Start Pomoc Kontakt Reklama O nas Zaloguj Rejestracja

Witryna hifi.pl wykorzystuje ciasteczka (cookies). Proszę kliknąć aby uzyskać więcej informacji.

Uroki dźwięku z komputera

20 grudnia 1999

W poprzednim felietonie (Czy DVD-Audio i SACD przegrają z MP3?) wysunąłem przypuszczenie, że technika stosowana do zapisu i dystrybucji dźwięku wejdzie na zupełnie nowy tor i ulegnie głębokiej komputeryzacji. Najprawdopodobniej już za kilka lat naturalnym środowiskiem przesyłania sygnału audio stanie się Internet, a do przechowywania muzyki służyć będą nośniki komputerowe w różnorodnych postaciach. Nie spotkałem ostatnio nikogo, kto by zaprzeczał tej prognozie. Sceptycy twierdzą jednak, że coś takiego czeka nas nie wcześniej niż za 10 lat. Według mojej oceny stanie się to znacznie wcześniej.
Zmiana statusu sygnału muzycznego - jego funkcjonowanie jako pliku z danymi - zapewne pociągnie za sobą szereg kolejnych wydarzeń. Rynek audio-video-fonograficzny ulegnie głębokim przeobrażeniom.

Na początek weźmy kwestię ustalania standardów. W tej chwili jest to proces niezmiernie skomplikowany. Dla popularyzacji formatu zapisu dźwięku lub obrazu trzeba uzgodnić wszystkie szczegóły dotyczące samego nośnika, struktury informacji i sposobu działania urządzeń odczytujących. Zwykle trzeba też zebrać pokaźną pulę patentów, które są własnością różnych firm. Patenty te trzeba połączyć w pakiet by następnie udostępnić je zainteresowanym producentom sprzętu. Trzeba też zyskać odpowiednie poparcie przemysłu aby szybko uruchomić masową produkcję podzespołów. Podobnie ma się sprawa z poparciem wydawców fonograficznych - trzeba ich zaangażowania aby na rynku pojawiła sie oferta nośników z muzyką. Z tego względu ilość masowo stosowanych standardów na rynku audio była tak mała.

W świecie komputerów sytuacja wygląda zgoła inaczej. Rzeczą naturalną jest funkcjonowanie wielości nośników i duże tempo zmian technologii zapisu. W miarę trwała jest tylko standaryzacja połączeń do wymiany danych, ale i ona ewoluuje szybciej niż jakikolwiek format na rynku audio. Standaryzacja sposobu transmisji danych jest zresztą w wielu przypadkach zupełnie wystarczająca dla zachowania współdziałania urządzeń. Często tylko od producenta danego nośnika zależy fizyczna organizacja danych.

Tworzenie formatów plików z zapisem dźwięku to zadanie znacznie mniejszej skali niż opracowanie kompletnej specyfikacji, choćby takiej jak dla płyty CD. Łatwość dystrybucji koderów/dekoderów w Internecie daje możliwość błyskawiczej popularyzacji nowych rozwiązań. Przecież koder i dekoder to zazwyczaj program komputerowy, a dopiero w drugiej kolejności może on przybrać postać specjalizowanego układu scalonego. Wkraczając w świat komputerów już na starcie otrzymujemy całkiem bogate dziedzictwo różnych formatów plików stosowanych do zapisu dźwięku. Inicjatorem powstania nowych formatów plików może być każda większa firma komputerowa, czego przykładem jest choćby Microsoft. Co więcej, można nawet wyobrazić sobie, że formaty takowe powstałyby na zasadach woluntarystycznych poprzez współpracę rozproszonych entuzjastów. Dzięki Internetowi szereg tego typu przedsięwzięć już zakończyło się powodzeniem. Weźmy chociaż zyskujący na popularności system operacyjny Linux czy też wiele dobrej jakości oprogramowania jak choćby serwery Apache. Woluntarystyczne opracowanie formatu pliku, który wszyscy mogliby używać bez jakichkolwiek opłat licencyjnych jest przecież relatywnie prostym zadaniem. W korzystnych okolicznościach standardy zapisu mogły by powstać także w kręgach akademickich, a także na zasadzie porozumień mniejszych firm w obrębie przemysłu audiofilskiego czy też w kręgach specjalistycznych wytwórców fonograficznych. I jeszcze raz warto podkreślić, że w świecie komputerowym takie rozwiązanie wcale nie są pozbawione szans na masową popularność.

Przyzwyczailiśmy się, że urządzenia audio nie zmieniają się w czasie kiedy je użytkujemy. Owszem, jest wielu producentów, którzy oferują możliwość zamiany pewnych płytek czy układów na lepsze, nowsze wersje. Dotyczy to głównie odtwarzaczy CD, w mniejszym stopniu wzmacniaczy i kolumn. W niektórych nowoczesnych procesorach AV istnieją nawet możliwości aktualizacji oprogramowania sterującego lub dekodującego. Ale to jest wciąż margines w stosunku do typowych praktyk rynkowych. Natomiast gdyby komputer stał się integralną i niezbędną częścią każdego źródła dźwięku, to tego typu transformacje mogły by się stać normalną praktyką. Wiele cech urządzenia byłoby zależnych od oprogramowania. Można się spodziewać, że ewolucja urządzeń stanie się znacznie popularniejsza. Jedno urządzenie mogłoby zaspakajać bardziej zróżnicowane potrzeby - poczynając od odtwarzania monofonicznych, skompresowanych plików, aż do najwyższych standardów jakościowych na poziomie określonym aktualnie w DVD-Audio czy SACD (a może i jeszcze wyższym!). Firmy mogły by udostępniać na swych witrynach internetowych uaktualniane wersje programów dekodujących dane z różnych plików. Zaczątki tych trendów są już widoczne w urządzeniach dostępnych na rynku.

Jak się Państwu podoba taka komputerowa przyszłość sprzętu audio? Nie za bardzo? Pewnie nadal nurtują Was wątpliwości odnośnie niskiej jakości dźwięku. Pewnie odpycha mało przyjazna forma urządzeń, no bo co tu dużo mówić, komputer nie zapewnia takiej prostoty i naturalności kontaktu jak przeciętny odtwarzacz CD. Doskonale rozumiem, że totalne skomputeryzowanie audio może się wydawać czymś obcym, groźnym i potencjalnie szkodliwym dla audiofilskich ideałów dźwięku najwyższej jakości.

A ja - wypowiadam się w tej chwili jako audiofil - mimo wszystko widzę w takim rozwoju sytuacji szansę. Wyrwanie się z gorsetu standardów narzuconych przez elektronicznych potentatów wreszcie dałoby większą inicjatywę mniejszym firmom. Standardy mogłyby łatwiej ewoluować i się udoskonalać, zarazem prostsze byłoby przystosowanie starszych urządzeń do nowych formatów zapisu - wystarczyłoby je przeprogramować. Wreszcie środowisko audiofilskie mogłoby bez trudu zachować swą odrębność. Czyż nie jest to pociągająca perspektywa? Dla zaspokojenia potrzeb audiofilskiej klienteli potrzebne byłyby standardy plików z zapisem wysokiej jakości - a to nie stanowi problemu. Właściwie takie rozwiązania już istnieją, a i wprowadzenie nowych jest możliwe - o czym pisałem powyżej. Z rynku komputerowego audiofile automatycznie otrzymywaliby coraz to pojemniejsze nośniki. Zaś na samym rynku audio mogły by funkcjonować równolegle różne standardy dla bardziej i mniej wymagających klientów - i wreszcie audiofile nie musieli by godzić się na kompromisy.

Być może przedstawione powyżej wywody uważacie Państwo za mało przekonujące. Być może wizja muzyki z komputera w dalszym ciągu Was przygnębia, lub jest Wam obojętna. Na deser przytoczę więc jeszcze jedną informację. Nawet najbardziej antycyfrowi sceptycy będą musieli przyznać, iż w komputeryzacji dźwięku jest ukryty ogromny potencjał.

Informacje o wprowadzaniu na rynek DVD-Audio i SACD zbiegły się w czasie z ciekawym wydarzeniem, które chyba jeszcze nie jest szerzej znane, ale z pewnością niebawem będziemy słyszeć na ten temat coraz więcej. Otóż na początku października 1999 roku firma C3D zaprezentowała w Izraelu prototypowe urządzenia nowego typu. Druga prezentacja odbyła się w USA kilka tygodni później. C3D prowadzi prace badawcze nad sposobami zapisu informacji w oparciu o zjawisko fluorescencji. Przewiduje się stworzenie na tej bazie całej rodziny nośników o zróżnicowanych pojemnościach i cechach funkcjonalnych. Fluorescencyjne karty i płyty mogą mieć bardzo dużą ilość warstw, potencjalnie nawet liczoną w setkach. Nośniki mogą występować w wersjach tylko do odczytu, zapisywalnych jednokrotnie i wielokrotnie. Przykładowe propozycje to karta pamięci o pojemności 10GB (przypominam, że CD ma pojemność 650 MB, 1GB=1.000MB, tak więc 10GB to około 15 razy więcej niż pojemność CD) czy 12-centymetrowa płyta o pojemności 140GB (z górą 200 razy więcej niż CD). Fluorescencyjny zapis ma zapewnić obniżenie ceny za jednostkę informacji w porówaniu z obecnymi nośnikami. Co więcej, podane przykłady wcale nie określają maksymalnego potencjału technologii, która daje ponoć możliwość składowania 1,4 TB (TB to tysiąc GB) danych na jednym 12-centymetrowym dysku. Jest to 2.000 razy więcej niż w CD! Firma C3D nie planuje samodzielnego wprowadzenia nowych nośników na rynek, stara się sprzedać czystą technologię. Zainteresowanie dużych producentów elektronicznych jest już widoczne. Po prezentacji prototypu trudno mówić o konkretnych terminach, ale w relacjach prasowych powtarza się stwierdzenie, że pierwsze produkty pojawią się na rynku przed końcem roku 2000.

Jak widać DVD będzie niebawem wyglądać na zabytek. Spróbujmy wyobrazić sobie jakie znaczenie dla rynku audio miałby niedrogi nośnik, na którym mogło by się znaleźć 30 płyt DVD (jednostronnych i jednowarstwowych), albo ponad 200 CD, albo niecałe 1000 albumów z jakością kasety DCC, albo ponad 2000 skompresowanych w formacie MP3 z przepływnościa 128 kbs, albo mieszanka różnych plików z zapisem dźwięku? Co oznacza możliwość przechowywania 2.000 albumów na płycie znajdującej się w samochodowym odtwarzaczu. A co mogłaby dla sposobu użytkowania muzyki znaczyć możliwość zapisania wielu tysięcy albumów z jakością CD na kilkunastu krążkach? Jak podobał by się Państwu prznośny odtwarzacz odczytujący muzykę z nośnika wielkości karty kredytowej z zapisem stu kilkudziesięciu albumów? To by była deklasacja znanych nam urządzeń, przede wszystkim deklasacja funkcjonalna, ale potencjalnie również deklasacja jakościowa.

Co Państwo na taką wizję? Moje zdanie jest takie: czas by był pomyśleć o audiofilskich komputerach! Kieruję te słowa zarówno do samych audiofili, jak i specjalistycznego przemysłu. (GS)

Jeśli mają Państwo uwagi dotyczące tej strony lub zauważyliście na niej błędy, dajcie nam znać.
Kliknięcie na niniejszy link spowoduje uruchomienie w nowym oknie formularza, przy pomocy którego można przekazać uwagi do redakcji.
Copyright © 1991-2016 Magazyn Hi-Fi, Gdynia, Poland
logo hifi.pl