Start Pomoc Kontakt Reklama O nas Zaloguj Rejestracja

Witryna hifi.pl wykorzystuje ciasteczka (cookies). Proszę kliknąć aby uzyskać więcej informacji.

Technics SL-PG590


Pierwsza publikacja w styczniu 2001
Cena: 799 zł
Wymiary: 430,103,283 mm
Wyjścia analogowe: Cinch, Jack 1/4 cala
Wyjścia cyfrowe: Toslink (optyczne)
Impedancja wyjściowa: 1 kom (zalecane obciążenia min. 10komów)
Testowano w grupie wraz z: AMC CD9, Cambridge Audio D300, Sony CDP-XB630, Technics SL-PG590

SL-PG590 to najtańszy odtwarzacz w grupie, ale oglądając go z zewnątrz trudno by było to odgadnąć. Urządzenie jest wykończone w schludny sposób, charakterystyczny dla czołówki japońskich producentów. Komponenty takie jak testowany obok Cambridge Audio czy AMC w zasadzie prezentują się skromniej mimo wyższej ceny, takie są konsekwencje mniejszej skali produkcji.

Zgodnie z tym do czego przyzwyczaił nas Technics, SL-PG590 ma bogate wyposażenie. Jest więc i klawiatura do bezpośredniego wybierania utworów, jest wyszukiwanie najgłośniejszego momentu na płycie, kilka funkcji 'montażowych' takich jak wyciszanie w określonym momencie czy zatrzymanie na początku utworu (Auto Cue), różne tryby wyświetlania czasu czy programowanie. Technics ma też wyjście słuchawkowe i cyfrowe wyjście optyczne.

Nadajnik zdalnego sterowania ma klawiaturkę do bezpośredniego wybierania utworów, możliwość regulacji głośności, przycisk do obsługi szuflady, klawisze do obsługi wszystkich podstawowych funkcji transportowych, a także obsługuje funkcje powtórzeń, odtwarzania losowego i zmiany trybu czasu na wyświetlaczu. Funkcja powtarzania od punktu A do B jest dostępna tylko z pilota. Warto zwrócić uwagę, że w ergonomiczny sposób umieszczono i ukształtowano przyciski 'play' oraz 'stop' - są one większe od pozostałych i umieszczone na samym dole, tak więc palce trafiają w odpowiednie miejsce niemal automatycznie i nie trzeba oglądać pilota by znaleźć odpowiedni przycisk, jak to się niejednokrotnie zdarza.

Także wyświetlacz prezentuje sporo różnych informacji. Oprócz wskaźników uruchomionych funkcji i wyświetlania czasu w czterech trybach pokazywane są też numery utworów a mrugający wskaźnik wyróżnia numer utworu, który jest w danej chwili odtwarzany.

Jeśli w wyłączonym odtwarzaczu znajduje się płyta to po włączeniu jest ona natychmiast odtwarzana. Ten pomysł wydaje mi się trochę dziwny. O ile dobrze pamiętam, podobnie było z innymi urządzeniami Technicsa, najwidoczniej w firmie tej panuje pogląd, że właśnie tak jest wygodniej. Mam dokładnie odwrotne zdanie na ten temat.

W odtwarzaczu wykorzystano przetworniki CA typu MASH. Zastosowano też antywibracyjną podstawę w firmowej nomenklaturze określoną mianem THCB.

Regulacja poziomu na wyjściach analogowych (zarówno słuchawkowym jaki Cinch) odbywa się z 2 decybelowym skokiem w zakresie od 0 do -12 dB i jest dostępna tylko z pilota. Natomiast płynna regulacja poziomu na wyjściu słuchawkowym działa osobno, tak więc przy odsłuchu przez słuchawki można wykorzystywać obydwa regulatory.

Opinia 1
Sprzęt towarzyszący: Zoller Metropolis Imagination, LFD LS0, LFD PA2M
Słuchacze: MD, JD

Po odsłuchu odtwarzacza Technicsa nie obiecywałem sobie zbyt wiele. Właściwie po pierwszym przesłuchania SL-PG 590 wydawał mi się jednak nawet całkiem udany. Wprawdzie nie oferował żadnych ekscytujących walorów, ale zachowywał sporo poprawności, nieco stonowany, wycofany charakter. Do jego atutów zaliczyć należy również całkiem zrównoważone i spójne brzmienie. Kolejne przesłuchania oraz porównanie z innymi CD obnażyły jednak szereg ograniczeń tego urządzenia i to właśnie ograniczenia a nie konkretne odstępstwa od neutralności decydują o charakterze SL-PG 590.

Może trochę nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności Technics musiał konkurować w tym teście z odtwarzaczem Sony (notabene tylko o 200 złotych droższym). Sony może nie jest tak spójny i równy, ale oferuje dużo bardziej żywe i emocjonujące brzmienie.

590'ka nie ma ewidentnych podbarwień, natomiast balans tonalny został nieco przesunięty na wyższą średnicę, odchudzono też zakresy średniego basu i niższej średnicy. Co ciekawe dopiero po pewnym czasie odsłuchu słuchacz zaczyna odczuwać nadmierną dominację wyższej średnicy, niestety nieuchronnie wiąże się to z większą monotonią, a czasami wręcz nieprzyjemnym brzmieniem. Po dłuższym odsłuchu następuje też znużenie. Dźwięk ma matowo-przymglone barwy. Dodatkowo skompresowana jest też dynamika. Muzyka zupełnie nie przyciąga uwagi. W bardziej dynamicznych - transjentowych - fragmentach odtwarzacz traci kontrolę nad dźwiękiem, barwy stają się jeszcze bardziej ubogie, trudne do określenia, dźwięki stają się piskliwe i nieco natarczywe. Jedynie w spokojnych kameralnych nagraniach bez dużych skoków dynamiki, w brzmieniu Technicsa można usłyszeć odrobinę delikatności i barwy.

Słabo odtwarzacz radzi sobie z energetycznymi i szerokopasmowymi nagraniami. Trzeba bardzo dyskretnie operować potencjometrem głośności we wzmacniaczu, chwila nieuwagi a dźwięk staje się nieprzyjemnie podbarwiony i traci przejrzystość. W głośniejszych wejściach utworów odtwarzacz nie radził sobie z kontrolą dźwięku, na scenie powstawał harmider, trudno było separować instrumenty, degradacji ulegały barwy. Na domiar złego gradacja dynamiki jest poniżej przeciętnej. Słuchając takich nagrań jak Pearl Jam czy Korn łatwo się przekonać że dźwięk jest skompresowany - monotonny - uwadze umykają pojedyncze dźwięki w tle, trudniej śledzić pojedyncze instrumenty.

Do mocnych stron tego CD niestety nie należy prezentacja basu. Generalnie dół jest dość szczupły i niepozorny. Mimo że w dolnych zakresach brakuje masy to i tak nie uniknięto dudnienia i braku kontroli. Dźwięk jest odchudzony a mimo to brakuje mu zarówno dynamiki jak i zwartości. Kontrabas, gitara basowa, czy nawet niżej schodząca gitara akustyczna wybrzmiewały zbyt przewlekle i miękko. Brakowało im zwarcia krótkiego transjentowego akcentu. Podobnie jest ze stopą w perkusji, nagrania miały słabo zaznaczone akcenty, brakowało rytmiki, brakowało też masy i dynamiki. W obszerniej (na basie) zrealizowanych nagraniach jak "Funny" M.Millera obnażone zostały wszystkie niedostatki Technicsa. Dynamika została spłaszczona, dźwięk nie miał masy, energii, do tego brak mu było też szybkości, muzyka toczyła się powoli i ospale. Trudno się nią cieszyć w takim wykonaniu.

Góra Technicsa, również nie była porywająca, podobnie jak średnica została odbarwiona i miała skompresowaną dynamikę. Talerze brzmiały zawsze tak samo, spokojnie i delikatnie, miały nieco zszarzałe nieciekawe barwy, brak im było swobody i otwartości. Mikołaj słusznie zauważył że Technics miał przyjemniejszą górę niż Sony, mniej ostrą i agresywną. Jednak Sony prezentował ten zakres swobodniej i czytelniej, barwy były bogatsze i bardziej naturalne choć chwilami męczące.

Wysokie tony w przypadku SL-PG 590 były również mało analityczne, trudno było doszukać się jakichś mikroinformacji czy to z wybrzmiewania instrumentów czy pomieszczenia. W bardziej złożonym materiale muzycznym powstawał za to harmider i brak przejrzystości, scena zamieniała się w jednowymiarową ścianę dźwięku. Stereofonia i separacja źródeł dotyczyły jedynie nagrań z ograniczonym instrumentarium i dynamiką. W takich utworach można było separować pojedyncze źródła czy uchwycić namiastkę głębi, niestety już nieco bardziej złożony materiał wyraźnie pogarszał przejrzystość i czytelność obrazu przestrzennego.

Technics nie jest odtwarzaczem jednoznacznie słabym czy nieprzyjemnym. W niektórych zestawieniach może uchodzić nawet za niedrażniący, łatwo akceptowalny element toru. SL-PG 590 jest po prostu odtwarzaczem tanim i posiada wiele ograniczeń takich właśnie urządzeń. Trzeba również pamiętać że będzie zestawiany z dużo tańszymi komponentami niż miał okazję współpracować w czasie testów, co niewątpliwie zamaskuje sporo jego niedoskonałości. (JD)

Opinia 2
Sprzęt towarzyszący: kit na głośnikach Scan-Speak 18W8545/Revelator, LFD LS0, LFD PA2M
Słuchacze: PP, GS

Odtwarzacz Technicsa charakteryzował się dobrą równowagą tonalną. Proporcje i subiektywnie postrzegane rozciągnięcie pasma nie budziły istotnych zastrzeżeń. Co najwyżej w przypadku basu można mówić o lekkim ograniczeniu w najniższych rejestrach.

Jak chodzi o jakość barw w poszczególnych podzakresach to najmniej wyszukane były wysokie tony. Miały one suchy, trochę pozbawiony wyrazu charakter. Trójkątowi, dzwoneczkom brakowało właściwej im dźwięczności, trąbce zaś stosownej metaliczności. Talerze posiadały suchą, mało zróżnicowaną barwę, brakowało właściwej im dźwięczności. Wyczuwalny był również nieco sztuczny charakter alikwotów w przypadku skrzypiec, podobnie rzecz się miała z sybilantami - do dźwięku wkradło się trochę piaszczystości. Wszystkie te uwagi brzmią trochę groźnie, ale w istocie skala wspomnianych zjawisk nie była zbyt duża, także odsłuch nie stał się z tego powodu szczególnie nieprzyjemny.

Barwy w niższych rejestrach średnich tonów były bardziej naturalne w porównaniu z resztą pasma. Nasza notatki nie zawierają istotnych uwag na temat charakteru brzmienia w tym zakresie, w tym zakresie dominujące było wrażenie poprawności.

Z kolei bas wzbudził lekką krytykę. Był niekiedy lekko bumiący i ogólnie za mało zróżnicowany, nieco ograniczony w wyrazie. Trzeba jednak przyznać, że i tu nie zaobserwowaliśmy żadnych poważniejszych odstępstw od normy.

Ekspresja dynamiczna była umiarkowana. Zachowanie odtwarzacza nie zmieniało się w istotny sposób przy zmianach sygnału. Stosunkowo najlepiej wypadły żywe utwory pop-rockowe B52's czy też dynamicznie nagrane solowe instrumenty z płyty Ginger Baker Trio (gitara, perkusja, kontrabas). W obu przypadkach materiał był odpowiedni by nadać brzmieniu nieco bardziej ofensywnego charakteru. Generalnie odtwarzacz jednak nie imponował ani rytmiką, ani całościową skalą dynamiki.

Odtwarzanie stereofonii odznaczało się ograniczeniem reprodukcji subtelniejszych zjawisk przy jednoczesnym zachowaniu swoistej równowagi. Scenie zabrakło odrobinę rozmachu, ale jednak była proporcjonalna, a także miała normalną równowagę planów bez zauważalnej ofensywności czy też wycofania. Sugestywność poszczególnych źródeł była nieco zredukowana ze względu na pewne ograniczenia w precyzji ich krawędzi oraz co istotniejsze, ze względu na przytłumienie akustycznej aury towarzyszącej instrumentom.

Brak tych subtelniejszych detali przestrzennych przesądził też o wrażeniu zmniejszonej analityczności. Także sama artykulacja dźwięków, jak przesuw smyczka po strunach czy wybrzmiewanie talerzy, też była mniej wyrazista, także mieliśmy wyniki, które były poniekąd oczekiwane ze względu na cenę urządzenia.

Przy bezpośrednich porównaniach z pozostałymi odtwarzaczami z grupy Technics niczym szczególnym nie zachwycił. Obawiam się jednak, że suchy opis brzmienia zamieszczony powyżej daje nazbyt niekorzystny obraz całości. Mimo szeregu drobnych niedociągnięć, Technics wcale nie zawiódł. Po pierwsze był najtańszy w grupie. Po drugie zastrzeżenia co do jakości dźwięku - choć dość liczne - nie były szczególnie poważne, a niedostatki nie były zbyt drażniące. Należy uznać Technicsa za sensownie wyważone urządzenie pod względem jakości wykończenia i brzmienia w odniesieniu do ceny. (GS)

Jeśli mają Państwo uwagi dotyczące tej strony lub zauważyliście na niej błędy, dajcie nam znać.
Kliknięcie na niniejszy link spowoduje uruchomienie w nowym oknie formularza, przy pomocy którego można przekazać uwagi do redakcji.
Copyright © 1991-2017 Magazyn Hi-Fi, Gdynia, Poland
logo hifi.pl