Start Kontakt Reklama O nas Zaloguj Rejestracja

Witryna hifi.pl wykorzystuje ciasteczka (cookies). Proszę kliknąć aby uzyskać więcej informacji.

Kupowanie używanych wzmacniaczy

Atrakcyjność kupowania używanych wzmacniaczy jest według większości opinii bliska atrakcyjności zakupu używanych kolumn głośnikowych. Wzmacniacze mają jednak inną specyfikę niż kolumny. Układy wzmacniaczy są bardziej skomplikowane, składają się z większej ilości części i są trudniejsze do naprawy dla amatorów.

Jak sprawdzić kupowany wzmacniacz

Warto osobiście sprawdzać kupowany wzmacniacz. Oględziny wizualne dadzą nam z reguły niewiele. Oprócz usterek estetycznych (zadrapania obudowy itp.) będziemy mogli co najwyżej stwierdzić zużycie konektorów. Być może uda się dostrzec zabrudzenie elementów czy skutki nadmiernego nagrzewania, ale tylko pod warunkiem, że będziemy mogli zajrzeć do wnętrza wzmacniacza. Koniecznie należy natomiast sprawdzić wszystkie przełączniki i regulatory. Powinny one działać pewnie i prawidłowo. Występują też drobne wady będące raczej wskaźnikiem niskiej jakości wykonania konkretnego egzemplarza sprzętu lub słabszej jakości konstrukcji w ogóle, a nie usterek.

Po pierwsze chodzi o słyszalny, mechaniczny przydźwięk dobywający się ze wzmacniacza, a konkretnie z transformatora (transformatorów). Jeśli jakość wykonania transformatora jest niska i wydaje on takie dźwięki, trudno będzie cokolwiek zaradzić. Przy czym warto wiedzieć, że mechniczny przydźwięk z transformatorów jest zależny od kształtu napięcia zasilającego. O ile w jednym rejonie przydźwięk taki będzie słyszalny, to w innym rejonie może być niesłyszalny. Przydźwięk może się też zmieniać w czasie, w zależności od fluktuacji kształtu napięcia zasilającego.

Poza tym z głośników podłączonych do wzmacniacza może się dobywać szum. Jeżeli szum jest słyszalny w cichym pomieszczeniu dopiero po zbliżeniu słuchacza do kolumn na odległość kilkudziesięciu centymetrów można to uznać za zjawisko całkowicie normalne, nawet w sprzęcie wysokiej klasy. Natomiast szum czy też przydźwięk słyszalny z miejsca odsłuchu należy uznać za zbyt wysoki. Urządzenia z takim poziomem szumu są jednak spotykane na rynku i niektórzy słuchacze są gotowi zaakceptować taki stan rzeczy. Ocena szumu jest też zależna od sprawdzanego wejścia. Jest naturalne, że wyższy szum wystąpi na wejściach gramofonowych, które mają znacznie większe wzmocnienie niż wejścia liniowe. No i trzeba mieć na względzie, że wzmacniacz może wzmocnić szum powstający w podłączonym źródle - także warto o tym pamiętać w trakcie sprawdzania urządzenia. Nasuwa się też oczywisty wniosek, że należy sprawdzać sprzęt w cichym otoczeniu.

Może się też zdarzyć, że wzmacniacz odbiera zakłócenia radiowe. Najprościej będzie wykorzystać telefon komórkowy i sprawdzić czy nawiązywanie połączeń komórkowych w pobliżu wzmacniacza powoduje generację zakłóceń słyszalnych w kolumnach. Ale podobnie jak z cichym szumem słyszalnym w głośnikach, nie należy tego automatycznie traktować jako powodu dla dyskwalifikacji wzmacniacza. No i w razie potrzeby należy sprawdzić, czy odbiornikiem zakłóceń radiowych nie jest przypadkiem podłączone do wzmacniacza źródło.

Trzeba też wzmacniacza posłuchać. Oprócz sprawdzenia brzmienia ze swoją ulubioną muzyką, warto też wykonać kilka prób dodatkowych. A więc jak już wspomnieliśmy należy sprawdzić z sygnałem przełączniki i regulatory, upewnić się czy nie powodują one przerywania sygnału lub trzeszczenia. Warto też specjalnie przygotować nagranie o bardzo silnych dynamicznych impulsach. Wskazane jest aby były to szerokopasmowe sygnały (kotły, wystrzały, itd.). Chodzi o to aby mocno obciążyć zasilacz wzmacniacza, nie przeciążając przy tym mechanicznie kolumn ekstremalnie niskim basem. Poznamy w ten sposób czy możliwości wzmacniacza będą wystarczające na nasze potrzeby. Gdyby możliwości dynamiczne wzmacniacza były zaskakująco słabe, może to nawet świadczyć o uszkodzeniu prostownika zasilacza (chodzi o prostowanie tylko jednej połówki napięcia zasilającego).

Zużywanie i starzenie wzmacniaczy

We wzmacniaczach z wiekiem starzeją i zużywają się zwłaszcza kondensatory elektrolityczne, potencjometry i konektory. Oczywiście zużywają się też lampy elektronowe, jeśli zostały one zastosowane w danym przypadku. O ile ocena zużycia potencjometrów i konektorów jest w miarę prosta, to ocena stanu pozostałych elementów jest już trudna. Nawet w przypadku konektorów i potencjometrów zużycie można łatwo stwierdzić dopiero wtedy, gdy jest ono znaczne i zaczyna się ujawniać. Chociaż nie ma to żadnego znaczenia dla sprawności urządzeń, stosowane czasami do podświetlenia żarówki nieuchronnie ulegają z czasem przepaleniu.

Wymiana elementów, które zużywają się we wzmacniaczach w sposób naturalny nie jest trudna, ale może być kosztowna, jeśli w grę wchodzą podzespoły wyższej jakości.

W przypadku niedrogich wzmacniaczy w wieku kilkunastu lub więcej lat niemal za pewnik możemy przyjąć pewne zmniejszenie pojemności głównych elektrolitycznych kondensatorów filtrujących w zasilaczu. Przy produkcji sprzętu niskobudżetowego nie ma funduszy na zastosowanie kondensatorów o podwyższonej trwałości. Taki wzmacniacz będzie nadal sprawny, ale jego parametry będą nieco pogorszone.

Zagraniczne napięcia zasilania

Kupowanie wzmacniaczy, które były pierwotnie przeznaczone na rynki z innym napięciem zasilania niż występujące w Polsce 230V/50Hz może nastręczyć szereg problemów. Głównie dotyczy to sprzętu z rynku amerykańskiego, zaprojektowanego do sieci 115V/60Hz. Na szczęście firmy dość często produkują sprzęt uniwersalny, przystosowany do pracy z różnymi napięciami zasilania. Nieraz wystarczające jest przestawienie odpowiedniego przełącznika. Jeśli jednak wzmacniacz nie został fabrycznie przystosowany do pracy z siecią zasilającą 230V/50Hz może wystąpić szereg komplikacji. Bezpośrednie podłączenie takiego sprzętu do naszej sieci w najlepszym razie spowoduje przepalenie bezpieczników, w najgorszym poważne uszkodzenia.

Ponieważ natura ludzka skłania się raczej do stosowania rozwiązań najwygodniejszych, a nie najlepszych, to problem adaptacji sprzętu do naszego zasilania często jest rozwiązywany w sposób nieoptymalny. Najchętniej stosuje się autotransformator dopasowujący napięcie. Ta metoda co prawda działa, ale nie jest ona najlepsza, ani pod względem bezpieczeństwa, ani pod względem jakości.

Jeżeli chcemy pozostać przy prostym wariancie, to w dalszym ciągu w grę będzie wchodził transformator dopasowujący. Zamiast autotransformatora lepiej jednak zastosować transformator z odseparowanym uzwojeniem wtórnym i pierwotnym. Będzie to oznaczało większy wydatek, ale bezpieczeństwo wzrośnie. Transformator dopasowujący powinien mieć moc wyraźnie większą od maksymalnej mocy podłączonego wzmacniacza. Kilkadziesiąt procent nadwyżki potraktujcie jako obowiązek. Niektórzy zalecają nawet dwukrotnie większą moc tansformatora dopasowującego. Weźmy przykład. Jeśli maksymalna moc pobierana przez wzmacniacz jest określona na 400W to najlepiej by było aby transformator dopasowujący miał 800VA, a wartość około 600VA powinniście potraktować jako minimum.

Niestety nawet najlepszy transformator dopasowujący nie jest gwarancją pełnego sukcesu. W przypadku konwencjonalnych zasilaczy ważna jest sprawa częstotliwości pracy sieci zasilającej. Transformator wbudowany we wzmacniaczu i zaprojektowany do sieci 60Hz, przy pracy w sieci 50Hz będzie mocniej obciążony. A z reguły nie wiemy, czy producent wzmacniacza przewidział odpowidni zapas potrzebny w takiej sytuacji. Jeśli oryginalny transformator został zaprojektowany bez odpowiedniego zapasu, to po podłączeniu do sieci 50Hz zamiast 60Hz może on być przeciążony i nadmiernie się nagrzewać. Zasilacze impulsowe nie powinny mieć tego typu problemów.

Zamiast inwestować w poważny i jak by na to nie patrzeć całkiem kosztowny transformator dopasowujący, warto zastanowić się nad przerobieniem wzmacniacza. Do tego celu trzeba będzie zaangażować fachowca. W przypadku wzmacniaczy impulsowych wymagane przeróbki będą z reguły mniejsze, aczkolwiek samo zbadanie układu zasilacza będzie trudniejsze. W przypadku konwencjonalnych zasilaczy chodzi głównie o wykonanie nowych, dopasowanych do konkretnego wzmacniacza transformatorów (chyba, że akurat uda się znaleźć odpowiedni transformator wśród dostępnych na rynku wyrobów gotowych). Z praktyki wiemy, że ten wariant jest stosowany bardzo niechętnie, aczkolwiek naszym zdaniem ta niechęć jest przesadna. Koszt jednostkowego wykonania dobrej klasy transformatora sporej mocy nie powinien przekroczyć 200-300PLN. Jeżeli kupujemy dobrej klasy wzmacniacz i zakładamy, że będzie on służył przez dłuższy czas, to wykonanie nowych transformatorów kosztem kilkuset złotych będzie opłacalną inwestycją. Przy ewentualnej wymianie transformatorów trzeba jeszcze zwrócić uwagę na kilka innych szczegółów związanych z bezpiecznikami, układami zabezpieczającymi, układami miękkiego startu czy też tłumikami impulsów rozruchowych. Nie są to zagadnienia skomplikowane czy niosące ze sobą istotne koszty, ale warto by adaptację wykonał jednak fachowiec, który nie przeoczy żadnego ważnego szczegółu.

Drobne, niegroźne usterki

O ile w kolumnach może wystąpić sporo drobnych usterek, które użytkownik może naprawić samodzielnie, we wzmacniaczach tego typu sytuacje są znacznie mniej prawdopodobne. Przede wszystkim we wzmacniaczu, który nie działa zawsze warto najpierw sprawdzić i w razie potrzeby wymienić bezpiecznik (lub bezpieczniki). Jeśli nowy bezpiecznik natychmiast się przepali wiadomo, że mamy do czynienia z inną usterką. Źródłem problemów mogą być konektory, choć w praktyce zdarza się to rzadko. Typowe dla starszego sprzętu są problemy z przełącznikami i potencjometrami. Na szczęście tego typu usterki daje się łatwo naprawiać. W wielu przypadkach po prostu wystarczy przeczyszczenie elementów zawierających styki. Prostsze czynności serwisowe można co prawda wykonać samodzielnie, ale osobom bez jakiejkolwiek praktyki polecamy konsultację podejmowanych działań z jakimś elektronikiem posiadającym praktyczne doświdczenie serwisowe. Czasami minimum niezbędnej pomocy może udzielić dobry sprzedawca w sklepie elektronicznym.

Techniczne konsekwencje wyboru marki wzmacniacza

W przypadku wzmacniaczy związek pomiędzy marką sprzętu a zastosowaną technologią jest mało uwydatniony. Zarówno najwięksi jak i najmniejsi producenci korzystają z takich samych tranzystorów, lamp, diód, układów scalonych, rezystorów, kondensatorów. Co prawda producenci drogich wzmacniaczy nieraz zachwalają swe wyroby powołując się na stosowanie unikalnych części produkowanych specjalnie na indywidualne potrzeby, ma to znikome znaczenie dla przywracania zepsutych urządzeń do sprawności. Kwestia ewentualnych zmian w brzmieniu spowodowanych przez naprawę wykonaną przy pomocy części innych niż oryginalne jest dyskusyjna. Ważna jest więc nie tyle marka sprzętu, co stopień komplikacji i wiek. Im starszy i bardziej skomplikowany układ tym większa szansa natrafienia na trudności serwisowe. Ale zaawansowany wiek wzmacniacza z reguły nie stwarza barier wykluczających wykonanie naprawy, nawet jeśli zastosowane w oryginale części wyszły z produkcji. We wzmacniaczach istnieją duże możliwości stosowania zamienników. Czasami zamienniki służą do bezpośredniego zastąpienia zepsutych oryginałów, czasami wprowadzenie zamienników wymaga też drobnej przeróbki (co w szczególnosci dotyczy ustawienia polaryzacji).

Klasyczne modele

Inaczej niż w przypadku kolumn głośnikowych, w przypadku wzmacniaczy nieco trudniej jest stworzyć krótką listę modeli, które można by uznać za klasyki, niezależnie od tego czy jako kryterium selekcji przyjmiemy historyczne znaczenie modelu, czy też dobre trzymanie wartości na rynku wtórnym. W przypadku wzmacniaczy raczej trzeba mówić o seriach czy grupach produktów.

Dobrym przykładem klasycznego wzmacniacza jest NAD 3020. Ale miał on przecież kilku bliskich krewniaków. Modele 3020A, 3020B, 3120 to mutacje oryginalnego 3020, być może nawet bardziej godne uznania niż pierwowzór. Zresztą znacznie późniejsze, niedrogie wzmacniacze NAD-a też dobrze potrzymywały tradycję swych poprzedników. Słynny Audiolab 8000A ciągle ewoluował i bez jakiejkolwiek zmiany w nazwie produkowano szereg różnych wersji. Wszystkie generacje 8000A były wierne tej samej filozofii, ale nie były jednak dokładnie takie same. Rotel miał swoją grupę tanich wzmacniaczy konkurujących z NAD-em, począwszy od RA-820, poprzez RA-820B, RA-820BX, RA-840B. Sławę zdobyły też modele Mission Cyrus One i Cyrus Two, a w późniejszych latach także Pioneer A-400 i A-400X.

W przypadku wzmacniaczy etykietka klasyka bardzo często jest wiązana z marką w ogóle, czy też z marką w powiązaniu z konkretnym okresem działalności firmy. Wzmacniacze Sansui z lat 1970-tych - a przynajmniej większość z nich - nadal są z atencją wspominane przez starszych audiofili. Wzmacniacze Audio Research, Krell, czy Naim też zapisały się w historii hi-fi.

Warto też zwrócić uwagę na jedną dość specyficzną grupę wzmacniaczy - na starsze, szczytowe modele dużych firm japońskich sprzed epoki kina domowego. Europejski i amerykański rynek audiofilski był zawsze dość niechętny w stosunku do tego typu sprzętu. Takie wzmacniacze są traktowane jak klasyki co najwyżej w środowiskach miłośników japońskiego hi-fi. W istocie były to jednak drogie, solidnie wykonane urządzenia, które obecnie można z reguły kupić za drobny ułamek pierwotnej ceny.

Jeśli macie Państwo swoje typy wzmacniaczy zasługujących na miano klasyków, to zachęcamy do nadsyłania Waszych propozycji. Lista przykładów klasycznych modeli może ulec powiększeniu.

Jeśli mają Państwo uwagi dotyczące tej strony lub zauważyliście na niej błędy, dajcie nam znać.
Kliknięcie na niniejszy link spowoduje uruchomienie w nowym oknie formularza, przy pomocy którego można przekazać uwagi do redakcji.
Copyright © 1991-2014 Magazyn Hi-Fi, Gdynia, Poland