Start Kontakt Reklama O nas Zaloguj Rejestracja

Witryna hifi.pl wykorzystuje ciasteczka (cookies). Proszę kliknąć aby uzyskać więcej informacji.

Grado SR-60


recenzja pierwotnie opublikowana w Magazynie Hi-Fi 5/95
Masa: brak danych
Impedancja: 32 omy
Typ: dynamiczne, otwarte
Cena (10/1995): 124 USD

Zawsze zachęcam do unikania stereotypów. Polecam by każdy model traktować indywidualnie i nie zakładać z góry niczego na podstawie samej tylko nazwy producenta, czy też pojedynczego szczegółu technicznego. Jednak kiedy trafiam na produkt firmy o długiej i chwalebnej historii, to przyznam, że już na starcie mam do niego bardziej pozytywne nastawienie. Nieczęsto przecież można znaleźć sytuacje kiedy pionierzy audio założyli swe firmy, przetrwali na rynku, pozostali właścicielami swych przedsiębiorstw i przekazali pałeczkę następnemu pokoleniu. W przypadku Grado też mamy pokoleniową sztafetę, choć Joseph Grado jest wujkiem, a nie ojcem Johna. Z górą czterdziestoletni dorobek Josepha to długa lista patentów i wiele udanych produktów. Przede wszystkim dotyczyło to wkładek, ale także gramofonów, ramion i w ostateczności słuchawek.

Z dość ogólnikowego tekstu w firmowej reklamówce można by wysnuć wniosek, że Joseph Grado jest również konstruktorem słuchawek serii Prestige. Jednak w jednym z czasopism amerykańskich napisano, że projekt ostatnich słuchawek Grado to dzieło Johna.

SR-60 to najtańszy model w serii Prestige, liczącej sobie w sumie pięć typów słuchawek. Ta gama słuchawek to tańsi następcy serii Joseph Grado Signature. Podobnie jak pozostałe Grado Prestige, SR-60 to otwarte słuchawki nauszne z przetwornikami dynamicznymi. Membrana jest wykonana z polimeru. Masa membrany, jej profil, parametry jej zawieszenia i kształt komory mają zapewnić jednoczesne połączenie kilku cech. Obniżenie częstotliwości rezonansu czyli inaczej mówiąc rozszerzenie pasma na niskich częstotliwościach, pokrycie pasma do 20 kHz od góry i unikanie łamania się membrany. Głośniki wykorzystują silne magnesy neodymowe i są parowane przed montażem do słuchawek z dokładnością do 0,1 dB. Montaż odbywa się ręcznie i każda para słuchawek jest składana osobno.

Zastosowano prosty przewód z plastikowym wzmocnieniem w miejscu gdzie kabel dzieli się na dwie odnogi idące do poszczególnych przetworników. Kabel kończy się wtykiem mały jack, na który nasadzona jest przejściówka zakończona ćwierćcalowym wtykiem (czyli tzw. dużym jackiem).

W przypadku słuchawek nausznych zawsze kłopotliwe jest zapewnienie odpowiedniego komfortu noszenia. Producent wyraźnie postarał się by coś zrobić w tej sprawie, ale ograniczenia wynikającej z samej koncepcji są niemożliwe do uniknięcia. W porównaniu z dobrze zaprojektowanymi słuchawkami wokółusznymi - jak Sennheiser HD-580 - Grado nie mają szans, po pewnym czasie ich nacisk jest jednak odczuwalny. Mimo ogólnie średniego komfortu, jak na słuchawki swojej klasy SR-60 są jednak bardzo dobre. Pałąk można rozginać i zginać, zachowuje on potem swój kształt. Można też ustalić odległość między samymi muszlami słuchawek. Położenie i siła nacisku mogą być precyzyjnie ustalone i nie muszą być większe niż to niezbędne. Problem polega na tym, że pewien nacisk, choćby mały, jest jednak potrzebny by słuchawki trzymały się na głowie. Krawędź gąbki opiera się też na kości policzkowej i również tam po pewnym czasie odczuwalny staje się lekki ucisk.

Z uwagi na otwartą konstrukcję słuchawki nie dają izolacji od dźwięków z zewnątrz, co akurat w warunkach domowych nie jest istotną wadą, a w moim prywatnym odczuciu czasami jest wręcz zaletą.

OPINIA 1
Równowaga całego pasma nie odbiega poważnie od neutralności. Drobne kontrowersje może wzbudzić odtwarzanie basu. Jest on trochę obfitszy niż w SR-125, ale też i mniej wyrazisty, nie tak kontrolowany i trochę bardziej przeciągły. Nie chcę przez to powiedzieć, że jest zły. Poziom odtwarzania w tej dziedzinie jest dobry i pod względem samej barwy bliski neutralności. Jednak SR-125 odsłaniają jeszcze jedną warstwę informacji. W wielu nagraniach bardziej mięsisty basik sześćdziesiątek jest po prostu przyjemny. Średnica też jest dobrej klasy, bez znaczących podbarwień, podobnie też wysokie tony. Górny skraj pasma jest trochę łagodniejszy niż w SR-125, choć jakiegoś poważnego stłumienia tego zakresu nie było.

Analityczność oceniam dobrze. Klarowność i separacja poszczególnych źródeł były na dobrym poziomie. Jedynie bezpośrednie porównanie z super szczegółowymi słuchawkami w rodzaju SR-125 czy HD-580 może pokazać ograniczenia SR-60. W kategoriach bezwzględnych osiągi tych słuchawek są dobre, a w odniesieniu do ceny chyba nawet bardzo dobre.

Największa chyba różnica pomiędzy recenzowanymi tu słuchawkami Grado wystąpiła w tworzeniu wrażeń przestrzennych. W tej dziedzinie wzrost ceny przyniósł istotny wzrost możliwości. Ogólny efekt był całkiem dobry, ale SR-60 nie dały już takiej sugestywnej i intensywnie odczuwanej akustyki sali koncertowej. Rozdzielczość planów była zupełnie przyzwoita, jednak nie tak imponująca jak w SR-125. Wibrafon, o którym piszę szerzej w sąsiedniej recenzji SR-125 był jednak dzięki mniejszej precyzji SR-60 odtworzony przyjemniej, bardziej spójnie.

Niewątpliwie są to wyróżniające słuchawki. Import towarów ze Stanów zawsze dość poważnie zawyża ich ceny w Europie, a mimo to Grado są konkurencyjne i mogą bez trudu rywalizować z Sennheiserami czy AKG a nawet pokonać większość modeli tych zadomowionych u nas liderów. Pojawienie się nowego konkurenta z tak udanymi produktami wzbogaci nasz dość ubogi rynek słuchawek. (GS)

OPINIA 2
O słuchawkach amerykańskiej firmy Grado stało się głośno w całej chyba Europie niewiele ponad rok temu, głównie za sprawą ocenianego właśnie przez nas modelu SR-60. Brytyjscy recenzenci zachwycali się naturalnym i efektownym dźwiękiem za umiarkowaną cenę, wyrażając zarazem żal, iż w USA słuchawki te są jeszcze tańsze i to aż dwukrotnie (!).

Płaskie opakowanie budzi skojarzenia raczej z pizzą niż jakimkolwiek sprzętem elektronicznym i mimo jednoznacznego i czytelnego opisu trudno uwierzyć przed jego otwarciem, że w środku naprawdę znajdują się słuchawki. Sekret tkwi w ich specyficznej konstrukcji (dotyczy to zresztą całej serii SR Grado), pozwalającej na całkowicie swobodny obrót słuchawki wokół osi pałąka. SR-60 wyglądają przy tym bardzo skromnie i wręcz archaicznie, jak urządzenie w stylu retro z lat 30-tych. Również bardzo skromne rozmiary i przeciętna jakość wykończenia nie wzbudzą zapewne zaufania przeciętnego nabywcy. Za pięciokrotnie niższą cenę można z łatwością nabyć słuchawki znacznie większe i bardziej efektowne, w dodatku "porządnej", japońskiej firmy.

SR-60 są na szczęście lekkie i mimo prymitywnej z pozoru konstrukcji dają się dość łatwo dopasować do rozmiaru i kształtu głowy. Jak na słuchawki nauszne okazują się też całkiem wygodne i choć nie dorównują pod względem komfortu noszenia dużym Sennheiser'om, można ich słuchać bez zmęczenia nawet kilka godzin. Do dłuższego słuchania małych Grado zachęca jednak przede wszystkim wytwarzany przez nie dźwięk. Pierwsze minuty odsłuchu to prawdziwy szok, porównywalny z efektem wywoływanym niekiedy przez bardzo drogie, a skromne z wyglądu kolumny. Po prostu przez dłuższą chwilę trzeba oswoić się z faktem, że tak małe i niepozorne słuchawki prezentują tak duży i tak dobry dźwięk.

Ogólny charakter brzmienia SR-60 można określić jako nieznacznie ocieplony, z zaskakująco silnym i nieźle rozciągniętym basem, czytelnym i neutralnym środkiem oraz nieco złagodzoną lecz wyrazistą - górną częścią pasma. Średni i górny bas jest nieco podbity, lecz w miarę subtelnie, przez co niektóre nagrania brzmią trochę potężniej niż zazwyczaj, ale nie następuje nigdy przykry efekt dominacji basu nad pozostałymi zakresami (jak w przypadku zamkniętych Sennheiser'ów i Koss'ów). Bas jest przy tym dość szybki i dobrze kontrolowany, jedynie sporadycznie wybrzmiewał zbyt długo, lecz dotyczyło to specyficznie zrealizowanych nagrań z wyksponowanym zakresem niskich tonów (P.J. Harvey - "Working for the man", U2 - "Numb").

Środkowa część pasma nie wzbudza większych zastrzeżeń, choć Grado nie osiągają poziomu neutralności Sennheiser'ów HD 540 II czy HD 580. Średnie tony są dobrze wyeksponowane i bardzo naturalne, bez wyraźniejszych podbarwień. Zarówno instrumenty smyczkowe (Orquesta Nova), jak i żeńskie wokale (Tori Amos, Heather Nova, Cranberries) zachowują w pełni swą naturalną barwę, brzmiąc w dodatku swobodnie i żywo. Dźwięki z przełomu średnich i wysokich częstotliwości są prezentowane nieco łagodniej, co jednak nie powoduje utraty informacji z tego zakresu, zaś ułatwia długotrwałe słuchanie SR-60. Dwukrotnie droższe SR-125 są w tej dziedzinie znacznie bardziej zdecydowane i moim zdaniem wcale im to nie pomaga.

Wysokie tony w wykonaniu małych Grado mogą wzbudzać pewne kontrowersje. Z pewnością nie zadowolą zwolenników ostrej, jasnej "góry", typowej dla wielu słuchawek z tego i niższego pułapu cenowego. W trakcie kilku pierwszych przesłuchiwanych utworów miałem niekiedy wrażenie zbytniego stłumienia tego zakresu, lecz po kilkunastu minutach musiałem zmienić zdanie. SR-60 brzmią w górnej części pasma podobnie do niektórych tekstylnych kopułek wysokotonowych w zestawach głośnikowych - łagodnie, lecz czytelnie, z zachowaniem wszystkich szczegółów, niekiedy zaś całkiem zdecydowanie, w przypadku ostrzej zrealizowanych nagrań. Dźwięk w dużej mierze przypominał mi wysokotonowe głośniki moich osobistych kolumn Jamo 477. Przy dłuższym słuchaniu taka prezentacja wysokich tonów okazuje się bardzo przyjemna, choć niekiedy Grado nie brzmiały w tym zakresie zupełnie czysto. Czasami pojawiało się lekkie zapiaszczenie i szorstkość (Tori Amos - "God", The The - "Kingdom of rain"), lecz na tym poziomie cenowym (nawet w znaczeniu ceny europejskiej) jest to niedociągnięcie łatwe do zaakceptowania.

Stereofonia to kolejna mocna strona małych Grado, każdy instrument ma zawsze swoje konkretne miejsce i odpowiedni rozmiar. Dopiero przejście na dwukrotnie wyższy poziom cenowy (Grado SR-125, Sennheiser HD 540 II) może dać poczucie większego realizmu w tej dziedzinie. Analityczność jest także na dobrym poziomie pomimo łagodnej prezentacji wysokich tonów, jedynie przy najbardziej "gęstych" realizacjach miałem poczucie pewnego braku swobody i zlewania się niektórych dźwięków (Lush - "Undertow", Tears For Fears - "Sowing the seeds of love"). Pod względem szybkości i dynamiki SR-60 mogą stawić czoła wielu słuchawkom droższym i znacznie większym.

Grado SR-60 to słuchawki bardzo interesujące. Wbrew swemu skromnemu wyglądowi i małym rozmiarom prezentują duży, efektowny dźwięk, bez większych odstępstw od neutralności. Ich przyjazny charakter brzmienia powoduje, że ma się ich ochotę słuchać i słuchać i słuchać. W ciągu kilku dni przesłuchałem (niestety we fragmentach) ponad 150 płyt na SR-60 i bardzo żałowałem, że już muszę je oddać. Dysponując kwotą 300 zł z pewnością nie zdecydowałbym się na żadne inne słuchawki. Ale gdy pomyślę, że w Stanach kosztują tylko 70 dolarów .... Mimo to oczywiście Best Buy. (KK)

Jeśli mają Państwo uwagi dotyczące tej strony lub zauważyliście na niej błędy, dajcie nam znać.
Kliknięcie na niniejszy link spowoduje uruchomienie w nowym oknie formularza, przy pomocy którego można przekazać uwagi do redakcji.
Copyright © 1991-2014 Magazyn Hi-Fi, Gdynia, Poland