Start Pomoc Kontakt Reklama O nas Zaloguj Rejestracja

Witryna hifi.pl wykorzystuje ciasteczka (cookies). Proszę kliknąć aby uzyskać więcej informacji.

Totalna kierunkowość, czyli tekst nie dla wszystkich

30.01.2001

Obłożony w stanie wojennym jako dziennikarz zakazem pracy, a i potem na emigracji początkowo bezrobotny, miałem dużo czasu na poprawianie dźwięku posiadanych - a potem i dokupywanych - komponentów. Że zaś zaczynano w latach osiemdziesiątych głosić kierunkowość kabli głośnikowych...

Niezależnie od innych możliwych wyjaśnień, wydawało mi się logiczne, że w kierunku, w którym w trakcie formowania drutu (odlewania, z ewentualnym wpływem walcowania czy przeciągania) ułożyły się kryształy jego struktury, przepływ elektronów jest następnie łatwiejszy. "Z górki", w przeciwieństwie do "pod górkę" w kierunku przeciwnym - ze skutkami dla dźwięku słyszalnego z głośników. Odpowiednio więc: kierunek lepszego i gorszego brzmienia. (Dalej: "KLB" i "KGB".)

Zadawałem sobie jednak pytanie, dlaczego miałoby się to odnosić wyłącznie do kabli głośnikowych. Istotnie, moje eksperymenty wykazały, że kierunkowe są absolutnie wszystkie elementy toru sygnałowego. Jak również zasilaczy komponentów: w części zarówno stało- jak i zmiennoprądowej. To ostatnie dało się rozszerzyć na całą domową instalację elektryczną.

Fakt, że przekręcenie np. kabelka w lodówce lub bezpiecznika w telewizorze wpływa na dźwięk moich głośników, mogłem jeszcze zrozumieć. Jeżeli elektronom staje sie "łatwiej" na tym odcinku, to i poprawia się ogólna sytuacja na tablicy rozdzielczej, z której to czerpią także zasilacze komponentów audio. Gorzej było ze świadomością, że wszakże jest to prąd zmienny!

Wykryta następnie kierunkowość metali niepodłączonych do obwodu prądu, ale umieszczonych w jego pobliżu (np. elementy obudowy wzmacniacza) tłumaczyłem sobie jeszcze interakcją poprzez pole elektromagnetyczne i indukcję. Co jednak z - wykazaną poprzez moje kolejne eksperymenty - kierunkowością izolatorów (na przykład koszulek na przewodach)?

W takich to sytuacjach brak teoretycznego przygotowania - nie mam bowiem wykształcenia technicznego - skutkuje ambiwalentnie. Z jednej strony nie pozwala zrozumieć zjawiska. Z drugiej, nie blokuje - "bo to wszak niemożliwe!" - z góry na nie uszu.

Oto zaś słyszalne różnice. Po pierwsze, w barwie. Jak olej i akwarela: KLB soczysty, KGB blady. Po drugie, w definicji. KLB czysty i zwarty, KGB brudny, wymęczony. Nawet cisza brzmi niespokojnie; niskie tony fortepianu mają mniej fundamentu i potęgi; perkusja zaś sprawia wrażenie jakby niedobitej - jakby ręka uderzając zarazem się cofała. Proszę powiedzieć "a" jak "As" czy "Ala". Następnie zaś "a" na wdechu - jak wtedy, gdy coś nas zdziwi, zafrapuje. Tak właśnie brzmi KGB. Muzyka na "ssaniu". Dająca odczuć to właśnie, że sygnał napotyka na swej drodze przeszkody.

Co gorsze, poszczególne częstotliwości pokonują je z różną skutecznością, co powoduje - po trzecie - zakłócenia koherencji czasowej. Instrumenty są gorzej ze sobą zsynchronizowane, pogarsza się wybrzmiewanie, rytm staje się bardziej monotonny, przede wszystkim zaś przestaje być słyszalna zastosowana przez wykonawcę fraza. W sumie jest to nadal muzyka: jako zbiór tonów odpowiadających nutom partytury. Jednak przekaz o interpretacji utworu staje się mało czytelny.

Prawe wyjście odtwarzacza CD odłącz od wzmacniacza. Jeżeli następnie oddzielisz odeń również plus lewego kabla głośnikowego i w powstałą lukę wstawisz, szeregowo, dwa łącza testowe zakończone obustronnie krokodylkami, to - wpinając następnie pomiędzy krokodylki wewnętrzne jakikolwiek kawałek metalu - możesz ustalić jego KLB. Oczywiście, orientując go raz w jedną, raz w przeciwną stronę - i słuchając każdorazowo tego samego materiału muzycznego. Przy czym początek lewego kanału (dlatego odłączyliśmy prawy) "Water of love" z CD "Dire Straits" uważam za najbardziej w tym kontekście przydatny.

Oczywiście, że prawidłowe zorientowanie obu łączy testowych poprawi następnie jakość owego "detektora". Też oczywiste, że stosując go, musisz kierować się rozsądkiem. I tak np. możesz przetestować widelec lub łyżkę, nie przepuścisz jednak sygnału testowego przez wnętrze półprzewodnika, a tym bardziej nie próbuj przez cewkę wkładki gramofonowej, którą spalisz. (Natomiast możesz sprawdzić - i porównać z kierunkiem przebiegu sygnału - KLB jej poszczególnych sztyftów, ujmując pomiędzy krokodylkami ich milimetrowe odcinki - przekonasz się, że jest to odległość wystarczająca - nie "puszczając" więc sygnału dalej.)

A teraz kilka reguł, ustalonych doświadczalnie.

Jeżeli KLB danego elementu określimy - jak powyżej - w przebiegu plusa sygnału (proponuję zwizualizować go strzałką od wzmacniacza do głośnika) to ten sam element umieszczony w przebiegu minusa powinien być zorientowany swoim KLB odwrotnie. (Istotne, jeżeli konfigurujemy sami - z pojedynczych, odsłuchanych przewodów - interkonekty lub kable głośnikowe. Nie dajmy się przy tym zwieść faktowi, że niektórzy producenci kabli orientują KLB minusa tak samo, jak plusa. Jeżeli dokonacie przeorientowania - co zazwyczaj wymaga rozdzielenia konstrukcyjnie zespolonej pary - muzyczność ulegnie poprawie.)

Przypadkiem szczególnym są sekcje wysokotonowe niektórych kolumn dwudrożnych, których odpowiednie elementy zwrotnic, okablowanie wewnętrzne i zewnętrzne kable głośnikowe - oczywiście bi-wiringu - brzmią lepiej zorientowane swoim KLB odwrotnie niż dla sekcji nisko/średniotonowej - w odniesieniu i do plusa, i minusa. I to niezależnie od faktu, czy głośnik wysokotonowy podłączony został przez konstruktora w fazie czy też przeciwfazie. Z posiadanych przeze mnie jest tak w przypadku ProAc Tablette - ale już Spendor 45/2 i Dunlavy SCIII (trójdrożne) wymagają dla wszystkich swoich sekcji tej samej orientacji. Zresztą i w przypadku podłączenia Tablette pojedynczymi kablami "góra" przestaje mieć separatystyczne wymagania, podporządkowuje się preferencjom kierunkowym sekcji niskotonowej.

Dla fazy prądu 220V "strzałka " KLB musi być skierowana od tablicy rozdzielczej do odbiorników prądu, dla zera i dla uziemienia - odwrotnie. W przypadku prądu stałego wewnątrz komponentów: dla plusa -n od diod prostujących, dla minusa przeciwnie.... I znowu przyznaję się do braku zrozumienia, skoro faktyczny przebieg prądu stałego - "fizyczny" w odróżnieniu do "technicznego" - jest wszak odwrotny!

Również zagadkowe, że kierunkowość instalacji 220V występuje także w przypadku obwodów rozwartych, mimo braku przepływu prądu. Na dowód wetknijcie w otwór fazy gniazdka ściennego kawałek miedzianego drutu (radziłbym: opatrzonego koszulka izolacyjna - oczywiście z KLB tak samo zorientowanym!) - raz w jedną, raz w druga stronę. Tłumaczę sobie słyszalne różnice w ten sposób, że elektrony fazy musza przebyć tę drogę, by wytworzyć na końcu drutu potencjał. Co jednak począć z faktem, że takie same różnice - z lepszym dźwiękiem przy KLB zorientowanym tym razem przeciwnie - usłyszycie również przy obracaniu drutu wetkniętego w otwór zera? Czyżby połączenie stąd ku ziemi - a w przedłużeniu i nasz drut testowy - odprowadzało ku niej jakieś zaindukowane potencjały, zakłócenia, nawet kiedy nie płynie prąd 220V? I również jakość tej "drogi " wpływa zwrotnie na kondycję całej instalacji elektrycznej?

* * *

Zdaję sobie sprawę, że odwołując się permanentnie do wrażeń słuchowych muszę zająć stanowisko wobec faktu, że nawet to, od czego wszystko się zaczęło, uchodzi dotąd za kontrowersyjne. Jak mianowicie wytłumaczyć, że wielu audiofilów nie słyszy różnic przekręcając swoje kable głośnikowe?

Po pierwsze, nie wiedzą, jakich zmian oczekiwać, na jakie aspekty dźwięku się uczulić. Po drugie, dochodzi do tego złożoność konstrukcji kabli. Nawet najprostszy solid-core składa się z przewodów plus i minus - i dwóch koszulek izolacyjnych; mała szansa, by KLB wszystkich czterech elementów zorientowane były prawidłowo. Do ośmiu zaś, na kanał, wzrasta ich liczba, jeżeli kabel zakańczają wtyki - które z kolei same składają się zazwyczaj z wielu detali.

W przypadku splotu sytuacja jeszcze się komplikuje: plus i minus zawierają teraz dziesiątki przewodów; w przypadku zaś konstrukcji litz: drugie tyle koszulek izolujących - wszystko to o orientacji przypadkowej. W sumie KLB całości jest tylko wypadkową niezliczonej ilości składowych, przez co różnice dźwiękowe przy obracaniu kabla zostają zminimalizowane. (Niemniej zawsze słyszalne, gdyż jest statystycznie nieprawdopodobne, by ilość składowych KLB i KGB była identyczna, a przez to kabel istotnie dwukierunkowy. Nawet reklamująca się jako taki niemiecki Mamba, spleciony - i w części plus, i minus - z dwóch drutów solid-core o orientacji KLB przeciwnej, i tak posiada izolacje i wtyki, które powodują jego, choć relatywnie mniejszą kierunkowość.)

Przyczyna trzecia, iż rolę maskującą odgrywa także ogrom składających się na nasz system elementów - i ich detali - zorientowanych w KGB. Począwszy od - załóżmy - drutu cewki wkładki gramofonowej, aż po drut cewki głośnikowej. A, że to samo dotyczy domowej instalacji elektrycznej, przejrzystość naszych systemów audio - jeśli nie modyfikowanych - jest w rozważanym aspekcie znikoma.

Otwórzmy przykładowo wzmacniacz. Przede wszystkim, jego producent (a przy okazji targów frankfurckich indagowałem wielu), nie miał o kierunkowości pojęcia. Jeżeli zaś nawet (jak Yves Bernard Andre z YBA), to i tak np. funkcja scalaka wymaga zalutowania go w określoną stronę, choćby przy tym wszystkie jego nóżki ułożyły się w KGB. Czy też płytka drukowana: mimo KLB wspólnego dla całej powierzchni przewodzącej, pozostałe po wytrawieniu ścieżki przewodzą przecież prąd w różnych kierunkach - część więc z nich w KGB. Owszem, pewne elementy są symetryczne, i można by np. wlutować w lepiej brzmiącą stronę opornik (nie zaś, powszechna praktyka, kierując się tylko symetrią barw kodowych}. I tak jednak składa się on, oprócz drutu oporowego, z dwóch metalowych "wąsów " i dwóch mocujących je skuwek. W sumie 5 elementów - I znowu KLB całości jest tylko wypadkową....

Nie jest to zresztą - w rozpatrywanym przez nas kontekście - jedyny przypadek, gdzie identyfikację zjawiska utrudniają didaskalia - sceneria towarzysząca. Oto np. w prawidłowo przeprowadzonym eksperymencie brzmienie absolutnej przeciwfazy jest ewidentnie błędne. Chyba, że został nagrany w ten sposób materiał dźwiękowy (np. niektóre płyty Sheffield Lab) - i wtedy zmiana plusa i minusa w obu kanałach, wtykami głośnikowymi lub ewentualnym przełącznikiem w przedwzmacniaczu, powinna przynosić poprawę. Tyle, że wszystkie elementy następujące po takim punkcie zmiany przewodzą teraz w kierunku przeciwnym. Efekty odwrócenia proporcji KLB i KGB mogą się okazać większe, niż zmiany fazy. (w rezultacie na przykład dyskusja, skądinąd absurdalna, jaka przetoczyła się przed kilku laty na łamach angielskiego "Hi-Fi News & RR": czy zmiana ta jest w ogóle słyszalna?).

Podobnie, bezspornie lepiej brzmi taka polaryzacja wtyczki prądowej (szkoda, że w Polsce nie można - wtyczką trójbiegunową - obracać dowolnie), która skutkuje mniejszym szczątkowym napięciem AC na obudowie komponentów. Jeżeli jednak proporcja KLB/KGB elementów składowych wtyczki, przewodu sieciowego i przewodników wewnątrz - aż po uzwojenie transformatora włącznie - ulegnie pogorszeniu, to i tak ucho słuchacza może popaść w rozterkę. Jak je z niej wyprowadzić w drugiej części naszych rozważań...

Konkluzja zaś teraz, że pieczątka dźwiękowa KGB jest nieodłączną składową, tego co dochodzi nas na co dzień z naszych głośników. I - w moim przekonaniu - jest głównym sprawcą oddalenia jakościowego od muzyki słuchanej "na żywo". (W stopniu większym, niż niedostatki topologii czy zastosowanych komponentów, które to - nawet przeciwnie - im doskonalsze, transparentne, tym bardziej owe wady, muzycznie najbardziej istotne, eksponują. O ile oddalenia tego nie da się pokonać do końca, to jednak można zajść daleko w tej drodze - i jako przewodnik zamierzona jest część następna tego tekstu. Powiemy sobie o przepalaniu, przeorientowywaniu i selekcji; szlif zaś ostateczny dźwiękowi naszych systemów nadamy, wykorzystując kierunkowość elementów mechanicznych i tłumiących (bo i ta istnieje). Wszystko to metody wypracowane w ciągu lat eksperymentowania. Ze wsparciem również ze strony kółka zaprzyjaźnionych gdańskich audiofilów, którzy to dali się kiedyś wrażliwością na opisywane aspekty dźwięku zarazić, teraz zaś dokonują własnych eksperymentów i ustaleń.

Przy założeniu, że redakcja nie obrazi się o komentarz w konsekwencji powyższych rozważań, się narzucających. Otóż wszystkie formułowane w tym magazynie oceny komponentów - mimo widocznego starania o obiektywizm i precyzje procedury testowania - muszą być odczytane relatywnie. Dotyczą bowiem zawsze egzemplarza "x" danego urządzenia (i właściwie powinny cytować jego seryjny numer). Już zaś egzemplarz "x+n", ewentualnie przez nas kupiony, zabrzmi na skutek innej proporcji KLB/KGB w muzycznie istotnych aspektach inaczej. Statystycznie rzecz biorąc, w połowie przypadków zabrzmi gorzej. I to jeszcze jeden powód, aby nad nim popracować.

Inna rzecz, że dotyczy to wszelkich domowych urządzeń elektrycznych. Trudno byś, Czytelniku, porównał dźwięk pralek, kup jednak - przykładowo - kilka identycznych żarówek. I wkręcaj je po kolei w tę samą oprawkę, nawet nie zapalone - kontaktujące się więc z siecią, w większości domowych instalacji, tylko od strony zera! Ważne, by słuchać każdorazowo tego samego. "Water of love", tym razem w stereo, jest nadal stosowne, jeszcze lepszy śpiew solowy z akompaniamentem fortepianu. Jeżeli zdobędziesz CD Mario Lanza, "Great songa from the Legend", to słuchaj "Torna a Surriento" - zawsze od początku. Zwróć uwagę na aspekty wyżej opisane, przede wszystkim zaś na frazę. Fortepian i głos będą również zmieniały brzmienie, pozostaną jednak rozpoznawalne jako te same. Odmienność natomiast intonacji, akcentów i pauzowania każe każdorazowo podejrzewać, że zebrali się - i tenor, i akompaniator - i wykonali od nowa. Podczas gdy zmienia się tylko proporcja KLB/KGB - z żarówki na żarówkę!

(O.K., było to zamierzone nieco prowokacyjne, gdyż pewnych uogólnień można dzięki testom typu reprezentatywnego dokonywać. Tak samo i ja preferuję spośród żarówek, generalnie rzecz biorąc, 60-watowe, brzmiące nanjnaturalniej. "setki" dają więcej fundamentu i masy, ale zaciemniają kontur, "czterdziestki" brzmią blado i cienko, "siedemdziesięcio-piątki" - ni pies, ni wydra - nieprzekonywujaco.)

Nawiasem mówiąc łatwość wymieniania żarówek uczyni to jednym z punktów naszego programu minimum, pozwalającego na skompensowanie ogromu błędów kierunkowych naszych systemów - dla tych, którzy wzdragają się przed otwarciem głośnika czy gniazdka elektrycznego. I w przeciwieństwie do programu dla maksymalistów, gdzie większość tych błędów postaramy się usunąć! Różnica, jak między leczeniem objawowym, a przyczynowym. Dla każdego coś stosownego...

Niezupełnie. Jak się przekonałem część osób, nieczuła na te właśnie aspekty dźwięku, różnic kierunkowych istotnie nie słyszy. Nawet demonstrowanych na sprzęcie specjalnie pod tym kątem modyfikowanym. Właściwość ta, w niczym ich nie dyskryminująca, sprawia jednak, że z tekstu tego, a tym bardziej jego drugiej części, pożytku nie odniosą.
I tyle jako wyjaśnienie tytułu.

Jerzy Sarota

Jeśli mają Państwo uwagi dotyczące tej strony lub zauważyliście na niej błędy, dajcie nam znać.
Kliknięcie na niniejszy link spowoduje uruchomienie w nowym oknie formularza, przy pomocy którego można przekazać uwagi do redakcji.
Copyright © 1991-2017 Magazyn Hi-Fi, Gdynia, Poland
logo hifi.pl