Start Pomoc Kontakt Reklama O nas Zaloguj Rejestracja

Witryna hifi.pl wykorzystuje ciasteczka (cookies). Proszę kliknąć aby uzyskać więcej informacji.

Trudne zadanie SDMI

29 października 1999

O fenomenie nadzwyczajnej popularności plików MP3 pisywałem w ostatnio coraz więcej. Gwałtownie rosnąca sprzedaż przenośnych odtwarzaczy MP3 to jeden z najgorętszych tematów w branży. Trochę statystyk i prognoz (według danych z firmy Samsung) znajdą Państwo w dziale gdzie prezentujemy informacje o nowościach.

Pojawiło się widmo masowego obiegu darmowo kopiowanej muzyki. W pierwszym odruchu przemysł fonograficzny podjął więc próbę zablokowania sprzedaży odtwarzaczy MP3 na drodze prawnej (sprawa wytoczona przez RIAA firmie Diamond). Kiedy to się nie powiodło, narodziła się inicjatywa SDMI (Secure Digital Music Initiative) - w grudniu 1998 roku ogłoszono zawiązanie tego stowarzyszenia, a w lutym 1999 rozpoczęło ono działalność. Są w tym gronie wydawcy fonograficzni, producenci sprzętu komputerowego i sprzętu audio, a także przedsiębiorstwa internetowe, łącznie ponad 120 firm. Celem SDMI jest stworzenie systemów zabezpieczeń, które były by zaimplementowane zarówno w plikach z muzyką, jak również w urządzeniach do odtwarzania tychże plików.

Prosta w swej istocie idea okazała się trudna do wprowadzenia w życie, zarówno pod względem organizacyjnym, technicznym i politycznym. Członkowie SDMI rozpoczęli cykl spotkań. Co kilka tygodni zbierają się w różnych miejscach (ostatnio we wrześniu w Nowym Jorku, następne spotkanie przewidziane jest na październik w Kioto) i dyskutują nad opracowaniem standardu. Już spotkałem opinię, że objazdowa konferencja nie jest wystarczająco sprawnym ciałem by podołać zadaniu. Według wstępnych planów, pakiet zabezpieczeń (a ściślej jego pierwsza część) miał być gotowy tak szybko, by umożliwić produkcję urządzeń zgodnych z SDMI już w tegorocznym sezonie przedświątecznym. Ramowy projekt specyfikacji opracowano w czerwcu i wówczas ciągle jeszcze zapowiadano, że propozycja będzie gotowa na czas, co pod koniec września było bardzo wątpliwe. Problemem okazało się też samo określenie specyfikacji. Implementacja zabezpieczeń wiąże się z zastosowaniem opracowanych przez różne firmy rozwiązań technicznych, inaczej mówiąc ze sprzedażą praw licencyjnych, co stało się przedmiotem sporów. Sam wybór zabezpieczeń też jest sprawą budzącą pewne kontrowersje, nie ma bowiem zgodności co do tego, które rozwiązania są optymalne.

Zagadnienia techniczne nie wydają się jednak najgroźniejszą przeszkodą do pokonania. Jest jeszcze kwestia warunków zakupu licencji SDMI i związany z tym zakres zobowiązań podejmowanych przez licencjobiorcę. Chodzi zwłaszcza o przyjęcie zasady odpowiedzialności producentów za wykorzystanie ich sprzętu do łamania zabezpieczeń. Szczególnie dla firm komputerowych jest to trudny do akceptacji warunek.

Przed SDMI stoi jeszcze jeden problem, o którym chyba nikt dotąd szerzej nie pisał. Trzeba będzie szeroko spopularyzować i objaśnić całą ideę klientom. Będzie też trzeba przekonać ich by ten pomysł zaakceptowali, co wcale nie wydaje się zbyt łatwe.

Spory w łonie SDMI już zaowocowały opóźnieniami. A opóźnienia te mają bardzo konkretne następstwa - w szybkim tempie rynek zdobywają odtwarzacze, które nie są zgodne z SDMI. I tak doszliśmy do najciekawszego aspektu sprawy. Chodzi o szczelność porozumienia. Z punktu widzenia klienta zabezpieczenia SDMI nie dają przecież żadnych korzyści. Jeśli na rynku będą dostępne urządzenia niekompatybilne z SDMI - odtwarzające niezabezpieczone pliki - to naturalnym wyborem byłby właśnie zakup takich urządzeń. Niewykluczone są dalsze próby zablokowania sprzedaży urządzeń niezgodnych z SDMI na drodze prawnej. Przegrany przez RIAA proces z firmą Diamond świadczy jednak, że w ramach panujących obecnie przepisów trudno będzie o delegalizację urządzeń wykorzystujących niezabezpieczone pliki. Możliwe jest oczywiście podjęcie próby przeforsowania zmian w ustawodawstwie, ale to już trudniejsze zadanie. Perspektywa nieszczelności SDMI wydaje się być całkiem realna. Wydarzenia z końca ubiegłego i początku bieżącego roku pokazały, że nie trzeba być międzynarodowym koncernem by produkować tego rodzaju sprzęt w masowych ilościach. A nawet wśród wielkich producentów elektronicznych już widoczna jest skłonność do produkcji urządzeń niezgodnych z SDMI, lub takich, które tylko oferują możliwość dostosowania się do SDMI (zależną od dobrej woli nabywcy). Co więcej, kiełkuje też alternatywny, internetowy rynek fonograficzny - działający na tym polu ludzie wcale nie zamierzają korzystać z rozwiązań SDMI.

Szanse SDMI stoją więc pod wielkim znakiem zapytania. Nie brak opinii, że inicjatywa jest skazana na niepowodzenie. Ostatni rok dał znakomitą lekcję - pokazał jak szybkie mogą być zmiany na rynku. Teraz też można się spodziewać, że niedługo napłyną dalsze informacje, które pomogą określić w jakim kierunku rozwija się sytuacja. Same tylko decyzje poszczególnych firm dotyczące uruchomienia produkcji urządzeń zgodnych bądź niezgodnych z SDMI będą istotną wskazówką.

Cała sprawa ma charakter precedensowy, a porażka SDMI może pociągnąć za sobą daleko idące konsekwencje. Internet tak czy inaczej zmieni sposoby dystrybucji muzyki, ale otwarte pozostaje wciąż pytanie jak głęboka będzie to zmiana. Gdyby udało się narzucić szczelny system zabezpieczeń w ramach SDMI, nadal można by zachować część ważniejszych składników struktury przemysłu fonograficznego. A jeśli dystrybucja plików i urządzeń pozbawionych systemów zabezpieczeń będzie się rozwijać dalej, to zmiany mogą być szybsze i dużo głębsze. Wydawnictwa fonograficzne nie zbankrutują z dnia na dzień, bo sześćset milionów użytkowników odtwarzaczy CD nie może się przestawić na inne media w ciągu roku czy dwóch. Rynek nabywców płyt jest ogromny i przez to ma swoją bezwładność. Ale zmiana obecnej struktury wydaje się nieunikniona.

Jak szybko mogą następować zmiany? Prawdopodobna jest następująca hipoteza. Można założyć, że w grupie posiadaczy CD-R i/lub odtwarzaczy MP3 zakupy płyt CD będą mniejsze niż w gronie osób, które posiadają wyłącznie zwykły odtwarzacz CD. Dla wielkości tradycyjnego rynku fonograficznego kluczowa będzie więc ilość posiadaczy CD, którzy zarazem nie korzystają z CD-R ani z MP3. Do końca tego roku na świecie będzie w użytku dwadzieścia kilka milionów komputerowych nagrywarek CD-R, około półtora miliona odtwarzaczy MP3 oraz nagrywarki CD-R do audio w podobnej liczbie. Jak widać wciąż jest to niewiele w stosunku do całego rynku CD-audio i CD-ROM. Ale ta sytuacja może bardzo szybko ulec zmianie. Prognozuje się, że na koniec przyszłego roku będzie w użytku około 3 milionów nagrywarek audio CD-R, około 4,5 milionów odtwarzaczy MP3, no a komputerowe CD-R zaczniemy już liczyć w dziesiątkach milionów. Liczba internautów korzystających z MP3 jest obecnie szacowana na 65-70 milionów. Nietrudno zauważyć, że z 600 milionów użytkowników CD zdecydowana większość nie dysponuje ani CD-R, ani odtwarzaczami MP3, ani nawet nie przechowuje plików MP3 w komputerze. Ale równie łatwo jest też przewidzieć, że liczba użytkowników CD, którzy nie mają dostępu ani do CD-R ani do MP3 zacznie niebawem maleć. Przełomowy będzie ten rok, w którym liczba nowych użytkowników CD-audio będzie mniejsza niż liczba nowych użytkowników CD-R i/lub sprzętu MP3. Przy czym podkreślam, że chodzi o NOWYCH użytkowników. Nie jest wcale konieczne by sprzedaż samych urządzeń CD-R/MP3 przekroczyła sprzedaż zwykłych CD. Kiedy nastąpi przełom? Zapewne w bardzo bliskiej przyszłości. (GS)

Jeśli mają Państwo uwagi dotyczące tej strony lub zauważyliście na niej błędy, dajcie nam znać.
Kliknięcie na niniejszy link spowoduje uruchomienie w nowym oknie formularza, przy pomocy którego można przekazać uwagi do redakcji.
Copyright © 1991-2016 Magazyn Hi-Fi, Gdynia, Poland
logo hifi.pl