Start Pomoc Kontakt Reklama O nas Zaloguj Rejestracja

Witryna hifi.pl wykorzystuje ciasteczka (cookies). Proszę kliknąć aby uzyskać więcej informacji.

Micromega Stage 4


recenzja pierwotnie opublikowana w Magazynie Hi-Fi 1/99
Wymiary:
430,88,280 mm
Wyjścia: standardowe, koncentryczne
Cena (2/1999): 2.650 zł
Zestaw testowy 1: LFD LS0/PA2M, JM Lab Point Source 5.1
Zestaw testowy 2: LFD LS0/PA2M, zestawy samodzielnie skonstruowane z głośników Scan-Speak Revelator i 18W8545, Zoller Design Metropolis Imagination
Testowano w grupie wraz z: Cairn Swan, Luxman D-375, Micromega Stage 4, Yamaha CDX-890

Kiedy kilka lat temu Micromega zaprezentowała pierwszą serię Stage światek audio przyjął ją ze sporym zainteresowaniem. Francuska firma z wyjątkową jak na owe czasy konsekwencją wcieliła w życie koncepcję sprzętu przygotowanego do modyfikacji już na etapie założeń projektowych. Poczynając od modelu Stage 1 można było kosztem różnicy w cenie zamówić u dealera wymianę odpowiednich bloków odtwarzacza i oto Stage 1 mógł się przeistoczyć w Stage 2, a potem tą samą operację można było powtórzyć i przejść do Stage 3, albo od razu zafundować sobie przeróbkę Stage 1 na Stage 3 bez kroków pośrednich. Atrakcyjność tego rozwiązania opiera się na prostej zasadzie - można zamienić tańszy odtwarzacz na droższy nie tracąc nic na sprzedaży starego urządzenia, dopłacając tylko różnicę w cenie. Swoją drogą ciekawe ilu właścicieli odtwarzaczy serii Stage skorzystało z tej możliwości.

Wylansowana wówczas koncepcja najwidoczniej została dobrze przyjęta przez rynek, bo według tej samej metody przygotowano drugą serię Stage z numerami 4-5-6. Oczywiście zachowano podstawową cechę charakterystyczną - możliwość wprowadzania udoskonaleń tańszych modeli tak by zostały one przerobione na droższe. Nowsze odtwarzacze Stage wyglądają niemal dokładnie tak samo jak te starsze. Instrukcja obsługi pozostała też niezmieniona w stosunku do starej serii Stage 1-2-3. Kilka zmian dotyczących użytkowania urządzenia omówiono w załączonym dodatku. Odtwarzacz dostosowano do nowych przepisów - zawsze sygnalizuje on podłączenie do sieci świeceniem loga Stage i numeru modelu - w tym przypadku była to cyfra 4. Przycisk wcześniej służący do uruchamiania odtwarzania z podwójną prędkością teraz służy do odłączania wyjścia cyfrowego. Trzecia zmiana dotyczy trybu uruchamiania odtwarzacza. Niech się Państwo nie dziwią, że na początku odtwarzacz "nie działa". Włączenie następuje ze zwłoką - najpierw przez około 2 minuty logo Stage miga i odtwarzacz nie reaguje na próby uruchomienia jakichkolwiek funkcji - w tym czasie ma się dokonać stabilizacja urządzenia - a ściślej napięć referencyjnych. Potem logo przestaje migać i można już odtwarzać płyty.

Włącznik sieciowy znajduje się na tylnej ściance - w zamyśle producenta odtwarzacz ma być stale podłączony do sieci. Zastosowano wyprodukowany w Malezji transport Philipsa serii CDM 12. W stopniach analogowych znajdziemy też popularne wzmacniacze operacyjne NE5532 i NE5534 (które to układy scalone bardzo chętnie wymieniają wszyscy modyfikatorzy sprzętu - odsyłam do innego artykułu w tym numerze, spotkałem się z przypadkiem, że w katalogu renomowanego producenta półprzewodników opisano jeden z układów scalonych jako wysokojakościowy zamiennik 5532). Konwersję CA wykonuje pojedynczy układ typu bitstream - w droższym Stage 5 znajdują się układy podwojone pracujące w trybie różnicowym. Znajdziemy też we wnętrzu kilka co bardziej audiofilskich elementów, jak choćby metalizowane rezystory o tolerancji 1%. Na płytce z układami wyjściowymi zastosowano kondensatory Rubycon. Na przewodach sieciowych umieszczono ferrytowe pierścienie. Stage 4 ma bardzo niską impedancję wyjściową równą zaledwie 10 omów, co sprzyja uzyskiwaniu taki samych rezultatów brzmieniowych niezależnie od wykorzystanych kabli połączeniowych i parametrów wejścia wzmacniacza.

Opinia 1
Francuski odtwarzacz Stage 4 jest zbliżony cenowo do najdroższego w teście Luxmana. Choć nie wywołał on u mnie takich zachwytów jak D-375, to niewątpliwie jego brzmienie jest najbardziej przyjemne i nie narzucające się, a posiada również spory potencjał w niektórych dziedzinach.

Mocną stroną Stage 4 jest projekcja najniższych składowych. Bas zachował wystarczającą muzykalność i obecność. Stage 4 jest odtwarzaczem który najlepiej potrafił oddać ostrość i precyzję lokalizacji kontrabasu. Instrument miał wyraźnie zarysowane kontury, bardzo stabilne, nie ulegały żadnym rozmazaniom czy rozmiękczeniu. Szybkość, zwartość i selektywność niskich składowych nie wzbudziła zastrzeżeń. Nie stanowiła problemu separacja poszczególnych dźwięków w złożonym nagraniu "Funny" M.Millera. Gitara basowa miała charakterystyczny przybrudzony pomruk dzięki temu wydawał się wyjątkowa naturalna - koncertowa. Na duże słowa uznania zasługuje oddanie zmian szybkości dźwięku w utworze "Whipping" Pearl Jam, rzadko spotykane w średnim pułapie cenowym sprzętu. Bardzo precyzyjnie i wyraźnie oddane były również akcenty rytmiczne nagrania Ala Jarreau. Dzięki sprawnemu przetwarzaniu niskich częstotliwości zyskała także dynamika dużych składów orkiestrowych. Wybuch były wystarczająco potężne i szybkie, pomimo że ogólna żywość średnicy i wysokich tonów nie są już tak imponująco dynamicznie. Nagrania pozbawione najniższych składowych nie tyle były ograniczone, co nie miały właściwej werwy i witalności, były jakby nieco stłamszone i mniej ostre.

Zakres średnicy jest mniej różnorodny i czytelny niż w przypadku D-375. Przekaz zarówno D-375 jak i Swana był bardziej jasny, bardziej obecny w zakresie wyższej średnicy. Tutaj jest minimalnie bardziej matowo, mniej kolorystyki i szczegółów, zachowana został natomiast równomierność całego zakresu. Dźwięk nie jest ostry ani nie kłuje, niestety jest również mniej angażujący. Wokale są mniej aksamitne i liryczne nieznacznie zredukowane zostały również wszelkie sybilanty i mikroszczegóły. Skrzypcom brakowało otoczki powietrza, były nieco zbyt twarde, za mało śpiewne. Generalnie trzeba jednak przyznać, że w całej testowanej grupie nie ma słabych odtwarzaczy, charakter wszystkich urządzeń jest wyjątkowo podobny i bardzo poprawny. Łatwiej tu o braki w wyrafinowaniu niż konkretne odchyłki od neutralności.

Określony charakter Stage 4 - nieco uspokojony, nie drażniący i mniej analityczny niewątpliwie wiąże się z nieznacznym wycofaniem najwyższych składowych. Góra ma mniej swobody i dynamiki, obraz nie jest tak otwarty i przejrzysty, mimo wszystko niedrażniący i ogólnie poprawny. Blachy perkusyjne zachowały sporo nasycenia i niskotonowych rewerberacji ich charakter był zupełnie zróżnicowany, jedynie delikatne uderzenia mogły wydawać się zbyt głuche i nieobecne.

Obraz przestrzenny jest jakby następstwem poszczególnych cech składowych brzmienia tego odtwarzacza. W związku z mniejszą analitycznością i nieznacznym stłumieniem górnego zakresu, kreowanie akustyki wnętrz - namacalność i określoność konturów pomieszczeń jest nieco rozmazana. Nie ma takiej otwartości i przejrzystości sceny dźwiękowej jak w przypadku D-375, również wrażenie głębokości pomieszczeń jest nieznacznie ograniczone. Mikołaj zauważył że przestrzeń w nagraniach jest zbyt jednostajna, warunki akustyczne i wielkość pomieszczeń nie ulegają odpowiednim zmianą przy zmianie nagrania. Efekty te nie są jednak jaskrawe, czy uciążliwe, a poprawność i ostrość lokalizacji poszczególnych instrumentów zachowana jest na przyzwoitym dobrym poziomie. Zdecydowanie ponadprzeciętnie i najprecyzyjniej w teście oddana została lokalizacja niskich składowych. Umiejscowienie kontrabasu i jego stabilność na scenie z powodzeniem może konkurować z dużo droższymi konstrukcjami.

Micromega Stage 4 to przyzwoity odtwarzacz, ilość słabszych stron jest naprawdę niewielka. Osobom poszukującym w dźwięku dużej poprawności, a przy tym nie narzucającego się, nie drażniącego charakteru odtwarzacz ten powinien przypaść do gustu. Inną kwestią jest ciekawa prezentacja basu. W "uszach" Mikołaja Stage 4 zyskał całościowo największe uznanie. (JD)

Opinia 2
Przy przesłuchaniach Stage 4 naszą uwagę przyciągnął zwłaszcza bas. Prezentacja tego zakresu była według nas najbardziej charakterystycznym wyznacznikiem brzmienia Micromegi. Przede wszystkim bas był obfity, choć może nie było to tak zupełnie ewidentne od samego początku. Konieczny był odsłuch nagrań gdzie jest sporo energii w najniższych częściach pasma - wówczas Stage 4 zaprezentował bas bardzo eksponowany (a właściwie był to Bas przez duże B). Ta wylewność niestety nie za bardzo przypadła nam do gustu. Ilość nie poszła tu w parze z jakością. Mieliśmy tu do czynienia z namiastką tzw. lampowego brzmienia - przez co należy rozumieć pogorszenie kontroli, nadmierne ocieplenie, brak szybkości. Zdaniem Radka niezgorzej pasuje to do muzyki klasycznej, z czym się w pełni zgadzam - tam w istocie szybkość basu nie jest zazwyczaj potrzebna, a wypełnienie najniższych oktaw co najwyżej przydaje orkiestrze odpowiedniego rozmachu. Problemy basowe Stage 4 nie powinny Państwa dręczyć zbyt często. Istotnego znaczenia nabierają one bowiem dopiero wtedy, gdy mamy do czynienia z najniższymi dźwiękami - czyli nie aż tak często. Głównie chodzi mi o takie nagrania jak płyta Cassandry Wilson "New Moon Daughter" czy też syntetyczne basy Marcusa Millera. Przy repertuarze bardziej popowym czy też lżejszym jazzie brzmienie Micromegi może się nawet podobać. Bierze się to stąd, że w średnim i wyższym basie dźwięk jest już wyraźnie zwartszy i szybszy, a nawet szczuplejszy. Odebrałem to już pozytywnie, ale Radek wysnuł wnioski bardziej krytyczne - zarzucając Stage 4 brak równomierności basu - uwypuklenie na samym dole w połączeniu z wycofaniem w wyższym basie.

O ile z basem bywało różnie i dopiero po sprawdzeniu wyników z szerszą paletą nagrań wyłoniły się konkretne wnioski, to korzystna ocena średnicy skrystalizowała się szybko i pozostała taka sama do końca. Zakres ten jest trochę ograniczony, brak mu nieraz otwartości, więcej werwy i drapieżności. Ale mimo wszystko przeważały wyraźnie pozytywne odczucia. Takie nieco łagodniejsze, czy też nawet bardziej romantyczne brzmienie może się podobać. Zwłaszcza jeśli prezentacja nie jest szara i jednolita, co udało się uzyskać w przypadku Stage 4. Zgodnie odnotowaliśmy dobre zróżnicowanie wokali w chórach (operowych) i chórkach (muzyki popularnej).

Micromego nie należy do urządzeń brzmiących jasno. Nawet chwilami brakowało mi odrobiny ostrości brzmienia w wyższych rejestrach. Trochę to przypominało prezentację średnicy - mimo braku pełnej otwartości i nasycenia, barwy nie były jednak wcale jednolite czy nadmiernie szare. Natomiast można mówić o wygładzeniu i zaokrągleniu, brzmienie nie staje się nigdy nachalne ani szorstkie, co w sumie podnosi komfort przy dłuższym odsłuchu.

Stage 4 jest odtwarzaczem, który "nie lubi" zmuszany do odtwarzania bardzo wartkich i szybkich sygnałów. Dopóki muzyka za bardzo nie popędza tego urządzenia to jest całkiem nieźle. Obfite brzmienie ma swą potoczystość, a średnica nawet jest całkiem żywa. Ale próby odtworzenia szybkich rytmów czy transjentów nie dały nam pełnej satysfakcji, głównie za sprawą najniższego basu, który potrafi być bardziej ociężały niż autentycznie dynamiczny.

Korzystne wrażenia wywarły efekty stereofoniczno-przestrzenne - zdaniem Radka to był właśnie największy atut tego odtwarzacza. Osobiście odniosłem wrażenie, że Stage kreuje źródła troszkę zbyt obszernie, i że lekko ograniczona jest przejrzystość. Ustawienie na scenie wszystkich instrumentów było jednak czytelne i stabilne. Możliwości prezentacji dalszych planów nie budziły zastrzeżeń, głębia była jak najbardziej sugestywnie przekazana.

Najwięcej szczegółów odnajdziemy w zakresie średnicy, w skrajnych obszarach pasma Stage 4 wydał mi się mniej detaliczny. Generalnie odtwarzacz nie sprawiał wrażenie urządzenia szczególnie analitycznego. Kiedy jednak po przesłuchaniu kilku płyt zauważyłem szczupłość notatek dotyczących tego aspektu zacząłem się wsłuchiwać uważniej. Doszedłem do wniosku, że poważniejszych braków w tej dziedzinie nie ma - urządzenie zaprezentowało możliwości w granicach przyzwoitej średniej.

Na koniec znowu muszę wrócić do kwestii basu - gdyby nie ten zakres częstotliwości to można by znacznie łatwiej polecić Państwu ten odtwarzacz. W zaistniałej sytuacji poparcie dla Stage 4 może być jednak tylko warunkowe - potencjalny odbiorca musi polubić taką bardziej obfitą i rozwlekłą prezentację niskich rejestrów. Pisząc to podsumowanie mam jeszcze ten komfort, że już mogłem przeczytać opinię JD i MD. Ich doświadczenia wskazują, że skutecznym lekarstwem może być także dobranie kolumn o ograniczonym paśmie przenoszenia. Jeśli jednak korzystacie Państwo z kolumn o solidnie rozciągniętym basie to radziłbym dużą ostrożność i odsłuchowe sprawdzenie Stage 4 w odpowiednio dobranym systemie. (GS)

Jeśli mają Państwo uwagi dotyczące tej strony lub zauważyliście na niej błędy, dajcie nam znać.
Kliknięcie na niniejszy link spowoduje uruchomienie w nowym oknie formularza, przy pomocy którego można przekazać uwagi do redakcji.
Copyright © 1991-2019 Magazyn Hi-Fi, Gdynia, Poland
logo hifi.pl