Start Pomoc Kontakt Reklama O nas Zaloguj Rejestracja

Witryna hifi.pl wykorzystuje ciasteczka (cookies). Proszę kliknąć aby uzyskać więcej informacji.

Cambridge Audio D300


Pierwsza publikacja w styczniu 2001
Cena: 1.365 zł
Wymiary: 430,80,300 mm
Wyjścia analogowe: Cinch
Wyjścia cyfrowe: Toslink, BNC
Testowano w grupie wraz z: AMC CD9, Cambridge Audio D300, Sony CDP-XB630, Technics SL-PG590

D300 jest co prawda urządzeniem niedrogim, ale pewne cechy konstrukcyjne zdradzają całkiem poważne aspiracje producenta. Zastosowano 24-bitowy konwerter CA Crystala, rozdzielone zasilanie, osobne dla części cyfrowej i analogowej oraz wysokiej jakości zegar. Układ sterujący ogniskowaniem lasera, śledzeniem ścieżki oraz poziomem emisji lasera jest zaprojektowany przez Sony dla specjalnie Cambridge Audio. Płytka konwertera CA jest wymienna, co ułatwi ewentualny przyszły "upgrade". Przednia ścianka wykonana została z aluminium, co przydaje urządzeniu większej solidności.

W porównaniu z tańszymi konkurentami z Japonii, wyposażenie D300 jest jednak skromne. Na przedniej ściance oprócz włącznika sieciowego i przycisku do obsługi szuflady mamy jeszcze przycisk play/pauza, stop, random program/repeat i sporą gałkę po prawej stronie. Gałka ta łączy dwie funkcje: przeskoku do poprzedniego lub następnego utworu oraz płynnego przeszukiwania. Aby wykonać pojedynczy przeskok należy raz energicznie przekręcić gałkę do napotkania oporu. Natomiast przytrzymanie gałki w wychylonej pozycji powoduje płynne przeszukiwanie. Gałka działa w obie strony tak samo. Dostępne są dwa tryby powtórzeń, pojedynczego utworu lub całego materiału. Na nadajniku zdalnego sterowania wszystkie funkcje są zdublowane, łącznie z obsługą szuflady, a dodatkowo znajduje się na nim numeryczna klawiatura do bezpośredniego wybierania utworów.

Niewiele komplementów można skierować pod adresem wyświetlacza. Pokazuje on czas, numer utworu, sygnalizuje odtwarzanie w kolejności losowej, tryb powtarzania i uruchomienie programu. Jest też kontrolka sygnalizująca sam fakt odtwarzania płyty. Podstawową wadą jest niska czytelność przy jaśniejszym oświetleniu, niestety spora wielkość zielonkawych cyfr niewiele tu pomaga. Nie ma też żadnych dodatkowych trybów prezentacji czasu, tylko podstawowy wariant z numerem utworu i czasem, który upłynął od jego rozpoczęcia.

Cambridge nie ma wyjścia na słuchawki. Jak chodzi o wyjścia cyfrowe, to oprócz wyjścia optycznego Toslink zainstalowano też elektryczne wyjście BNC (złocone). Co ciekawe, według prospektu wyjście BNC jest zainstalowane tylko w droższym modelu D500. Zaś instrukcja obsługi już zawiera informację o istnieniu BNC, najwidoczniej od czasu kiedy drukowano prospekt wzbogacono wyposażenie. Wyjścia analogowe mają złocone gniazda i poziom napięcia 2,1V.

Drobny acz przyjemny detal to opis gniazd na tylnej ściance. Napisy są zdublowane, jedne napisane normalnie pod gniazdami a drugie do góry nogami powyżej gniazd. Wbrew pozorom taki opis jest często bardzo wygodny do odczytu, kiedy stojąc przed urządzeniem nachylamy się nad nim by podłączyć kable. To jeden z tych drobnych detali, których prostota oraz praktyczność jest oczywista, a jednak nie są one wcale popularne.

Opinia 1
Sprzęt towarzyszący: Zoller Metropolis Imagination, LFD LS0, LFD PA2M
Słuchacze: MD, JD

Cambridge Audio D-300 wyróżnia się dobrą żywością i obecnością brzmienia. Nie jest to odtwarzacz, w którym postawiono na neutralność. Urządzenia z najtańszego pułapu cenowego zwykle łączą w sobie wiele kompromisów, w D-300 kosztem przezroczystości i podbarwień udało się uzyskać całkiem żywe, obecne i swobodne brzmienie. W dziedzinie barw odtwarzacz ma niedociągnięcia, nie jest nadzwyczaj czysty ani przejrzysty. Barwy posiadają natomiast całkiem przyjemne nasycenie.

Średnica posiada solidny fundament w basie, w rezultacie dźwięk jest wypełniony i dość obszerny. Mimo że pod względem czytelności i czystości barw lepszym odtwarzaczem był AMC to Cambridge Audio oferował bardziej nasycony i namacalny dźwięk - bardziej obecny. Duże znaczenie na pozytywny odbiór średnicy miała jej bardzo dobra skoczność i dynamika. Dobrze słyszalne były instrumenty rytmiczne nawet w tylnich planach nagrań, podczas gdy w większości tanich urządzeń dominuje plan pierwszy. Nie udało się natomiast uniknąć nieznacznego podbarwienia przełomu średnicy i góry. Wyższe partie fortepianu, wokalu czy skrzypiec miały charakterystyczne metaliczne zabarwienie, które w transjentowych momentach może stać się nawet nieco natarczywe i nieprzyjemne, szczególnie przy głośnym słuchaniu muzyki. Jak jednak zauważył Mikołaj jest to swego rodzaju równowaga dla nieco ocieplonego charakteru samej średnicy i mimo że nie ma to nic wspólnego z neutralnością, to w określonych przypadkach może korzystnie wzbogacić brzmienie o dawkę brudniejszego bardziej agresywnego dźwięku. Bardzo żywo i obecnie wypadło np. gitarowe nagranie "You Got Me" R.Pidgeon, mimo że nie było referencyjnie czyste posiadało sporo dynamizmu i obecności, nie pozbawione było ładunku emocjonalnego.

W D-300 osiągnięto również całkiem rozsądny kompromis jeśli chodzi o bas. Mikołaj czasami narzekał wprawdzie na jego małą obecność, ale wynika to głównie z ograniczonej dynamiki tego zakresu. Dół jest mimo wszystko dobrze nasycony, ma sporo masy a do tego jest całkiem sztywny i dość dobrze kontrolowany. Ograniczenia w rytmice i obecności dołu pojawiają się jedynie w bardziej złożonych utworach gdzie na tle szerokiego spektrum dźwięku potrzebny jest szybki zdecydowany akcent w wąskim przedziale niskich częstotliwości jak np. w nagraniu "Summertime" Ala Jarreau. Natomiast bardzo dobrze wypadło nagranie "Funny" M.Millera dół był nasycony, miał sporo masy, a do tego był całkiem zwarty i dynamiczny. Dobrą obecność basu zanotowałem również we wszystkich nagraniach akustycznego jazzu. Pochwalił bym tu nawet D-300 za dobrą kontrolę kontrabasu w połączeniu ze sporą jego masą. Mimo wszystko warto pamiętać jednak o ograniczeniach w tej materii jakie wynikają z ceny urządzenia. W swojej klasie Cambridge oferuje udany kompromis.

Dość swobodnie podany został górny zakres pasma, dzięki swojej dynamice i ogólnej czytelności dźwięk wyraźnie zyskał na obecności. W dziedzinie barwy Cambride miał już wyraźnie mniej do zaoferowania, przekaz był nieco przybrudzony i podbarwiony, brzmienie instrumentów było też nazbyt głuche i mało wyrafinowane.

Pozytywnie zaprezentowała się natomiast stereofonia i przestrzenność nagrań. Przekaz miał charakter lekko przyciemniony i ocieplony - szczególnie na średnicy. Scena nie była pozbawiona oddechu i obecności. Instrumenty były na niej nieco powiększone, ale odseparowane i czytelne, osadzone w pomieszczeniu. Można było uchwycić sporą ilość detali związanych z wybrzmiewaniem instrumentów z obecnością ich na scenie. Nieco ograniczone zostały natomiast rozmiary sceny, nie można też mówić o żadnych konturach. Podobnie jak w przypadku innych tanich odtwarzaczy scena i tu została bardziej skupiona wokół instrumentów, zabrakło jej swobody i prawdziwej otwartości. Minusem przekazu oferowanego przez D-300 był zamęt jaki pojawiał się w dynamicznych bardziej złożonych nagraniach. Przekaz tracił wówczas czytelność i przejrzystość.

D-300 nie jest odtwarzaczem ani referencyjnie czystym ani neutralnym, posiada metaliczne zabarwienia, a momentami jest nawet wręcz drażniący, ogólnie sprawia jednak wrażenie bardziej nasyconego, różnorodnego i ciekawego. Jego najmocniejszą stroną jest dynamiczny, żywy charakter, który powoduje sporą obecność dźwięku i wywołuje większe zaangażowanie słuchacza w materiał muzyczny. (JD)

Opinia 2
Sprzęt towarzyszący: kit na głośnikach Scan-Speak 18W8545/Revelator, LFD LS0, LFD PA2M
Słuchacze: PP, GS

Proporcje poszczególnych części pasma względem siebie nie wzbudziły u nas zastrzeżeń. To był pierwszy pozytywny aspekt brzmienia D-300. Także subiektywne rozciągniecie pasma na obydwu krańcach zyskało u nas uznanie. Odnośnie oceny szczegółów co nieco różniliśmy się jednak w naszych ocenach. PP wypowiadał się o barwach poszczególnych zakresów głównie w superlatywach, choć i on przynał, że trafiły się pewne potknięcia. Chyba najistotniejszym było dodanie do skrzypiec pewnej szklistości i odrobiny piaszczystości do sybilantów.

Biorąc pod uwagę niezłe rozciągnięcie basu, łatwo nam było wybaczyć lekko zaznaczoną skłonność do bumienia i przeciągania strun kontrabasu. Ta przywara nie zmieniła dość dobrego wrażenia ogólnego. Oprócz przyzwoitego rozciągnięcia D-300 zapewnił też niezgorszą kontrolę.

Jak na niedrogi odtwarzacz Cambridge oferuje niezłą pełnię i skalę brzmienia. Nie chciałbym by odnieśli Państwo mylne wrażenie, D-300 nie wgniecie słuchacza w fotel falą ekspansywnego dźwięku, ale w przeciwieństwie do wielu (a pewnie większości) innych tanich urządzeń daje jednak poczucie, że przy odpowiednio dobranych utworach dźwięk ma pewną obfitość i skalę. Troszkę gorzej wypadły natomiast jego możliwości w dziedzinie rytmiki, tempa i żywości. Tak więc nieźle prezentowały się nagrania Ginger Baker Trio czy też Cassandry Wilson, zaś trochę gorzej spontaniczne i rytmiczne, acz wcale nie tak znowu szeroko rozpięte i nie za potężne nagrania B52's.

Mimo pewnych niedociągnięć, tak czy tak Cambridge wyróżniał się na tle grupy zdolnościami stereofonicznymi. Przede wszystkim pozytywnie oceniałem solidność umiejscowienia instrumentów na scenie, były one bardziej obecne i stabilne niż u konkurentów. Poza tym cenną zaletą była też przejrzystość stereofonicznej panoramy. Natomiast co ciekawe, nie została ona połączona z odpowiednim zdefiniowaniem akustyki pomieszczenia. Instrumenty mimo swej solidności i transparentności nie miały określonych krawędzi sceny wokół siebie. Innymi słowy ten dość wiarygodny obraz został stworzony w trochę słabo określonej przestrzeni. Nie mieliśmy też uwag odnośnie kreowania głębi, pierwszy plan był dość bliski, a dalszym planom nie zabrakło odpowiedniego dystansu.

Pozytywnie oceniliśmy też analityczność. W zakresie wysokich tonów dźwięki były artykułowane w miarę precyzyjnie, wokale w chórkach pozostawały nieźle odseparowane i nawet łatwo przychodziło śledzenie każdego z nich, a co więcej nawet pozostawało słyszalne ich czytelne zróżnicowanie.

PP zdecydowanie wskazał na D-300 jako swego faworyta, ale osobiście nie byłbym aż tak entuzjastyczny w swej ocenie. Przede wszystkim nie byłem aż tak bardzo usatysfakcjonowany barwami oferowanymi przez D-300 i tu leży podstawowa różnica w naszych ocenach. Przykład Piotra świadczy jednak, że Cambridge może się podobać i choćby z tego względu warto by zwrócili Państwo na niego uwagę. (GS)

Jeśli mają Państwo uwagi dotyczące tej strony lub zauważyliście na niej błędy, dajcie nam znać.
Kliknięcie na niniejszy link spowoduje uruchomienie w nowym oknie formularza, przy pomocy którego można przekazać uwagi do redakcji.
Copyright © 1991-2016 Magazyn Hi-Fi, Gdynia, Poland
logo hifi.pl