianką przednią. Podobnie jak w recenzowanym obok urządzeniu CSR także w tym przypadku mamy profesjonalną jakość wykonania.

Po włączeniu zasilania przez chwilę świecą się trzy diody - jedna niebieska i dwie czerwone, osobne dla każdego kanału. Czerwone diody gasną po kilku sekundach potrzebnych na ustabilizowanie wzmacniacza. Wzmacniacz ma zabezpieczenia chroniące kolumny przed uszkodzeniem. Przekroczenie określonej temperatury tranzystorów mocy, pojawienie się napięcia stałego na wyjściu lub inych niebezpiecznych zakłóceń powoduje aktywację zabezpieczeń co jest sygnalizowane przez zapalenie niebieskiej diody dla odpowiedniego kanału.

Użytkowo Baltlab nie różni się niczym od większości innych audiofilskich konstrukcji. Jedna gałka służy do regulacji wzmocnienia, druga do wyboru źródeł. Można podłączyć cztery źródła o poziomie liniowym i magnetofon. Wszystkie gniazda Cinch są złocone. Zbalansowany charakter końcówki nie ma co prawda konsekwencji użytkowych w typowych warunkach, ale przy wykonywaniu pomiarów należy pamiętać, że oba terminale są aktywne i nie należy żadnego z nich podłączać do uziemienia, jest to bowiem niebezpieczne dla wzmacniacza.

W środku wzmacniacz wygląda na bardziej rozbudowany od większości konkurencyjnych konstrukcji firm specjalistycznych. Układy rozlokowano na kilku płytkach. Jedna wspólna dla obydwu kanałów płytka mieści układy przedwzmacniacza. Pozostałe płytki są już oddzielne dla każdego z kanałów. Pomijając drobne płytki z bezpiecznikami każdy kanał ma dwie płytki z układami wzmacniającymi. Zastosowano sporą pojemność kondensatorów filtrujących w zasilaczu. Na każdy kanał przypadają po dwa kondensatory Hitachi o pojemności 33.000 µF. Okazale prezentują się też dwa transformatory toroidalne o mocy 200VA każdy. Tranzystory wyjściowe połączone są z radiatorami przy pomocy aluminiowych sztabek. Ma to za zadanie poprawić przekazywanie ciepła do odleglejszych końców radiatorów.

Opinia 1
Sprzęt towarzyszący: Zoller Metropolis Imagination, Arcam Alpha 9
Słuchacze: JD, MD

Epoca 1 V.3 w swojej klasie cenowej jest urządzeniem nieprzeciętnym, i to nie tylko ze względu na konstrukcje, ale również na jakość dźwięku. Opis konstrukcji znajdą Państwo w części wstępnej recenzji, nie ma zatem sensu tego powtarzać, chciałbym jedynie nadmienić że nie ma na rynku urządzenia zbalansowanego (dwa oddzielne tory wzmacniające na kanał) w cenie 4 tys. zł.

Wraz z zaawansowaną konstrukcją wzmacniacz oferuje brzmienie również ze zgoła wyższego pułapu cenowego. Epoca 1 jest urządzeniem ekstremalnie przezroczystym. Można mu przypisać określony charakter, ale przekaz jest na tyle czysty i neutralny, że o ostatecznym efekcie dźwiękowym w większej mierze decydują inne elementy toru. Wstawiając Baltlaba do toru audio zamiast innego wzmacniacza oczywiście okaże się, że ma on swój charakter, chociażby na zasadzie porównania. Przeprowadzałem z tym wzmacniaczem wiele różnego rodzaju prób, słuchałem go w różnych konfiguracjach, w tym wiele poza redakcją w odsłuchach prywatnych. Ten wzmacniacz znakomicie demaskuje brzmienie innych elementów systemu audio, pokazuje wiele prawdy na temat realizacji i jakości nagrań, oczywiści nie będę ukrywał że z tańszymi i nieczysto brzmiącymi urządzeniami charakter dźwięku może być również fatalny. Wzmacniacz nie kamufluje braków systemu nie upiększa brzmienia.

Opis Baltlaba dotyczy głównie jego pracy w systemie redakcyjnym, w połączeniu z delikatnie i czysto brzmiącym Arcamem Alpha 9 oraz kolumnami Zoller Immagination. Dźwięk w tym systemie był w dużej mierze neutralny, z zachowaniem równego balansu tonalnego, charakteryzował się sporą przezroczystością barw, ale też sporą delikatności i czystością przekazu. Barwy Baltlaba są ekstremalnie czyste, wyrównane i spójne w całym zakresie częstotliwości. Wzmacniacz nie generuje bardzo kwiecistego dźwięku, jest on raczej oszczędny, dźwięk nie jest przesycony, nie posiada sztucznych podbarwień, sztucznie generowanego liryzmu, ani ciepłych obecnych wokali. W połączeniu z tanimi, nie czysto brzmiącymi komponentami dźwięk może oczywiście być suchy, czy nawet techniczny, ale nie ma w tym żadnej winy wzmacniacza. Baltlab jest urządzeniem wymagającym, potrzebuje nie tylko przyzwoitych komponentów do współpracy ale również odpowiednio długiego czasu na wygrzanie. Nie wystarczy przekręcenie gałki "Power" i odczekanie godziny, wzmacniacz w ten sposób się nie nagrzeje, aby osiągnąć pełnie możliwości sonicznych tego urządzenia przez tranzystory musi popłynąć sygnał zmienny - muzyka. Z moich doświadczeń wynika, przy założeniu że wzmacniacz miał cały czas włączone zasilanie, że jego przydatność do słuchania muzyki jest osiągalna dopiero po przynajmniej półgodzinnym rozgrzewaniu dynamicznym. W przeciwnym razie dźwięk jest ubogi ma jednostajne barwy, a może być nawet nieco drażniący.

W pełni rozgrzany Baltlab generuje natomiast, mimo że skromną, to jednak różnorodną i nasyconą paletę barw. Nie jest to kwiecistość spotykana we wzmacniaczach lampowych, dźwięk jest dużo bardziej czysty i oszczędny, za to znakomicie pokazuje wszelkie niuanse brzmienia. Niezależnie w jakim zakresie częstotliwości znajduje się dany instrument czy głos, dźwięk jest spójny, czysty, znakomicie pokazane są wszelkie najdrobniejsze nawet zmiany wysokości dźwięku, czytelna jest każda najdrobniejsza nuta, każde mikro-vibrato, drżenie głosu, czy nawet drobne potknięcia muzyków. Bardzo dobrze, czytelnie i naturalnie wypadały nagrania instrumentów dętych, dźwięk był silny, odważny, nasycony i w pełni autentyczny. W przypadku wokali okazuje się że brzmienie jest nawet zbyt neutralne, wrażenie jest takie jakbyśmy mieli wokalistę z mikrofonem w pokoju odsłuchowym. Niestety jest to tylko dźwięk z mikrofonu, wzmacniacz go nie ociepla, nie ogładza, nie upiększa, może okazać się że niektóre nagrania brzmią źle bo są źle zrealizowane, Baltlab nie ukrywa takich niedostatków.

Znakomicie otwarta i czysta jest góra pasma, słychać to zwłaszcza w przeciągłych dłużej wybrzmiewających nutach instrumentów dętych czy wokali, kiedy dźwięk idzie w najwyższe rejestry, jest pełny i obecność, ma w sobie naturalną, nasyconą, jasną barwę, ale zarazem jest czysty i nie drażniący. Nawet w najwyżej wchodzących trąbkach dźwięk pozostaje czysty i kontrolowany, brzmienie może być natarczywe czy ostre, ale jest to związane z jego naturalnym charakterem, nigdy nie powoduje bólu uszy, czy chęci ucieczki słuchacza sprzed zestawów głośnikowych. Słuchając Baltlaba z redakcyjną Alphą 9 miałem momentami wrażenie złagodzenia dźwięku w górnych rejestrach, szczególnie podczas odsłuchów dynamicznych blach perkusyjnych, przekaz był czysty, ale brakowało mu prawdziwej swobody, nasyconego metalicznego brzmienia z koncertu. Takie efekty osiągalne są z lepszej jakości źródłem dźwięku. Prywatnie zasilałem Baltlaba m.in. z bardzo czystego i otwartego u góry źródła składającego się z modyfikowanego przetwornika DPA DX32 napędu Rotela RDD 980 oraz Siltecha HF8Si. Dźwięk w tym przypadku miał znamiona prawdziwej klasy, w bardziej wycofanych u góry nagraniach był delikatny i nasycony z mnóstwem odcieni i mikrodetali, w ostrzej, bliżej mikrofonu nagranych blachach brzmienie było transjentowe, metaliczne i atakujące.

Dokładnie takie same spostrzeżenia jak barw średnicy i góry dotyczą barw dołu pasma. Nie znajdą tu państwo pogrubień, podbarwień czy innych wypaczeń, mogących przy umiejętnym zastosowaniu poprawić doznania dźwiękowe. Tu dźwięk jest czysty, szczupły i szybki, bardzo spójny z resztą pasma. Słuchając gitary basowej w dobrze znanych nagraniach można dojść do odkrycia, że brzmienie basu faktycznie przypomina naturalny instrument. W nieczysto brzmiących urządzeniach rozpoznajemy instrumenty metodą dedukcji, wiadomo że tam nie może grać nic innego niż bas, w Baltlabie percepcja dźwięku jest tak naturalistyczna że bas przypomina prawdziwy żywy instrument. Dźwięk jest czysty, chropowaty, dynamiczny i bardzo selektywny. Selektywność dźwięku związana z jego czystością wyraźnie wyróżnia Baltlaba spośród konkurencji w teście. Tu dźwięk nie ulega zlepieniu w jedną - jednobarwną bryłę dźwięku, wydzielić można każdą nutę, odseparować każdy instrument. Nieodzowna jest do tego również szybkość i dynamika przekazu. Baltlab potrafi wydzielić i zaakcentować każde szarpnięcie struny kontrabasu, dźwięk jest naprawdę czytelny. Stopa czy gitara basowa nawet w najbardziej skomplikowanych nagraniach jest czytelna, obecna i bardzo szybka. W tym miejscu muszę niestety też wspomnieć o pewnych niedostatkach przekazu dołu. Otóż przy bezpośrednim porównaniu np. z LFD, okazuje się że Baltlab brzmi bardziej miękko, nie ma takiej potęgi, takiego wykopu w zakresie niskich częstotliwości.

Mimo że przekaz ma walory dynamiczne i brzmienie jest krótkie i zwarte to ma też pewną miękkość. Efekt ten dotyczy zresztą wszystkich zakresów. Cóż, nie ma ideałów za 4 tys. zł. Muszę tu jednak zaznaczyć, że Baltlab uczestnicząc w testach porównawczych miał nieco utrudnione zadanie. Jest to wzmacniacz czysty bez podbarwień, poziom wzmocnienia jaki ustalamy dla wszystkich urządzeń jest taki sam i mierzony jest przy 1kHz, z tego powodu wzmacniacze które mają uwydatnione niskie rejestry brzmią dynamiczniej i twardziej - oddają więcej energii w niskim zakresie częstotliwości. Między innymi z tego względu Baltlab brzmi mniej dynamicznie niż Mistral. Bardziej ograniczony jest natomiast poziom dźwięku jaki można wycisnąć z Mistrala, jest to związane z szybciej pojawiającymi się zniekształceniami w górnych rejestrach, dalsze zwiększanie wzmocnienia nie mam wówczas sensy ponieważ dźwięk staje się ostry i nieprzyjemny. W tym miejscu uwydatnia się wyraźna różnica Baltlaba w stosunku do konkurencji, nie tylko z tego pułapu cenowego.

Nie jest bowiem problemem osiągnięcie wysokiego poziomu dźwięku, chodzi jednak o to by ten dźwięk mimo wysokiego poziomu głośności był wciąż czysty i strawny dla ucha, by słuchacz nie wolał słuchać swojego systemu z kuchni, bardziej niż bezpośrednio sprzed zestawów głośnikowych.

Baltlab ma duże możliwości dynamiczne, rozkręcając potencjometr głośności można osiągnąć naprawdę wysoki poziom dźwięku, dźwięk jest wówczas oczywiści bardziej dynamiczny, twardy, ma większego kopa, ale co najważniejsze zachowana jest czystość i czytelność przekazu.

Słuchając takich płyt jak Steve Coleman and Five Elements "Def trance beat", koncertowy Marcus Miller "Live & more", czy rockowy Primus "Brown album" można wycisnąć naprawdę dynamiczny, obecny i kopiący bas - sztywny bas jest po prostu niezbędny do przeżywania muzyki w tych nagraniach. Co jednak szczególnie cenne i niestety rzadko spotykane, to to że góra pozostaje tu czysta, cały czas można cieszyć się niezmąconą czytelną, piękną barwą saksofonów, trąbki, wokalu, czy blach perkusyjnych. Oczywiście i Baltlab ma ograniczenia w tej materii, ale występują one na zdecydowanie wyższym poziomie dźwięku niż u konkurencji. Na pewno nie raz doświadczyli Państwo, że przy niezbyt czystych wzmacniaczach nie da się zbyt długo i głośno słuchać muzyki, dźwięk staje się nieprzyjemny i męczący, trudno np. śledzić poczynania saksofonisty, osobiście po prostu ściszam wówczas nieco poziom dźwięku, jednak wówczas odczuwalny jest dotkliwy brak ciśnienia na basie. Baltlab pozwala naprawdę cieszyć się muzą. To jest dla mnie dźwięk neutralny, nie zaś przybrudzony i dzięki temu bardziej rockowy przekaz jaki oferują wzmacniacze CSR czy LFD.

Detaliczność i przestrzenność to znowu poziom nie osiągalny dla konkurencji, nieodmiennie wiąże się to z wyśmienitą jakością wysokich tonów. Epoca 1 jest czysta i otwarta u góry, nie ukrywa żadnych dźwięków, żadnych nie uwypukla. Detali jest po prostu tyle ile generuje źródło dźwięku. Przy dobrej jakości źródła w brzmieniu jest mnóstwo mikro-wybrzmień, pojawia się mikroklimat pomieszczenia, pojawia się magiczna aura powietrza wokół instrumentów. Pomieszczenia zmieniają rozmiary i klimat wraz ze zmianą nagrania. Przy współpracy z redakcyjną alpha9, scena była nieco rozjaśniona, bardzo czytelna i obecna, jej rozmiary wyraźnie wykraczały poza typowe ramy. Lokalizacja instrumentów była bardzo precyzyjna, czytelna i cały czas kontrolowana. Baltlab nie jest natomiast wzmacniaczem, który sam dodaje powietrze i oddech od nagrania. Instrumenty nie są powiększone, ani nie mają takiego rodzaju ciepła - powietrza i wydzielenia jak np. w czasie reprodukcji z Pucciniego. Tutaj przekaz głębi i obecności sceny opiera się bardziej na mikro-detalach, na rzetelnym przekazie pogłosów.

Baltlab nie jest wzmacniaczem przeciętnym, w niektórych (słabych) systemach może też nie wypaść zachwycająco, natomiast jeśli mają Państwo ochotę pobawić się trochę z konfiguracją sprzętu, zestawić Baltlaba z innymi czysto brzmiącymi komponentami to obiecuje że efekt będzie porywający. Jest to wzmacniacz dla prawdziwych entuzjastów hi-fi, poszukujących piękna w muzyce, ale zarazem autentyczności, prawdy na temat realizacji nagrań, brzmienia instrumentów. Przestrzegam też, że po dłuższym kontakcie z tym sprzętem nie ma już powrotu wstecz, może okazać się, że wiele innych propozycji gra nieudolnie i nieprawdziwie, wiadomo też np. będzie dlaczego system Dynaudio Evidence + Gryphon Antileon grał słabo na tegorocznej wystawie Audio Show. (JD)

Opinia 2
Sprzęt towarzyszący: kit na głośnikach Scan-Speak 18W8545/Revelator, Arcam Alpha 9
słuchacze: KK, GS

Baltlab zaoferował duży, solidny dźwięk o bardzo dobrej równowadze tonalnej. Wzmacniacz grał z dużym rozmachem i swobodą. W każdym podzakresie częstotliwości dzieje się wiele, lecz trudno zauważyć tendencje Baltlaba do faworyzowania jakiegoś fragmentu pasma.

Bas Baltlaba był całkiem obfity i potężny, ale bez zbędnej tłustości czy przytłaczającej monotonii. W krytycznym (jak się okazało) dla odtwarzania basu utworze "Part Of The Process" (Morcheeba) Baltlab popisał się bardzo obszerną, bezkompromisową prezentacją niskich częstotliwości, bez utraty kontroli, co miało miejsce w przypadku kilku innych urządzeń testowej grupy. Choć KK ocenił bas Epoci w samych superlatywach przyznam, że zakres ten wydał mi się odrobinę zbyt miękki, zabrakło mi trochę zwartości dla pełnej satysfakcji.

Środek pasma był dobrej jakości. Niektóre wokale (Madonna, Skye Edwards, Anna Maria Jopek) były subiektywnie trochę przesadnie powiększone i wysunięte na pierwszy plan, jednak z zachowaniem bardzo dobrej neutralności we wszystkich rejestrach.

Podobnie wysokie tony charakteryzowały się bardzo dobrą jakością, przede wszystkim z uwagi na swe wygładzenie. Wszelkiego rodzaju kłopotliwy materiał, jak choćby sybilanty czy talerze, odtworzony był bez zbędnej agresji, bez szorstkości czy szklistości. A przy tym nasycenie wysokich tonów nie było istotnie pogorszone. Zdaniem KK osiągi były całkowicie bez zarzutu, mi wydawało się, że w górnych rejestrach było odrobinę zbyt elegancko.

Zresztą wygładzenie i spójność to w ogóle cechy dotyczące całego pasma. Dźwięk stanowił całość, homogeniczne continuum a nie zlepek osobnych elementów i to jest poważna zaleta.

Dźwięk dobywający się z Baltlaba był całkiem potężny, solidny. Wzmacniacz sprawiał wrażenie, że dysponuje niezłą swobodą dynamiczną, zdolnością wygenerowania głośnego dźwięku. Mimo tych zalet niedosyt pozostawiły u mnie (KK nie zgłosił takich zastrzeżeń) możliwości w dziedzinie odtwarzania rytmu i szybkich transjentów. Perkusyjne solo z B Boom (King Crimson - Thrak) czy linie basu płyty Simona Graceland nie miały tej witalności, której oczekuję. Ogólne wrażenie było jednak całkiem dobre, pozytywy przeważały nad ograniczeniami.

Analityczność nie wzbudziła zastrzeżeń, KK nawet wyróżnił możliwości Epoci na tle pozostałych wzmacniaczy. Co istotne, dobra rozdzielczość szczegółów nie została okupiona natarczywością brzmienia w żadnym paśmie. W pierwszej chwili można nawet przeoczyć możliwości Baltlaba. Dłuższy kontakt jednoznacznie dowodzi, że jego możliwości są wysokie, wręcz trudne do znalezienia u konkurencji. Trzeba było się jednak co nieco wsłuchać w szereg nagrań by w pełni ujawniła się prawdziwa ilość szczegółów.

Baltlab szybko przyciągnął uwagę obszerną sceną, a przy tym nie miał kłopotów z precyzją lokalizacji. Przyjemne było zwłaszcza połączenie dobrej przestrzenności z brakiem przerysowań tonalnych, wybrzmienia sali nigdy nie były sztucznym efektem pojawiającym się jako efekt uboczny podbarwień dźwięku. Nie zabrakło też dobrej głębi. Nowocześnie zrealizowana muzyka pop (Madonna - "Frozen", Patti Yang - "Underlegend") pozwalała cieszyć się mnogością rozmaitych dźwięków dodatkowych i upiększających.

Gdybym miał sobie wybrać wzmacniacz z grona sześciu testowanych tym razem urządzeń byłbym w kłopocie. Na szczęście nie wynika to z niskiego poziomu urządzeń, a wręcz przeciwnie z dobrego poziomu grupy. Kierując się wyłącznie swym własnym gustem powiedziałbym, że Baltlab jest bardzo kuszący ze względu na połączenie bardzo przyjemnych barw z dobrą przestrzennością, jednak brak mu odrobinę szybkości, drapieżności. Ale nie każdy ma w tym względzie takie same wymagania jak ja. Ponieważ pomiędzy mną a KK zawsze istniała pewna stała różnica w odbiorze muzyki (KK preferował bardziej miękkie brzmienia) stąd i zróżnicowanie naszych ocen. Zdaniem KK Baltlab to niekwestionowany faworyt testu, wzmacniacz, który spokojnie mógłby zostać wzięty za urządzenie droższe. Ostatecznie, po podsumowaniu wszystkich wyników testu, koledzy rozwiali moje wahania. W rezultacie zapadła decyzja o zakupie recenzowanego egzemplarza na potrzeby redakcyjne. (GS)

Jeśli mają Państwo uwagi dotyczące tej strony lub zauważyliście na niej błędy, dajcie nam znać.
Kliknięcie na niniejszy link spowoduje uruchomienie w nowym oknie formularza, przy pomocy którego można przekazać uwagi do redakcji.
Copyright © 1991-2019 Magazyn Hi-Fi, Gdynia, Poland
logo hifi.pl